Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 83
Średnia: 6,17
σ=1,96

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Eureka Seven: Pocket ga Niji de Ippai

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 115 min
Tytuły alternatywne:
  • Psalms of Planets Eureka seveN: Good night, Sleep tight, Young lovers
  • 交響詩篇エウレカセブン ポケットが虹でいっぱい
Postaci: Obcy; Rating: Przemoc; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

Alternatywna wersja pięćdziesięcioodcinkowej serii telewizyjnej, czyli co się stanie, gdy twórcy spróbują wcisnąć słonia do karafki.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W 2009 roku świat został zaatakowany przez obcą rasę, którą potem nazwano Image. Wiele lat później w warszawskim laboratorium, pod okiem profesora Dominica, wychowuje się dwoje dzieci, Renton i Eureka. Wierną towarzyszką ich zabaw jest Nirvash (młoda wersja prototypu mechów, zwanych KLF), z którą porozumieć potrafi się jedynie chłopiec. Dziewczynka z kolei może wychodzić na zewnątrz jedynie w nocy, gdyż jej skóra jest wrażliwa na promienie słońca. Pewnego dnia opiekun dzieci znika bez pożegnania. Jakiś czas potem wychodzi na jaw, że zginął on w trakcie tajemniczego eksperymentu, a nieznani ludzie porywają Eurekę. Osiem lat później czternastoletni Renton wstępuje do wojska z nadzieją, że pewnego dnia uda mu się odnaleźć przyjaciółkę z dzieciństwa. Kim właściwie jest Eureka i dlaczego wojsku tak bardzo na niej zależy? Co kryją przed Rentonem jego koledzy z oddziału i czy mają coś wspólnego z przeszłością chłopca?

Już po samym wstępie fani serii telewizyjnej zorientują się, że mają do czynienia z czymś zupełnie innym. Pocket Full of Rainbows nie próbuje bowiem streścić fabuły oryginału, a zawiera nową historię, w której jedynie postaci nazywają się tak samo. Przyznam, iż od chwili pojawienia się informacji o planowanym filmie, zastanawiałam się, co też takiego twórcy wymyślą. Jak zwykle w takich sytuacjach pojawiają się obawy, co do jakości nowego scenariusza. Niestety, w tym przypadku były one uzasadnione. Pierwszą wadą jest sam pomysł, który, nie oszukujmy się, wyjątkowo odkrywczy nie jest, a powiela wiele znanych i denerwujących schematów. Podstawowy problem stanowi jednak długość: w przeciągu niespełna dwóch godzin starano się przedstawić coś, co spokojnie można by rozciągnąć na dwunastoodcinkową serię. Może wtedy więcej czasu poświęcono by wyjaśnieniu poszczególnych zagadnień, a nie skupiono się jeszcze bardziej na traumach bohaterów. W oryginalnej serii mnóstwo się działo, jednak czas przeznaczony na wyjaśnienia i akcję rozplanowano w miarę równomiernie. W wersji filmowej reżyser chciał opowiedzieć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Zaowocowało to przydługimi dialogami, często prowadzącymi donikąd, a czasem sztucznie objaśniającymi całą sytuację. Przez sto dwadzieścia minut obserwujemy poczynania bohaterów, którzy przez większość czasu pałętają się bez celu po ekranie tylko po to, aby w końcówce nagle zacząć działać. Wszystko dzieje się zdecydowanie za szybko. Nie można zarzucić anime braku elementarnej spójności wydarzeń, można wyróżnić ciąg przyczynowo­‑skutkowy, nie sposób jednak nie zwrócić uwagi na to, że twórcy swoją niepewność wciskają w usta postaciom, co teoretycznie ma usprawiedliwiać nieudzielenie odpowiedzi na większość pytań. Stanowi to poważny problem w odbiorze filmu, gdyż nikt nie wmówi mi, że mamy do czynienia z dziełem refleksyjnym, w którym należy szukać drugiego dna… Oczywiście bardzo łatwo wyłapać wyraźne antywojenne przesłanie i tym podobne bzdury, ale… co z tego? Mam nieodparte wrażenie, że mniej zawiły scenariusz i więcej spokojniejszych momentów wyszłoby tej produkcji na dobre. Zamiast tego postanowiono wymieszać przeróżne wątki i powstałą papkę podać spragnionym wrażeń widzom.

Przypisanie nowych ról bohaterom daje szansę na pokazanie ich z innej strony. Teoretycznie. Ale jak wiadomo, w praktyce bywa różnie. W filmie pojawia się większość znanych twarzy, nie wszystkie jednak dostały odpowiednio dużo czasu ekranowego. Jeśli już udało im się pokazać na dłużej niż dwie­‑trzy minuty, wybrano ciekawy sposób na prezentację ich… charakterów(?). Z jakichś niewiadomych przyczyn zdecydowano, iż jedyną formą ekspresji będą zdecydowanie za długie pseudofilozoficzne monologi (bądź dialogi – w zależności od okazji). Naturalnie najwięcej miejsca poświęcono dramatycznej sytuacji głównej pary. Renton i Eureka, niczym bohaterowie rasowej opery mydlanej, raz po raz zapewniają się o swojej dozgonnej miłości, otwarcie użalają się nad sobą, obwiniają za całe zło świata i tak dalej. W efekcie nie dano im szansy (może poza kilkoma wyjątkowymi sytuacjami) zaprezentować jakichkolwiek indywidualnych cech charakteru, czegokolwiek, co pomogłoby im wybić się z tłumu podobnych nastolatków, występujących w anime. Zaledwie w kilku scenach Renton mógł wykazać się odwagą i jednocześnie lekkomyślnością odpowiednią do jego wieku. Swoje niezbyt odkrywcze myśli jasno wyłożył w wyżej wspomnianych, natchnionych monologach. Rolę Eureki zredukowano tym razem do obwiniającej się za wszystko damy w opałach, która wzdycha do Rentona równie często jak on do niej. Udaje silną, gdy tymczasem znacznie częściej niż w serii telewizyjnej wymaga ratowania (w serialu przynajmniej było to dobrze uzasadnione, bo Eureka rzeczywiście czasem pakowała się w kłopoty). Zapewne zawiedzeni będą widzowie, którzy chcieli ujrzeć załogę Gekko State jeszcze raz w akcji. Scenarzyści powierzyli im paskudnie niewdzięczną rolę, wpakowali do życiorysów tyle traum, ile tylko się dało, i wyposażyli w niezwykle płytką motywację do działań. Jeżeli ktoś polubił tych mniej ważnych członków załogi, przekona się, że ich rolę sprowadzono do zbiorowego narzekania na swój los, a niektórym fabuła kazała zachowywać się wyjątkowo nielogicznie tylko po to, aby uzyskać zamierzony zwrot akcji. Smutna prawda jest taka, że mimo poznania myśli/motywacji poszczególnych bohaterów bardzo trudno obudzić w sobie zrozumienie dla nich, czy chociażby współczucie. Reszta postaci pełni tylko i wyłącznie funkcję robotów wyjaśniających poszczególne kwestie i problemy, pozbawionych jakiejkolwiek osobowości (nie żeby protagoniści je posiadali). Po ekranie biegają, krzyczą itd. bezbarwne kukiełki na cienkich sznurkach trzech scenarzystów. Najgorsze jest to, że żadna z nich nie ma nic ciekawego do powiedzenia.

Od strony technicznej studio Bones dało się poznać jako grupa ludzi, którzy wiedzą, co robią, a przede wszystkim dbają o oprawę graficzną. W tym przypadku wygląda to tak, jakby trzy czwarte budżetu przeznaczono właśnie na animację. Wyrazistą i charakterystyczną kreskę łatwo rozpoznają ci, którzy widzieli chociaż dwie lub trzy inne produkcje tego studia. Projekty postaci nie uległy żadnym zmianom, pomijając może kosmetyczne przeróbki i prawie niezauważalne dodatki. Mechy i statki powietrzne są także niemal identyczne, acz w niektórych przypadkach można mówić o „ulepszeniach” (czy rzeczywiście wygląda to lepiej? Kwestia gustu). Do obsady dołączyły zaś „niemowlęce” formy robotów, które w niczym nie przypominają maszyn bojowych. Świetnie sprawdzają się za to jako słodziutkie (aż za słodkie) maskotki. Oczy nadal cieszą bogate i niezwykle kolorowe krajobrazy, często zmienione przez Obcych, jednak przede wszystkim widoczny jest brak ingerencji komputerów. Po raz kolejny utwierdza mnie to w przekonaniu, że nie potrzeba efektów trójwymiarowych, aby stworzyć anime zachwycające niezwykle płynną animacją (przede wszystkim widowiskowymi scenami walki). Wszystko byłoby z tym w porządku, gdyby nie fakt, że w serii starszej o cztery lata animacja wyglądała podobnie… Ładnie zaprojektowano sceny towarzyszące napisom końcowym, niby nic szczególnego, a naprawdę miło popatrzeć. Jedna jedyna piosenka pojawia się właśnie pod sam koniec filmu, a jest to nieszczególnej jakości j­‑pop z elektronicznym tłem. Poszczególnym scenom towarzyszą mniej lub bardziej podniosłe utwory instrumentalne. Są one odpowiednio zróżnicowane i dopasowane do aktualnych wydarzeń, jest to jednak ten rodzaj muzyki, jaki można usłyszeć w większości podobnych serii. Melodie toną niestety w morzu kolejnych wybuchów (jak najbardziej różowych) i podniesionych głosów bohaterów. Na potrzeby filmu zgromadzono raz jeszcze tę samą obsadę, która po raz kolejny wykonała dobrą pracę, choć w tym przypadku możliwości seiyuu ograniczał monotonny scenariusz.

Po seansie bez wahania mogę stwierdzić, iż z całkiem niezłej przygodówki twórcy zrobili zupełnie nijaki i, co gorsza, płytki film, po raz kolejny wałkujący znane motywy i pożyczający wątki z oryginału. Próba skondensowania rozbudowanej (chyba) wizji do niespełna dwóch godzin, zaowocowała wieloma wymuszonymi i nielogicznymi scenami, a przede wszystkim brakiem wielu istotnych odpowiedzi. Bohaterowie również padli ofiarą nadmiernej ambicji wciśnięcia słonia do karafki, przez co wydają się do bólu przewidywalni i sztuczni. Z powodu niedostatecznej ilości czasu popełniono również gwałt ze szczególnym okrucieństwem na wyczuciu. Przedstawionym dramatom i relacjom międzyludzkim(?) zdecydowanie daleko do określenia ich mianem subtelnych. Postaci z motywacją na dłoni nie stanowią dla widza jakiejkolwiek zagadki. Dobra grafika nie ratuje sytuacji. Wszystko ładnie, wszystko płynnie, tylko dlaczego tak samo wyglądała seria z 2005 roku? Muzyka stanowi prawie niezauważalny dodatek, zaś uważni słuchacze rozpoznają niektóre utwory ze ścieżki dźwiękowej oryginalnej serii (tak mi się przynajmniej wydaje… Albo całkowicie pozbawione są one wyrazu). Fanom serialu zdecydowanie łatwiej będzie uzupełnić sobie brakujące elementy układanki, jednak tak naprawdę wszystko pozostanie na poziomie domysłów. Nie zmienia to faktu, iż raczej zawiodą się oni na filmie, licząc na godnego następcę całkiem sympatycznej, choć niekoniecznie wybitnej serii. Pozostali również nie mają tu czego szukać. Zapewne znudzą ich niezbyt odkrywcze wyjaśnienia albo odrzucą niezwykle dramatyczne wyznania bohaterów (czy scenarzyści przed pracą obejrzeli wspólnie kilka rasowych oper mydlanych?).

Enevi, 19 lipca 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: BONES
Projekt: Kazutaka Miyatake, Ken'ichi Yoshida, Shigeto Koyama
Reżyser: Tomoki Kyouda
Scenariusz: Hiroshi Haraguchi, Tomoki Kyouda, Yasushi Muraki
Muzyka: Naoki Satou