Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Komentarze

Saiunkoku Monogatari

  • Avatar
    A
    gaijin 20.04.2015 16:06
    Boże, co za nuda
    Dociągnęłam do 10 odcinka, ale dalej nie dałam rady. Pierwsze trzy odcinki nawet niezłe, ale potem było już tylko gorzej. Jak tylko się robiło odrobinę ciekawiej, to natychmiast pojawiały się jakies wypełniacze i dłużyzny. Jeśli jakiś bohater zaczynał być interesujący, to natychmiast przeskakiwano w inny wątek itd. Wrażenie takie, że twórcy nie byli w stanie się zdecydować, co chcą z tego zrobić i nie mają odwagi pójść w żadną stronę (Shoujo, harem, dramat polityczny)
  • Avatar
    A
    Yumi Mizuno 28.10.2014 00:19
    O tym jak z nauczyciela do gubernatora
    To anime powinno się chwycić szczególnie w dzisiejszym świecie, gdzie kobiety wchodzą wszędzie tam gdzie ich wcześniej nie było, albo było ich tak mało że ich obecność była niezauważalna.
    Anime zaczyna się fenomenalnie, później jest ciekawie, koniec mnie rozczarował i zakończenie fabularne. Nawet lekko zaczęła mnie denerwować główna bohaterka. Ale nie aż tak strasznie bardzo.
    Generalnie anime dobre i przyjemne. Mile spędzony czas. 7/10
  • Avatar
    A
    Lenneth 2.11.2012 03:01
    Dobry początek – lekkie, ale przyjemnie realistyczne shoujo; udana komedia romantyczna z ciekawymi postaciami.
    Dobry koniec – poruszające, mroczne shoujo, nadal całkiem realistyczne psychologicznie/obyczajowo, z ciekawymi postaciami.
    Beznadziejny środek. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Fabuła wlecze się jakby chciała, ale nie mogła. Intrygi polityczne podane w takiej formie, że nijak nie idzie się w nie wciągnąć (ogólnie to widzimy żmudną pracę biurową i niewiele poza tym). Absolutna przewidywalność plus rozwiązania deux ex machina. Nawet sceny „walk”, mające od czasu do czasu podkręcać tempo akcji (?), skonstruowano w skrajnie statyczny sposób. Do zmęczenia, ale bez przyjemności.
  • Avatar
    A
    Akaruisama 11.08.2012 00:32
    To anime jest świetne!
    To może być tytuł do dłuższej wypowiedzi. Saiunkoku Monogatari to naprawdę jedna z najlepszym serii, które oglądałam. Wbrew pozorom to nie jest anime o dziewczynie i jej wielbicielach, ale o silnej osobowości kobiecej, która znalazła odwagę, żeby wejść do zdecydowanie męskiego świata. Bohaterka ma pewne cechy shoujo, jest miła, urocza, łagodna, o dobrym sercu. Ma jednak wiele zalet już nie tak charakterystycznych. Jest silna, opanowana, mądra, potrafi stłumić w sobie kobiece odruchy i posłużyć się logiką. W dodatku nie ma cech bohaterki do wszystkiego, Shuurei jest zdolna, ale wie, jakich umiejętności jej brakuje i potrafi poprosić o pomoc.
    Cesarz Ryuuki jest postacią bardziej schematyczną, ale ma w sobie bardzo wiele uroku. Saiunkoku jest jednym z tych anime, w którym naprawdę widzę szanse powodzenia związku głównych bohaterów.
    Zaletą tej serii są bohaterowie, ich charaktery, sytuacje życiowe i wybory są pasjonujące, a przy tym całkowicie realistyczne. Żaden z nich nie jest pozbawiony wad i niedoskonałości, co sprzyja lepszemu odbiorowi akcji przez widza.
    Dobrze narysowaną postacią jest Seiran, którego ze względu na trudną przeszłość bardzo łatwo byłoby sprowadzić do roli cierpiącego męczennika.
    Uważam, że najsilniejszą stroną opowieści są wątki polityczne i intrygi na dworze. Ta część nie jest już w żaden sposób bajkowa. Ryuuki jest bardzo młody i, chociaż niezaprzeczalnie inteligentny, nie ma doświadczenia w sprawowaniu władzy. Arystokraci są zdemoralizowani długą walką o tron i nie zamierzają okazywać posłuszeństwa obecnemu cesarzowi. Co więcej urzędnicy pozostający przy dworze są rozdarci między własną karierą, interesami ich rodów oraz lojalnością w stosunku do cesarza. Kou Shuurei jest kartą prztargową, jako urzędniczka mająca wpływ na cesarza, króra nie waha się wykorzystać wszystkich swoich umiejętności w jego służbie, oraz jak księżniczka z prostej linii swojego rodu. Fascynujące okazuję się relacje w ich rodzinie, wsparcie jakie klan Kou od początku okazuje swojej hime oraz obowiązki, jakie za to wsparcie na niej spoczywają.
    Za bardzo ciekawą uważam relację głównej bohaterki z Koyuu. Jest pomiędzy nimi wyraźna sympatia, podziw, porozumienie, ale nie ma pociągu ani miłości.  kliknij: ukryte 
    Te wątki stają się jeszcze ciekawsze w drugiej serii, gdyż Bohaterka nabywa więcej doświadczenia i wyzbywa się swojej przesadnej dobroduszności i ufności.
    Bardzo miło ogląda się również sceny z Seiranem, chociaż charakter ich relacji nie jest jasny. Seiran chyba skrycie kocha Shuurei, ale nic nie robi, by ją zdobyć.
    Sa Sakujuna uważam za niezbędny wszędzie czarny charakter, nie całkiem jednak czarny, tak jak pozytywne postaci nie są całkowicie białe. Nie mam wątpliwości co do uczuć jakie wzbudzał w bohaterce, Sakujun wzbudza w niej pożądanie, może dlatego, że jest jedynym mężczyzną z jej otoczenia, który ośmiela się po nią sięgnąć. Po tym doświadczeniu Shuurei dojrzewa i staje się bardziej świadoma swojej kobiecości oraz uczuć, jakie wzbudza w niej cesarz.
    • Avatar
      Karmel 4.04.2013 14:30
      Zgadzam się z Twoją wypowiedzią :)
  • Avatar
    A
    podkladek0713 27.03.2012 17:42
    nie ma się co rozpisywać. bardzo dobre anime. obejrzałam w 2dni :D
  • pumpkin 1.10.2011 22:09:52 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Łakomczuszek Pospolity 30.09.2011 20:14
    Ogromna wściekłość na koniec
    Zabierając się do Saiunkoku, miałam nadzieję że obejrzę lekką komedię romantyczną, bez nadmiaru fabuły, skupiającą się na uczuciach cesarza do głównej bohaterki i vice versa. Tekst dalszy ukrywam aby niechcący nie zniszczyć nadziei czy też przyjemności z oglądania anime, nie zawiera większych spojlerów.  kliknij: ukryte 

    A teraz tekst ukryty z powodu ewidentnego spojlera. : )

     kliknij: ukryte 

    Podsumowując. Oglądając Saiunkoku Monogatari czułam ogromną frustrację, nie zmienia to jednak tego że jest to seria dobra. Można powiedzieć że bardzo mi się spodobała, stąd moja złość. Na razie walczę z ciekawością i chęcią obejrzenia drugiej serii, gdyż spodziewam się że rozczaruje mnie ona jeszcze bardziej. Jak na razie nie jestem w stanie wystawić obiektywnej oceny, ale na pewno nie będzie ona mniejsza od 5/10 i nie większa od 8/10.
    • Avatar
      NEBUKADNECCAR 9.10.2011 22:02
      Re: Ogromna wściekłość na koniec
      hehe, po pierwszej serii miałam dokładnie takie same odczucia jak ty, a po drugiej „takie same odczucia” X2 . Następnie zabrałam się za mangę, żeby poznać dalsze losy bohaterów. Niestety manga została wówczas zawieszona ( nie wiem co z nią dzieje się obecnie). Ostatecznie przeczytałam niektóre części powieści, na podstawie której stworzono mange i anime (szkoda,że nie wydano ich po polsku).
  • Avatar
    A
    1788 23.08.2011 23:15
    Hmm… W pamięć najbardziej zapadł mi odcinek 17. W tym odcinku ten cały Cesarz dowiaduje się że główna bohatera została uwięziona w burdelu, podoba mi się jego reakcja coś w stylu „Ohh… znowu ta głupia baba”. Najśmieszniejsze jest to że żywiej zareagował kiedy dowiedział się że został uwieziony jakiś wysoki urzędnik :D.
  • Avatar
    A
    Lucrecia 17.08.2011 19:45
    Raging bish feast!
    Shuurei to kompletna Mary Sue (no, może pomijając dość zwyczajny jak na anime wgląd), ale mimo wszystko da się ją polubić. Jak zresztą większość bohaterów. Problem w tym, że jest ich zbyt wielu! Początkowo myślałam, że seria będzie miała jakąś konkretną fabułę, skoncentowaną na młodym cesarzu, jego bracie i konkubinie, jakieś zdrady, walki o władzę, dużo romansu, etc… a tu klops. Wszystko zaczęło się rozmywać, Ryuuki poszedł w odstawkę… jakbym filler za fillerem oglądała.
    Owszem, zaczęłam oglądać SM przede wszystkim dlatego, że potrzebowałam anime o biszach. Bisze nie zawiedli – co jeden, to ładniejszy, ze szczególnym wskazaniem na Seirana. Ale co za dużo, to niezdrowo – w armii rycerzy na białych koniach nikt nie jest wyjątkowy! Ciężko się do kogoś z nich przywiązać! Chińskie nazwiska wcale nie pomagają w orientacji.
    Od strony wizalnej anime wcale nie powala na kolana. Owszem, kreska wyjątkowo przyjemna, panowie przepiękni, ale tylko w zbliżeniach. Tła mogłbyby być bardziej szczegółowe, ale co najbardziej rzuciło mi się w oczy to STATYCZNOŚĆ animacji. Postacie mało się ruszają, w dziwny, przesadnie udramatyzowany sposób. Postacie w tle nie ruszają się wcale! Plus, ja rozumiem, że to nie shounen, ale sceny walk zawiodły mnie srodze. Jak można /skopać/ scenę, w której dwóch przecudnych wojowników stoi naprzeciw siebie z mieczami…? Powinni za coś takiego karać. ;)
    Niemniej jednak, każda fanka długowłosych piękności powinna przynajmniej zapoznać się z tytułem. Oglądanie nie nuży, humor jest całkiem przyjemny, a umoralniające gadki (np. o pracy nad sobą) strawne. Jeszcze nie dokończyłam serii, ale raczej to zrobię. :)
  • Avatar
    A
    Deedee 21.04.2011 17:27
    ok
    Mi się podobało. Rada dla wszystkich zniechęconych po pierwszej styczności: przebrnijcie przez pierwszych kilka odcinków, będzie z górki! Ja do tego anime podchodziłam jakieś 3 razy… A w końcu tak się wciągnęłam, że i pierwszą, i drugą serię połknęłam w kilka dni.
    Inteligentne, ciepłe, zabawne, czego chcieć więcej? Ja w każdym razie polecam. :)
  • Avatar
    A
    zensc 21.02.2011 17:51
    niestety nie
    Nie przepadam za seriami haremowymi.
    Trochę tu polityki, trochę romansu, trochę przygody, trochę… no właśnie. Seria nie skupia się za bardzo na żadnym aspekcie, przez co ciężko zagłębić się w historię, która skacze w różnych kierunkach cały czas. Dotrwałem do końca serii po jakiś 3 tygodniach. 3/10 to wszytko co mogę dać, było bardzo nudno i bardzo nijako. Nie mam najmniejszego zamiaru podchodzić do drugiej serii. Dlaczego to jest w kategorii komedia, też nie jestem w stanie zrozumieć. Największą wadą według mnie jest główna bohaterka, której nie byłem w stanie polubić. Odnosiłem wrażenie, że zachowuje się jak naiwne dziecko w świecie dorosłych. Na koniec jako fan romansideł ;] uważam że ten aspekt został niemalże pominięty.
  • Avatar
    A
    Ruka 17.01.2011 22:09
    Naprawdę dobrze oglądało mi się to anime.Było całkiem inne niż te które do tej pory oglądałam.Myślałam że Shurei będzie strachliwą dziewczyną, ale okazało się że w krytycznych sytuacjach krzyknęła kopnęła kogo trzeba i było po sprawie.Była strasznie twarda i nie uginała się. Kolorystyka była bardzo ładna i przejrzysta.Twarze naszych bohaterów cudne a w ogóle cesarza kawaii!!!.Uwielbiałam kiedy był dziecinny.Miał wtedy taki słodki wyraz twarzy.Trochę denerwowało mnie to że było mało romansu , ale ta seria nie jest tylko romansem więc jeśli ktoś bardzo liczy na wspaniałe sceny miłości to się nie doczeka.Jak najbardziej polecam ze względu na muzykę, bohaterów ,każdy z nich ma w sobie coś ciekawego, humor i Shuurei :):)Teraz zabieram się za drugą serię.U mnie to jest dziwne ponieważ nie lubię długich serii.Ale zobaczymy .
  • Avatar
    A
    blue 5.06.2010 10:42
    nierówne
    raz lepiej raz gorzej, niektóre odcinki ciągneły się w nieskończonośc,
    fabuła nie jest odkrywcza, ale przynajmniej konsekwentna, choć oglądając tą serie miałam dziwne wrażenie że twórcy zabardzo nie wiedzieli o czym ma być, dla świętego spokoju wzieli troche tego troche tamtego wrzucili wszystko razem nawet nie zastanawiając się nad odpowiednimi proporcjami i powstała taka dwuczęściowa hybryda, każda z części sama w sobie jest strawna ale razem mogą denerwować, pierwsza skupjająca się na romansie jest przykrótka i można by to dalej pociągnąć tworząc coś naprawde sympatycznego, a tak główna wybiera własne marzenia zostawiając cesarza, w baśniowej konwencji oczywiście będzie na nią czekał, aż Shuei wyżyje się zawodowo, ale gdyby potraktować to bardziej życiowo to cesarz siłą rzeczy zostanie zmuszony do zapewnienia ciągłości dynastii ,
    część druga która dotyczy ambicji młodej arystokratki jest lepsza i lepiej dla całego anime byłoby gdyby wszystk od początku poszło w te strone, ponieważ jej potyczki ,pokonywanie przeszkód by osiągnąć to w co się wierzy naprawde jest wciągające i potrafi człowieka zaskoczyć,
    postacie są ciekawe, jednak w całej serii można dostrzec że nasza feministka zabardzo nie wie jak poradzić sobie z własnymi uczuciami, cesarz po początkowej przemianie stanoł w miejscu i został daleko w tyle, podczas rozwoju innych postaci,
    co do grafiki nie mam zastrzeżeń, może dla niektórych być zbyt słodka, ale nie przyprawiła mine o bół zębów, przez całą setie utrzymuje równy poziom, utrzymana w 2D
    muzyka nie zapada na długo w pamięci choć opening zasługuje na wyróżnienie
    anime wacha się pomiędzy 7 a 8
  • Avatar
    A
    Oczko 6.04.2010 19:26
    Bombonierka z bishami! Wszyscy niebywale smaczni, a najbardziej …Sa Sakujun!
    Mając do dyspozycji skalę ocen od 1 do 10, za postacie daję SM … 11!!! W nich tkwi siła i genialność tytułu. Toż to wprost nieprzyzwoite, jak bardzo można je polubić. Ilość pozytywnej energii, która od nich emanuje, starczyłaby do zasilenia średnich rozmiarów elektrociepłowni. Dawno już w trakcie oglądania nie doświadczyłam takich napadów sympatii czy wręcz czułości wobec bohaterów – zwłaszcza Ryuuki sprawiał, ze miałam ochotę przytulać ekran. Wystarczyło, że się pojawił, zrobił którąś z tych swoich zakłopotanych minek i od razu człowiek chciał takiego adoptować!
    Tak, panowie w SM zasługują na najwyższe uznanie. Nie tylko mogą spokojnie służyć jako obiekt estetycznej kontemplacji, ale posiadają interesujące, unikalne CHARAKTERY. Co więcej, relacje pomiędzy nimi są na tyle angażujące, że stanowią solidną przeciwwagę i uzupełnienie fabularnych zawirowań romantycznych. Połowa mego uwielbienia dla tytułu wynika z faktu, ze SM to prawdziwy pean na cześć męskiej przyjaźni! Żadnych dwuznacznych aluzyjek, żadnych erotycznych podtekstów. Za to mnóstwo iście rozczulającej braterskiej troski, życzliwości, lojalności, autentycznego oddania. I świetnie, bo gdyby jedynym emocjonalnym wypełniaczem serii były interakcje na linii Shuurei – jej harem, widz niechybnie zginąłby z nudów (zwłaszcza, że zanim główna heroina poczuje wolę Bożą, upływa trochę czasu).
    Skoro chwalę postacie męskie, nie mogę nie wypowiedzieć się na temat Sakujuna. Generalnie bez trudu wysmarowałabym hymn pochwalny na cześć każdego z panów, zwłaszcza Seirana, który jest moim faworytem, jednakże nie ma takiej potrzeby, bo ju zostali docenieni przez innych komentatorów. Natomiast Sa Sakujun… no cóż… Komentarze nie pozostawiają wątpliwości: nie cieszy się on wśród entuzjastów SM zbyt pochlebną opinią. Moim zdaniem niesłusznie. Dlatego postanowiłam przyjąć na siebie niewdzięczną rolę adwokata diabła i spróbować go trochę wybronić. A przynajmniej wskazać na jego nietuzinkowość jako bohatera.
    Uważam, że to nieprzeciętnie udana postać. Historia potrzebowała jakiegoś czarnego charakteru z klasą – wyrafinowany, zepsuty do szpiku kości, cyniczny dekadent meloman spełnił swe zadanie znakomicie! Taki z niego trochę Saiunkokowy Petroniusz. Ponadto, bądźmy szczerzy, bez niego galeria wymarzonych męskich typów byłaby nieco niepełna. Ryuuki, Shuuei, Kouyuu, Serain, Ryuuren – wszyscy oni owszem cudni, kochani, ale tacy jacyś oswojeni, poczciwi, dworni (nawet pozornie nieokrzesany Ensei), wpatrzeni w Shuurei niczym w święty obrazek. Dlatego, kiedy ni stąd ni zowąd pojawia się na horyzoncie mroczny typ, który nie tylko nie wielbi nabożnie naszej księżniczki, ale wręcz bez pytania sięga po to, czego pragnie – i robi to na tyle umiejętnie, że nie dostaje potem po twarzy (no, przynajmniej do czasu) – ja umoszczam się wygodniej w fotelu i rozpływam nad miłą odmianą. Nie żebym pochwalała ten typ zalotów. W realu to absolutnie niedopuszczalne, ale w fantazji… cóż…fantazja rządzi się przecież swoimi prawami.
    Uwielbiam postać Sakujuna za to, że…

    Uwaga! Tu następuje mój skandalicznie długi wywód będący w zasadzie jednym wielkim SPOJLEREM!

    jest tak wyrazista, a jednocześnie wyjątkowo spójna i przekonująca. Uwielbiam go za to, że jest łotrem doskonałym. Zło, które niewątpliwie reprezentuje sobą socjopatyczny rudzielec, jest jednocześnie niezaprzeczalne i nieoczywiste. Sakujunem nie powoduje gniew, ambicja, zazdrość, żądza zemsty czy bogactw. Gardzi on tym, co napędza pospolitych złoczyńców. Nie ma w nim żadnych ludzkich przywiązań i marzeń. Żadnej ludzkiej słabości Żadnego lęku. Nawet przed  kliknij: ukryte (przyznam, że dla mnie to jedna z najbardziej fascynujących jego cech). Sam Sakujun wielokrotnie przyznaje, ze świat człowieczych emocji jest dla niego kompletnie niezrozumiały. Owa „nieludzkość” wydaje mi się kluczem do zrozumienia całej postaci. W Sakujunie mieszka obcość, której nie da się oswoić. To dzięki niej jest on w tym samym czasie i niegodziwy, i niewinny. Tak jak niewinne są drapieżniki. One po prostu ze swej natury żywią się innymi stworzeniami. W tym kontekście cudnie wykoncypowano wątek pozornej zniewieściałości. To maska, która w równym stopniu ukrywa prawdziwą naturę Sakujuna, co ją odsłania. Lenistwo Sakujuna jest bowiem lenistwem dzikiego, potężnego zwierzęcia, które wygrzewa się w słońcu, doskonale świadome swego piękna i siły. Tę ostatnią ujawnia z rzadka, kiedy przyjdzie mu na to ochota, wtedy jednak wszyscy drżą ze strachu. Najbardziej przypominał mi Sakujun wielkiego, dzikiego, płowego kota. Wszystko przez ów specyficzny, zdradliwy wdzięk – spowolnione, przyczajone ruchy, zmrużone oczy, łaszące się spojrzenia, aksamitny głos. Dlatego takie fascynujące są sceny, kiedy tygrys udaje rozkosznego kociaka, pozwala się Shuurei głaskać i czesać – na zasadzie „zobacz, mimo mojej potęgi przy tobie jestem słaby”. Rany! która by się na coś takiego nie złapała! Trochę wyrozumiałości dla naszej protagonistki! (kocia metafora genialnie sprawdza się także we wszystkich tych momentach, kiedy przymilny rudzielec – w jednym zgrabnym susie – na powrót staje się drapieżnikiem, a biedna myszka – myszką).
    Jeśli chodzi o wątek  kliknij: ukryte Otóż Sakujun jest absolutnym panem samego siebie – wynika to oczywiście z faktu, że jest też egoistą doskonałym, że nie kocha nikogo i niczego, że nie czuje się związany przez żadne prawa ani zasady moralne. Jeśli czegoś pragnie, po prostu po to sięga. Nie prosi, nie przeprasza. Z żelazną konsekwencją i pełną bezkompromisowością zaspokaja swoje pragnienia (o ile akurat chce mu się pragnąć). Do nikogo nie należy. O nikogo się nie martwi. Jest permanentnie wolny. Na Shuurei – wszak ona jest maniaczką niezależności i skuteczności – musiało to zrobić wrażenie! Cała sprawa ma zresztą drugie dno. Śmiem twierdzić, że  kliknij: ukryte Sakujun nie kocha, bo nie potrafi (choć na końcu to by nawet chciał). Shuurei nie kocha, bo się boi – zamknięcia, utraty wolności i mocy, odcięcia od marzeń. Oddanie się mężczyźnie najwyraźniej tak jej się właśnie kojarzy. Nawet Sakujun pojmuje szybciej niż ona tę prawdę, że miłość, nawet jeśli oznacza powierzenie komuś swojej wolności, uczynienie siebie zależnym i bezbronnym, stanowi największe szczęście, czyni życie godnym przeżycia i nadaje sens śmierci.
    No właśnie.  kliknij: ukryte  Mistrzostwo świata. Łatwo tu było popaść w tani sentymentalizm.  kliknij: ukryte rozbroić cały, z takim mozołem i wyczuciem budowany, wizerunek postaci. Myślę, że twórcy wyszli z tej próby obronną ręką. Sakujun nie przeżywa cudownej metamorfozy. Nie zostaje cudownie nawrócony. Nie porzuca swojej tygrysiej natury.  kliknij: ukryte  Biedny piękny potwór! Nie żałowałam łez.
    Jest jeszcze jedna intrygująca rzecz w leśnej scenie. Mimo że – tak jak przed chwilą napisałam – Sakujun generalnie pozostaje Sakujunem, coś się w nim jednak zmienia.  kliknij: ukryte  to dla mnie jeden z najbardziej przejmujących momentów całej serii. I przykład na to, jak subtelnie można rozegrać wątek wewnętrznej ewolucji postaci (mam poważne podejrzenie, ze pąki kwiatów, które za sprawą spinki do włosów stanowią swoisty leitmotiv relacji Shuurei i Sakujuna, stanowią symboliczny komentarz do zmian, jakie zachodzą w nich obojgu).
    I ostatnia rzecz – Sakujun w dużej części jest głosem. Głosem Takehito Koyasu. Zakochałam się w nim z miejsca. Teraz potrafię rozpoznać ten głos wszędzie i nie muszę dodawać, że już zawsze będzie on dla mnie … rudy ;) Poza rozkoszną „kosmatą” barwą mamy tu jednak do czynienia ze wspaniałym i celowym jej wykorzystaniem. Głos Sakujuna przez większość czasu wibruje pogardą i drwiną. Jego lekceważące gardłowe śmiechy to mistrzostwo świata. A kiedy chce być uwodzicielski – no cóż – niech się wszyscy schowają. Scena, w której szepcze Shuurei do ucha  kliknij: ukryte  to kompletny nokaut. Przez dobre pół godziny zbierałam z podłogi swoją zaślinioną szczękę.
    Podsumowując: Nie sądzę, żeby relacja z Sakujunem w jakiś sposób naruszała wizerunek Shuurei. Ja osobiście byłam zachwycona faktem, że  kliknij: ukryte  Kolejna bezdyskusyjna zasługa na koncie drugiego syna klanu Sa!
    • Avatar
      Lenneth 2.11.2012 02:40
      Re: Bombonierka z bishami! Wszyscy niebywale smaczni, a najbardziej …Sa Sakujun!
      Jestem świeżo po zakończeniu pierwszej serii, dlatego z zainteresowaniem i z radością przeczytałam Twoją analizę charakteru i „przemiany” Sakujuna. Zgadzam się właściwie ze wszystkim, co napisałaś, a od siebie dorzucę tylko trzy grosze, czym była dla mnie ta postać w tym anime.

      Zacznę od tego, że po całkiem dobrym początku, w okolicach ok. 10­‑tego odcinka „Saiunkoku Monogatari” stało się dla mnie śmiertelne nudne. Męczyłam się strasznie, oglądając kolejne epizody (właściwie nawet ich nie oglądałam, tylko urządziłam sobie słuchowisko, w międzyczasie przeglądając internet etc.). Kiedy już naprawdę myślałam, że nie zdzierżę i rzucę SM w diabły, pojawił się Saku.

      Co mnie do niego najpierw przykuło? Głos, oczywiście!
      „Sakujun w dużej części jest głosem. Głosem Takehito Koyasu. Zakochałam się w nim z miejsca. Teraz potrafię rozpoznać ten głos wszędzie i nie muszę dodawać, że już zawsze będzie on dla mnie… rudy.”
      Dla mnie Koyasu już na zawsze będzie w pierwszej kolejności głosem Keitha Anyana z „Toward the Terra” (polecam Ci ze szczerego serca; Keith jest jedną z najciekawszych, najbardziej skomplikowanych postaci, jakie do tej pory przewinęły się przez anime, a choć charakter ma inny od Sakujuna, to niektóre linijki wręcz im się pokrywają). Tak czy siak, Koyasu robi z roli Saku perełkę, jak zresztą z większości ról w swojej karierze. Masz rację, że jego głos „wibruje pogardą i drwiną”, a kiedy już zaczyna być uwodzicielski albo ogólnie mówić o uczuciach (czy raczej swoim ich braku), miękną kolana.

      Twoje porównanie Sakujuna do leniwego drapieżnika to w zasadzie strzał w dziesiątkę, trudno lepiej to ująć. Facet zachowuje się jak leniwy, rozpieszczony kotek, którego obchodzi wyłącznie własne futerko, ale kiedy już zechce mu się zapolować, to nie ma zmiłuj.
      Genialna była scena, w której Sakujun i Seiran  kliknij: ukryte . Może i Saku wykazuje przy tym, jak bardzo jest zblazowany, ale jednocześnie widać, że musi mieć jaja.

      Typ urody nieszczególnie przypadł mi do gustu, bo wbrew temu, co napisałaś, Saku nie ma czerwonych włosów – ma różowe. :/ Choć lubię róż w realu, a zniewieściali mężczyźni w anime (zniewieściali li tylko z wyglądu, nie z charakteru, jak to ma miejsce w przypadku Saku!) mi nie przeszkadzają, tu jednak kombinacja nieco drażniła.
      Z drugiej strony, śmiałam się na głos na scenie, w której wkurzona Shuurei, poproszona o ułożenie Sakujinowi włosów, upina mu je w jakąś kretyńską, upstrzoną masą świecidełek fryzurę.

      Co do związku Saku i Shuurei… Właściwie opisałaś go bezbłędnie. Oboje nie potrafią i/lub boją się z kimkolwiek związać, Shuurei nie znosi Sakujuna, Sakujun bawi się nią jak zabawką – a jednocześnie jest między nimi niesamowita chemia. Nie napiszę, że to mój OTP (One True Pairing), bo kibicowałam też związkowi z cesarzem, a nawet i Seiran w roli chłopaka nie wydał mi się od rzeczy, ale mimo wszystko, ten wątek romantyczny ogromnie przypadł mi do gustu przez swoją niejednoznaczność. Strasznie mi się podobało, z jaką łatwością Saku manipulował Shuurei, choć przecież Shuurei nie jest zahukaną dziewuszką, która daje sobą pomiatać (vide: scena z dziadkiem Saku i jednoznaczną odmową małżeństwa nawet mimo gróźb!). To, że Shuurei /pozwalała/, żeby Sakujun tak bardzo z nią igrał i nie dawała mu w twarz (do czasu, jak napisałaś), moim zdaniem jednoznacznie o czymś świadczy. :)

      To, że Shuurei została  kliknij: ukryte , było jednym z najlepszych, najmniej przewidywalnych oraz najbardziej przejmujących chwytów fabularnych w całej serii.  kliknij: ukryte 

      Przepraszam za to całe lanie wody, z którego niewiele wynika, ale musiałam sobie ulżyć i niejako wewnętrznie podsumować postać Saku – jeden z nielicznych powodów, dla których warto się było męczyć na SM do samego końca.
      • Avatar
        Oczko 16.12.2012 17:08
        O rudym rozpasaniu,"Terra e" i nowym wrażliwym łotrze do kolekcji
        Nie przepraszaj, proszę. Doskonale rozumiem, że istnieją tytuły, które wraz z zakończeniem seansu wywołują dojmującą potrzebę „wypisania” z siebie nawału emocji i wrażeń. Efektem identycznego odruchu jest powyższy komentarz. Kiedy wątek Saku zgruchotał mi serce, musiałam się jakoś ratować… ;) Miło wiedzieć, że istnieją osoby, które postać charyzmatycznego socjopaty poruszyła równie mocno jak mnie. Bo choć fangirlowanie w pojedynkę jest sympatyczne, to jednak nie umywa się do fangirlowania w gromadzie. To samo dotyczy zachwytów nad możliwościami głosowymi Takehito Koyasu. Cudownie jest go oglądać (a raczej słuchać) w rolach, w których ma szansę w pełni wykorzystać swój talent. Pośród jego licznych wcieleń Sakujun i Touga z „Uteny” wciąż pozostają moimi ulubionymi. Nie ma siły. Takehito Koyasu zawsze będzie dla mnie specem od rozkosznie dwuznacznych kreacji pod tytułem „słowicze wdzięki w mężczyzny głosie, a w sercu rude… pardon!… lisie zamiary.” ;3

        W tym miejscu wypada mi podziękować za zachętę do obejrzenia „Terra e”. Rzecz od dawna czekała na swoją kolejkę, ale jakoś zawsze trafiał się jakiś inny, pilniejszy tytuł. Twój „Saku­‑seiyu­‑argument” przeważył szalę wcześniejszych wahań. Choć seria jako całość zostawiła mnie z dość mieszanymi uczuciami (aktualnie czytam mangę, żeby uporządkować wrażenia i zweryfikować wstępne osądy), to zdecydowanie nie żałuję seansu. Właśnie z racji na wątek Keitha Anyana. Tak jak przewidziałaś, jego postać z miejsca mnie zaintrygowała, potem wręcz usidliła osobowością naznaczoną nieustannym wewnętrznym konfliktem, a na końcu – tradycyjnie  kliknij: ukryte  wycisnęła ze mnie kałużę łez. Z radością zaliczę chmurnookiego dowódcę do mojej lubej kolekcji wrażliwych łotrów, tak charakterystycznych dla emploi Takehito Koyasu ;)

        Co do porównania Keitha i Sakujuna. Znakomity temat dla dociekań! Anyan pod wieloma względami faktycznie przypomina Saku – i to nie tylko swoją fabularną pozycją wyalienowanego antagonisty. Najważniejszy wydaje się fakt, że jako fundament ich charakterów wybrano tę samą jakość – fascynującą grę sprzeczności. Dochodzą do tego bardziej szczegółowe paralele: obaj panowie są naznaczeni tragiczną interpersonalną nieporadnością, obaj też przechodzą w tym obszarze wewnętrzną transformację, przy czym stopniowe pękanie fasady ich emocjonalnej samowystarczalności, pozornie nienaruszalnej, stanowi każdorazowo jeden z centralnych wątków opowieści. Wymienione analogie stają się jeszcze bardziej interesujące na tle różnic. Keith całe życie jedzie na „hamulcu”, podczas gdy dla Saku takie pojęcie w ogóle nie istnieje. Podobnie jak cecha, którą trzeba by chyba nazwać moralnym wglądem. Sakujunowi do samego końca obce pozostają wyrzuty sumienia. Zdaje się on zresztą naturalnie pozbawiony tego kłopotliwego organu. Z kolei Anyana przeczucie etycznej nieadekwatności nie opuszcza nigdy.  kliknij: ukryte 
        Ale dość już tego bezwstydnego romantyzowania wizerunku obu drani ;P

        Chciałabym jeszcze na chwilę wrócić do kwestii koloru włosów Sakujuna. Będę się upierać, że nasz socjopatyczny rudzielec jest rudzielcem, zaś kaskada czerwonych loków stanowi ważny element jego wizerunku zepsutego hedonisty i uwodziciela. Włosy wszak stanowią dość uniwersalny kulturowo symbol seksualności. Krótko ścięte, gładko uczesane, w przypadku kobiet ukryte pod żoninym czepkiem lub mniszym welonem, sygnalizują poskromienie cielesności. Długie i bujne oznaczają sensualność rozbudzoną. Zwłaszcza rude bywają znakiem groźnego rozpasania. Utraty kontroli. Poddania się namiętności. Brzmi znajomo? Nie bez kozery Sakujun, sam niespecjalnie kłopoczący się kontrolowaniem osobistych żądz, niezliczoną ilość razy  kliknij: ukryte  Czyż można się dziwić, że po „Saiunkoku” i „Utenie” pozostał mi trwały sentyment do rudych męskich pukli? Pewnie dlatego obok Keitha Anyana na wielki plus „Terra e” zaliczam genialną muzykę oraz – bonusowo – obłędną, ognistą grzywę Tony’ego ;3

        Na koniec jeszcze kilka słów w kwestii „Saiunkoku” i otaczających Shuurei bizonów. Seiran w roli chłopaka zdecydowanie byłby DO rzeczy! Zauważmy, że – wyjąwszy Sakujuna – to on posiada najwięcej smakowitej wewnętrznej ambiwalencji. Jest rycerzem, a i owszem, ale nie „bez skazy”. Potrafi być… hmm.. obiecująco niebezpieczny :3 Niestety, ów intrygujący „grożny” składnik jego osobowości jest w serii regularnie bilansowany cechą lojalności doskonałej – zwłaszcza wobec Shuurei i wobec cesarza. O ile niezmiennie rozczulało mnie przywiązanie Seirana do brata, i oczywiście rozumiałam, że odkąd  kliknij: ukryte  Pewną pociechę przyniosła mi seria druga. Seiran nadal – jako przerażający sługa z demonicznym błyskiem w oku – strzeże tam swojej księżniczki, dodatkowo jednak…  kliknij: ukryte  warte były sięgnięcia po kontynuację serii. Ale to trzeba zobaczyć na własne oczy, więc już milczę jak grób….
  • Avatar
    A
    evilcockroach 11.12.2009 22:13
    Było aż tak źle ?
    To było moje chyba 2 anime . Strasznie smaczne i jak dla mnie wcale nie nudne ale to kwestia gustu :) Denerwowała mnie Korin, szczerze nie wiem z jakiego powodu i „siwy” Seiran .
    Skończyłam na drugim sezonie, dalej nie mam jak oglądać, bo nie ma żadnej strony na której byłby trzeci sezon . Ano szkoda, więc nieco skrzywdzona psychocznie jestem xd
    Myśle, że to nie było jakieś anime o głupiej nastolatce która się " sprzeda” czy co tam . W zasadzie problemy Shuurei są tak jakby poruszające ale to może tylko dlatego, że jestem beksa .
    Ten świat anime mnie pochłonął .
  • Avatar
    A
    Data 17.10.2009 13:35
    Nudne to to
    Seria mnie zanudziła. Obejrzałam pięć pierwszych odcinków i zrezygnowałam z dalszego oglądania. Potem nie ważne, w którym momencie włączyłam kolejny odcinek nic się nie działo. Znowu wiało nudą. A że przystojna płeć męska? Jest ich pełno w innych ciekawszych anime.
  • Avatar
    A
    Setsuna 6.10.2009 19:02
    Szczerze...
    Albo mi się serie z romansem w tle przejadły, albo ja orientacje zmieniam, bo nawet stadko przystojnych facetów nic nie zmieniło – nie zachwyciłam się. Dotrwałam do końca, bo starałam się dotrwać.
    Przykro mi, ale to anime w żaden sposób mnie nie poruszyło. No, minimalnie, kilka zalet ministerialnych doradców, (heh, tych młodszych:), Seiran, któremu kibicowałam i herbatka Shouki. Cesarz pozostał poza nawiasem moich zainteresowań. I ta akcja… wolniejsza niż żółw na trasie.
  • Avatar
    A
    Kaioken 24.07.2009 15:29
    ehh...
    Im dłużej to oglądam tym bardziej mnie wkurza, a oglądam jeden odc. dziennie. Wszystko się dziele powoli i najbardziej wkurza mnie to, że są to normalne problemu, a komedii romantycznej prawie wale.
  • Avatar
    A
    lewa 18.07.2009 21:08
    niestety
    bez urazy ale dla mnie denne .... anime bez wyrazu i żeby fani się nie burzyli każdy ma swoje zdanie i jest ono właśnie takie ..dlaczego?? Nudna historia wszystko dzieje się tak powoli ... i od pierwszego odcinka wiadomo kto z kim będzie ...niestety nie zachwyciła mnie z tego typu anime wole już Peach Girl czy nawet Fuushigi Yuugi ....
    • M. 9.11.2009 16:45:55 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Arisa 15.07.2009 18:19
    wspaniałe
    Anime bardzo mi się podobało, szczególnie kreska oraz openninig. Mam jedynie zastrzerzenia co do końcówki ostatniego odcinka ;/, według mnie powinni byli skupić się tylko na scenach z Shūrei i Ryūkim, sceny z Sakujunem bynajmniej w moim przypadku zburzyło cały nasrój
  • Paulina 10.07.2009 17:32:57 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    kasiats 9.07.2009 15:13
    Może i jestem dziwna. Może i jestem nienormalna ale właśnie ze wszystkich bohaterów najbardziej polubiłam Sakujuna (dziwne ale ja miałam Sakojun a nie Sakujun, i wolę pisać przez „O”). Ryuuki znajduje się zaraz obok niego.  kliknij: ukryte Prawie tak jak ostatni odcinek.

    Ta seria na zawsze pozostanie w mojej pamięci, bo było to pierwsze anime jakie obejrzałam. Najpierw na Hyperze, później resztę już na komputerze.
  • Avatar
    A
    Amy 27.03.2009 18:18
    Saiunkoku Monogatari 'vel' ColourCloud Palace to najlepsze anime, jakie kiedykolwiek widziałam…
    Już dwukrotnie obejrzałam pierwszą serię i jestem naprawdę zachwycona.
    Słyszałam, ze producenci rozpoczęli już dosyc dawno kolejną serię, jednakże HYPER jej do tej pory nie wpuścił na ekrany…
    Może ktoś wie, kiedy to nastąpi???
    Byłabym bardzo wdzięczna!!!!!!
  • Avatar
    A
    Yuuko 28.02.2009 10:12
    Bardzo ciekawe i zabawne anime.
    Aktualnie oglądam to anime na Hyperze i bardzo mi się podoba ;) Zwłaszcza wątek, który za bardzo nie przypadł do gustu komentującym czyli  kliknij: ukryte  może to, dlatego że nie przepadam za głównymi męskimi bohaterami powieści, a zwłaszcza za Seiranem… Anime warto obejrzeć do końca chociażby ze względu komicznych scenek , które funduje nam Kouyuu, Shuuei lub Reishin ;) A co do mojej sympatii do Sakujuna, po prostu spodobała mi się jego buźka, jak i sposób bycia. Zawsze lubiłam czarne charaktery, choć w tym anime każdy czarny charakter za długo nie stąpa po ziemi, bo zostaje unicestwiony xD. Moją ulubioną postacią jest rzecz jasna Ryuuren Ran, facet ma klasę, której brakuje reszcie bohaterów. Jego teksty zwalają z nóg, a najlepsze było  kliknij: ukryte  Anime warte uwagi i polecam je każdemu!
  • Avatar
    A
    Veronikka 25.02.2009 00:08
    Jestem całkiem za tą bajką:) Nie jest to jedna z tych głupich historyjek miłosnych. Szczególnie polecam 2 serie (40-...) Jest tam dużo mniej miłości ale warto
  • Yuki 24.02.2009 18:42:57 - komentarz usunięto
  • Elektra 19.02.2009 20:22:25 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Lotte 19.02.2009 01:19
    Osobiście uważam, że w tym anime jest dużo „głębi”, nie chodzi mi tu o fabułę ale o złote myśli których używali bohaterowie.
  • Avatar
    A
    Qoureno 31.01.2009 21:36
    Nie jestem panią
    ... a polubiłem to anime. Ładny rysunek, doskonała muzyka, niezgorsza fabuła i bohaterowie, jakich pozazdrościć mogłaby niejedna seria shounen. Prawdą jest, że – zwłaszcza, jeśli o postacie chodzi – anime jedzie na stereotypach, lecz… mi to nie przeszkadza! :)
  • Avatar
    A
    tsuki 23.09.2008 23:52
    Bardzo
    Bardzo spodoba mi się to anime, Świetnie się przy nim bawiłam. Dotychczas myślałam że komedie romantyczne nie są dla mnie, jakoś wolałam shouneny. Ach, miło się zaskoczyłam. Naprawdę godne polecenia^^
  • Avatar
    A
    dhdhshrhr 14.09.2008 14:38
    ghghghghhh
    bardzo lubię to anime to jest jedno z najlepszych jakich widziałam wręcz bym powiedziała że jest najlepsze z e wszystkich
  • Avatar
    A
    Antagonista 22.08.2008 19:48
    Super
    BArdzo ładne anime sczegolnie ma super opening chodz nie przepadam za japonskimi piosenkami to ta w openigu wraz z wstawka z bohaterami mnie urzekła,bohaterowie sa sczeoglnie fajni i symaptyczni ,sczgolnie glowna bohaterka ktora za piekna nie jest ale ma swoj urok, z tej serii najbardziej mi sie jescze podobala postac tego co sie gubil bodajze kojuna czy jak mu tam ;p jak i wyrafinowana i podstepna postac sakujuna ,chodz do konca nie wiem czy bohaterka sie w nim bujneła czy nie chyba sama nie wiedziala ,tak wogule duzo fajnych kobiet w tym anime ;p

  • Avatar
    A
    Benia-san ^^ 27.07.2008 21:43
    Jak tu nie kochać Saiunkoku Monogatari?
    Od pierwszych minut człowiek zatapia się w świecie Saiunkoku…zatapia, to mało powiedziane…uzależnia się – a mówię to z doświadczenia. Zarwałam kilka nocy by dowiedzieć się, co powiedzą i zrobią bohaterowie. Choć muszę zgodzić się ze stwierdzeniem, iż serial jest raczej przewidywalny, to nie odważę się zaprzeczyć: tu jest to całkowicie wybaczalne.
    Niejednokrotnie perypetie, zachowania, wypowiedzi etc. bohaterów przyprawiły mnie „śmiechowy”(neologizm­‑kolokwializm) ból brzucha, np. scena walki, w której „szalony geniusz” okłada bez pasji przeciwników swym drogocennym fletem. Martwi mnie jednak fakt, że nigdzie nie mogę znaleźć przetłumaczonej na angielski drugiej serii :( Jak ktoś ma to proszę o kontakt:Zmoderowano.
  • Avatar
    A
    kaze-no-sakura 13.05.2008 10:02
    świetne anime
    Seria genialna, choć rzeczywiście skierowana raczej do pań. Myślę jednak że określenia„różowa komedyjka” jest nie na miiejscu.Owszem,nie brakuje zabawnych wątków,ale jest to też wyciskacz łez.Nie mogę się doczekać,żeby zobaczyć drugą serię tego anime:)
    • Avatar
      MR. Wonderfull 11.07.2008 21:50
      Re: świetne anime
      Hey!
      Mi się seria bardzo podobała, a jakoś nie czuje sie, żebym był panią!
  • Avatar
    A
    NoCar(e) 11.05.2008 17:30
    ...
    Dziwne… wciąga mnie choć tak naprawdę, to nie wiem dlaczego… ;P
  • Avatar
    A
    daria 8.05.2008 18:40
    Saiunkoku Monogatari
    to anime jest super strasznie na nim płakałam i już nie moge się doczekac drugiej czesci
    • Avatar
      Lalkarz 8.07.2008 20:27
      Re: Saiunkoku Monogatari
      Ja tam cieszę się, że przygotowałem sobie zestaw chusteczek, bo też nie mogłem się powstrzymać od płaczu!
  • Avatar
    A
    lalala 16.03.2008 15:41
    no cóż
    staram się ciągle wkręcić w to anime ale jakoś na kolana mnie nie powala. Nudzi mnie wątek polityczny a tego romantycznego za mało. Wszystko jest rozlazłe, chociaż przyznam że są ciekawsze momenty no i pośmiać też się można. Jednak do końca 2 serii nie dotrwam (teraz jestem na 20 odcinku pierwszej)
  • Avatar
    A
    madzia 8.02.2008 23:08
    śliczne
    jezeli chodzi o mnie to ta bajka była naprawde śliczna , strasznie wzruszajaca… świetna bajka powiazana z trudnościami życiowymi, która treścia kazała nam wzbudzić w sobie pewne refleksie….połączenie marzeń z trudnościami losu oraz ze zwykłą nieokiełznaną i nieobliczalna MIŁOŚCIĄ!!!**...... wspaniali są ludzie któzy w prosty sposób pokazują wielkie RZECZY!! jeszcze raz dzięki i pozdrawiam :*
    • Descartes 3.05.2009 05:24:40 - komentarz usunięto
    • Rini 18.09.2009 19:53:19 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    sasqatch 23.01.2008 21:57
    znów ja
    Co do komentarza Salvy, szczerze mówiąc Sakujun mnie tak cholernie irytuje, że to przechodzi ludzkie pojęcie. Nie dość, że jest tragiczny to jeszcze (zgadzam się w pełni z Salvą)ta durna Shuurei cos do niego czuje, ba porównuje do Ryuukiego. Debilka. Na początku była super, aż skakałam z radości jak się okazało, że nie jest to Tamahome­‑Miaka. Że ona jest rozsądna, ba nawet mądra. Ale gdzież tam, na co komu ten związek z Sakujunem? To bylo kompletnie niepotrzebne, a popsuło wizerunek bohaterki. Już lepiej było coś innego wymyślić. Pf. No to się wyżyłam na tym pomarańczowym babskim łbie.
    Wolałabym też zdecydowanie, żeby seria obracała się wokół wydarzeń w pałacu lub gdzieś w pobliżu. A tu tak daleko ją wywieźli. No i jeszcze nie pokazują walk… eh… to mnie najbardziej męczy. Ale tak ogólnie to serię uwielbiam i uwielbiać będę. Pomimo irytujących ponad miarę wątków, większość jest cudowna. Polecam =].
  • Avatar
    A
    sasqatch 23.01.2008 21:35
    Uwielbiam
    Uwielbiam to anime, jestem zwolenniczką serii shonen, ale to anime jest tak śliczne, że nie mogę się przestać nad nim rozpływać. Jedyne co mnie denerwuje (i to mocno) to walki, których nie ma, bo ich nie pokauzją. Za to widać lecące ptaszki na niebie. Cięcia w budżecie? Zbyt drastyczne? A byłyby takie dobre… No cóż i tak kocham tę serię!
  • Avatar
    A
    Salva 3.01.2008 22:25
    "The fate decides who falls in love"... ka ?
    Jak zapowiedziałam recenzentce perfidnie zrzekłam się recenzji żeby móc napisać ten komentarz. Kilka minut temu skończyłam ostatni odcinek i…  kliknij: ukryte  Wszak jest druga seria, zobaczymy jak to się dalej potoczy. Tymczasem…

    Po kolei. Teraz wszystko widzę w innym świetle po tych ostatnich odcinkach. Jako że równocześnie powtarzam sobie serię na Hyperze (dzisiaj będzie 4 odcinek) mogę sobie porównywać. Na początku klimat podobał mi się znacznie bardziej, więcej było wspaniałego humoru (Ryuuki, jego podchody oraz kompletny brak obycia, wbrew pozorom), ogółem dla mnie seria powinna była nieco pozostać w tym klimacie. I NIE, ja wątku z  kliknij: ukryte  zdecydowanie NIE traktuję w ten sposób. Cholera o tylu rzeczach chcę naraz napisać.

    Może najpierw o Shuurei. Na początku mi nie przeszkadzała, aż się zdziwiłam że jest taka sympatyczna i konkretna jak na bohaterkę żeńską. Pewnie jak większości, po jej wyjeździe mi przeszło. Ale od początku bo znowu lecę w dygresje. Podobało mi się jak traktowała cesarza (nie, nie chodzi mi o jej twardą rękę…^^) tzn widać było że jest coś ważniejszego dla niej (nic to, że mi to potem wyszło bokiem…). To była jakaś odmiana. Szczerze mówiąc do teraz najbardziej podoba mi się wątek archiwalno­‑toaletowy. Dostawałam piany na ustach jak widziałam tego ich „trenera”, ale podsumowując był zdecydowanie najlepszy (no i ON wyskakujący zza krzaków, że mu pozwalali tak się szlajać, a biedny Kouyuu dostawał wścieku). Shuurei mi się podobała. Było tu więcej wątków politycznych, mniej humoru ale jakoś najbardziej wrył mi się w pamięć. Pierwszy łuk też był niezły ale jednak taki troszkę bardziej oklepany (chociaż to co wyprawiał nasz zamaskowany pan… ale o nich później). No właśnie jedną z największych wad i zalet tej serii jest ilość bohaterów. Dlaczego wad ? Bo jest ich tam za dużo żeby tych najulubieńszych mieć przez dostateczną ilość czasu (chyba że się kocha nad życie Shuurei), ale jest i zaletą bo jest mnóstwo postaci które można polubić. Wracając do Shuurei, na początku nawet bardzo mi się podobała. Co prawda kibicowałam z całego serca Ryuukiemu ale nawet przez pewien czas podobała mi się jej powściągliwość. Przeszło mi jak doszło do  kliknij: ukryte  Nie wiem co prawda dlaczego wszyscy darzą go taką nienawiścią, ja spodziewałam się Bóg wie kogo tymczasem zasadniczo nie był jakiś specjalny. Co prawda poznałam drania od razu, ale i tak się zdziwiłam, że to było „tylko” coś takiego. Jedyne co mnie drażniło to to, że był potwornie narysowany ! Ale charakterowo nie był aż tak zły jak go sobie wyobrażałam,  kliknij: ukryte  A chodzi o scenę z Ryuurenem. Ten facet ma niesamowitą klasę. On mi przypomina nieco Bou z Ghost Hunta. Kompletnie wyprana z nieodpowiednich podtekstów (bo ja przepraszam ale nawet Reishin się zachowuje jak… ale o nim również za chwilę) czysta przyjaźń. Był po prostu przeuroczy w tym momencie. Ma klasę, już wcześniej bardzo go lubiłam (i szkoda, że było go tak mało, swoją drogą to jest szczególna osoba w tym anime, naprawdę) ale po tej scenie zyskał sobie mój szacunek. Poza tym w tym uczesaniu zwalił mnie z nóg. Już wcześniej za każdym razem gdy ściągał okrycie głowy reagowałam jak ludzie, którzy widzieli pana w masce – bez maski, ale tu przeszedł samego siebie. Oczywiście nakrycia głowy miał… interesujące a faktycznie ptak na końcu zabija, ale i tak tutaj pobił wszystko… Dla mnie był najlepszy pod względem aparycji z całej serii (może dlatego że tak rzadko go takim widzieliśmy, jak zobaczyłam go pierwszy raz bez nakrycia głowy to byłam w szoku). I pod względem charakteru również. Facet szalenie barwny i tylko on jeden umiał doprowadzić do rozpaczy Shuueia, co było dla mnie wielkim plusem ^^ Poza tym zawsze ta sama reakcja „To Lan Ryuuren? TEN geniusz Ryuuren?” i identyczne miny na jego widok… Coś pięknego. Strasznie mi przypadł do gustu, przez styl bycia (ach to wchodzenie przez okno…), zwyczaje (taaak, granie na flecie w środku nocy nie może być czymś dziwnym prawda ? Pominąwszy już zupełnie, że się na nim grać nie umie, ale to szczegóły szczegóły…), to że nikt nie mógł go kontrolować z braciszkiem na czele ( a tak, lubię takie postaci ^^ co prawda Przyjaciel od serca 1 i Przyjaciel od serca 2 oraz Przyjaciel 2,5 mogli ale to akurat nie przeszkadzało). Na początku mnie zirytował ale potem zapałałam do niego ogromną sympatią. Ale przejdźmy może teraz do Ryuukiego. On dopiero od drugiego wejrzenia został moim ulubionym bohaterem, ale teraz Tamaki ma autentyczną konkurencję. Ryuuki też miał ogromną klasę. Jego zachowanie na początku, te podchody, to wszystko zwalało z nóg. Na tym głównie opierał się humor serii. On jest jednym z najbardziej rozbrajających i uroczych bohaterów jakich widziałam. I jego podejście do miłości, to jak z rozpieszczonego dzieciaka zmienia się w dojrzałego cesarza. Ma klasę. Zdecydowanie. I za końcową scenę należą mu się wielkie brawa.  kliknij: ukryte  Ale wracając do Ryuukiego. Naprawdę rzadko się zdarza żeby ktoś wzbudzał we mnie tak ciepłe uczucia. Tak czystą, nieskalaną sympatię. Co do reszty postaci (rany boskie, ja jestem dopiero w połowie tego co chciałam napisać…) to mam jeszcze kilka uwag do Reishina i Seirana, najpierw Reishin. Ten facet razem z pozostałą dwójeczką (swoją drogą powiązania między postaciami są godne bez mała Code Geass, sama intryga polityczna właśnie przez CG mi się spodobała ^^) pod koniec przypominali mi trójeczkę z Fruits Basket. Uwielbiałam wszelkie interakcje pan z maseczką – Reishin. Ale poza tym opętańczym uwielbieniem do Shuurei (kto jej tam zresztą nie uwielbiał ? ale ciekawostka ! oni MIELI powody ! Była pierwsza bohaterką która autentycznie zasługiwała na uwielbienie jakim ją darzono) ten facet miał charakter. I umiał to okazać. Co do Seirana nieco mnie drażnił, ale w rozmowie z  kliknij: ukryte  pokazał charakter. Zdaje się że mniej mi potem przeszkadzał (chociaż ten pomysł z pojedynkiem był naprawdę idiotyczny, coś na miarę gier w Spiral). Na początku bardzo lubiłam też Shuuei i Kouyuu ale tak mało pokazywano ich potem, że inne postacie nieco ich przyćmiły (choć jak teraz robię sobie powtórkę to nie mogę ich NIE lubić, z tych początkowych odcinków, jakie one były beztroskie ! i jacy oni byli świetni ^^). Chociaż sama poczułam się jak w domu jak Shuurei wróciła i znowu mogłam zobaczyć starą obsadę. To była ulga. Rzeczą która szczególnie zapadła mi w pamięć jeśli chodzi o postaci jest fakt, że każda osoba w Saiunkoku (z pokojówkami włącznie!) nie była wolna od Tragicznej Przeszłości. Wszyscy, jak leci… Chyba tylko Ryuuren jako taki nie miał, dlatego pisałam że jest bohaterem szczególnym. Ale co ciekawe zamiast stada Sasuków mieliśmy w miarę normalnych ludzi. To mi się bardzo podobało, że nie oddziałało to na ich psychikę w większym stopniu przez co nie było to nieznośne.

    Podsumowując, nie jest to anime głębokie i brać je za takie to błąd, ale mnie się bardzo podobało. Dużym plusem było, że każdy tytuł łączył się z odcinkiem i prawdę mówiąc Saiunkoku jest drugim anime w którym tytuły odcinków naprawdę mi pasowały i bardzo mi się podobały. Zresztą nie tylko pod tym względem Saiunkoku się wyróżnia. Przepiękne dwa openingi, przy czym jeden lepszy od drugiego oglądałam ZA KAŻDYM razem, 39 razy (co najmniej, bo czasami włączałam sobie sam). Graficznie przepiękny, zwłaszcza przy wejściu na „hajimari” na początku i w drugiej części piosenki, gdzie w pierwszym był Kouyuu i Shuuei na tle przepięknego kwiatu i Ryuukiego, a w drugim miecze i moje ulubione rodzeństwo.^^ Piosenka niesamowicie mi się podobała, bardzo pasowała do serii. Grafika była prześliczna, nie mogłam się napatrzeć na zbliżenia oczu Shuurei (ale raczej pod koniec serii, na początku oczka nie były tak pięknie dopracowane). Panowie… Mnie się podobało tylko dwóch, reszta była mi obojętna, za długie te pyski mieli. Ale ogółem była dobra.

    Co do fabuły generalnie, pięknym zagraniem było zatoczenie pewnego rodzaju koła. Mieliśmy okazję zobaczyć jak bardzo dorośli i zmienili się, zarówno Shuurei jak i Ryuuki. A razem z nimi reszta postaci. Wątek polityczny był ciekawy, ale brakowało mi humoru pod koniec serii. Takiego w stylu uczesania Sakujuna w 32 odcinku. Spadłam z krzesła jak zobaczyłam co ona mu zrobiła na głowie. Może dlatego nigdy nie umiałam naprawdę zapałać gorącą niechęcią do niego ? Jaki by nie był, poza tym że powinien dostać po facjacie i to porządnie za kilka rzeczy niespecjalnie mnie obchodził. No i ta  kliknij: ukryte 

    Anime naprawdę godne obejrzenia. Nieprzeciętny humor (jak nie przymierzając problemy z orientacją Ryuukiego czy spostrzeżenia na ten temat Shuurei, herbatka Shouki, orientacja, ale tym razem w terenie, Kouyuu itp…) zwala z nóg, ilość bishounenów na metr kwadratowy zadowoli każdą fankę. Generalnie kreska jest piękna, seiyuu (kwik !!! Ten mały z głosem Ishidy i aparycją Shiro­‑podobną, zresztą prawie wszyscy moi ukochani seiyuu się zebrali w tym anime ^^ zapewne ktoś kto oglądał Fushigi Yuugi może mieć na początku pewne problemy z przekonaniem się do głosów, vide ja bo FY nie lubię, nota bene pierwszy odcinek bardzo pod pewnymi względami FY przypomina, ale FY się do Saiunkoku nie umywa) również odwalili kawałek dobrej roboty, muzyka zasadniczo nie wyróżnia się, ale opening jest piękny. Polecam. Niesamowicie ciepła seria. Po każdym odcinku nie mogłam nie czuć czegoś ciepłego w środku, te kolory, klimat, postaci. Anime nie oryginalne (sporo schematów) ale na pewno jedyne w swoim rodzaju ^^
  • Avatar
    A
    Akane saotome 2.01.2008 18:55
    Przyjemne ^.^
    Naprawde fajne jak to wczoraj obejżałam to dziś już się nie moge doczekać na następny odcinek!Muzyka zgadzam się urocza i choć całość landrynkowa to nie za słodka, taka w sam raz.

    Zmoderowano.
  • Avatar
    A
    Arya 2.01.2008 17:31
    co ja takiego zrobiłam, że muszę tytuł wymyślać?!
    seria baaardzo przyjemna i sympatyczna, odrobinkę zbyt cukierkowa kolorystyka, no ale w końcu to bardzo „dziewczęca” produkcja. Główna bohaterka urocza, bishouneni jak najbardziej udani, zdecydowanie jest na kim oko zawiesić ;) i mimo, że jestem umiarkowaną fanką yaoi, to brak tego typu relacji nie razi po oczach i nie czułam tam takiego braku (chociaż jakby się zastanowić…) bardzo spodobał mi się fakt, że cała fabuła nie skupia się na romansach Shuurei, bo mocno obniżyłoby to poziom serii.
    Jednym słowem polecam głównie paniom, chociaż na pewno niejeden facet wciągnie się w to anime ;) dodatkowym plusem może być to, że od wczoraj seria ta emitowana jest na Hyperze, więc kto ma, niechaj ogląda, bo warto ^^
  • Avatar
    A
    Nanami 27.12.2007 18:53
    O dziwo mnie wciągnęło...
    ...a wszystko przez zachęcenie czytaniem komentarzy na forum Tanuki. Pierwszy odcinek w miarę zachęcający, kolejne poszły już jak z górki sama nie wiem kiedy. Shuurei dała się całkiem poślubić, a jako osobie płci żeńskiej wianuszek pięknych bishounenów oczywiście przypadł do gustu. Jakby nie mogło się obyć bez mrocznych przeszłości [tm] , ale jakby się zastanowić nie miały jakiegoś specjalnie większego wpływu na fabułę. Wszystko było bardzo przyjemne aż do pojawienia się pewnego osobnika wspomnianego w recenzji… Na uwagę zasługuje szczególnie chwyt skupienia fabuły na realizacji marzeń Shuurei, a nie na jej romansach z kolejnymi przystojniakami.
    Humor był przedni w tej serii zdecydowanie. Trafiony w mój gust. Nieraz popłakiwałam się ze smiechu. Całe szczescie, ze wprowadzili do historii postać Lan Ryuurena… Bezsprzecznie nietuzinowa postać. Poza tym infantylne zachowania Ryuuki'ego, polityczne intryfgi i barwne przygody… na bardzo przyzwoitym poziomie. Nie żałuję ani chwili spędzonej przy tym anime, choć z pewnością nie każdego wciągnie.