Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

1/10
postaci: 1/10 grafika: 1/10
fabuła: 2/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

2/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 1,67

Ocena czytelników

2/10
Głosów: 30
Średnia: 2,4
σ=1,6

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Velg)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Eiken

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 2003
Czas trwania: 2×30 min
Tytuły alternatywne:
  • エイケン
Gatunki: Komedia
Postaci: Uczniowie/studenci; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Wielkie biusty
zrzutka

Bielizna i jej panie w wersji dla ekstremistów.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

„Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga / Z Bogiem i choćby mimo Boga!” – włożył wieszcz w usta Konrada. Kwestia ta równie dobrze, jak uczuciowość owego bohatera, oddaje teraźniejszy stan psychiczny recenzenta. Mogę być nieobiektywny? A i owszem. Niemniej… Fakt, iż seria zdołała mnie całkowicie odrzucić (w ciągu ledwie godziny czasu antenowego!) wymownie świadczy o jej jakości, zwłaszcza że nie uważam się za zaciekłego wroga fanserwisu w postaci wszelakiej. Niemniej opisywana seria niczym innym nie może przyciągnąć widza.

Jest to historia niejakiego Densukego Mifune, gimnazjalisty rozpoczynającego naukę w szkolnym molochu Zashono. Dokładniej – rozpoczynającego znajomość ze szkołą od bliskiego kontaktu z biustem Chiharu Shinonome, rzekomo najinteligentniejszej i najpiękniejszej uczennicy klas pierwszych gimnazjum… Cóż, dziewczyna faktycznie jest inteligentniejsza od protagonisty. A przynajmniej nie potrzebuje dwóch minut na uświadomienie sobie, że ów PrzypadkowoTM począł macać jej piersi. Chwilę później pojawia się jakaś złota mecha z lolicio­‑piersiastym duetem na pokładzie… I bohater zostaje zmuszony do przyłączenia się do klubu Eiken. Niebawem Eiken bierze udział w wielkich zawodach organizowanych przez Zashono… Pojawia się też kontrkandydat do serca Shinonome. A reszta jest biustami, parafrazując kwestię Hamleta.

Może przynajmniej bohaterowie zyskają jakiś punkcik dla serii? A gdzieżby. Główny bohater powstał chyba tylko celem leczenia kompleksów męskiej części widowni. Co ciekawe, bohaterki w kilku – poważnych – kwestiach stwierdzają, że jest on tym „najgorszym” (i mają rację!)… Ale i tak wszystkie zdają się marzyć, aby główny bohater wybrał właśnie je. W pewnym momencie zacząłem się nawet zastanawiać, czy Eiken nie jest klubem dla sadomasochistek, jednak szybko porzuciłem te rozważania. Nie podobały mi się wnioski, do jakich począłem dochodzić.

Densukemu partneruje Chiharu Shinonome. Postać ta ponoć ma być urodziwa i wykazywać się inteligencją. Cóż, jak zwał, tak zwał. Wedle podanego przed chwilą opisu powinna czym prędzej czmychnąć z otoczenia Densukego. I pewnie by uciekła, gdzie pieprz rośnie, gdyby tylko miała jakikolwiek charakter. Niestety, przez większość czasu tylko jęczy „To boli, Mifune…” i zachowuje się, jakby miseczki F (piersi osiemdziesięcioośmiocentymetrowe… nie wiem, jak oni to mierzyli, ale wrażenie robi) wpędziły ją w poważne kompleksy. Dalej występują również: Komoe – lolitka z „przesłaniem” ekstremalnym, Kirika – babochłop rozstawiający wszystkich po kątach, Yuriko – zboczona siostra Chiharu, Kyouko – lolitka bez „przesłania”, Grace – bieliźniana wróżka, oraz zakompleksiona nauczycielka. Pardon, napisałem „występują”, a tym postaciom znacznie bliżej do marionetek, aniżeli do aktorów…

Ważniejszą postacią jest też Shima Kurosawa, drugi z kandydatów do serca Chiharu. Zdarzyło mu się nakryć płaszczem pozbawioną większości odzienia Shinonome – i tym iście heroicznym wyczynem początkowo zawłaszczył sobie całość mej sympatii skierowanej ku bohaterom. Ot, nie lubię widocznej brzydoty, co skłania mnie do popierania planów jej przysłaniania. Niestety okazało się, że był to tylko wstęp do późniejszej macaniny z jego udziałem. On sam okazał się pompatycznym idiotą, stojącym tylko klasę wyżej od Mifune.

Rzecz dziwna, że z wszystkich postaci najlepsze odczucia budzi „misiek” Kuma – wprawdzie nic nie robi, ale przynajmniej nie bierze udziału we wszechobecnej orgii idiotyzmu. Powiedzmy sobie szczerze – wszystkie inne postacie wprowadzone były tylko przez wzgląd na ich bieliznę. Jak stwierdził jeden z moich znajomych, pełnią jedynie rolę „ważnego rusztowania” dla swych biustów. Będziemy więc mieć okazję podziwiać dużo bielizny w scenach, które powstały głównie w celu jej ukazania. I jest to wada bardzo poważna… Zaraz, czy to oskarżenie nie jest pełne hipokryzji? Oglądać ecchi i oburzać się na widok majtek? Otóż nie. Majtki mi nie przeszkadzają. Przeszkadza mi oglądanie serii, w której prowadzące konkurs szkolny bez żadnego racjonalnego powodu mają specjalne spódniczki (skrojone tak, aby widać było bieliznę, naturalnie!), tudzież nagle „wdzięczą się” do kamery (nagły obrót o sto osiemdziesiąt stopni, pochylenie się i centralne zbliżenie na majtki – oczywiście bez żadnego uzasadnienia). Ot, denerwuje mnie to, że element ecchi nie jest wprowadzany jako konsekwencja wydarzeń w świecie przedstawionym – to świat przedstawiony jest tworzony, aby ecchi miało rację bytu. Długo szukałem lepszego określenia, niemniej lepiej wysłowić się nie umiem – denerwuje mnie to, że postacie w anime noszą bieliznę chyba tylko po to, żeby ją pokazywać. I tyle. Związane jest to niestety z faktem, że wszystkie inne walory tej serii OAV giną w górze bielizny.

Samym scenom czasami zdarza się pokonywać granicę dobrego smaku. Standardowe motywy wpadania na czyjeś piersi są już tak oklepane, że można zaryzykować określenie ich mianem niewinnych… Ale taki poziom twórcom zboczenia Eiken nie wystarczył. Trzeba było sięgnąć po „coś więcej”. A tym czymś więcej były: węgorze wsuwające się pod kostium kąpielowy bohaterki (niedwuznacznie kojarzące się z mackami…), czy pseudokazirodztwo (kazirodztwo mi nie przeszkadza… ale dawać bohaterce zwyczaj nazywania Mifune „braciszkiem” tylko w celu przykucia uwagi to przesada). Wszelkim czytelnikom, którzy mają silne poczucie estetyki, zdecydowanie odradzam oglądanie tej serii.

Innym czytelnikom też zdecydowanie odradzam oglądanie Eiken, jednak z innych powodów. Wprawdzie dla nich „pikanteria” tego dzieła będzie liczyć się na plus, lecz recenzent radzi im sięgnąć po coś z lepszą kreską i ładniejszymi dziewczynami. Mówiąc brutalnie – dziewczętom dużo bliżej jest do zyskania miana brzydalek niż określenia moé. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest z pewnością czas powstania. Pięć lat to w przypadku japońskiej animacji czas wprawdzie nie astronomicznie duży, lecz przynoszący ważne zmiany. Zmiany – choćby wnoszące grafikę na inny poziom. Anime to pod względem wizualnym wyraźnie odstaje nawet od końcówki dzisiejszych serii. Innym powodem są proporcje kobiet. Większość mężczyzn, nawet preferujących kobiety hojnie przez naturę obdarzone, nie jest skłonna oglądać lolitek z piersiami rozmiaru przerośniętej dyni (bądź co bądź to jest pewna przesada). Reasumując – sceny bieliźniane są po prostu brzydkie, nie oferują wizualnie absolutnie nic. Stawia to serię w tragicznym położeniu, pozbawiając ją jedynej cechy, która mogłaby przyciągnąć widzów.

Grafikę oceniłem już w poprzednim akapicie – dodam tylko, że tła wcale nie są dużo ładniejsze od postaci. W ostatecznym rozrachunku zasłużyła więc na jeden punkcik – ponieważ wygląd postaci płci żeńskiej budził w recenzencie pragnienie czym szybszego odsądzenia ich od kobiecości. Lepiej spisała się muzyka, acz recenzent nie przepada za tym typem dźwięków. Niemniej zdecydowanie wolałem muzykę towarzyszącą anime od samego anime. Wrażenia psuła animacja towarzysząca czołówce, lecz jej ocena należy bardziej do kategorii grafiki.

Summa summarum, autor recenzji uważa Eiken za najgorszą serię anime, jaką kiedykolwiek oglądał. Przekroczono niekiedy granice dobrego smaku, co jest już ciężkim zarzutem. Fabuła i charaktery postaci zostały całkowicie podporządkowane fanserwisowi (i niczego oryginalnego nie prezentują), co jest jeszcze cięższym zarzutem… Lecz najcięższym zarzutem jest brzydota scen ecchi, które mogą zupełnie odrzucić oglądającego. I właśnie to zapewne zdyskwalifikuje tę serię wśród tych, którzy są jej domyślną grupą odbiorców, a przynajmniej recenzent radzi im omijać ten tytuł i nie tykać go nawet długim kijem. Są setki głupich anime… A po co jeszcze oglądać takie, które jest wyjątkowo brzydkie?

Velg, 15 maja 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Seiji Matsuyama
Projekt: Masashi Ishihama
Reżyser: Kiyotaka Oohata
Scenariusz: Tomoyasu Ookubo
Muzyka: Shou Gotou