Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 7 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,57

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 210
Średnia: 7,52
σ=1,46

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Overlord II

Rodzaj produkcji: seria TV (Japonia)
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • オーバーロード II
Gatunki: Fantasy
Widownia: Seinen; Postaci: Anioły/demony, Magowie/czarownice; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Inne: Magia
zrzutka

Drugi sezon pomysłowej serii fantasy, którego przyjemność oglądania przypomina pałaszowanie sernika z rodzynkami… Albo pizzy z ananasem.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Do obejrzenia pierwszego sezonu skłonił mnie przypadek, a ściślej mówiąc – zobaczone przypadkiem AMV. „Fajne to,” powiedziałem sobie i dałem serii szansę. Kredyt zaufania został spłacony, bo pierwszy sezon Overlorda zaliczyłem w trzy wieczory, bawiąc się przy tym na tyle dobrze, że niedoróbki nie raziły, a wątpliwości, choć się pojawiały, to nie tłukły w ściany czaszki, krzycząc, że to i tamto obraża logikę, sens, rozum i godność człowieka. Ogólna frajda skutecznie wszystko to przysłoniła. Zachęcony tym, od razu sięgnąłem po sezon drugi, mając nadzieję, że będzie równie fajnie, a może nawet i lepiej…

…i popełniłem błąd większy, niż Isildur, kiedy nie zniszczył jedynego pierścienia.

Drugi sezon Overlorda to koszmarny przykład tego, jak wszystkie problemy pierwszego sezonu narosły niczym ropiejący wrzód gangreny, jątrząc się i pęczniejąc, śmierdząc, by w końcu zalać widza falą ropy. To także bolesny dowód na to, że autor, mający fajny bądź co bądź pomysł, nie jest w stanie zapanować nad tym, co stworzył i idzie na żywioł. I wreszcie, to przypadek szczególny, bo mimo tego wszystkiego, ten sezon da się nadal oglądać i, o zgrozo, pewnie nawet może się podobać. Brzmi to jak bełkot paranoika? Bynajmniej.

Sezon drugi składa się z dwóch wątków, na dobrą sprawę niepowiązanych nawet specjalnie mocno ze sobą. Pierwszy to kwestia mieszkających nieopodal siedziby głównego bohatera plemion jaszczuroludzi. To oni jako pierwsi mają być celem ekspansji ekipy z Nazarick. Ainz, jak na typowego serialowego złoczyńcę przystało, nie najeżdża ich ot tak, by wziąć z zaskoczenia i zniszczyć plemię po plemieniu, tylko ostrzega uprzejmie i daje czas na przygotowanie się. No i dzięki temu, drogi widzu, dostaniesz kilka odcinków reptiliańskiej dramy obyczajowo­‑politycznej, ozdobionej wątkiem miłosnym. A wszystko to nudne, schematyczne i w sumie do niczego nie prowadzi. Finał jest oczywisty i na dobrą sprawę mógłby zająć jeden odcinek, a nie pięć. Nieprzypadkowo akcja dzieje się na bagnach – mamy tu bowiem fabularne dno i trzy metry mułu, w których jedynym na dobrą sprawę jasnym punktem jest krótka scena, w której Ainz robi sobie efektowne wejście. I jeszcze jest Shalltear w roli krzesła. Ale o tym później.

Drugi wątek ma charakter polityczno­‑kryminalny i dotyczy organizacji przestępczej, która działa w jednym z królestw. Walkę z nią, przy pomocy grupy awanturników i swojego ochroniarza, toczy miejscowa księżniczka o niebanalnej osobowości. Pechowo dla siebie, bandziory nadepnęły na odcisk Sebasowi, który zaopiekował się jedną z ich ofiar. To ostatecznie musi doprowadzić do interwencji Ainza z koleżankami i kolegami, a w dalszej perspektywie – do potężnej rozwałki, w której wreszcie popisać się będzie mógł chyba najbardziej marginalizowany dotychczas spośród bohaterów, czyli Demiurge. Brzmi dobrze? Tak, druga połowa to jakościowy przeskok, fabuła robi się ciekawsza, mamy nawet jakieś niespodzianki, postacie, które da się lubić, parę udanych walk… I niestety, męczące wrażenie, że tak naprawdę do niczego to nie prowadzi.

Drugi sezon Overlorda ma więcej wad niż Edyta Górniak lat, ale tą, która od początku wydaje się być dojmującą, jest poczucie, że oglądamy coś na kształt zapychacza. Oba wątki fabularne tak naprawdę ani trochę nie popychają głównego bohatera do przodu. W ostatnim odcinku jest on niemal dokładnie tam, gdzie był na początku. No dobra, niby podbił te jaszczury, ale coś z tego wynika? No nic. Niby pobrylował w finale, ale co mu to daje? No nic. Stał się może chociaż mądrzejszy, potężniejszy albo rozwinął się w jakiś sposób? Ani trochę. Więc może ktoś z jego towarzyszy się zmienił, ktoś ubył albo przybył? Taaaa, tu mi czołg jedzie. Gdyby już patrzeć na to w ten sposób, to w tym temacie więcej fabuły dotyczyło ludzi niż ekipy z Nazarick. I tu zaczyna się kolejny problem.

Overlord ma bardzo liczną obsadę, którą spokojnie można by obdzielić rasowego shounena. Nic w tym złego, zwłaszcza że postacie dają się lubić, a to, że są przepakami nawet nie drażni aż tak, jak potencjalnie by mogło. Jednak już podczas oglądania pierwszego sezonu miałem niepokojące odczucie, że za dużo grzybków w tym barszczu na kościach pływa. I w drugim sezonie to wychodzi na wierzch. Przez trzynaście odcinków Ainz (bądź co bądź tytułowy bohater) jest postacią najwyżej drugoplanową, a czas ekranowy kradną postacie z jego ekipy. Gdyby to był liczący dwieście odcinków shounen, to chwaliłbym autora, że dba o swoje postacie, a nie robi z nich tła i publiczności dla popisów protagonisty. Ale taka taktyka zastosowana w liczącej trzynaście odcinków opowieści sprawia, że patrzymy i myślimy sobie „No fajnie, ten to jest super, ale niechby może historia poszła trochę do przodu”. A ona, jak na złość, iść nie chce. Zaś sam Ainz przeważnie udaje przewidującego wszystko na pięć kroków do przodu geniusza, siedząc sobie na tronie. Albo na plecach Shalltear…

Tym, co w moim przekonaniu, wyróżnia Overlorda (niekoniecznie na plus, ale jednak…) jest balansowanie tej serii między próbą bycia, przynajmniej miejscami, mroczną opowieścią, a lekką, nierzadko rubaszną historyjką, opowiadaną pół serio, pół żartem. Ten kontrast może drażnić, kiedy mamy komiczne scenki z udziałem Albedo czy Shalltear (żaden ze mnie feminista, ale ten sezon sprowadził obie panie wyłącznie do roli dostarczycielek fanserwisu i humoru, a drugą z nich do pozycji krzesła…), a równolegle bohater lekką (bo i kościstą…) ręką wydaje rozkazy przeprowadzenia masowych egzekucji. Czy bawiłbym się lepiej, gdyby Overlord był faktycznie pełnowymiarowym dark fantasy, takim Berserkiem, gdzie głównym bohaterem byłby przywrócony światu Griffith? Być może, choć aby coś takiego stworzyć, trzeba by mieć talent na miarę Kentarou Miury. Tak czy owak, w pierwszym sezonie to działało. A w drugim?

Moim zdaniem autor popełnił jeden bardzo poważny błąd, który mocno wpłynął na problem z traktowaniem Overlorda serio. Otóż dowiadujemy się, że w tym świecie można wskrzeszać zmarłych. Jasne, nie da się wskrzesić kogoś, kto został zabity i zamieniony w zombi (o czym była mowa w pierwszym sezonie), ale to nadal potężne przegięcie, które potrafi zabić (nomen omen) dramatyzm praktycznie każdej walki. Bo co nam po tym, że bohaterowie walczą na śmierć i życie, skoro po walce można ich w pięć minut wskrzesić bez zbytniego wysiłku czy kosztów? I nie, żeby to była wyłącznie umiejętność głównego bohatera, który jest w tym świecie kimś w rodzaju półboga. Tutaj osób z takimi zdolnościami jest więcej. O tym, że autor do końca nie przemyślał systemu magii, wiedziałem już wcześniej, po scenach, w których czar lekkiego leczenia ran przywraca utracone kończyny (czyli coś, co w większości światów fantasy zarezerwowane jest dla sfery wyższej magii kapłańskiej czy wręcz boskich cudów). Teraz natomiast pojechał po bandzie na całego. Zupełnie jakby nie miał obok kogoś, kto by mu powiedział w tym momencie „No nie stary, ale tu już przeginasz”.

Już wiemy, że jest źle, ale czy było coś dobrego? Cóż, o ile łatwiej byłoby chyba obronić Polskę w 1939 roku niż obronić historię z jaszczuroludźmi, to drugi sezon wyraźnie oddaje więcej sprawiedliwości Homo sapiens. Ludzcy bohaterowie, zarówno znani z poprzedniego sezonu, jak i nowi, dają się lubić, szczególnie dotyczy to księżniczki, która awansowała do ścisłej czołówki. Nie zawodzą walki, zwłaszcza pojedynek trójki awanturniczek z Entomą. Niewątpliwie cieszy fakt, że spychany do kąta Demiurge mógł się wreszcie wykazać. No i czy wspominałem już o krześle?

Ktoś z was, czytający, pewnie już mruknął pod nosem „Ale ten tutaj narzeka jak stara baba na krzyż, a przecież mi się to fajnie oglądało”. I pewnie będzie to prawda. Bo gdyby umieć wyłączyć logikę, swoistą czujność na fabularne oraz logiczne bzdurki i traktować drugi sezon Overlorda w kategorii wieczornego relaksu, to pewnie można się naprawdę dobrze bawić. Dalej mamy tu urocze grono przekozackich bohaterów odwalających epickie akcje, dalej jest sporo humoru, druga połowa potrafi nawet fabularnie zaciekawić. To nie jest tak, że ta seria jest totalnym niewypałem, którym można by torturować widzów. W żadnym razie! Ona jest po prostu całkowicie nieprzemyślana i źle skonstruowana. Tylko tyle i aż tyle.

Wspomniany na początku Isildur nie zniszczył jedynego pierścienia, co ostatecznie dało nam wspaniałą historię z Frodo i spółką. Więc może i tak będzie, że ten nieudany sezon drugi stanie się zaczynem do stworzenia lepszej kontynuacji, swoistą odskocznią lub po prostu dnem, od którego trzeba się odbić? Chciałbym, aby tak było. Tylko czy po tym sezonie wielu nie stwierdzi, że po prostu ma dosyć?

Agathocles, 21 kwietnia 2023

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Madhouse Studios
Autor: Kugane Maruyama
Projekt: Juuki Izumo, Kouji Sugiura, Masahiko Suzuki, Momoko Maebara, Satoshi Tasaki, So-Bin, Taiki Imamura, Takahiro Yoshimatsu
Reżyser: Naoyuki Itou
Scenariusz: Yukie Sugawara
Muzyka: Shuji Katayama