Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 3/10 grafika: 4/10
fabuła: 3/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,00

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 24
Średnia: 4,25
σ=2,13

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Kaltresos)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Youkai Ningen Bem [2006]

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 26×25 min
Tytuły alternatywne:
  • Humanoid Monster Bem [2006]
  • 妖怪人間ベム [2006]
Tytuły powiązane:
Gatunki: Horror, Przygodowe
Widownia: Shounen; Postaci: Duchy, Uczniowie/studenci, Youkai; Miejsce: Japonia
zrzutka

Potwory, ludzie i ich wzajemne relacje. Lekko zalatujący kiczem i nie dla wszystkich strawny remake serii z lat sześćdziesiątych.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: SixTonBudgie

Recenzja / Opis

Świat przypominający nasz jest podzielony pomiędzy ludzi a szeroko pojęte potwory. Z dość oczywistych powodów istoty te nie mogą ze sobą pokojowo współżyć. Tak przynajmniej twierdzi większość, z której wyłamuje się trójka głównych bohaterów o oryginalnych imionach – Bem, Bera oraz Bero. Wszyscy są potworami ukrywającymi się pod postaciami ludzkimi. No, może nie do końca ludzkimi, ale na pewno bardziej przypominającymi człowieka od ich prawdziwych form, które mamy okazję oglądać podczas walk. Trójkę tę, oprócz imion rozpoczynających się na literę „B”, łączy jedno – marzenie. Chcą zostać ludźmi oraz być po ludzku traktowani. Wierzą, że ich marzenie zostanie spełnione, jeśli tylko spełnią odpowiednio dużo dobrych uczynków. Brzmi jak scenariusz disnejowskiej baśni? Być może, ale niestety (naprawdę niestety), Youkai Ningen Bem taką baśnią nie jest.

Fabuła rozpoczyna się w momencie przybycia trójcy potworów do nowego miasta zlokalizowanego gdzieś w Japonii (z miasta, w którym żyli wcześniej, zostali wygnani). Chcą tutaj rozpocząć nowe życie pełne pokoju, miłości i wszelkich innych dobrych intencji wobec ludzi. Okazuje się to jednak nie być prostym zadaniem – i w tym mieście grasują potwory, które trzeba zwalczyć. Walkę z takowymi pokazuje każdy kolejny odcinek, prócz zakończenia serii (które – nawiasem mówiąc – jest zaskakująco dobrze zrobione). Powtarza się także ciągle problem nietolerancji wobec potworów, przez co trio protagonistów musi działać w konspiracji (co by za łatwo nie mieli), a także cały czas rozmyślać na temat „czemu ludzkość nas nie akceptuje?!”. Ponadto intrygi, wokół których toczy się akcja każdego odcinka, są bardzo nieskomplikowane, przewidywalne i miejscami zdarzają się logiczne wpadki. Na przykład nikt nigdy nie zwraca uwagi na dość niecodzienny wygląd trójki głównych bohaterów, z których jeden (Bero) ma skórę w kolorze khaki i żółte oczy. Jest to przy okazji najbardziej kontaktowy członek tria, więc raczej rzuca się w oczy. Warstwa fabularna nie jest tutaj szczególnie rozwinięta, a każdy odcinek pokazuje osobną historię, miejscami tylko przeplecioną wspólnymi wątkami oraz postaciami drugoplanowymi – głównie młodymi przyjaciółmi, których protagoniści zjednają sobie podczas swoich przygód.

Warto w tym miejscu napisać coś o postaciach. Główni bohaterowie prezentują się przeciętnie pod względem stopnia rozwoju charakteru (właściwie to, mimo rzekomej niezwykłości, są po prostu nijacy i głębią nie grzeszą), natomiast wyróżnia ich styl. Wszyscy wyglądają jak wyjęci ze starych filmów i o dziwo ma to pewien urok. Tego uroku niestety jest pozbawiona reszta postaci, które okazują się być dość prostymi oraz schematycznymi tworami zarówno pod względem osobowości, jak i projektu graficznego. Ich rolą jest głównie pakowanie się w tarapaty, z których wyciągają ich dobrzy youkaie. Istnieje kilka wstawek, w których twórcy usiłowali wyciągnąć z nich coś głębszego, ale wychodziły z tego tylko nudne przerywniki akcji, pokazujące nam problemy dzieci we współczesnym społeczeństwie – zapracowanych rodziców, opiekunów, którzy nie akceptują znajomych (czyt. Bero) swoich pociech itp. Zaiste, problemy ważkie, jednakże podczas oglądania miało się wrażenie, że zostały do fabuły wepchnięte na siłę i potraktowane bardzo po macoszemu, przez co znów na atrakcyjności tracą postaci poboczne, których te fragmenty dotyczą. A szkoda, bo leżał w tym wszystkim spory, niewykorzystany potencjał. Inną rzeczą denerwującą w postaciach są niezwykle sztuczne dialogi. Dotyczy to zwłaszcza postaci epizodycznych, chociaż drugoplanowe zazwyczaj także nie grzeszą naturalnością. Bardziej wrażliwych może także wyprowadzać z równowagi obecne w wielu seriach hurtowe wykrzykiwanie imion przy każdej możliwej okazji. Rekordzistą okazuję się być Bero, którego liczba zawołań „Kira­‑chan! Kira­‑chan!” w niejednym odcinku zdecydowanie przekracza normy unijne. Do tego ostatniego jednak można się przyzwyczaić.

Tutaj łagodnie przejdziemy do kwestii estetycznych. Do muzyki właściwie nie można się przyczepić. Ścieżka dźwiękowa utrzymana jest w klimatach zbliżonych do jazzowych i bardzo ładnie wpasowuje się w atmosferę serii. Gorzej sprawa ma się z openingiem, w którym wokalista dokonuje gwałtu na melodii lecącej w tle, śpiewając tak, jakby kolejne sylaby wyrzucał z siebie pod wpływem przymusu. Ending natomiast jest całkiem przyjemny, znowuż jednak trzeba przyczepić się do dźwięków. Wiele z „potwornych odgłosów” wykorzystuje się zbyt często i gęsto, choć nie olśniewają pod względem technicznym. Z drugiej strony podobnie wygląda sytuacja w bardzo dużej liczbie anime, wiec pod tym względem ten tytuł nie odstaje za bardzo od ogółu. Kreska użyta w tej serii zapewne nie wszystkim przypadnie do gustu. Nie jest niestaranna, jest po prostu… charakterystyczna. Teoretycznie animacje i reszta oprawy stoją na przyzwoitym poziomie, jednakże Youkai Ningen Bem okazuje się jednym z tych anime, które miało potencjał, ale go zmarnowało. Przykładem są prawdziwe formy trójki bohaterów – starannie wykonane potworki graficzne, na które nie da się patrzeć. Strasznie kiczowate oblicza miały zapewne na celu odepchnięcie widza od ekranu. I zapewne w większości przypadków cel ten osiągnęły. Ja wytrwałem, przyciągnięty klimatem serii, jedyną rzeczą, która usprawiedliwiała wszystkie wybryki twórców. Wstawki pokazujące transformacje bohaterów, prezentowane za każdym razem na wywołującym oczopląs tle, strasznie irytują. Poziom grafiki wywołuje wrażenie, że ogląda się o wiele starszą serię, niż jest ona w rzeczywistości. Są koneserzy, których taki obrót sprawy zadowoli, ale jeśli ktoś liczy na ładne dzieło, które można uplasować przy cudeńkach animacji XXI wieku, to niestety się przeliczy.

Trudno podsumować Youkai Ningen Bem, a zwłaszcza wskazać grupę docelową, co jest według mnie największą wadą tej animacji. Najmłodsi widzowie być może przełkną dość infantylną historię z typowo baśniowym przesłaniem, ale ponieważ jest to seria miejscami usiłująca podpinać się pod horror, nie wiem, czy jest to dla nich dobry wybór. Teoretycznie nie jest to tytuł, który wzbudzałby grozę u kogoś, kto ma więcej niż 7 lat, lecz młodsze dzieci z pewnością mogą mieć po nim koszmary. Z drugiej strony, trochę dojrzalsi widzowie nie dostrzegą w tej serii nic oryginalnego ani fascynującego, natomiast wyłapią wszelkie uproszczenia fabuły, postaci oraz wydarzeń, które młodszemu odbiorcy nie będą przeszkadzały. Seria więc wstrzela się w wąskie grono docelowe, na które składają się koneserzy gatunku oraz osoby ubóstwiające retro­‑klimaty. I tylko tej grupie docelowej mogę Youkai Ningen Bem stanowczo polecić. Cała reszta odbierze ten tytuł raczej negatywnie.

Kaltresos, 1 czerwca 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Comet
Autor: Saburou Sakai
Projekt: Kazuhiko Shibuya
Reżyser: Hiroshi Harada
Scenariusz: Junki Takegami
Muzyka: Takehiko Gokita