Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,67

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 67
Średnia: 6
σ=2,19

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Paweł)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kemeko Deluxe!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ケメコデラックス!
  • Kemeko-DX
  • Unknown Girlfriend
Postaci: Obcy, Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Mechy
zrzutka

Udana komedia ecchi, będąca fuzją znanych schematów. Ona, on, a wszystko ukazane w trochę inny sposób.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Sanpeita Kobayashi – nadzwyczaj przeciętny szesnastolatek z dziwną fryzurą. Jak to zazwyczaj w anime bywa, pewnego dnia jego życie wywrócone zostaje do góry nogami. Wszystko za sprawą Kemeko – odzianej w suknię ślubną karlicy o groteskowym wyglądzie, która wskakuje przez okno do pokoju głównego bohatera i strzela z karabinu do chmary robotów. Jakby tego było mało, deklaruje, że zostanie jego żoną! Biedny chłopaczyna oczom nie wierzy, traktując zdarzenie jako kontynuację snu o tajemniczej piękności, którą spotkał dziesięć lat wcześniej. Jak gdyby nigdy nic udaje się do szkoły, by zacząć kolejny normalny dzień.

Kemeko Deluxe! to jedna z wielu ecchi haremówek emitowanych w 2008 roku. Przyznaję, że o istnieniu tej serii dowiedziałem się przypadkiem, a wywody, które na jej temat czytałem, nie brzmiały zachęcająco. Bo tak naprawdę jest to kolejna komedia z kolejną dawką piersi i innych kobiecych części ciała. Nie odnajdziemy tu niczego odkrywczego, a wszelkim wywołującym śmiech scenom towarzyszy wrażenie, że gdzieś się już to widziało. Teraz pewno wszystkich zaskoczę, gdyż bezsprzecznie stwierdzę, że te właśnie cechy świadczą o wyjątkowości Kemeko Deluxe!. Nie, wcale nie upadłem na głowę i nie zażywałem żadnych tabletek. Po prostu nie spodziewałem się, że tak miło spędzę czas, chichocząc przy tym niemiłosiernie. Przede wszystkim jest to doskonała parodia stylów i schematów, jakie możemy spotkać w produkcjach podobnych pod względem gatunku. Nie chodzi nawet o same nawiązania do innych anime, ale sposób, w jaki znane rozwiązania są tu prezentowane (jak choćby informacja o tym, kto zatopił „Titanica”). Mówiąc o nawiązaniach, mam na myśli np. odwołania do Clannada czy Sayonara Zetsubou Sensei, jak również samo założenie serii, przypominające Girls Bravo, FLCL i Ghost in the Shell, a także postaci i wydarzenia kojarzące się z Zero no Tsukaima i Shakugan no Shana. Oczywiście jedne były bardziej jednoznaczne, inne to tylko moje luźne skojarzenia, jednakże wszystko to tylko bardziej przyciągało moją uwagę. Trudno też pominąć odwoływanie się do popularnych azjatyckich seriali.

Seria przepełniona jest różnorodnym humorem. Poczynając od tradycyjnych i perwersyjnych scen w stylu: „ups, dotknąłem jej piersi”, na wspomnianych wcześniej nawiązaniach i żartach sytuacyjnych kończąc. Mówiąc o tych pierwszych, mam oczywiście na myśli sceny z różną w zależności od sytuacji dawką fanserwisu. Na szczęście nie jest on nachalny i jak dla mnie, całkowicie do zaakceptowania. Co najlepsze, również takie sceny potrafiły mnie rozśmieszyć, chociaż ostatnio czuję przesyt damską bielizną w anime. Nie byłoby jednak „kupy śmiechu”, gdyby nie sama postać Kemeko. Miałem wrażenie, że każde jej przybycie powoduje u mnie wzrost stężenia endorfin. Po pierwsze – wygląd, po drugie – zachowanie, po trzecie – głos. Ta postać jest tak absurdalna, że bardziej się nie da, w dodatku jeszcze wciela się w różne role, z których oczywiście każda z czymś się kojarzy. Nie mogę pominąć kwestii pani, która użyczyła jej głosu. Chiwy Saitou, chociaż w swoim dorobku ma naprawdę wiele ról, do tej pory jakoś nie kojarzyłem. Teraz z czystym sercem mogę stwierdzić, że uwielbiam jej głos, o czym wspomnę jeszcze, opisując muzykę. Dodam także, że Kemeko jest tylko robotem, w którego wnętrzu siedzi tajemnicza piękność, kojarząca się bohaterowi z jego pierwszą miłością sprzed dziesięciu lat. Kiedy dziewczyna wychodzi na zewnątrz, ewidentnie zmienia jej się osobowość, z władczej dziewoi staje się nieśmiałą nastolatką, acz charakterku nadal jej nie brakuje. M.M. z twarzy i zachowania kojarzy się z Louise z Zero no Tsukaima. Nie, głosu nie użyczyła jej Rie Kugimiya, a Haruka Tomatsu (Nagi z Kannagi), co było wyborem świetnym, gdyż pani ta naprawdę dobrze się spisała. Zawiedzeni? Nie martwcie się, Rie Kugimiya też się tutaj pojawia i to nawet jako dziewczątko z małym biustem (Misaki Hayakawa – koleżanka z klasy Sanpeity), jednak postać, którą kreuje, zapewne was zaskoczy. Dziewczyna jest niewyżytą nastolatką, której tylko jedno w głowie. Prześmieszna postać, zero gwałtowności i niewyparzonej buzi, a głos, który zazwyczaj mnie irytował, w jej przypadku pasuje jak najbardziej. Główny bohater z pewnością jest niebywałą ofiarą. No cóż, gdyby miał trochę oleju w głowie, to seria raczej nie miałaby sensu. Od samego początku brzmiał mi jakoś dziwnie, jakież więc było moje zaskoczenie, kiedy dowiedziałem się, że głosu użyczyła mu kobieta i to nikt inny, jak Eri Kitamura (Ami z Toradora), czyli jedna z moich ulubionych seiyuu. Prócz tego spotkamy jeszcze koleżankę z dzieciństwa Sanpeity, jego zboczonego kolegę, siostrę, niedojrzałą matkę, tajemniczą wojowniczkę i oczywiście reprezentację wrogów, aczkolwiek są to mniej ciekawe postaci, dlatego nie warto szczegółowo rozpisywać się na ich temat. Każdy jednak jest inny i coś od siebie do serialu wnosi.

Fabuła nie jest nadzwyczajna i nadto oryginalna, jednakże sam pomysł jest całkiem w porządku. Trudno napisać cokolwiek i nie spoilerować, szczególnie że elementów układanki nie jest dużo i są one dosyć proste. Mówiąc ogólnie, główny bohater spotkał kiedyś pewną dziewczynę. Ta oznajmiła, że dziesięć lat później wróci i wtedy się pobiorą, przekazała mu też pewien prezent. Dziesięć lat później pojawia się Kemeko, która stwierdza, że od teraz jest jego żoną i będzie chroniła go przed zagrażającą mu firmą produkującą sprzęty RTV. Wszystko pięknie, ale kiedy coś w końcu zaczęło się wyjaśniać, seria się skończyła. Całość brzmi średnio ciekawie, ale prócz wydarzeń stricte komediowych znajdzie się też trochę walk z robotami i dziwnie poprowadzony punkt kulminacyjny. Jednym słowem, jeżeli nie będzie kontynuacji, to naprawdę będę zły, gdyż na razie pozostał spory niedosyt.

Graficznie seria prezentuje się dobrze. Na początku miałem duże zastrzeżenia co do projektu postaci, w szczególności Sanpeity, który wygląda jak połączenie Asha Ketchuma z Pokemonów i Son Goku z Dragon Balla. Można by też przyczepić się do proporcji niektórych kobiecych sylwetek, szczególnie że na tle chłopców prezentują się nazbyt dojrzale. Tła są tu dosyć szczegółowe, nie zauważyłem wyraźnych błędów w grafice, a animacja jest płynna. Nieźle wyglądają też roboty, z karykaturalną Kemeko włącznie.

Oprawa muzyczna jest jeszcze lepsza. Z czystym sercem mogę powiedzieć, że uzależniłem się od piosenki z endingu, śpiewanej przez wspomnianą wcześniej Chiwę Saitou. Przede wszystkim słowa – absurd na absurdzie, z domieszką Zygmunta Freuda i tego co robił, gdy zostawał sam w pokoju. Śpiewana z niezwykłą werwą i uczuciem. Cała piosenka zahacza o tematykę terroryzmu, polityki, psychoanalizy w połączeniu z cellulitem i gimnastyką Purippurin – cokolwiek to znaczy, oraz tańczącą Kemeko. Wcale nie gorzej jest z openingiem, który śpiewany jest przez większość występujących seiyuu, chociaż bardziej przyciągają uwagę pokazywane sceny. Jest to parodia naprawdę wielu symbolicznych wydarzeń, chociaż z Drogą Krzyżową trochę przesadzili. Muzyki w tle jest tutaj dużo, od prostych melodyjek, po parodiowane utwory znane szerszej publiczności, co ładnie składa się w dobrze zgraną całość.

Kemeko­‑DX to bardzo dobra komedia, chociaż ma też swoje wady, przede wszystkim płytką fabułę i urwanie historii w momencie, kiedy ta dopiero się rozpoczęła. Całościowo najbardziej kojarzy mi się z Zero no Tsukaima, jednak w subiektywnej ocenie bije ją na głowę. Wiadomo, że jeśli ktoś nie lubi fanserwisu i dużej dawki piersi na ekranie, to raczej po serię nie ma po co sięgać, zdecydowanie jednak jest to najlepsza komedia ecchi, jaką dotychczas widziałem.

Paweł, 20 marca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Hal Film Maker
Autor: Masakazu Iwasaki
Projekt: Isao Sugimoto
Reżyser: Tsutomu Mizushima
Scenariusz: Yoshimi Narita
Muzyka: Ryuuji Takagi