Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 6/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 19 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,42

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 969
Średnia: 8,57
σ=1,62

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (fm)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Clannad After Story

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2008
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • クラナド アフターストーリー
Pierwowzór: Gra (bishoujo); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

„To naprawdę jest przygnębiające, kiedy facet traci swój harem, nieprawdaż?” – Akio Furukawa. Kontynuacja Clannada, w której Tomoya ze swą wybranką wykonują pierwsze kroki na ścieżce do dorosłości.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Na wstępie chciałbym docenić wysiłki studia Kyoto Animation, które na kontynuację Clannada nie kazało czekać tak długo, jak w przypadku innych produkcji (czy kiedyś doczekamy się Haruhi Suzumiya Forever?). Podejrzewam, że fani mniej więcej wiedzą, czego się spodziewać (zwłaszcza ci, którzy postanowili przejść grę albo poczytać jej streszczenia). Tym niemniej spróbuję przybliżyć sedno sprawy. Większość haremówek kończy się wybraniem jednej dziewczyny, spławieniem reszty stada, wyznaniem miłosnym i (przy sprzyjającym wietrze) również pocałunkiem. Zdawałoby się, że w takiej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak wypowiedzieć słowa „I żyli długo i szczęśliwie”. Czy nie mieliście nigdy wrażenia, że dopiero w tym momencie powinna rozpocząć się właściwa historia? Clannad After Story wykonuje taki krok naprzód i opowiada o parze, która teoretycznie powinna mieć już przed sobą tylko to długie i szczęśliwe życie, a tak naprawdę musi się dopiero zmierzyć z wieloma trudnościami w dorosłym świecie.

Wszyscy, którzy oczekują jednak, że w Clannad After Story już od samego początku scenarzyści wykoleją życie głównego bohatera, żeby wycisnąć z widzów łzy ostatnie, muszą się uzbroić w odrobinę cierpliwości. Jedna trzecia odcinków eksploatuje wątki szkolne z gry, dla których zabrakło czasu w poprzedniej serii. Podejrzewam, że przez część oglądających zostaną one potraktowane jako wypełniacze albo przystawka przed głównym daniem. Warto się jednak nimi nacieszyć, ponieważ stanowią one do pewnego stopnia pożegnanie z całą grupą szkolnych przyjaciół, którzy później pojawiają się jedynie w marginalnych rolach. A jak wygląda sprawa z jakością poszczególnych epizodów? Różnie. W jednej z lepszych historii należało poprzesuwać pewne akcenty, ponieważ serce Tomoyi od dawna przestało już być bezpańskim zwierzęciem, a on sam nie wykazywał inicjatywy w kierunku roszad personalno­‑osobistych. O ile trudno zarzucić cokolwiek wykonaniu retrospekcji, cierpi na tym sama puenta, podczas której naszła mnie niewesoła myśl, że jedna z bardziej pozbieranych kobiet w obsadzie zostanie w przyszłości starą panną o dziwacznych skłonnościach. Późniejsze odcinki przynoszą z kolei niespodziankę w postaci rozwiązywania problemów metodą siłową. Nawet kobietom nie zawsze udaje się wymigać od mordobicia (na szczęście to nie protagonista zostaje damskim bokserem).

Wraz z nastaniem części, która również w oryginalnym materiale była określana jako After Story, zatęskniłem za przepełnioną humorem opowieścią przeplataną nacechowanymi emocjonalnie momentami. Anime zmienia się bowiem w telenowelę i aż do pewnych przełomowych wydarzeń fabuła posuwa się naprzód monotonnym rytmem. Niestety dojrzałość w japońskim wydaniu oznacza często porzucenie indywidualizmu, więc Tomoya zostaje zreformowany na zasadzie wbijania wystającego gwoździa w ścianę. Przemiana jest jak najbardziej wiarygodna i korzystna dla społeczności, która nie wiedzieć czemu widziała w nim wcześniej głównie chuligana i element wywrotowy, jednak mimo wszystko szkoda, że chłopina się zmarnował. Wcześniejsza hardość i cięte komentarze zostały zastąpione kłanianiem się w pas. Z interesujących elementów pozostaje azjatycki model zatrudniania (pomijamy papierkologię i pozwalamy świeżemu narybkowi zdobywać doświadczenie pracując z seniorami) i nietypowa metoda rozmnażania. Obrońców moralności śpieszę od razu zapewnić, że nie uświadczymy tu ani odrobiny rui i porubstwa. Wręcz przeciwnie. Właściwie nie widać, żeby – było nie było – zakochana para uczyniła choćby krok do przodu w porównaniu z poprzednią serią. Początkowo Nagisa głównie waruje gdzieś w tle, pilnując, by jej chłopak nie skorzystał z okazji do skoku w bok. Kiedy już wychodzi z roli statystki, również nie może liczyć na nadmiar czułości. Potrafię do pewnego stopnia zaakceptować (od zrozumienia jestem daleki) powściągliwość w publicznym okazywaniu uczuć, ale w sytuacji sam na sam też zachowują się jak para niedojrzałych uczniaków. Clannad After Story dopiero w późniejszych odcinkach odzyskuje wigor, przypominając jednocześnie o temacie przewodnim tego anime. Sposób pokazania relacji pomiędzy rodzicami a ich dziećmi (nawet dorosłymi) zaowocował kto wie, czy nie najbardziej poruszającymi scenami obu serii.

Zakończenie głównego wątku fabularnego przyjąłem natomiast z mieszanymi uczuciami. Częściowo można tu winić już same założenia twórców. Jeśli ktoś wspomni wcześniejsze ekranizacje gier Key/Visual Arts, to pamięta, że Air był przepełniony duchem japońskiego fatalizmu, a Kanon w dużym uproszczeniu mówił o wierze w cuda. Tutaj mamy do czynienia z szamponem i odżywką w jednym, nieudanym kompromisem, który pozbawia znaczenia część zarówno tragicznych, jak i szczęśliwych wydarzeń. Wynika to też z różnicy w sposobie postrzegania wydarzeń w oryginalnym materiale i animowanej wersji. W pierwszym przypadku gracz poznawał po kolei wszystkie historie i dzięki temu zyskiwał dostęp do prawdziwego zakończenia. Przeniesienie tego systemu nagród (czy wręcz poziomów doświadczenia, które przedstawiono graficznie w postaci świetlistych kul na planszach z tytułami odcinków) na protagonistę zmniejsza nie tyle realizm (od samego początku można było się spodziewać elementów nadprzyrodzonych), co wiarygodność całej historii i wpływ na emocje widzów. Ogólna ocena miałaby szansę podskoczyć w górę, gdyby po pierwszych kilku minutach dwudziestego drugiego odcinka twórcy poszli w zupełnie innym kierunku, ale Kyoto Animation znane jest z dokładnych adaptacji. Na osłodę pozostaje krótka opowiastka o pierwszym spotkaniu postaci, widziana w sporej części z perspektywy Nagisy. Natomiast dwudziesty czwarty odcinek to przykład tego, ile można zachować z dziewiętnastogodzinnej fabuły w dwudziestu minutach, czyli zasadniczo strata czasu. Już chętniej zobaczyłbym odpowiednik Tomoyo Chapter z udziałem Kyou. Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy postanowią zrobić fanom prezent w postaci odpowiedniego dodatku na DVD.

Poprzednio moim największym zastrzeżeniem co do grafiki było to, że postacie zbyt dużo czasu spędzają w nieciekawych wnętrzach. Wraz ze skończeniem etapu szkolnego ten zarzut przestaje obowiązywać. Koniec z klaustrofobicznymi pomieszczeniami, które mają osłabić ducha uczniów! Wreszcie można wyjść w plenery i odetchnąć pełną piersią! Oprócz znanych już miejskich ulic skąpanych w świetle zachodzącego słońca możemy podziwiać również pejzaże w mniejszym stopniu skażone cywilizacją. Nie należy też zapominać o fantastycznym świecie ze snów Tomoyi, który teraz zaczyna pełnić dużo ważniejszą rolę. Do grafików mógłbym jedynie zgłosić pretensje dotyczące lenistwa przy tworzeniu nowych projektów postaci. Skoro już uwolniono wskazówki zegara, to dobrze by było, żeby upływ czasu miał swe odzwierciedlenie w wyglądzie bohaterów. Tymczasem tutaj aż chciałoby się zanucić Forever Young Alphaville.

Toki wo Kizamu Uta godnie zastępuje Megumeru, zachowując melancholijny klimat poprzedniej czołówki. Reszta podkładu muzycznego to zasadniczo te same motywy, które wcześniej się świetnie sprawdzały, więc nie było sensu ich wymieniać. Skąd zatem niższa ocena za ten element? Całkowitą winę ponosi za to TORCH. Już dawno żaden utwór nie wzbudzał mojej tak silnej awersji, jak końcowa piosenka z tego anime. Bywa, że człowiek po bardziej wzruszających scenach pragnie dyskretnie otrzeć łezkę z kącika oka, zrobić sobie herbaty z miodem i cytryną, a następnie podumać nad losem ulubionych postaci. Tymczasem tutaj skoczny początek (zupełnie niestosowny w zderzeniu z bardziej tragicznymi wydarzeniami) całkowicie wybija z nastroju, a następująca później nijaka linia melodyczna i śpiew na jedną nutę wywoływały u mnie jedynie zgrzytanie zębami. Dobrze mieć pod ręką pilota, żeby w odpowiednim momencie zatrzymać odtwarzanie. Liczę na to, że potoczą się głowy osób odpowiedzialnych za tę wpadkę.

Z pewnością nie jestem odosobniony w tym, że miałem większe oczekiwania względem Clannad After Story. Pomimo pewnych słabości i dłużyzn uważam jednak, że czas poświęcony na oglądanie tej serii nie okaże się dla fanów całkowicie stracony. Co najwyżej należy puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie bardziej odpowiednie zakończenie całej historii.

fm, 12 kwietnia 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Kyoto Animation
Autor: Visual Art's/Key
Projekt: Itaru Hinoue, Kazumi Ikeda
Reżyser: Tatsuya Ishihara
Scenariusz: Fumihiko Shimo
Muzyka: Jun Maeda, Magome Togoshi, Shinji Orito