Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 1/10 grafika: 6/10
fabuła: 1/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

2/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 2,00

Ocena czytelników

3/10
Głosów: 6
Średnia: 2,83
σ=1,07

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Meiou Project Zeorymer

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1988
Czas trwania: 4×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Hades Project Zeorymer
  • 冥王計画ゼオライマー
Postaci: Androidy/cyborgi; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Azja, Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Mechy
zrzutka

Mechy i żądza władzy nad światem, czyli przepis na anime w wersji ARTMIC Studios i AIC. Trauma traumę traumą pogania i ogólnie jest bardzo wesoło.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Życie piętnastoletniego Masato Akitsu zostaje wywrócone do góry nogami, gdy niespodziewanie pojawiają się faceci w czerni. Trafia w jakieś dziwne miejsce, a ukochani rodzice okazują się nieznajomymi zatrudnionymi do wychowania go. Chłopak jest bowiem jedynym człowiekiem, który może pilotować potężnego mecha, zwanego Niebiański Zeorymer. Po co to wszystko? Odrodziła się potężna organizacja Hau Dragon i planuje… (Chwila zastanowienia). Tak jest! Opanować cały świat. Tak więc nasz bohater z pomocą tajemniczej Miku ma za zadanie obronić Japonię (inne kraje też) przed imperialistycznymi zapędami grupki szaleńców. Co się jednak stanie, gdy wredny los wykorzysta ukryte w rękawie asy?

Ile to już razy jakaś szemrana organizacja chciała zdobyć władzę nad światem? A ile to już razy znaleźli się bohaterowie, którzy postanowili się jej przeciwstawić? A ile razy udało im się wygrać? I tak dalej. Oglądając to anime, człowiek zadaje sobie te i jeszcze więcej pytań, łącznie z tymi o sens ekranizowania takich historii. Teoretycznie, ale tylko teoretycznie, można tłumaczyć to wiekiem owej serii. Dwadzieścia jeden lat to niemało, to były „inne czasy”… I tak dalej. Jednak prawda jest taka, iż wiele starszych produkcji może pochwalić się lepszym scenariuszem. Na fabułę składają się wszystkie standardowe elementy w zestawie z unikatowymi pomysłami, które swoją absurdalnością dosłownie powalają. Kolejne wydarzenia następują po sobie bez jakiegokolwiek ładu i składu, a chyba jedynym celem ma być wywołanie wzruszenia jakże okrutnym losem poszczególnych bohaterów. Na samym początku zaskoczyło mnie wyjątkowe zgranie w czasie wrogich sobie organizacji i brak jakiejkolwiek motywacji do działań, oprócz wspomnianej żądzy władzy nad światem. Strategie to przede wszystkim bezmyślne akcje, które usilnie próbują popychać „fabułę” do przodu. Co ciekawe, wszelkie przypadki okazują się częścią wielkiego i tajemniczego planu, który… Nie… Sami się domyślcie – to naprawdę nie jest trudne. Niektóre z wyjątkowych pomysłów przekraczają wszelkie granice i raczej nie wywołają zachwytu, a spazmatyczny śmiech. Komediowego charakteru dodaje również narrator, który z przejęciem przypomina na początku każdego odcinka, od czego to się właściwie zaczęło, i zapowiada kolejne epizody, zadając kluczowe pytania (tak, widz albo sam sobie na nie odpowie, albo będzie zaskoczony do tego stopnia, że zrobi wielkie oczy i złapie się z niedowierzaniem za głowę). Do tego należy również dołączyć wyjątkowo urocze i oryginalne nazwy mechów (chociażby Rose C’est La Vie of the Moon… poetyckie, nieprawdaż?) i ataków. W ramach ciekawostki można dodać, iż istnieje mangowy pierwowzór, który (pomijając kilka szczegółów fabularnych) różni się od anime występowaniem scen erotycznych. Yoshiki Takaya, ukryty jeszcze wtedy pod pseudonimem Morio Chimi, najwidoczniej stwierdził, że same mechy, traumy i tajemnice to za mało i dodał do tego wszystkiego coś jeszcze. Wspomniana wcześniej Miku stanowi element niezbędny do działaniu Zeorymera, toteż trzeba było wszystko wymyślić tak, aby obleśny naukowiec mógł ją przy każdej okazji molestować seksualnie, a główny bohater gwałcić. Ekranizacja jest bardziej strawna, gdyż z wiadomych względów ją ocenzurowano. Wycięcie tych elementów pozbawiło jednak anime „esencji”, przez co z hentai science­‑fiction został tylko wątek fantastyczno­‑naukowy, w dodatku w miernym wydaniu.

Postaci to takie trybiki w zegarku produkcji, które mają ściśle określoną rolę, chociaż znajdzie się kilka zbędnych śrubek. Zadaniem głównego bohatera jest bycie rozwrzeszczanym, rozchwianym emocjonalnie nastolatkiem, który oprócz pilotowania wielkiego robota bez przerwy zadaje pytania typu „Dlaczego?”, „Ale jak to? To niesprawiedliwe” i tak dalej. Cech charakteru nie stwierdzono. Urocza towarzyszka Masato, Miku, robi za słupek, czasem się uśmiechnie, czasem rozpłacze albo zrobi jeszcze coś innego. U niej również trudno zauważyć jakiekolwiek ślady osobowości. Są jeszcze inni piloci i „szefowa” Hau Dragon. Wszystkich bez wyjątku łączy nagromadzenie nieszczęść i nieustanne narzekanie (zwykle w najmniej odpowiednich momentach). Znakomita większość dialogów to przekrzykiwanie się, kto jest aktualnie bardziej nieszczęśliwy. Wytłumaczenie obecnego stanu rzeczy byłoby wręcz genialne, gdybyśmy mieli do czynienia z parodią gatunku, jednakże kiedy w poważnej produkcji próbuje wyjaśnić się natężenie traum ich genetycznym „zaprogramowaniem”, to coś już jest mocno nie tak. Owszem, to jeden z bardziej zabawnych pomysłów, ale chyba nie o to chodziło. Główny wróg ujawnia się dopiero po jakimś czasie i jego motywy są bardzo, ale to bardzo standardowe. Naturalnie jest on geniuszem, który wszystko starannie zaplanował, złym do szpiku kości, ale tak schematycznym, że pozbawionym jakiejkolwiek klasy. Nad postępowaniem poszczególnych kukiełek naprawdę nie warto się głębiej zastanawiać, gdyż już na pierwszy rzut oka ich zachowanie wyda się podejrzanie nieprawdopodobne. Wszyscy bez wyjątku podporządkowani są nieprzewidywalnym pomysłom scenarzysty.

Po grafice najbardziej widać wiek produkcji, stanowi ona jednak jej jedyną zaletę. Charakterystyczną kreskę widać przede wszystkim w projektach postaci, które zdecydowanie różnią się od tych z oryginału. Trzeba to zaliczyć na plus, gdyż Masato wygląda na nastolatka, a jego towarzyszka w niczym nie przypomina „dwunastolatki” z mangi. Panowie są barczyści, panie odpowiednio biuściaste, ale przynajmniej wszyscy narysowani są symetrycznie, a nie jak na papierze, gdzie proporcje są wyraźnie zaburzone i bohaterowie wyglądają koszmarnie. Na szczególną „pochwałę” zasługuje wyjątkowo niepraktyczne wdzianko szefowej wrogiej organizacji. Pozostali ubierają się względnie normalnie (oczywiście jak na standardy anime). Mimika twarzy (rzadko występuje u niektórych), choć ograniczona, idealnie oddaje stan emocjonalny bohaterów. Przygaszona kolorystyka pasuje do sterylnych wnętrz i raczej ubogich, ale nie aż tak źle wykonanych pejzaży. Animacja jest płynna, walki robotów niezbyt efektowne, słowem – standard (bohaterowie, niestety, kłapią ustami i głosy niekoniecznie dobrze zsynchronizowano z obrazem, ale w nowszych produkcjach również się to zdarza dość często). Mechy są takie, jak być powinny: potężne, niezbyt wymyślne i wyposażone w różnego rodzaju gadżety (o „oryginalności” wspominać nie trzeba…). Seiyuu potrafili wczuć się w swoje role, co niestety ograniczało ich albo do wydzierania się, albo do mówienia bardzo spokojnie i bez emocji. Ścieżka dźwiękowa składa się z utworów różnych, trochę pianina gdzieś pomiędzy podniosłymi i bardzo charakterystycznymi dla starszych produkcji elektronicznymi utworami, które są absolutnie nijakie. Idealnie wpasowują się one w tło, tak że wyłowienie ich spomiędzy krzyków i wybuchów wymaga dodatkowego skupienia, chociaż biorąc pod uwagę poziom dialogów, nie będzie to takie trudne.

Anime o dumnym i patetycznie brzmiącym tytule okazało się kolejnym koszmarkiem, w którym twórcy popisali się wyjątkowo absurdalnymi pomysłami i dzięki temu jest on strawny wyłącznie jako niezamierzona komedia. Jeżeli ktokolwiek liczy na starszą, ale przyzwoitą historyjkę spod znaku wielkich robotów, powinien dwa razy się zastanowić, zanim sięgnie po Zeorymera, gdyż czas poświęcony na jego oglądanie można naprawdę lepiej spożytkować. Anime to brane poważnie nie nadaje się do oglądania, ponieważ dobra grafika i całkowicie przeciętna muzyka w żadnym wypadku nie stanowią podpory dla pozbawionej sensu historii i pustych jak wydmuszki postaci. Ale pośmiać zawsze się można… Wybór, Drodzy Czytelnicy, należy do Was.

Enevi, 24 września 2009

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: AIC (Anime International Company), ARTMIC Studios
Autor: Yoshiki Takaya
Projekt: Hideki Kakinuma, Kimitoshi Yamane, Michitaka Kikuchi, Yasuhiro Moriki
Reżyser: Toshihiro Hirano
Scenariusz: Noboru Aikawa
Muzyka: Eiji Kawamura