Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Tokyo Majin

Tokyo Majin vol. 1
Nośnik: DVD
Wydawca: Anime Gate
Data wydania: 01.08.2009
Odcinki: 1-7
Ścieżka dźwiękowa: japoński
Napisy: polski
Lektor: polski
  • Licencja na wypożyczenie: brak
  • Dodatki: kartka pocztowa, pudełko zbiorcze
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Opis

Pierwszy odcinek Tokyo Majin bez ceregieli wrzuca widza w sam środek gęstej akcji. W Tokio mnożą się przypadki tajemniczych zaginięć ludzi i widać, że we wszystkim musiały maczać palce jakieś bardzo złe moce. Na tym tle poznajemy bohaterów – kilkoro uczniów pewnego liceum, których po krótkich wstępie, zarysowującym ich charaktery, widzimy w walce z nieumarłymi, przypominającymi klasyczne zombi. Dopiero drugi odcinek cofa się do początku, prezentując (w zakłóconej chronologii, będącej charakterystyczną cechą prowadzenia fabuły tego anime) wydarzenia, które doprowadziły do powstania tego nietypowego „zespołu” i zdobycia przez akurat tych nastolatków mocy nadprzyrodzonych. Kolejne odcinki zbudowane są dość podobnie – na tle konkretnej, epizodycznej opowieści poznajemy coraz więcej szczegółów dotyczących bohaterów i pomału zaczynamy odkrywać kulisy całej historii. O ile bowiem odpowiedzi na pytania „co?” i „jak?” się dzieje otrzymujemy niemal od razu, o tyle odpowiedź na pytanie „dlaczego?” nadal jest ukryta – wprawdzie poznajemy osoby, które stoją za powrotem pradawnego zła, ale zarówno ich pochodzenie, jak i motywy działania, okryte są tajemnicą. Trudność z wyekstrahowaniem głównego wątku anime wiąże się z trudnością wskazania głównego bohatera – wspomniana na wstępie piątka licealistów traktowana jest niemal na równych prawach. Tokyo Majin to jeden z tych tytułów, które naprawdę będzie można ocenić dopiero po ostatnim odcinku, ponieważ kluczowe jest tutaj powiązanie poszczególnych elementów i ostateczne rozwiązanie stawianych przed widzami zagadek.

Obraz zrobił na mnie dobre wrażenie. Seria ma charakterystyczną, na swój sposób atrakcyjną grafikę, operującą bardzo przygaszoną i stonowaną paletą barw, ponadto wiele scen z oczywistych przyczyn rozgrywa się po zmroku. Mimo to nie było poważniejszych problemów z kontrastem i czytelnością obrazu nawet na dość wymagającym monitorze komputera. Nie mam także poważniejszych zastrzeżeń do tłumaczenia – jest płynne i odpowiednio dokładne, szczególnie biorąc pod uwagę, że seria jest „wypchana” dialogami, wymagającymi z czysto praktycznych przyczyn pewnych skrótów. W niektórych scenach zbyt szybko przesuwają się dodatkowe napisy, tłumaczące pojawiającą się na ekranie rozmowę przez internetowy komunikator – jednak także w japońskim oryginale zmieniają się one na tyle szybko, że ich przeczytanie byłoby niemożliwe nawet dla osoby, która płynnie zna ten język. Zauważyłam bardzo nieliczne literówki („ty ptakom” w trzecim odcinku), w kilku miejscach natomiast znalazły się drobne potknięcia językowe: pisanie zwrotów w rodzaju „jaśnie panienko” wielką literą (samo stosowanie tak archaicznej formy akurat było właściwe), czy też „osz” (słownik ortograficzny nie notuje takiego słowa, jednak jako rodzaj skrótu od „o żesz…” powinno to być pisane raczej przez „ż”). Nie wiem też, czy coś nie uległo zmianie pod tym względem, jednak za moich czasów szkolnych do nauczycieli w liceum zwracaliśmy się zawsze „pani profesor/panie profesorze”, niezależnie od ich stopnia naukowego – formę „pani” zostawiając w podstawówce. Ostatnią rzeczą budzącą moje wątpliwości była sporadycznie się pojawiająca próba oddania japońskiego senpai (w tym przypadku jako zwrotu do starszego kolegi) przez „kolego/koleżanko”. Tego rodzaju formy grzecznościowe są trudne do przełożenia, jednak w tym przypadku efekt był dość nienaturalny, kojarząc się w dodatku z organizacjami typu ZMP. Słowa piosenek w czołówce i przy napisach końcowych nie są tłumaczone – zamiast tego znajdziemy tam odpowiednio listę twórców i listę seiyuu. Ze względu na ilość dialogów lektor czasem się w nich gubi, widać jednak, że wykonano tu pewne wysiłki zmierzające do skrócenia jego skryptu i ułatwienia mu pracy.

Zawartość płyty jest dość typowa – dostęp do ustawień i poszczególnych części odcinków, a wśród dodatków – katalog filmów i muzyki Vision oraz zwiastuny anime. Ukryta pod nazwą „zwiastun” czołówka odcinków Tokyo Majin nie jest – jak we wcześniejszych wydaniach tej firmy pozbawiona napisów: tytułem eksperymentu umieszczono w niej tłumaczenie słów piosenki, wyświetlane w postaci karaoke. Część „O filmie” jest tym razem bardzo obszerna. Zawiera wprowadzenie do fabuły, a także kilka słów o genezie samej serii i stojących za nią twórcach oraz przedstawienie bohaterów (w stosunku do wersji na ulotce rozszerzone o postaci drugoplanowe i ważniejsze postaci epizodyczne) – aż szkoda, że wszystko to zostało upchnięte w jednym „ciągu” tekstu i aby dotrzeć do interesującego nas fragmentu trzeba przeklikać ładne kilka stron.

Okładka pudełka dość standardowo pokazuje głównych bohaterów, ale jest nieźle zakomponowana i może przyciągać wzrok. Ta sama grafika zdobi pierwszą stronę ulotki, zawierającej – jak pisałam wyżej – omówienie najważniejszych postaci. Warto natomiast zwrócić uwagę na ostatnią stronę ulotki – oprócz spisu odcinków (niestety wyglądającego bardzo źle, ponieważ wszystkie słowa w tytułach pisane są wielkimi literami) znajdziemy tam wykaz najważniejszych seiyuu, czyli osób podkładających głosy pod poszczególne postaci. Jest to informacja zapewne niezbyt interesująca dla części widzów, jednak wielu fanów japońskiej animacji zwraca szczególną uwagę na dobór głosów, a znane nazwiska potrafią przyciągnąć ich do danej produkcji. Pewnym utrudnieniem dla fanów początkujących może być natomiast kompozycja tej listy, podającej część postaci według japońskiego porządku „nazwisko­‑imię”, a część – „imię­‑nazwisko” (wersja stosowana konsekwentnie w samej serii), podczas gdy wszyscy chyba seiyuu są w porządku „imię­‑nazwisko”. Dodatkowo niekonsekwentnie stosowany jest zapis długiego o i długiego u – „Ryouichi Karasu”, ale „Hōraiji Kyōichi”, co może utrudniać identyfikację postaci (w napisach stosowana jest przeważnie pisownia „ou”). Dla wyrobionych odbiorców nie będzie to stanowić większej różnicy, jednak mogą znaleźć się i tacy, dla których „Kyōichi” i „Kyouichi” to będą różne imiona. Ostatnim dodatkiem w pudełku jest oczywiście pocztówka, przedstawiająca Kyouichiego i Tatsumę – ozdobiona oryginalnym logiem i nazwą serii, ale bez loga Anime­‑Gate, co bardzo korzystnie wpływa na jej wygląd i kompozycję.

Avellana, 31 lipca 2009
Recenzja anime

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Tokyo Majin vol. 1 Anime Gate 2009
2 Tokyo Majin vol. 2 Anime Gate 2009