Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 6/10 grafika: 6/10
fabuła: 3/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,50

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 19
Średnia: 5,47
σ=2,26

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Szaman Fetyszy)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

UFO Princess Valkyrie: Juunigatsu no Yasoukyoku

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2003
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • UFO Ultramaiden Valkyrie 2: December Nocturne
  • 円盤皇女ワるきゅーレ 十二月の夜想曲
Postaci: Księżniczki/książęta, Magical girls/boys, Obcy; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Ecchi, Harem
zrzutka

Kolejna porcja przygód Kazuto, Valkyrie i wesołej gromadki prowadzącej łaźnię publiczną. Tym razem mniej śmiechu, a więcej melodramatu. I nie wychodzi to serii na dobre.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: kawajka

Recenzja / Opis

Wesele na Valhalli nie wypala, biesiadnicy są rozczarowani, ale życie toczy się dalej. Valkyrie, Kazuto i ich przyjaciele powracają na Ziemię. Spokojne życie jednak nie trwa długo. Ni stąd, ni zowąd pojawia się legendarny przedmiot z planety Valhalla – Klucz Czasu, który trafia w ręce Valkyrie. Z początku okazuje się całkiem przydatny, księżniczka za jego pomocą wyprawia cuda wianki – od cudownego rozmnożenia żywności po powiększanie biustu. Niestety jakiś czas później główna bohaterka, zupełnie jak polscy politycy, w tych cudach przeholowuje, powiększając podchmielonego Shiro (psopodobny Obcy z poprzedniego sezonu) do gargantuicznych rozmiarów. Na szczęście niebezpieczeństwo zrównania miasta z ziemią zostaje zażegnane. To jednak wierzchołek góry lodowej kłopotów. Parę dni później pojawia się tajemnicza zjawa uderzająco podobna do Valkyrie, która ewidentnie nie zamierza szukać przyjaciół.

Pierwszy sezon UFO Princess Valkyrie nie był jakąś szczególnie wyróżniającą się produkcją. Twórcy starali się połączyć haremówkę ecchi z magical girls. Efektem eksperymentu były podskakujące wielkie biusty podczas transformacji – nic ponadto. Praktycznie żadnej zabawy konwencjami, puszczania oka do widza czy nawet rozpaczliwych prób połączenia obydwóch gatunków. Na szczęście serię ratowały całkiem niezłe gagi, które robiły się coraz lepsze wraz z kolejnymi odcinkami. Pod koniec pierwszego sezonu można było nawet wybaczyć liczne zrzynki z Tenchi Muyo! czy Oh! My Goddess!. Do hitów UFO Princess Valkyrie zaliczyć trudno, ale jako niewymagająca rozrywka z dużą dawką golizny i fanserwisu sprawdzała się dobrze. No i musiała się dobrze sprzedać, ponieważ dokręcono serię OAV i kolejne trzy sezony, aczkolwiek im dalej w las, tym odcinków było mniej. Dodam, że manga doczekała się jedenastu tomów.

Tyle słowem wstępu, czas na rozprawienie się z sezonem drugim. Niestety sequel okazał się gorszy od poprzedniczki. Nawet fabularnie, co może dla wielu wydawać się dziwne, koniec końców pierwsza odsłona przygód Valkyrie była na dobrą sprawę zlepkiem luźno powiązanych ze sobą odcinków. Twórcom udała się jednak ta trudna sztuka. W jaki sposób? Odpowiedź jest prosta jak konstrukcja cepa – zaczęli się silić na fabułę. Efekt wyszedł cokolwiek komiczny, lepiej by było, gdyby pozostali przy dawnej formule. Ja rozumiem, że trzeba się trzymać w większym czy mniejszym stopniu mangi, ale nikt mi nie wmówi, że przy jedenastu tomach nie można było znaleźć ciekawszych wątków. Chyba że tak faktycznie jest – wówczas wyrazy współczucia. Niestety, nie będzie mi dane dowiedzieć się, jak było w rzeczywistości – manga nie wyszła w żadnym zrozumiałym dla ludzi języku.

No dobrze, ja tu tak pluję jadem niczym wredna gadzina, ale co konkretnie zawinili twórcy? Już śpieszę tłumaczyć. Otóż wstawiono świeżutki, Made In China, zdjęty prosto z taśmy produkcyjnej Motyw Dark Magical Girl. Efekt jest taki, że Fan X ogląda sobie radośnie komedię ecchi, ślini się na widok wielkich biustów, catgirls tudzież scen kąpielowych, po czym częstowany jest smutną, mroczną i gotycką dziewoją. Nie byłoby to może takie złe, ilość fetyszy na centymetr kwadratowy u mrocznych dziewcząt spełnia wszelkie wymogi unijne, gorzej niestety ze sposobem, w jakim postanowiono wspomniany przeze mnie motyw wykorzystać. Wzięto go z całym dobrodziejstwem inwentarza. Efekt jest tego taki, że obok skaczących radośnie cycków i majtek mamy smutek, dramat, samotność, zło, samotność, mamusia mnie nie kocha, pustka… wspominałem o samotności? Pomińmy już, że to ograny motyw, pojawiający się w licznych seriach magical girls. Jego kontrast z ecchi jest tak kuriozalny, że aż śmieszny.

A jak wypada warstwa komediowo­‑fanserwiśna? Niestety gorzej niż w poprzedniczce. Twórcy ewidentnie nie mieli weny i seria zaczęła zjadać własny ogon. Scen bieliźnianych i fetyszy jest nawet ciut więcej w porównaniu do poprzedniego sezonu, gorzej niestety z warstwą humorystyczną. Gagi są w dużej mierze powtarzalne w wyniku czego – nie licząc paru wyjątków – widz zamiast się śmiać, coraz częściej ziewa. W znacznej mierze jest to spowodowane niemal kompletnym brakiem rozwoju postaci, na których humor w UFO Princess Valkyrie głównie się opiera.

Tym oto sposobem dochodzimy do kwestii związanych z postaciami. Najbardziej po macoszemu zostali potraktowani protagoniści. Czasu ekranowego mają wprawdzie pod dostatkiem, gorzej jednak ze sposobem, w jaki został spożytkowany. O głównych bohaterach nie dowiadujemy się praktycznie niczego nowego. Tytułowa Princess Valkyrie w wersji chibi jest hiperaktywna i denerwująca jak zawsze, Kazuto jest ciamajdą bez kręgosłupa jak zawsze, Sanada zachwyca się Valkyrią jak zawsze… i tak dalej z kolejnymi postaciami pierwszoplanowymi. Efekt jest taki, że możemy zaimponować mniej doświadczonym kolegom zdolnością jasnowidzenia – nawet oglądając po raz pierwszy można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, jak postać X zareaguje. Dużo lepiej potraktowano natomiast aktorki drugiego planu. Co nieco dowiemy się o znanej z pierwszego sezonu lolitkowatej, acz biuściastej Raine, pełniącej obowiązki królowej Valhalli najstarszej księżniczce Mehm oraz kolejnej autystycznej robogirl, oczywiście uderzająco podobnej do Rei z Neon Genesis Evangelion. Na szczęście ta ostatnia jest zamierzoną parodią tego typu postaci, niestety niezbyt udaną.

Głupio również nie wspomnieć o głównej antagonistce sezonu. Ale tylko wspomnieć, bo jest przykładem dark magical girl typu „znasz jedną – znasz wszystkie”. Owszem, pod względem rzemieślniczym nieźle ją wykonano: jest mroczna, jest gotycka, pojawiają się łańcuchy w trakcie transformacji, stara się uwieść głównego bohatera (dobry gust nie jest jej mocną stroną), no i cierpi bardziej niż niejedna emonastolatka. Niczym się jednak nie wyróżnia, zatem po miesiącu zleje się w pamięci widza z dziesiątkami jej podobnych.

Graficznie jak na tamte lata seria została wykonana dobrze. Podobnie z projektami postaci. Gorzej wypada animacja, gdzie momentami za często bawią się w Kapitana Planetę i stosują powszechnie znany recykling ujęć. Na początku może to i nie drażni, ale jak już po raz n­‑ty zobaczysz scenę kąpieli z rybopodobnym kosmitą tudzież scenę radości catgirl meido, zaczyna to denerwować.

UFO Princess Valkyrie już od początku nie zapowiadało się na hit, nawet w swoim gatunku. Zbyt duża ilość zrzynek i brak pomysłu na starcie zaszufladkowała serię do kategorii „przeciętne”, ewentualnie „niezłe”. Drugi sezon niestety jest poniżej przeciętnej, żeby nie powiedzieć – słaby. Gdyby nie przyzwoity (jakkolwiek by to brzmiało) fanserwis (miłośnicy meido i catgirls będą zadowoleni) i kilka poprawnie wykonanych elementów, seria nie obroniłaby się i spadła w otchłań gniotów. Jeśli komuś polecić, to wspomnianym fanom meido, kocich uszek i ecchi oraz osobom, które obejrzały pierwszą serię. Na koniec małe pocieszenie – trzeci sezon odbił się od dna. Ale to temat na inną recenzję.

Szaman Fetyszy, 31 maja 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: TNK
Autor: Kaishaku
Projekt: Maki Fujii
Reżyser: Nobuhiro Takamoto
Scenariusz: Ryoue Tsukimura
Muzyka: Kenji Kawai