Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Mochicon - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 9/10
fabuła: 7/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,62

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 76
Średnia: 6,33
σ=2,05

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Bezimienny)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Yami to Boushi to Hon no Tabibito

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2003
Czas trwania: 13×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Darkness, Hat and Book Traveler
  • ヤミと帽子と本の旅人
Tytuły powiązane:
zrzutka

Biblioteka zawierająca wszechświat i podróż przez kolejne książki­‑światy. Baśniowa sceneria i wyraźne podteksty erotyczne.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Przedstawioną historię trudno zrozumieć, nie znając kosmologii świata przedstawionej w grze, na podstawie której powstała seria. Na początku w pustym wszechświecie była tylko istota zwana Adamem. Adam stworzył Lilith, która z kolei stworzyła wszystkie światy, a następnie Eve, która zapełniła je ludźmi. Wtedy jednak pojawili się inni bogowie i zaczęli walczyć o władzę. Adam, obawiając się o losy światów, zamknął każdy z nich w osobnej książce, tworząc Bibliotekę. Opiekunką Biblioteki została początkowo Eve, jednak znudzona uciekła stamtąd, by „bawić” się wewnątrz światów­‑książek. Rodziła się w nich jako człowiek, dorastała, a w dniu szesnastych urodzin opuszczała je i udawała się w dalszą podróż. Pieczę nad Biblioteką, chcąc nie chcąc, sprawowała Lilith.

Ta opowieść rozpoczyna się właśnie w jednej z książek. Pewna siebie i gwałtowna Hazuki mieszka ze spokojną, niemą Hatsumi, która zawsze opiekowała się nią jak starsza siostra. Jednak uczucie, jakie zaczyna do niej żywić Hazuki, zdecydowanie wykracza poza uczucia siostrzane… W przeddzień szesnastych urodzin Hatsumi Hazuki robi jej niemalże scenę zazdrości o jakiegoś chłopaka. W nocy, żałując swego postępowania, zagląda do jej pokoju. Jednak gdy zegar wybija dwunastą, Hatsumi znika, otoczona zielonkawym światłem… Chwilę później pojawia się dziwaczny ptak, przypominający otłuszczonego kurczaka, poszukując Eve. Wraz z nim i z Lilith (która ma dosyć swojego zajęcia) Hazuki wyrusza na poszukiwania Hatsumi/Eve. Na drodze ich wędrówki przez światy stają kolejne osoby, które zetknęły się z którymś z wcieleń Eve…

Recenzentka przyznaje uczciwie, że znowu wzięła się za opisywanie serii, nie mając pojęcia o odpowiadającej jej grze. Jest jednak o tyle usprawiedliwiona, że jest to gra hentai. Nie, Yami to Boushi to Hon no Tabibito nie jest hentai, ale jego rodowód jest bardzo wyraźnie widoczny. W żadnym momencie nie przekracza granicy tego, co dopuszczalne, jednak chwilami aż pulsuje „podskórnym” erotyzmem. Obfite kształty i kuse stroje niemal wszystkich bohaterek, „przypadkowe” pozy, jakie przybierają… Nie wspomniawszy o uczuciu Hazuki do Hatsumi oraz zainteresowaniu, jakie budzi Hazuki w napotykanych paniach.

Seria zdecydowanie lepiej wyszłaby, gdyby twórcy zdecydowali się, co właściwie robią. Albo stworzyli pełnogatunkowe hentai (którego nie musiałabym recenzować), albo darowali sobie liczne podteksty. W efekcie bowiem powstało coś, co osobom ciekawym „tych rzeczy” wyda się zapewne o wiele za mało dosłowne i za łagodne, a osobom zainteresowanym raczej opowiadaną historią miejscami zbyt nachalne i wulgarne.

Rzecz w tym, że to anime doskonale obyłoby się bez dodatkowych atrakcji. Pomysł Biblioteki Uniwersalnej, zawierającej wszystkie istniejące i nieistniejące książki nie jest nowy, po raz pierwszy jednak został wykorzystany do zbudowania uniwersum anime, zahaczając przy okazji o koncepcję światów równoległych. Idea jeszcze nieopatrzona, a dająca ogromne możliwości. Sam sposób prowadzenia narracji, mieszający czas i przestrzeń, jest bardzo specyficzny, ale niepozbawiony uroku – zrobił na mnie jak najlepsze wrażenie. Najprościej mówiąc, logika wydarzeń oscyluje między logiką snu a baśnią. Jednak poplątana historia wciąga, a wątki na koniec rozwiązują się w sposób całkiem zadowalający, tak więc główna oś fabuły pozostaje – wbrew pozorom – spójna. Podobnie baśniowe, bardzo uproszczone, są charaktery poszczególnych postaci. Jest ich w sumie dużo (co wydaje się cechą charakterystyczną serii wywodzących się z gier), choć wiele pojawia się tylko epizodycznie – prawdopodobnie większą rolę odgrywają w grze.

Co do sposobu rysowanie postaci, mam mocno mieszane uczucia – słodki, dziecięco­‑dziewczęcy wygląd w połączeniu z „atrybutami” godnymi gwiazd porno, daje dość dziwne wrażenie. Natomiast już poszczególne światy przedstawione są naprawdę pięknie, także animacja jest dynamiczna i bez zarzutu. Muzyka to przede wszystkim utwory stylizowane na muzykę klasyczną, z fortepianem i smyczkami – nie każdemu musi odpowiadać, ale jest naprawdę ładna.

Trudno mi wymyślić, komu polecić tę serię. Na pewno powinny ją omijać osoby nietolerujące motywów homoerotycznych, a także ci, których drażni widok bohaterek w skąpych ciuszkach, przybierających co chwila wyzywające pozy. Z kolei widzom poszukującym mocniejszych wrażeń doradziłabym jednak jakieś prawdziwe hentai – ta seria może ich rozczarować. Dla zainteresowanych oryginalnymi rzeczami, jako pozycja całkowicie nieobowiązkowa…

Avellana, 26 maja 2004

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Orbit
Projekt: Asako Nishida, Carnelian
Reżyser: Yuuji Yamaguchi
Scenariusz: Hideki Shirane, Rika Nakase, Tomomi Mochizuki, Toshifumi Kawase
Muzyka: Akifumi Tada