Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 4
Średnia: 6,25
σ=0,83

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Ginga Tetsudou Monogatari ~Eien e no Bunkiten~

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Galaxy Railways ~The Junction for Eternity~
  • 銀河鉄道物語 ~永遠への分岐点~
zrzutka

Kolejna opowieść ze świata galaktycznych pociągów… Co czeka bohaterów za następnym rozjazdem?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Akcja Eien e no Bunkiten rozpoczyna się mniej więcej rok po wydarzeniach ukazanych w finale Ginga Tetsudou Monogatari. Jednakże nawiązania do poprzedniej serii są bardzo oszczędne i właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by zasiąść do seansu bez jej znajomości. Bardzo szybko bowiem możemy zdobyć podstawową wiedzę o świecie i postaciach.

Podstawowym środkiem komunikacji pomiędzy rozsianymi po wszechświecie planetami jest Kolej Galaktyczna. Przemierzające nieskończone przestrzenie kosmosu pociągi są jednak narażone na różne niebezpieczeństwa. Dlatego też dla ich ochrony zostały powołane służby SDF – Space Defence Force, których siły operacyjne podzielone są na plutony, nazywane od nazw gwiazd. Jednym z najlepszych pośród nich jest dowodzony przez kapitana Bulge'a pluton Syriusza. Wśród załogi należącego do plutonu pociągu specjalnego „Big One” jest Manabu Yuuki – młodzieniec zapalczywy, ale o wielkim potencjale, którego ojciec i starszy brat zginęli w służbie SDF. Jakie nietypowe i śmiertelnie niebezpieczne wyzwania staną przed naszym bohaterem i załogą „Big One”?

Pierwsza połowa składa się (podobnie jak cała poprzednia seria) z epizodycznych odcinków, pokazujących kolejne misje plutonu Syriusza. Później pojawia się wątek przewodni, choć nadal w jego ramach praktycznie każdy odcinek snuje własną opowieść – tego rodzaju prowadzenie fabuły pozwala na większą różnorodność, ale praktycznie wyklucza dramatyczne „zawieszenia”, zmuszające do sięgnięcia po następny odcinek. Jak zwykle u Leijiego Matsumoto pojawiają się pewne wątki metafizyczne, a historii z całą pewnością nie można zaliczyć do typowego współczesnego science­‑fiction. Klimaty silnie retro, wyjęte z produkcji o wiele starszych, mogą wydawać się trochę naiwne, ale z pewnością jest to efekt zamierzony. Twórcy zresztą radzą sobie z nimi całkiem nieźle, z wyjątkiem może końcówki, gdzie za bardzo na siłę próbowano wepchać za dużo elementów i związać za dużo wątków jednocześnie. Efekt jest z jednej strony trochę rozczarowujący, a z drugiej – w niektórych momentach niezamierzenie komiczny.

Generalnie jednak, porównując obie serie, można zauważyć wyraźną zmianę klimatu – od nastawienia widza zależy, na lepsze czy na gorsze. Poprzednio dominowały odcinki utrzymane w nastroju pełnym patosu, opowiadające wielkimi słowami o wielkich ideałach, a przy tym często tragiczne w wymowie. Manabu, świeży rekrut SDF, uczył się na własnych błędach i nierzadko były to bardzo bolesne lekcje. Tym razem całość jest nieco „lżejsza”, ma charakter bardziej wielkiej przygody niż dramatu, a bardzo nieliczne poprzednio przebłyski humoru tu nadal nie dominują, ale pojawiają się w ilościach pozwalających „odciążyć” i lepiej zrównoważyć serię. Nadal oczywiście jest to produkcja daleka od komedii i wierna duchowi klasycznych tytułów Matsumoto, ale w moim przypadku – zdecydowanie lepsza w oglądaniu. Ocenę fabuły podnoszę, chociaż moje wątpliwości budzi naciągana końcówka oraz wspomniane już wątki metafizyczne, trochę (szczególnie pod koniec) za bardzo odstające od reszty pokazanego świata.

Tym razem postarano się o trochę większą obsadę drugoplanową, co także wyszło serii na dobre. Większą rolę dostają pojawiające się już poprzednio dziewczęta z plutonu Spica, na scenę wkracza także pluton Cefeusza, dowodzony przez surowego kapitana Lawrence'a, dawnego członka plutonu Syriusza i podwładnego ojca Manabu. Częściej na ekranie goszczą także mechanicy „Big One” i nawet w anonimowym tłumie funkcjonariuszy centrum dowodzenia Galaktycznych Kolei można zacząć rozpoznawać jakieś twarze. Najpoważniejszą zmianą jest nieobecność w plutonie Syriusza Bruce'a Speeda – zamiast niego na pokład „Big One” trafia kadet Kilian (co notabene oznacza, że od strony aktorskiej Takehito Koyasu zostaje zastąpiony przez Akirę Ishidę). Zabieg należy uznać za udany – ktoś nie traktujący świata tak śmiertelnie serio stanowi ożywczy kontrast z resztą załogi – niestety jednak po kilku odcinkach Kilian zostaje przesunięty na dalszy plan, gdzie pozostaje aż do końca serii. Stosunkowo mało ciekawie, tak jak i poprzednio, wypada Manabu, którego szlachetny zapał (i tak stonowany w stosunku do pierwszej serii) bywa chwilami nieznośnie irytujący. Na szczęście znaleziono czas na podkreślenie, że pozostali członkowie plutonu Syriusza to owszem, profesjonaliści, ale jednak nie brązowe figury, tylko żywi ludzie.

Dla osób, które nie zetknęły się z twórczością Leijiego Matsumoto, drażniące może być podobieństwo postaci – szczególnie jak z jednego szablonu wycięte smukłe, długowłose kobiety. To pewna konwencja, do której po prostu trzeba się przyzwyczaić i na którą nie warto narzekać. Nie tylko fachowcy natomiast powinni docenić starannie odwzorowane pociągi i lokomotywy, bazujące całkiem wiernie na prawdziwych modelach. Najbardziej chwali się to, że efekty komputerowe pozostają praktycznie niedostrzegalne – w części serii z uniwersum Matsumoto właśnie toporne renderowanie bardzo psuło ogólny efekt wizualny. Zdarzają się niestety błędy animacji, takie jak znikające i pojawiające się przedmioty czy rany, a całość ma oczywiście troszkę „staroświecki” charakter, generalnie jednak oprawa techniczna stanowi bardzo udany kompromis między klasyką a nowoczesnością. Dość klasyczna także, niewspółczesna, jest oprawa dźwiękowa, w której największą uwagę zwracają podniosłe utwory towarzyszące momentom dramatycznym. „Zmiana pokoleniowa” nastąpiła natomiast w piosenkach otwierających i zamykających odcinki – pełne patosu ballady Isao Sasakiego zastąpił delikatny i nastrojowy żeński wokal – w czołówce możemy usłyszeć Carry the Light śpiewane przez JA JA, natomiast przy napisach końcowych – All of Us w wykonaniu Maki Goto.

Zdaję sobie sprawę z tego, że niszowe, celowo staroświeckie opowieści wielu współczesnym widzom wydają się naiwnie śmieszne. Nie przekonuję ich do zmiany zdania, bo ta seria na pewno nie zdoła tego zrobić. Natomiast wszystkich tych, którzy potrafią z sentymentem i odpowiednim dystansem spojrzeć na tego rodzaju „historie z myszką”, zapraszam do oglądania, nawet jeśli nie widzieli poprzedniej części. Jeśli zetknęli się już z dziełami Leijiego Matsumoto, wiedzą, czego się spodziewać. Jeśli nie – to najwyższa na to pora.

Avellana, 5 października 2008

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Planet
Autor: Leiji Matsumoto
Projekt: Akira Kano, Katsumi Itabashi
Reżyser: Tsuneo Tominaga
Scenariusz: Yasunori Yamada
Muzyka: Nozomi Aoki