Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,50

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 107
Średnia: 8,18
σ=1,58

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (JJ)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kuuchuu Buranko

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2009
Czas trwania: 11×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Welcome to Irabu's Office
  • 空中ブランコ
zrzutka

„Faktem jest, że ludzi zdrowych na umyśle praktycznie nie ma; na dziesiątki, a może nawet setki tysięcy trafi się może jeden taki egzemplarz i to jeszcze daleko mu będzie do normalności…” (Fiodor Dostojewski)

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Reżyser i scenarzysta, którzy wcześniej mieli okazję współpracować przy genialnym Mononoke, historia oparta na nagrodzonej serii opowiadań o ekscentrycznym psychiatrze, nietypowa oprawa graficzna… Nie ukrywam, że po Kuuchuu Buranko spodziewałem się wiele i jeszcze przed rozpoczęciem emisji uznałem tę serię za murowany hit, świetne zakończenie niezbyt satysfakcjonującego roku 2009. Tytuł nietuzinkowy, nowatorski, zachwycający odmiennością, doprawiony odrobiną szaleństwa. Spore wymagania, prawda? Ale mimo to autorom udało się stworzyć coś, co spełniło moje oczekiwania, a momentami potrafiło nawet przyjemnie zaskoczyć.

Tokio, ostatnie dni grudnia. Zbliża się Boże Narodzenie, czyli, jak powszechnie wiadomo, czas relaksu, szczęścia, bliskości, ciepła i tym podobnych. Jednak nie wszyscy mogą cieszyć się tym okresem. Do gabinetu doktora Irabu, psychiatry, który sam zdaje się nie do końca normalny, w ciągu kilku dni kolejno trafia jedenastu pacjentów – ludzie młodzi i starzy, bogaci i biedniejsi, przedstawiciele najróżniejszych zawodów: od gangstera przez dziennikarza aż po właściciela wielkiej firmy. Ekscentryczny lekarz, choć na pierwszy rzut oka nie podchodzi do swojej pracy poważnie i traktuje terapię jak zabawę, pomoże im zajrzeć w głąb samych siebie i zrozumieć źródło problemów, z jakimi muszą się borykać na co dzień. Każdy odcinek poświęcono jednej postaci, choć pozostałe przeważnie przewijają się w tle, w miarę jak ujawnia się sieć powiązań między nimi, stanowiąca właściwie nieistotny, ale ciekawy dodatek do fabuły.

Epizodyczna fabuła podzielona na jednoodcinkowe części wyklucza tutaj opowiadanie historii równie złożonych i mistrzowsko skonstruowanych, co w Mononoke, jednak trudno uznać to za wadę. Choć z początku nastawiałem się na coś podobnego do opowieści o Sprzedawcy Medykamentów, szybko okazało się, że autorzy wcale nie mieli zamiaru zabawiać nas powtórką z rozrywki. Owszem, pierwszy i ostatni odcinek wyraźnie odwołują się do stylu tamtej serii, a doktor Irabu zaczyna wtedy nawet nieco przypominać swoim zachowaniem głównego bohatera Mononoke, ale Kuuchuu Buranko to jednak rzecz utrzymana w zupełnie innym, dużo lżejszym klimacie. Komediowy charakter tego tytułu nie jest może tak bardzo widoczny na samym początku, kiedy wydaje się, że obcujemy z dziełem przesadnie oryginalnym, eksperymentalnym, przeznaczonym głównie dla amatorów dziwactw, ale już po kilku odcinkach seria łagodnieje i chwilami nabiera przyjemnego, zaskakująco ciepłego klimatu, którego na pierwszy rzut oka trudno się było po niej spodziewać. Pod grafiką zupełnie niepodobną do tej, jaką na co dzień widujemy w anime, i masą dziwactw doktora Ichirou Irabu tak naprawdę kryje się bowiem sympatyczna, pełna optymizmu komedia o ludziach przezwyciężających własne słabości, świadomych tego, że „nikt nie jest doskonały” (te słowa, pojawiające się w ostatnim odcinku, można uznać za motto serii).

Sam doktor Irabu jest wyjątkowo zabawnym, świetnie pomyślanym bohaterem. Oglądamy go w trzech wersjach: dziecka, młodego mężczyzny w charakterystycznych okularach i (chyba) najstarszej, a przy tym najdziwniejszej postaci – dorosłego pana z wielką, zieloną głową pluszowego misia. Dla niektórych przekonującym wyjaśnieniem tych trzech form jest reprezentacja freudowskich ego, superego i id, jednak nawet nie wnikając w te interpretacje, realizacja pomysłu obdarzenia doktora trzema odmiennymi osobowościami wypada bardzo ciekawie. Choć widać, że mamy do czynienia z jedną osobą, zachowania każdego z trzech doktorów Irabu mają w sobie coś charakterystycznego, co odróżnia go od pozostałych. Irabu­‑miś, zupełnie niepoważny, zainteresowany głównie zabawą, zachowuje się jak dziecko, dla którego terapia to kolejna rozrywka, mogąca jednak szybko się znudzić. Ta część osobowości doktora zdaje się kierować wyłącznie własną przyjemnością, co chwilę bezmyślnie podejmuje nowe zajęcia, które po równie krótkiej chwili rzuca (i tak w odcinku o pisarzu zaczyna próbować swoich sił w literaturze, a w odcinku o aktorze bierze udział w castingu). Irabu­‑dziecko to pod pewnymi względami przeciwieństwo pierwszej formy – poważny i wiecznie znudzony, sprawia wrażenie wyjątkowo inteligentnego i patrzącego z góry na wszystko i wszystkich. Wydaje się zimny i racjonalny, a jedynym ludzkim odruchem, jaki zdradza, jest przyjemność, którą najwyraźniej odczuwa, obserwując z badawczym zainteresowaniem zachowania pacjenta. Irabu­‑okularnik, najbardziej ludzki, łączy w sobie cechy pozostałych dwóch. Wyluzowany i wiecznie pogodny, świetnie bawi się, prowokując osoby, które leczy (choć oczywiście robi to dla ich dobra). Z połączenia tych trzech osobowości wyłania się kompletna postać doktora Ichirou: ekscentryka, który może wydać się niedojrzały i niepoważny, zna się jednak na swojej pracy i z reguły łatwo potrafi poradzić sobie z pacjentem, najczęściej zmuszając go do tego, by sam odnalazł i zrozumiał źródło swoich problemów.

Spotkanie z każdym z pacjentów obowiązkowo rozpoczyna zastrzyk w wykonaniu seksownej asystentki doktora, Mayumi (zastrzyki to nietypowy fetysz Ichirou). Ta pełna taniego, komicznego erotyzmu scena powtarza się co odcinek i niezmiennie bawi swoją absurdalnością. Humor w Kuuchuu Buranko jest dość specyficzny – sposób pokazania niektórych scen i radosna zabawa kiczem, jakiej oddają się autorzy, może wręcz odrzucić niektórych. Radzę zresztą po prostu zobaczyć odcinek drugi, w którym pacjent próbuje pozbyć się… nieustającej erekcji. Trudno to opisać słowami. Mogło to zabrzmieć groźnie, więc sprecyzuję – nie, na szczęście w Kuuchuu Buranko nie uświadczymy żartów rodem z serii ecchi i „zabawnych” sytuacji typu: „wpadł jej w biust, cha, cha”. To seria dla starszych widzów, wolna od fanserwisu (można wprawdzie za takowy uznać Mayumi, ale sceny z jej udziałem mają wyraźnie parodystyczne zabarwienie), lolitek, irytujących dzieciaków i większości przywar anime dla nastolatków lub typowych otaku. Dyskusyjne może się wydać robienie sobie żartów z osób chorych, ale pamiętajmy – motto serii brzmi „nikt nie jest doskonały”, a pacjenci doktora Irabu są tu przedstawieni na tyle ciepło, że dowcipne pokazanie ich (bądź co bądź poważnych) problemów nie razi.

Osobny akapit należy się oprawie. Twórcy Kuuchuu Buranko zdecydowali się na ryzykowny zabieg połączenia dwuwymiarowej grafiki z wizerunkami prawdziwych aktorów, ale to dopiero początek. Samą mieszankę 2D z 3D i animację z wykorzystaniem zdjęć twarzy widzieliśmy już w podobnym wykonaniu w Mind Game – w ten sposób, na przemian z tradycyjnym dwuwymiarowym rysunkiem, wykonana jest animacja pacjentów doktora Irabu. Nieco inaczej wygląda to w przypadku Mayumi, znacznie częściej niż pacjenci występującej w trójwymiarowej wersji: po prostu wklejono sfilmowaną aktorkę w animowane sceny. Nieistotnych dla fabuły statystów przedstawiono natomiast jako płaskie, kartonowe sylwetki z wizerunkiem człowieka, co daje efekt równie nietypowy, co zabawny. Całości dopełnia absurdalna, jaskrawa kolorystyka i desenie widniejące na budynkach (blok mieszkalny w różowe czaszki…), ścianach, przedmiotach – przede wszystkim motyw większych i mniejszych kropek, pojawiających się dosłownie wszędzie. Wykorzystujące „ozdobione” w ten sposób zdjęcia tła tworzą krajobraz rodem ze zwariowanego snu, świetnie pasujący do klimatu serii. Jednak jeśli macie coś przeciwko takiej zabawie kiczem lub wolicie stylistykę bliższą temu, co już dobrze znane, grafika może was zwyczajnie odrzucić. Na koniec brawa należą się osobie odpowiedzialnej za projekt (trzech) postaci Irabu, ładny, pasujący do reszty oprawy graficznej i oryginalny, a przy tym wyraźnie zaznaczający podobieństwo między poszczególnymi formami doktora. Natomiast oprawa muzyczna nie wzbudza zachwytu, po prostu jest wykonana poprawnie (choć momentami miałem wrażenie, że niektóre motywy powtarzają się zbyt często). Opening i ending to piosenki nieco różniące się od typowego j­‑popu, z których tylko jedna przypadła mi do gustu.

Czy eksperyment graficzny i udziwniony klimat to w Kuuchuu Buranko sztuka dla sztuki, oryginalność dla samej oryginalności, czy może za tym wszystkim kryje się jakieś przesłanie? Brak podskakujących biustów i krwi niewątpliwie zdyskwalifikuje tę serię w oczach poszukiwaczy Prawdziwie DorosłychTM tytułów, ale wydaje mi się, że mimo to warto pomyśleć przez chwilę, co mają nam do powiedzenia autorzy serii o ekscentrycznym psychiatrze. Świat doktora Irabu to przecież odbita w krzywym zwierciadle nasza rzeczywistość – pełna komercyjnej tandety, wcale nie tak różowa, jak wspomniane w akapicie wyżej słodziutkie czaszki… Nie każdy potrafi się w tym odnaleźć – takimi nie do końca dopasowanymi, nieco wrażliwszymi od reszty świata ludźmi są właśnie pacjenci doktora, na których heroizm zwraca uwagę ostatni odcinek. Borykanie się z codziennymi problemami zostaje tu podniesione do rangi prawdziwego bohaterstwa i ukazane jako coś naprawdę wyjątkowego, dzięki czemu finał serii nabiera bardzo pozytywnego wydźwięku, zwłaszcza z puentą: nikt nie jest idealny, wszyscy, nie tylko chorzy, miewają trudne chwile. Ale nie znaczy to, że każdy potrzebuje pomocy specjalisty – często rozwiązanie leży w zasięgu ręki, a na ogłaszanie, że cały świat zwariował, jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie.

Nie wróżę Kuuchuu Buranko popularności komercyjnego hitu – seria przeznaczona jest dla starszych odbiorców i nie zawiera niczego, co mogłoby przyciągnąć typową publiczność otaku (tudzież jej polskich odpowiedników). Jednak nie zawaham się nazwać tej serii najoryginalniejszą i jedną z najciekawszych w 2009 roku. Na koniec dodam, że nie czuję się kompetentny, jeśli chodzi o ocenianie zgodności serii z rzeczywistością z medycznego punktu widzenia, mogę najwyżej powiedzieć, że jako laik nie dostrzegam tam elementów, które wydałyby się niewiarygodne lub nieciekawe. W każdym razie jest to tytuł przemyślany i dopracowany, który z pewnością zainteresuje wszystkich poszukujących czegoś nietypowego. Nawet jeśli wydaje wam się, że z waszymi głowami wszystko w porządku, warto odwiedzić gabinet doktora Irabu.

JJ, 23 stycznia 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Hideo Okuda
Projekt: Takashi Hashimoto
Reżyser: Kenji Nakamura
Scenariusz: Manabu Ishikawa
Muzyka: Hideharu Mori