Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Fantasmazuria - konwent

Komentarze

Digimon Adventure

  • Avatar
    A
    Chudi X 6.04.2015 03:36
    Avellana, recenzja jak zwykle oddająca to co należało uwzględnić. Momentami jak dla mnie za dużo ogólników, ale generalnie dobra robota! Najbardziej cieszy mnie jednak, że seria sie spodobała!

    Pytanie na starcie, nie odniosłaś wrażenia, że scenariusz serii pisany był na zasadzie „pokonają Devimona i odeślemy ich do domu, a jak seria będzie mieć oglądalnośc to dorobimy następne odcinki”?

    Broń borze nie odbieraj poniższych uwag jako atak. Chodzi tylko o dyskusję

    Fabuła popycha ich do przodu na każdym kroku, sprawiając, że trafiają akurat we właściwe miejsce, by spotkać nowego przeciwnika, idealnie dostosowanego do ich aktualnego poziomu.


    Przecież pojawili się też tacy przeciwnicy, którzy byli poza poziomem bohaterów. Greymon w Koloseum choćby, co wraz z przypływem „niewłaściwej” odwagi u Taichiego sprawiło, że jego własny Greymon zmienił się w SkullGreymona.

    Sporo sługusów Vamdemona w Tokyo. Tutaj odnoszę się do odcinka, w którym Hikari przyznała się, że to właśnie jej szukają i tylko dlatego Yamato i reszta zostali oszczędzeni.

    Mieli sporo problemów z każdym głownym bossem, choć to zwalam na założenia fabularne: przeciwnik poza poziomem, do momentu „wyszkolenia”.

    Brakuje tu jakiegokolwiek planowania, pomysłów, jak wybrnąć z kolejnych niebezpieczeństw – ja rozumiem, to są dzieciaki, ale mimo wszystko chętnie popatrzyłabym, jak kombinują.


    Przecież kombinowali! Oczywiście dużo tego nie było, ale zawsze! Pomysł na ucieczkę przez sługusami MetalSeadramona przy pomocy eholokacji i pomysł na zabicie go przy użyciu Dramon Killera należącego do WarGreymona.

    Zabicie Mugendramona na podobnej zasadzie. Kombinowali też przy próbie pozbycia się Anomalocarimona.

    Dorzućmy do tego, że walki digimonów w zasadzie za każdym razem rozstrzyga czysto mechanicznie „siła ognia”


    Digimony ciemonści – Devimon i Vamdemon przecież miały słabość na ataki „światła” i aniołów, a zgodnie z opisem Dramon Killera WarGreymona, działał on na wszystkie „Dramony”.

    narwalo­‑zająco­‑żółwio­‑niewiadomoco


    Czyżby jedna z ewolucji Gomamona (biała foka Jou)? :D

    Każdy rodzaj digimona ma, oczywiście, nazwę kończącą się na -mon, co prawdę mówiąc, laikowi okropnie utrudnia życia i sprawia, że te nazwy mieszają się i zlewają ze sobą (szczególnie gdy pierwszy ich człon pochodzi od jakiegoś zbitka japońskich słów). W dodatku są one pozbawione indywidualnych imion


    Tak, to rzeczywiście potrafiło być uciążliwe, na początku, a dla Polaka zwłaszcza. Większość tych cudownych nazw i zbitków ma oddać charakter i cechy konkretnego Digimna i to, co normalne dla dzieciaków z Japonii nie musi być zrozumiałe dla reszty świata. Mają prawo, ich anime.

    Zaznaczę tylko, jako ostatni etap narzekania, że zupełnie mnie nie przekonuje koncept „ewolucji” jako świadomego dopasowywania się do zmiany warunków, a ostatni przeciwnik (co trochę się z tym konceptem wiąże) wypadł blado i nieciekawie.


    Ten fragment mnie najabrdziej ciekawi. Czym Twoim zdaniem powinna być ewolucja, jeśli nie transformacją pod wpływem doświadczenia i dopasowaniem się do zmian otoczenia?

    Apokarimon (lub Apocalymon, zmieniali mu nazwę oficjalną tyle razy, że sam się gubię) rzeczywieście był nieciekawy. Jednak tu chodziło o pokazanie, że w jedności siła, a wszystkie herby są tylko przedmiotami, ponieważ odwaga, przyjaźń, wiedza itd. jest zależna od nas samych i od przeżyć, które nas ukształotwały.
    • Avatar
      Avellana 6.04.2015 10:40
      Miałam długą listę uwag do każdego etapu fabuły, ale ostatecznie w większości je pominęłam. Po pierwsze, bo to by wymagało opowiedzenia ze szczegółami całej historii, a ona jednak MA zaskakiwać w kilku miejscach. Po drugie dlatego, że wyszłaby lista narzekań, która sprawiałaby nadmiernie negatywne wrażenie.

      Najmniej zastrzeżeń mam do pierwszej części ( kliknij: ukryte ), poza tym, co wyliczyłam w recenzji: liczba zbiegów okoliczności plus liczba razy, gdy dzieciaki dają się nabrać na jakąś pułapkę (serio, po KILKU wpadkach mogłyby się nauczyć elementarnej ostrożności). Część druga ( kliknij: ukryte ) jest przede wszystkim za bardzo rozwleczona jak na krótki czas, w którym się rozgrywa. Poza tym niby Zło przeszło do finalnej ofensywy i cały czas powtarza, że wystarczy wyeliminować jednego dzieciaka, żeby cała przepowiednia poszła się paść na zieloną trawkę, ale zamiast stuknąć skutecznie kogoś ze znanych dzieciaków, upiera się przy znalezieniu tego dzieciaka, którego nikt nie widział. To jest oczywiście zgodne z regułami gatunku, mówimy o serii dla dzieci, ale gdyby to wszystko zajęło mniej odcinków, to by się mniej rzucało w oczy.

      Część ostatnia ( kliknij: ukryte ) już rzeczywiście robiła wrażenie, jakby ktoś nieoczekiwanie kazał scenarzystom dorobić jeszcze kawałek. Była w większości monotonna (ile można kolejnych odcinków z motywem  kliknij: ukryte ?), a chociaż miała kilka ciekawych momentów, jeśli idzie o postaci, generalnie na tym etapie to oni już powinni wziąć się w garść, a nie właśnie wtedy zaczynać się bawić w rozterki wewnętrzne. W dodatku istnieją trzy w miarę sensowne metody poprowadzenia fabuły w przypadku, gdy mamy do czynienia ze Złem, które deklasuje bohaterów pod każdym względem i z którym przez większość czasu nie mają szans. 1) Zło nie wie o ich istnieniu, więc mogą działać do pewnego momentu swobodnie. 2) Zło wie o ich istnieniu, ale ich lekceważy (niby można uznać, że tutaj tak było, ale znowu: wszyscy wiedzą o przepowiedni…). 3) Zło poluje na bohaterów, ale mają dość dużo zaradnych sprzymierzeńców, by się skutecznie ukrywać („zaradność” sprzymierzeńców polegała na „dam się zabić, a wy uciekajcie”).

      Dalej idąc po uwagach: przeciwnicy deklasujący bohaterów pojawiali się oczywiście w ściśle określonych momentach i takich okolicznościach, żeby nikogo nie ubić, ale to jest oczywiste scenariuszowo, więc tego się nie czepiałam (acz w Tokio… Patrz: wystarczyłoby ubić dowolnego dzieciaka). Bardziej tego, że za bardzo było widać schemat „hmm… To kto z digimonów nie miał ostatnio indywidualnej walki? Znajdźmy przypadkiem idealnego dla niego przeciwnika!”. Oraz generalnie całe sterowanie fabuły, przede wszystkim polegające tych wszystkich momentach, gdy bohaterowie stwierdzają „Znajdźmy X” lub „Idźmy do Y” i… ruszają przed siebie, po czym znajdują to, o co chodziło.

      Co do kombinowania, ładnie to widać na przykładzie Koushirou, który teoretycznie ma być tym „bystrzakiem” komputerowym, a właściwie w każdym kluczowym momencie polega na informacjach/programach podetkniętych mu w gotowej formie przez Gennaia. Znowu, dokładne przykłady tego, o co mi chodziło, to już zaawansowane spoilery, ale dam Ci dwa (to nie wszystkie!).  kliknij: ukryte  Drugi przykład z samej końcówki,  kliknij: ukryte .

      Argumentu z SeaDramonem nie przyjmę, bo to jest wyciągnięte w serii z kapelusza. Dosłownie raz czy dwa razy ktoś nagle sobie przypomina o „specjalnych właściwościach” i coś z tego wynika. Gdyby bohaterowie wcześniej eksperymentowali z tymi mocami i atakami, to OK, ale nie w sytuacji, gdy „pojawia się wielki przeciwnik… o, a my przypadkiem mamy na niego idealną broń!”. Jeśli odliczyć te starcia z udziałem mocy światła (swoją drogą, trochę niepasującej do całej reszty, ale niech będzie), to zawsze wyglądają one w ten sposób, że digimony bohaterów ustawiają się (pojedynczo lub w gromadce) i piorą swoim popisowym atakiem do skutku (lub bez skutku). Nie pomaga także ostatnia część, gdzie jak mantra się powtarza „on jest na poziomie X, digimony na poziomie Y nic mu nie zrobią!”.

      Foka mi się podobała. Była uroczo absurdalna. Także w formie zająca.

      Ewolucja… Rany chomąta, ja jestem z wykształcenia biologiem. Ja rozumiem ewolucję w kategorii biologicznej: jako działanie doboru naturalnego na kolejne pokolenia, które to działanie sprawia, że lepiej się mają osobniki różniące się w określony sposób od innych. Troszkę wyższa prażyrafa może skubnąć niezjedzone przez innych listki z krzaka i być lepiej najedzona, a w efekcie urodzić silniejsze prażyrafięta. Natomiast nie działa to na zasadzie, że prażyrafa „chce” być wyższa (ewolucja w ogóle nie działa celowo!), a już na pewno nie na zasadzie, że prażyrafa chciała być wyższa, więc zrobiła się wyższa, a potem przekazała tę cechę prażyrafiętom.

      Co jest nie tak z „ewolucją” w Digimonach: wszystko. Pomińmy nawet to, że ewolucja działa na zasadzie drobnych zmian, a nie na zasadzie, że z żyrafy robi się wieloryb, bo miała ochotę popływać (ciekawostka: przodkowie waleni mieli kopyta!). Po pierwsze, ta „ewolucja” nie służy tu dostosowaniu się do czegokolwiek, ponieważ przebiega po ściśle określonych ścieżkach. W sensie, są jakieś wariacje typu dobra/zła, ale to nie jest tak, że ogniste ptaszysko może zrobić sobie formę wodną, nawet jeśli jej bardzo potrzebuje. Różnica jest tylko taka, że jeśli zmieni się z małego percyndla w wielkie ptaszysko, to będzie go trudniej zeżreć. W żadnym przypadku nie ma to związku z cechami środowiska – przemiana nie ułatwia zdobywania pokarmu ani partnera do rozmnażania. Ba! Pokazany tu sposób rozmnażania digimonów to całkowite zaprzeczenie zasad ewolucji! Nie ma znaczenia, czy są przystosowane, czy nie, bo ONE i tak się nie rozmnażają. Wszystkie startują w identycznych warunkach, jako tworzone z niebytu jajka w specjalnym żłobku i nie ma żadnego znaczenia, jak sobie później radzą. Stąd sam pomysł, że jakieś są „wymarłe” wydaje się idiotyczny, bo JAK tutaj miałoby działać wymieranie, skoro środowisko, w jakim żyją digimony, nie ma cienia wpływu na ich reprodukcję? I dlaczego cośtam miałoby być „lepiej” albo „gorzej” dostosowane w tych warunkach? Nie, naprawdę: powinni po prostu znaleźć jakieś inne słówko, żeby to nazywać. Na przykład „upgrade” ;)
      • Avatar
        Koogie 6.04.2015 11:40
        Akurat sie wtrace do dyskusji o ewolucji.
        Czy oni nie używaja słów morph? Napewno w polskiej było że coś digimorfuje. To ciekawe rozróżnienie bo w pokemonach napewno była ewolucja.
        I w ogóle sprawy rozmnarzania sie, to troche chybione bo Digimony to sa ożywione paczki danych, nie normalne organizmy. I ich morfowanie także było wytłumaczane w aspekcie dodatkowych informacji itd.
        • Avatar
          Chudi X 6.04.2015 13:45
          W oryginale używane jest słowo „shinka” czyli w tłumaczeniu z japońskiego ewolucja właśnie.

          W polskim dubbingu z Jetixa rzeczywiście było „digimorfuje” ale to wynikało z faktu, że dubbing bazował na amerykańskiej wersji cenzurowanej, gdzie pozmieniano sporo nazw, powycinano sceny itp. Tylko w USA używali zwrotu „digivolution” zbitek słów digimon/digital i evolution.

          Znowu jak emitowano u nas wersję japońską z lektorem to mieliśmy przykładowo „Super Ewolucja! Garurumon zmienia się w WereGarurumona!”
          • Avatar
            Koogie 6.04.2015 13:57
            No patrz jakie ciekawe. Bo słowo morph w sumie znacznie bardziej by pasowało jeżeli chodzi o sens tego co się dzieje. W takim razie wycofuje sie z dyskusji :P.
            • Avatar
              Chudi X 6.04.2015 14:09
              Jak dla mnie problem wynika z czego innego. W tamagotchi, z których Digimony się wywodzą ewolucja jest jednorazowa jak w Pokemonach. Cofanie do wcześniejszych form nie istnieje. Tak samo jest w mangach (za wyjątkiem Xros Wars) i grach (za wyjątkiem tych bazujących na anime). I tu serio można nazwać to ewolucją. W anime cofanie ewolucji głównych Digimonów może wynikać z faktu, że po kolejnej z ewolucji bieganie z takimi gigantycznymi stworami nie wydaje się najwygodniejsze, no i ukryj później takiego Kabuterimona w Tokio xD
              • Avatar
                Koogie 6.04.2015 14:57
                W anime cofanie pewnie wynika głównie z tego że to jest genialny pomysł żeby poprawić tempo akcji. Akt transformacji to wyraźny punkt szczytowy, sam z siebie daje dużo ekscytacji.
                W dodatku daje Ci możliwość budowania dramatu przez walke kiedy postacia nie sa przemienione. No i możesz dowolnie zmieniać czy chcesz teraz groźne badassowe stwory czy słodkie urocze potworki które chca sie z Toba tylko zaprzyjaźnić.
                No i wielkie stwory by psuły w ogóle klimat pierwszej częsci anime, która była bardzo tajemnicza i w pewnym sensie realistycznie groźna.

                Pomysł tymczasowych przemian jest jednym z lepszych rzeczy które zrobiły Digimony i coś co dało scenarzystom bardzo dużo możliwości. No cóż słowa dobre, słowa złe, w każdym razie nadal Digimony to paczki danych. Chwilowy wzrost zawartości, czy skok na stałe, degradacja informacji, cofniecie do pierwotnej wersji, ucieka to od biologi i ogólnie wolna amerykanka jeżeli jestes w stanie to wytłumaczyć pseudo­‑komputerowym żargonem.
              • Avatar
                Avellana 6.04.2015 15:57
                Odwracalna zmiana czy nie, to w dalszym ciągu nie ma nic wspólnego z ewolucją w sensie biologicznym. Moooożna by domniemywać, że mowa tu o „ewolucji” w znaczeniu popularnym, czyli na przykład czymś takim jak projektowanie coraz doskonalszego oprogramowania, ale cała seria (z końcówką na czele) koniecznie próbuje w to wmieszać znaczenie biologiczne. Ewolucja to nie jest coś, co może zrobić pojedynczy organizm, tak samo jak jeden pływak NIE może dać pokazu pływania synchronicznego.

                Jeśli się trzymać biologii (i naciągnąć ją nieco za uszy), to jest inne słowo, które pasuje: przeobrażenie. To, czemu ulegają na przykład owady albo płazy. Albo takie pasożyty, które potrafią mieć po kilka form larwalnych. To by w sumie całkiem pasowało i nawet by mi się spodobało.
                • Avatar
                  Chudi X 6.04.2015 23:42
                  W świetle przytoczonych przez ciebie przykładów naukowych rzeczywiście brzmi to bardzo naciąganie. Tylko wszystko rozbija się o kwestię, czy widz, który nie jest z wykształcenia biologiem zwróci na to uwagę (raczej nie).

                  Wychodzi na to, że termin „ewolucja” został dobrany od tak, bo fajnie brzmi (w kolejnych seriach zaczęli nawet używać angielskiego terminu „evolution”).

                  Czekam w takim razie na reakcję względem nowych ewolucji z Digimon Adventure 02  kliknij: ukryte .
          • Avatar
            Tablis 7.04.2015 01:45
            Japońskie słowo shinka (進化) w znaczeniu zachodzi dość mocno na polskie „postęp”, „pójście do przodu”. W oryginale jest więc dobrze, to tłumaczenie sprawia problemy, bo nasza „ewolucja” jest słowem stosowanym w węższym konteście.
            • Avatar
              Chudi X 7.04.2015 11:31
              Słownik języka polskiego PWN podaje następujące definicje ewolucji:

              „proces zachodzący w przyrodzie na przestrzeni wielu pokoleń, polegający na zmianach budowy organizmów i powstawaniu nowych”

              „proces przeobrażeń, przechodzenia do stanów bardziej złożonych”

              „proces stopniowego rozwoju społeczeństwa od form prostszych do bardziej doskonałych”

              „trudna figura gimnastyczna, akrobatyczna lub taneczna”

              Japońskie (進化), które można tłumaczyć jako „ewolucja” lub „postęp” (zdaniem słownika japońskiego, z którego korzystam) i jest zbliżone do „naszej” ewolucji.

              Jeśli digimony ewoluują, to raczej w myśl tej drugiej definicji, przechodzenia procesu przeobrażeń (choć jak już Avellana wspominała, w ostatnich odcinkach chcieli nadać ewolucji digimonów to bardziej biologiczne znaczenie).
              • Avatar
                Tablis 7.04.2015 19:32
                Są zbliżone, ale „postęp” jest, poza kontekstem czysto biologicznym, lepszym tłumaczeniem, ze względu na kanji 進 (susumu), które zawiera w sobie silną ideę kroczenia do przodu/ku lepszemu. Nie zmienia to faktu, że lepszym określeniem pewnie byłoby henshin (変身), czyli metamorfoza/transformacja.

                Swoją drogą już od dzieciństwa drażniło mnie użycie słowa „ewolucja” w Pokemonach, jako kompletne przeinaczenie natury tego procesu.
      • Avatar
        Chudi X 6.04.2015 23:26
        Odebrałaś mi wszystkie argumenty. W większości przypadków pewnie mógłbym znaleźć odpowiedzi i przykłady z anime, lecz ostatnią powtórkę serii robiłem ponad rok temu i mogłoby to zająć sporo czasu lub skończyć się przypadkach jednostkowych jak Dramon's Killer WarGreymona.

        Poza tym niby Zło przeszło do finalnej ofensywy i cały czas powtarza, że wystarczy wyeliminować jednego dzieciaka, żeby cała przepowiednia poszła się paść na zieloną trawkę, ale zamiast stuknąć skutecznie kogoś ze znanych dzieciaków, upiera się przy znalezieniu tego dzieciaka, którego nikt nie widział.


         kliknij: ukryte 

  • Avatar
    A
    Shauma 24.01.2015 01:22
    Bardzo dobre anime.Mimo że jest skierowane dla najmłodszych widzów ci starsi nie będą zawiedzeni. Szkoda tylko że Polska wersja dubbingowa tak je ...(wstaw najgorszy bluzg jaki znasz) że fabuła jak i rozmowy bohaterów w kilkunastu miejscach są zmienione nie do poznania. Na szczęście przepadła bez powrotu. W skrócie : Najlepsza seria Digimonów. Póżniej im dalej tym gorzej.
  • Avatar
    A
    MrPrado30 4.12.2012 16:00
    Digimon
    Oglądałem wszystkie serie digimonów po kolei, i jak dla mnie ta seria jest druga.Najlepsza jest Tamers pod względem fabuły i muzyki (One Vision)
  • Avatar
    A
    pewupe 4.07.2011 13:34
    Zaskozenie..
    W dzieciństwie widziałam parę odcinków, ale stanowczo za rzadko na to natrafiałam, by mieć jakieś większe sentymenty jeśli chodzi o to anime.
    Digimony okazały się naprawdę wielkim zaskoczeniem, porównywanie tego do Pokemonów jest bezpodstawne.
    Digimony mają niezły soundtrack i fabułe + fajne projekty postaci. Kilka razy naprawdę smutno mi się zrobiło przy tym anime. Uważam to anime za jedne z lepszych w swojej kategorii. Oczywiście mam na myśli wersje japońską 7/10.
  • Elle S. 15.02.2010 16:45:37 - komentarz usunięto
    • fm 15.02.2010 17:08:43 - komentarz usunięto