Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Copernicon 2017 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 6/10
fabuła: 2/10 muzyka: 3/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 6 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 244
Średnia: 6,96
σ=1,87

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Seitokai no Ichizon

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Student Council's Discretion
  • 生徒会の一存
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem
zrzutka

Dla innych uczniów to tylko samorząd szkolny, dla Kena Sugisakiego – spełnienie marzeń o własnym haremie… Komedia bez fabuły, głównie dla wielbicieli parodystycznych nawiązań.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Ken Sugisaki na pierwszy rzut oka nie robi wrażenia prymusa – nikt nie powiedziałby, że nastoletni maniak eroge jest najlepszym uczniem Akademii Hekiyou, któremu za wysokie wyniki w nauce przysługuje miejsce w samorządzie szkolnym. Jako że pozostali członkowie samorządu to wybrane przez uczniów szkoły cztery piękne panie, chłopak, kiedy tylko trafił na pierwsze spotkanie, bez problemu rozpoznał schemat fabularny rodem z jego ulubionych gier: właśnie stał się posiadaczem haremu! Znajomość z dziewczętami rozpoczął więc od wyznania miłości każdej z nich i na przyszłość wytyczył sobie dość ambitny cel – zakończenie, w którym wybór „tej jedynej” nie będzie konieczny… Ta szczątkowa fabuła w Seitokai no Ichizon staje się pretekstem do ciągu mniej lub bardziej udanych gagów i humorystycznych dialogów przepełnionych odniesieniami do popularnych anime. Nie pokładałem wielkich nadziei w opartej na serii light novel opowiastce o chłopcu i jego haremie, nie jestem też wielbicielem parodii, więc pierwszy odcinek zaskoczył mnie przede wszystkim tym, że byłem w stanie go obejrzeć do końca.

Jedną z najistotniejszych atrakcji jest tu chyba główny bohater, zdecydowanie różniący się od typowego „bohatera takiego jak ty”/„pana na haremie”. Sugisaki to naprawdę udana postać, osobnik pełen dystansu do świata i samego siebie, wzbudzający sporo sympatii mimo tego (a może właśnie dlatego?), że bez przerwy robi z siebie idiotę. To po prostu nastoletni, nie do końca dojrzały facet, który czasem, jeśli jest to potrzebne, potrafi zachować się poważnie, ale przez większość czasu bliżej mu do chłopca oddającego się radosnym wygłupom. Całkiem sensowne wydają się też z początku jego relacje z dziewczynami z samorządu: wyraźnie widać, że nikt, nawet on sam, nie traktuje jego miłosnych wyznań (ani wyjątkowo chłodnych odpowiedzi na nie) poważnie, to raczej rodzaj hermetycznego żartu, niezmiennie bawiącego członków tej małej grupki. Szkoda, że psuje się to później, zwłaszcza we fragmentach, w których seria niebezpiecznie upodabnia się do poważnej haremówki (brzmi to trochę jak oksymoron – mam na myśli brak zamierzonych elementów komediowych) i zgodnie z odwiecznymi prawidłami gatunku bohaterki zaczynają wobec Kena okazywać uczucia zdecydowanie gorętsze, niż tylko koleżeństwo. Czwórkę pań obdarowano natomiast raczej prostymi charakterami, stanowiącymi pretekst do powtarzalnych gagów – Kurimu „Aka­‑chan” Sakurano jest dziecinna, Chizuru Akaba chłodna i nieco przerażająca, Minatsu Shiina to typowa chłopczyca, wielbicielka mang shounen, a jej siostra Mafuyu uwielbia yaoi i gry komputerowe.

Podczas seansu rzadko mamy okazję zobaczyć coś poza wnętrzem pokoju, w którym odbywają się spotkania samorządu. Z reguły wygląda to mniej więcej tak: przewodnicząca rzuca hasło przewodnie, a następnie przez ponad dwadzieścia minut oglądamy siedzących przy stole bohaterów, konwersujących na mniej lub bardziej związane z tym hasłem tematy. Często pojawiają się niezbyt zawoalowane nawiązania do popularnych serii anime (Lucky Star, Higurashi no Naku Koro ni...), gatunków (przede wszystkim mang shounen i yaoi, którymi interesują się siostry Shiina) i elementów japońskiej popkultury (gry randkowe Sugisakiego). Powinno to zadowolić wielbicieli parodii, ale wszyscy, którzy ich nie lubią, niech trzymają się z daleka od Seitokai no Ichizon. Co ciekawe, autorzy wielokrotnie pokazują, że mają do swojego dzieła sporo dystansu, żartując z samych siebie i wyśmiewając choćby brak fabuły czy fakt, że samorząd szkolny zajmuje się głównie pogaduchami o niczym konkretnym i pochłanianiem hurtowych ilości ciastek (co przy okazji można zrozumieć jako nawiązanie do popularnego ostatnio K­‑ON!). Humor nie jest specjalnie inteligentny ani wyrafinowany, ale nie sprowadza się też na szczęście do wpadania nosem w biusty i krwotoków z wyżej wymienionego nosa, co należy policzyć na plus. Fanserwis występuje wprawdzie w niewielkich ilościach, a żarty dotyczące erotycznych fantazji Sugisakiego nie przypadną do gustu każdemu, ale z pewnością nie jest to poziom dennego ecchi. Niestety, seria jest wyjątkowo nierówna, a obok odcinków wyjątkowo zabawnych pojawiają się takie, które nudzą i usypiają widza, co w przypadku komedii trudno wybaczyć. Irytują też poważniejsze fragmenty, co do których nie mam pewności, czy to nieudana próba wzruszenia, czy jeszcze bardziej nieudana próba rozbawienia widza, bo im dalej, tym mocniej zaciera się granica między parodią a tym, co jest parodiowane. Momentami Seitokai no Ichizon zaczyna niepokojąco przypominać sztampowy romans oparty na eroge.

Oprawa graficzna nie zachwyca. Za projekt postaci odpowiada ta sama osoba, co w słabiutkim Akane Iro ni Somaru Saka z zeszłego roku, ostateczny efekt jest marny: bohaterki denerwują wyglądem słodziutkich panienek rodem z pierwszej lepszej gry randkowej. Jeśli chodzi o tła, łatwo się domyślić, że seria, której akcja przez większość czasu nie wychodzi poza obręb jednego pokoju, nie oczaruje widza pięknymi pejzażami. Muzyki nie zauważyłem – poza openingiem i endingiem (niekoniecznie interesujący j­‑pop) praktycznie nie zwraca na siebie uwagi.

Ogólne wrażenie jest raczej pozytywne: seria przeważnie bawi i nadaje się do oglądania, a kończy się, zanim powtarzalna formuła zdąży znudzić widza. Nie jest to pozycja obowiązkowa, ale wielbiciele tytułów przepełnionych parodystycznymi nawiązaniami, niemający alergii na klimaty niepokojąco przypominające adaptacje gier randkowych, nie powinni poczuć się rozczarowani. Jednym słowem – znośne. Nie polecam ani nie odradzam, proponuję sprawdzić pierwszy odcinek i przekonać się samemu, czy odpowiada wam prezentowany tu rodzaj humoru.

JJ, 17 stycznia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Sekina Aoi
Projekt: Kira Inugami, Kumi Horii
Reżyser: Takuya Satou
Scenariusz: Jukki Hanada