Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 12
Średnia: 4,83
σ=1,77

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Costly)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Koutetsu Tenshi Kurumi 2 Shiki

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2001
Czas trwania: 12×14 min
Tytuły alternatywne:
  • Steel Angel Kurumi 2
  • 鋼鉄天使くるみ2式
Postaci: Androidy/cyborgi, Uczniowie/studenci; Rating: Nagość; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem, Shoujo-ai/yuri
zrzutka

Stalowe Anioły w szkolnych mundurkach, shoujo­‑ai, transformacje w stylu magical girls...? Co się stało ze starym, dobrym Koutetsu Tenshi Kurumi?!

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Zaprawdę powiadam wam – płacz i zgrzytanie zębów pozostaje nam, którzy wierzyliśmy, że kontynuacja Koutetsu Tenshi Kurumi będzie czymś innym niż odcinaniem kuponów od udanej poprzedniczki. To wyjątkowo tendencyjny przypadek – dostaliśmy w zasadzie kopię poprzedniej części, pozbawioną prawie wszystkich cech, które świadczyły o jej jakości.

W świątyni znajdującej się pod opieką rodziny Kagura żyje uczennica gimnazjum, Nako wraz z matką, Misaki. Pewnego dnia Nako wraz ze swoją sąsiadką, a zarazem Przyjaciółką z DzieciństwaTM, Uruką, znajduje w starym schronie pod świątynią tajemniczą aparaturę. Nie ma jednak czasu bliżej się jej przyjrzeć, gdyż obie dziewczyny nagle zaczyna gonić… wielka statua Buddy. Zamiast jednak zmiażdżyć nasze bohaterki rzeźba rozpada się, odsłaniając schowaną w jej wnętrzu Kurumi, Stalowego Anioła. Dziwnie znajomym zbiegiem okoliczności Nako Kagura zostaje nową panią Kurumi.

Nazwisko Kagura jest bez wątpienia znajome wszystkim, którzy oglądali poprzednią część przygód Stalowych Aniołów. Nie jest powiedziane, który z braci jest przodkiem Nako, choć nietrudno zauważyć, że ma ona takie same oczy jak Nakahito, a także podobne do niego zdolności. Akcja przeniesiona została do czasów współczesnych, Nako prawdopodobnie jest czwartym pokoleniem rodziny Kagura licząc od bohaterów pierwszej serii. Spotkamy ponownie najważniejsze Stalowe Anioły – Kurumi, Saki i Karinkę. Nie jestem jednak pewien, czy określenie „ponownie” jest na miejscu. Wszystkie nazywają siebie drugą generacją, to jest „Kurumi 2”, „Karinka 2” i tak dalej. Jednocześnie jednak Karinka zastając resztę mówi wprost, że nie widziały się od 75 lat. W oczy rzuca się tutaj niemal zupełny brak postaci męskich. Pewną role przyjdzie odegrać ojcu Uruki i uczącemu Nako muzyki nauczycielowi. To wszystko jednak małe role, poza tym mamy już same bohaterki, które powiązane zostały w dość rozbudowany wielokąt miłosny. Przedstawienie go w całości podpada pod coś, co Anglicy nazywają „pain in ass”, pozostawię więc widzowi wątpliwą przyjemność odkrywania „kto z kim i dlaczego”.

Fabularnie całość jest wyjątkowo nieudaną kopią wydarzeń znanych z poprzedniczki, pozbawioną jednak racjonalnych czynników nadających jej kierunek. W tej samej kolejności na scenie pojawiać się będą Stalowe Anioły, w taki sam sposób, niemal tak samo rozwiną się ich relacje, a i Nako odegra taką samą rolę, jak wcześniej Nakahito, zakończoną jedynie w inny sposób. Jeżeli ktoś zna poprzednią część, prawdopodobnie zostanie po prostu zmiażdżony ogromem bezsensu fabuły. Dlaczego Anioły znowu muszą w taki sam sposób walczyć między sobą? Dlaczego wszystko przebiega tak samo? Niemal nic nie zostaje wyjaśnione, wszystko jest diablo uproszczone. Miałem nadzieje, że ta część rozwieje pewne niedopowiedzenia poprzedniczki, zwłaszcza dotyczące Serc Aniołów. Powiedziano, że demony w przeszłości zaatakowały Ziemię i dzięki anielskiemu pierwiastkowi zamkniętemu w Sercach Aniołów powstały Stalowe Anioły, których zadaniem była walka z demonami. Wszystko fajnie, ale słowem nie wspomniano, skąd w ogóle wytrzaśnięto anioły. Miałem nadzieję tutaj dowiedzieć się tego i kilku innych rzeczy. Nic z tego – teraz wiem jeszcze mniej. Sposób, w jaki przedstawiono Serca Aniołów w drugiej części, jest zupełnie niespójny z tym, co widzieliśmy wcześniej. Mógłbym niemal pomyśleć, że to zupełnie inny motyw. Nie dostajemy też absolutnie żadnych wyjaśnień, twórcy zakładają, że każdy widz oglądał część poprzednią, co tym bardziej drażni – skoro wyraźnie mamy opierać się na podanych tam informacjach, to skąd te sprzeczności?

Nie podobają mi się też zmiany, jakie zaszły w postaciach. Już pomijam fakt, że Stalowe Anioły przecież się znają i w kontekście tego zupełnie bezsensowne są rozwijające się między nimi relacje. Tym, co przede wszystkim drażni jest – z braku lepszego określenia – zidiocenie postaci. Dodając do tego umieszczenie wszystkich bohaterek w szkole dostajemy bardzo typową serię szkolną. Tak, ciekawa mieszanka gatunków doprawiona sporą ilością zalet, jaką było Koutetsu Tenshi Kurumi została zamieniona na zwyczajną komedię szkolną, urozmaicaną od czasu do czasu niezbyt sensownymi walkami. Pisząc o niezbyt sensownych walkach muszę wspomnieć o zakończeniu. Byłoby dobre, gdyby miało sens. Ot, wielkie bitwy, sporo dramatyzmu, patetyczne wyznania, godzące się dziewczyny i tak dalej. A wszystko to u swoich podstaw oparte o nieporozumienie, które rozwiązać można było dziesięciosekundową rozmową. Jak tu człowieka ma szlag nie trafić, gdy to widzi?

Całość wyprana została ze staranności i pomysłowości, z jaką wykonano część pierwszą. Bardzo dobrze wspominam z niej takie rzeczy, jak stroje postaci, wygląd miast czy krajobrazów, dopracowanie historii czy choćby umiejscowienie akcji w nietypowym dla gatunku okresie. Wiele zabiegów w tym guście czyniło całość ciekawą, wyróżniającą się na tle innych pozycji. Tutaj tego nie ma w żadnym stopniu. Postacie są całkiem schematyczne, nie poświęcono uwagi detalom, próżno szukać tutaj przebłysków pomysłowości twórców. Królują uproszczenia i niedopowiedzenia. I bardzo naturalna reakcja na ten stan – zapełnienie pustego miejsca fanserwisem. Mamy scenę kąpielową w co drugim odcinku. Zapomnieć można o subtelności, z jaką umieszczano fanserwis wcześniej. Tak żeby jeszcze raz kopnąć leżącego – całość jest uderzająco krótka. Dwanaście odcinków po czternaście minut, czyli około trzech godzin oglądania. I jeszcze jeden kopniak w leżącego – prawie pięć minut z każdego odcinka to opening i ending.

Żeby nie było, są tu też jakieś zalety. Jest sporo humoru. Gdyby bohaterowie nie drażnili, to mógłbym powiedzieć, że pod tym względem utrzymany został poziom poprzedniej części. Chciałem napisać o jeszcze jakiś zaletach, ale żadnej innej nie mogę sobie przypomnieć… Czyżby ich nie było?

Nie myślałem, że to możliwe, ale nawet od strony technicznej nie wygląda to lepiej. Przynajmniej w tym punkcie mogę powiedzieć, że jest niewiele gorzej niż wcześniej, choć zrobienie kroku w tył po dwóch latach, gdy technologia idzie naprzód, to naprawdę spore „osiągnięcie”. Mniej ciekawe są tła, zawierające mniej szczegółów. Efekt mniejszego budżetu. Zmieniła się osoba odpowiedzialna za projekt postaci i to jest rzecz, która mnie mocno zabolała. Gdzie uleciał urok Kurumi? Niby nie zmieniła się wiele, ale bardzo ucierpiała jej mimika, animacje z jej udziałem. Na dodatek ta dziwnie spłaszczona twarz… Ale tym, co zraziło mnie najmocniej, jest opening. Bardzo, ale to bardzo ciepło wspominam sympatyczny utwór z openingu pierwszej części, w wykonaniu Rie Tanaki. Dostałem go ponownie. W zremixowanej, wypranej całkowicie z gustu i uroku wersji. Płacz i zgrzytnie zębów. To przerażające, jak łatwo można zniszczyć coś dobrego. Ending stoi na przyzwoitym poziomie. Muzyka, którą słyszymy w czasie odcinków, nie odbiega poziomem od poprzedniej części. Szkoda, że dotyczy to akurat tego punktu, który nie był jej mocną stroną…

Koutetsu Tenshi Kurumi 2 Shiki najzwyczajniej w świecie nie powinien ujrzeć światła dziennego. Na pewno wśród fanów cyklu znajdą się i tacy, którym się spodoba. Jest to, bądź co bądź, tytuł adresowany do widzów preferujących lekkie kino, a pośród takowych wielu nie stawia wygórowanych wymagań. Ale naprawdę każdy, kto wymaga, aby oglądany przez niego tytuł w jakikolwiek sposób wznosił się ponad poziom wyznaczany przez masowo wydawane adaptacje gier eroge czy produkowane taśmowo niskobudżetowe komedie szkolne, nie znajdzie tu nic dla siebie. To boli! Pierwsza seria telewizyjna była naprawdę dobrym przykładem na to, jak stworzyć produkcję lekką i przyjemną, która nie będzie razić uproszczeniami czy banałem. Tymczasem druga seria telewizyjna jest idealnym przykładem tytułu popełniającego te wszystkie grzechy. Nie polecam, choć pewnie i ten tytuł znajdzie swoich amatorów.

Costly, 9 lipca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: OLM
Autor: Kaishaku
Projekt: Takeshi Itou, Yuuji Ikeda
Reżyser: Naohito Takahashi
Scenariusz: Naruhisa Arakawa
Muzyka: Toshihiko Sahashi