Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 7
Średnia: 5,86
σ=0,99

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Grisznak)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Choujin Locke

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 1984
Czas trwania: 120 min
Tytuły alternatywne:
  • Locke the Superman
  • 超人ロック
Rating: Nagość, Przemoc; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Inne planety; Czas: Przyszłość; Inne: Supermoce
zrzutka

Opowieść o superbohaterach w dekoracjach science­‑fiction. Średnio udana i niezbyt porywająca.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Odległa przyszłość, dość typowa dla wybiegających daleko do przodu produkcji, gdzie wszechświat jest skolonizowany i opanowany przez ludzi. Po licznych wojnach udało się stworzyć federację, która zażegnała gros konfliktów i przyniosła ludziom pokój. Podczas starć często wykorzystywano esperów – ludzi o zdolnościach psychicznych i fizycznych dalece wykraczających ponad przeciętność. Najbardziej znanym z nich i zarazem najpotężniejszym był Locke, zwany superczłowiekiem – nieśmiertelny mężczyzna o ciele dziecka. Po wielu latach przelewu krwi nasz bohater osiadł na uboczu, gdzie spędza czas, hodując owce. Jednak ktoś o takiej mocy raczej nie ma szans na cichy i spokojny żywot. Pewnego dnia odwiedza go oficer wywiadu federacji – Ryuu, informując, że Lady Khan, dawna przeciwniczka Locke’a, tworzy armię esperów. Federacja, nie chcąc ryzykować otwartego konfliktu, liczy na pomoc znanego herosa, który ma z Lady Khan własne porachunki.

W tym samym czasie jego wrogowie nie zasypiają gruszek w popiele. Wśród wyszkolonych do walki z ludzkością esperów poczesne miejsce zajmuje Jessica, dysponująca mocą zabijania innych ze swojego gatunku. Słusznie obawiając się, że Locke może stać się wrogiem ruchu mającego na celu supremację esperów, Lady Khan, poprzez swoich podwładnych, Cornelię Prim i profesora Ramsesa, wysyła Jessicę z misją zabicia wroga. Wszystko poszłoby dobrze, gdyby nie, jak zwykle w takich przypadkach, miłość. Związek, który miał ułatwić Jessice dostanie się w pobliże Locke’a, okazuje się dla niej coraz ważniejszy. W tym samym czasie wybucha wywołana przez Lady Khan rebelia, w której buntownicy posługują się nie tylko konwencjonalnymi siłami zbrojnymi, ale także specjalnie przygotowanymi do walki esperami. Zielonowłosy superczłowiek wie, że tylko jak najszybsze schwytanie spiritus movens całego konfliktu pozwoli zakończyć przelew krwi.

Nawet osoby dość pobieżnie orientujące się w meandrach amerykańskiej popkultury dość szybko dostrzegą główne źródła inspiracji twórców – amerykańskie komiksy o superbohaterach. Już sam tytuł jasno wskazuje na to, kto, przynajmniej częściowo, był inspiracją dla postaci Locke’a. Na dodatek w niektórych scenach bohater nasz biega w charakterystycznym czerwono­‑niebieskim trykocie z peleryną. Drugą, dość charakterystyczną inspiracją, są X­‑Men, a dokładniej ich główny antagonista. Lady Khan i jej grupa złych esperów dość natrętnie miejscami kojarzą się z Magneto i Bractwem Złych Mutantów. Niestety w obu przypadkach mamy do czynienia z dość nieudolnym naśladownictwem. Główny bohater jest jeszcze potężniejszy od przybysza z Kryptona (latanie, nadludzka siłą, natychmiastowe leczenia ran swoich i cudzych, telekineza, teleportacja, telepatia – pełen asortyment), a jego przeciwnicy – szablonowi i jednowymiarowi. Tworzenie postaci omnipotentnej i obsadzanie jej w głównej roli to zabieg trudny, któremu mało kto podołał. Jeśli bowiem mamy takiego herosa, to trzeba czegoś, co zrównoważy jego potęgę. Lady Khan zaś, stereotypowa do bólu wariatka opętana żądzą władzy, pozbawiona głębszych emocji i motywacji, wypada blado. Na tym tle jej bezpośrednia podwładna, Cornelia Prim, prezentuje się ciut ciekawiej. Jessica, na początku całkiem nieźle „napisana”, w pewnym momencie staje się nudna i bezbarwna.

Choć całość rozgrywa się w realiach futurystycznych, bliżej jej do space opery niż science­‑fiction. Po prostu za mało tu science, a za dużo fiction, a na dodatek „science” mocno zgrzyta. Medycyna potrafi selektywnie czyścić pamięć, ale nie potrafi uleczyć amnezji. Finałowa scena szantażu gubi radośnie sens gdzieś tak w połowie, gdy, nie wiedzieć czemu, maszyna mająca uśmiercić zakładnika nie czyni tego. Pełno tu esperów, ale brak jakiegokolwiek wyjaśnienia źródeł ich mocy, rozwoju tychże i kontroli nad nimi. Widz nie dowie się, czemu akurat Locke jest potężniejszy od całej reszty – chyba że przekonujące wyda się komuś rozwiązanie najprostsze – jest dobry, więc musi być najsilniejszy. Film ten jest adaptacją wydanej także i u nas mangi i trudno mi oprzeć się wrażeniu, iż adaptacją dość ubogą. Manga miała ambicje być opowieścią o mocnym podłożu politycznym, tu natomiast próżno szukać jakichkolwiek wątków społeczno­‑politycznych. Momentalnie, zaskakując wszystkich, wybucha bunt, do którego przystępuje prawie połowa galaktyki. Potężna Federacja, mimo środków pozostających pod jej kontrolą, nie potrafi zdusić małej ruchawki, jakby jej rozprzestrzenianie się było władzom na rękę. Wiedząc zaś, że wróg ma do dyspozycji esperów, dowódcy Federacji podejmują działania, które noszą niekiedy znamiona quasi samobójczych.

Film ten ma dwadzieścia pięć lat i bardzo to widać. Zachowano w nim oryginalny projekt postaci z mangi. Razi kontrast między głównym bohaterem, z wyglądającą jak zrobiona z blachy, zieloną fryzurą, a w miarę (jak na tamte czasy) realistycznie prezentującymi się pozostałymi postaciami. Animacje wypadają nieźle, jedynie w kilku momentach gryzie wykorzystanie prawdziwych zdjęć ognia podczas ujęć pożarów. Jako że jest to produkcja przeznaczona dla starszego widza, mamy tu dość liczne akty przemocy, a i kilka rozbieranych scen, niekiedy ciut infantylnych (jeśli bohaterka zaliczy trafienie z pistoletu energetycznego, to wiadomo, że strzał rozerwie jej strój na piersiach) się znajdzie. Nie da się natomiast ukryć, że film jest zwyczajnie za długi. Trwa on równo dwie godziny i nie brak w nim pospolitych dłużyzn, nic nie wnoszących do treści. Piję tu zwłaszcza do finału, który został tak rozciągnięty, że bardziej się już nie da. Nie znaczy to jednak, że całościowo film ten jest nudny i przegadany – to rzecz nastawiona na akcję, nie technologiczno­‑polityczno­‑filozoficzne dywagacje. Muzyki tu niewiele i raczej nie wpada ona szczególnie w uszy, choć piosenka finałowa jest nawet sympatyczna.

Czy dziś Choujin Locke ma szansę zainteresować widza? Odpowiedź, przynajmniej po części, dała klapa wydawanej w Polsce mangi. Anime jest adaptacją jej pierwszego fragmentu, zatytułowanego Tysiącletnie Imperium. Poza tym filmem powstało w kolejnych latach kilka OAV, nie wiem jednak, czy objęły one całą, liczącą niemal czterdzieści tomików serię mangi. Film zaś jest zwyczajnie przeciętny, ani szczególnie dobry, ani też tragicznie zły. Razi sztampą i schematami, które może w czasach, kiedy powstawał, nie irytowały tak bardzo jak dziś. Może zaciekawić, jeśli kogoś interesuje japońskie podejście do tematyki superbohaterów odmiennych od postaci znanych z produkcji sentai czy magical girls. Jeżeli natomiast komuś podobała się manga, to być może zainteresuje go jej adaptacja. Fanom klasycznego science­‑fiction raczej odradzam.

Grisznak, 15 września 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Nippon Animation
Autor: Yuki Hijiri
Reżyser: Hiroshi Fukutomi
Scenariusz: Atsushi Yamatoya
Muzyka: Gorou Oumi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Locke Superczłowiek na forum Kotatsu Nieoficjalny pl