Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 18 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,83

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 198
Średnia: 7,21
σ=1,45

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (IKa)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hatenkou Yuugi

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 10×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Unprecedented Game
  • 破天荒遊戯
Tytuły powiązane:
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shoujo; Postaci: Magowie/czarownice; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Świat alternatywny; Inne: Magia
zrzutka

Opowieść o pewnej niespodziewanej podróży… Seria zdecydowanie za krótka, ale mimo to dobra.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Szanowni czytelnicy spodziewają się zapewne w pierwszym akapicie porządnego streszczenia zawiązania fabuły, jak redakcja przykazała. Z pewnym oburzeniem zapewne więc przyjmą stwierdzenie, że pierwsze z widniejących powyżej „dwóch zdań” zawiera jej najbardziej satysfakcjonujące streszczenie… Naprawdę, dużo więcej trudno powiedzieć. Oto czternastoletnia Rahzel pewnego pięknego dnia zostaje prosto z rodzinnego domu wyprawiona w podróż bez celu. Po co i dlaczego – sama chciałaby wiedzieć, ale trzeba tu napisać, że nie jest to osóbka, która by się łatwo poddawała. Skoro ma podróżować, będzie podróżować. A skoro będzie podróżować, potrzebuje towarzyszy podróży. A kto może być lepszym towarzyszem podróży niż przystojny młodzieniec – a najlepiej dwóch? Zimny i cyniczny Alzeido oraz (dla odmiany) wylewny i otwarty Baroqueheat są po prostu do tej roli stworzeni…

Tutaj widzom bardziej wymagającym może zacząć się włączać lampka ostrzegawcza. Adaptacja mangi z nurtu shoujo, śliczna i smarkata bohaterka, dwóch bishounenów, pretensjonalne imiona i do tego zdecydowanie mroczny i mało piękny świat… To wszystko zazwyczaj sumuje się w pseudoromantycznego gniota, w którym postaci snują się, przeżywając cierpienia egzystencjalne w przerwie między jedną a drugą traumą. Ku mojemu niemałemu zdumieniu okazało się, że nawet przy tak mało obiecujących warunkach brzegowych można stworzyć opowieść barwną i pełną życia, której nie zawahałabym się nazwać optymistyczną.

Przyznam, że potężnie irytuje mnie stosunkowo nowa „moda” wśród producentów anime, polegająca na łapaniu debiutanckiej mangi i jak najszybszym wypuszczaniu króciutkiej serii anime (w tym przypadku padło na Dazzle autorstwa Minari Endo). Zazwyczaj kończy się to nakręceniem „reklamówki mangi”, pozostawiającej widza wściekłego po urwaniu opowieści w najciekawszym miejscu. Przykładem takiej produkcji był emitowany nieco wcześniej Zombie Loan studia XEBEC – zakończony, zanim zdołał się na dobre zacząć. Pod tym względem Studio DEEN poradziło sobie o niebo lepiej. Wprawdzie morderczo skrótowe wprowadzenie w pierwszym odcinku i wrzucenie widza w sam środek wydarzeń to zabieg charakterystyczny raczej dla OAV, ale przynajmniej udało się uniknąć „rozpędzania” fabuły przez połowę serii. Słusznym podejściem było także postawienie na historie epizodyczne – jedno-, rzadziej dwuodcinkowe. W takim czasie ekranowym i tak porządny wątek by się nie zmieścił i nie rozwiązał, więc jedynie taka formuła wydaje się właściwa – nawet jeśli bardzo przydałoby się kilka wyjaśnień tu i tam. W świetle jednak takiej decyzji trochę niezrozumiałe jest dla mnie zakończenie, gdzie dosłownie w ostatnich scenach zasugerowano rozpoczęcie nowego wątku – po co właściwie, skoro i bez tego epizodu można by spokojnie zaczynać kontynuację?

Wracajmy jednak do zalet. Pierwszy odcinek zdaje się sugerować klimaty fantasy, to wrażenie szybko jednak mija. Świat jest odlegle stylizowany na wiek XIX (w porywach do XX), a broń palna i parowozy koegzystują z magią i duchami. Elementy nadprzyrodzone nie są jednak nadużywane, nawet jeśli Rahzel jest czarodziejką o zdaje się niemałym potencjale. To tylko jeden ze składników świata i fabuły, a nie cudowny sposób na rozwiązanie wszystkich problemów scenarzysty. Jak już wspominałam wcześniej, klimat jest raczej mroczny i to nie tylko za sprawą przyćmionego oświetlenia. Hatenkou Yuugi potrafi być poważne i przygnębiające, jeśli tylko jest to potrzebne, nie popadając przy tym w niezamierzoną śmieszność. Jednakże ta sama seria nawet w najbardziej poważnych odcinkach jest w stanie upchnąć sceny po prostu cudownie komiczne. Nie jest to komizm oparty na prostych gagach typu slapstikowego – kryje się on w znakomitej większości w ciętych i żywych dialogach, doskonale „odciążając” serię, ale nie ogłupiając jej w najmniejszym stopniu. Absolutnie bezcenne są także nieoczekiwanie przytomne puenty typowo „dramatycznych” scen, dialogów i monologów: odcinek czwarty pozostawił mnie w głębokim zachwycie co do kreatywnego wykorzystania kapcia. Rany chomąta, ileż ja znam serii, gdzie taki kapeć byłby na wagę złota!

Zgrabne i ładnie puentowane historie zarobiły na wysoką ocenę fabuły, jednak jakość Hatenkou Yuugi zależy przede wszystkim od bohaterów. Notabene, całkiem autentycznie wyposażono ich w tragiczne przeszłości. Mamy zatem wszystko na miejscu, by pokazać bliżej ich udręczoną psychikę… Zaraz, jaką udręczoną psychikę? Żadne z nich nie jest typem skłonnym do zadręczania się myślami o przeszłości. Cokolwiek było, minęło – żyje się tu i teraz i wyłącznie od nas zależy, czy będzie to ciekawe życie. Z takiego założenia wychodzi Rahzel, której niespożyty optymizm i energia życiowa nie mają w sobie nic z naiwności słodkiego dziewczęcia. Trzeźwo i realistycznie podchodzi do życia, a umiejętności oceny sytuacji i szybkości podejmowania decyzji mogłoby się od niej wielu animowanych bohaterów nauczyć. Przyznam, że w pierwszej chwili wzdrygnęłam się na widok Alzeida – białowłosy i mroczny bishounen sprawiał wrażenie typa, który będzie przez całą serię stał z boku, charakteryzował się mimiką mebla i ładnie wyglądał. Już pierwszy dialog z jego udziałem przekonał mnie, że pozory mylą: to także postać pełna życia i bez cienia wątpliwości obdarzona nieprzeciętnym – choć może dość specyficznym – poczuciem humoru. Najmniej w sumie dowiadujemy się o drugim towarzyszu Rahzel: wątki tyczące Baroqueheata prawdopodobnie jeszcze w mandze nie wypłynęły, więc optymistycznego jegomościa trzeba po prostu przyjąć takim, jakim jest i nie zastanawiać zanadto, skąd się wziął i co tu robi. Warto podkreślić, że udało się tu coś niezwykle trudnego: chemia między postaciami aż buzuje, chociaż w żadnym razie nie zaliczyłabym tej serii do romansów. Po prostu stosunki między całą trójką są jednocześnie ciepłe i naturalne – pełne spokojnego zaufania, pozbawione za to fanserwisowej egzaltacji i wielkich słów.

Strona graficzna to przykład doskonale zamaskowanego niezbyt wysokiego budżetu. W wielu scenach tła są ubogie, kamera wyraźnie stara się unikać pokazywania większej liczby ludzi jednocześnie, a spora część akcji (przede wszystkim wymagającej pokazywania ruchu) rozgrywa się w nocy. Jednocześnie jednak tam, gdzie jest to potrzebne, tła (w tym budynki i wnętrza) oraz przedmioty są narysowane starannie i szczegółowo. Wielkooka Rahzel jest po prostu śliczna, a ciekawostką może być fakt, że w każdym odcinku widzimy ją w kompletnie innym stroju – i każdy z tych strojów jest naprawdę godny uwagi. Alzeid i Baroqueheat są dorośli, choć bardzo młodzi – i dobrze to po nich widać, chociaż zdumiewające jest to, że w ruchu prezentują się lepiej niż na zatrzymanych kadrach. Ewentualne sceny walki są krótkie, ale zwykle dlatego, że bohaterowie przedkładają skuteczność nad efektowne popisy – a trzeba powiedzieć, że to, co robią, zazwyczaj ma spory sens.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że ta seria po prostu nie byłaby sobą, gdyby nie doborowe trio seiyuu, odtwarzających główne role. Baroqueheat to Shinichiro Miki – Edogen z Ayakashi Ayashi, Urahara (Bleach), Allen (Vision of Escaflowne), Assassin (Fate/Stay Night), Kurz (Full Metal Panic!), Youji (Weiss Kreuz), Shannon (Scrapped Princess) – to tylko wybór jego ról. Moim absolutnym faworytem jest natomiast Alzeido, czyli Takahiro Sakurai – ze względu na rolę Sprzedawcy Leków w Mononoke – który między innymi odtwarzał role Haseo (.hack//Roots), Jirou (Black Blood Brothers), Suzaku (Code Geass), Yuriego (Kyou Kara Maou), Fakira (Princess Tutu), Haruki (Tactics) czy Guiche (Zero no Tsukaima). Mimo licznych ról rzadko kiedy udaje mu się zagrać coś, co do tego stopnia pozwala wykorzystać naturalny urok jego głębokiego głosu. Odpowiednią listą może także pochwalić się Sanae Kobayashi – Lucy (Elfen Lied), Eleanor (Emma), Miyuki (Kaze no Yojimbo), Madlax (Madlax), Kiyora (Nodame Cantabile), Ogin (100 Stories), Hitomi (Welcome to NHK!), której jednak do tej pory nie zdarzyło mi się słyszeć w roli głównej. Radzi sobie świetnie, nie popadając w nadmierną słodycz ani krzykliwość typowych tsundere (czyli dziewuszek tylko udających silny charakter, a czekających jedynie na moment, żeby się rozkleić). Niezłych seiyuu zaangażowano także do ról drugoplanowych i epizodycznych – aż szkoda, że rola ojca Rahzel, granego przez Takehito Koyasu, była tak niewielka… Krótko już tylko napiszę, że muzyka broni się także bardzo dobrze – rzadko kiedy zdarza się seria, w której nie przewijam ani piosenki w czołówce, ani przy napisach końcowych. Chociaż przyznam, że z tych dwóch zdecydowanie wolałam otwierający kolejne odcinki Heartbreaking Romance, któremu notabene towarzyszyła bardzo ładna animacja.

Wystawiając wysokie oceny będę stanowczo bronić tezy, że Hatenkou Yuugi to seria bardzo dobra, stanowiąca żywy dowód na to, że niedoceniany często gatunek shoujo jest w stanie wyprodukować coś ciekawszego od rozwałkowanych na płasko szkolnych romansów. Może podobać się widzom obu płci – Rahzel jest pełna wdzięku, a z panów nie zrobiono zniewieściałych lalek. Jednakże jak we wszystkich podobnych przypadkach, biorąc pod uwagę brak głównego wątku, wszystko zależy tu od tego, czy uda nam się polubić postaci i poddać klimatowi. To jedna z tych serii, gdzie można spokojnie spróbować jednego albo dwóch odcinków na zachętę – jeśli nie „podejdą”, nie zmuszać się do dalszego oglądania.

Avellana, 13 kwietnia 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Minari Endou
Projekt: Norikatsu Nakano
Reżyser: Nobuhiro Takamoto
Scenariusz: Yasuhiro Imagawa

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Hatenkou Yuugi na forum Kotatsu Nieoficjalny pl