Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

Katanagatari

  • Avatar
    A
    Kusio 21.05.2017 01:45
    Rok symboliki
    Będąc świeżo po zakończeniu tego anime, nie mogę tak po prostu zostawić nagromadzonych emocji w środku, nie znajdując ich ujścia. Ale zacznijmy od początku.

    O serii dowiedziałem się zupełnie przypadkowo, natrafiając na nią w MAL – w rankingu „najlepszych”. Dość wysoko, więc tym bardziej zdumiało mnie, że nigdy jeszcze o Katanagatari nie słyszałem. Zacząłem seans, który – jak się później okazało – przerósł wszelkie moje oczekiwania:


    FABUŁA

    Przewija się tu nacisk na prostotę historii. Według mnie, ma ona swoje drugie dno. Tak jak ta prowadzona w FLCL, ta opowieść jest naszpikowana symboliką. Dwanaście odcinków – każdy co miesiąc. Cały rok dojrzewania Shichiki, który wybija się ponad rolę maszyny do zabijania, ucząc się jak dziecko życia w społeczeństwie. Każde kolejne spotkanie, nowa wskazówka – następna lekcja życia. Monotonność i przewidywalność. Zgadzam się. Ale uczymy się, powtarzając raz po raz swój trening. Czy to fizyczny, czy to psychiczny. Tak jest i tutaj.

    Zakończenie: Cóż mogę rzec.  kliknij: ukryte 

    Przesłanie całości jest subtelną formą dla moralizatorstwa. Nie było nachalne, a wnioski można było wyciągnąć samemu. Także, prostota przekazu nie wchodzi w grę. Jedynie jest on obtoczony w skorupce, którą każdy – gdy choć trochę będzie tego chciał – bez problemu rozbije.

    POSTACIE

    Z jednej strony mamy chłopaka, którego przeznaczeniem jest walka. Z drugiej, dziewczynę rzucającą podstępem na prawo i lewo. Z banalnych wzorców postaci twórcom udało się przedstawić nam ich rozwój, który dokonuje się przez jedno na drugim. Wątek miłosny jest delikatny, intymny i czarujący. Lekki posmak tsundere w zachowaniu wyrachowanej poniekąd Togame jest kontrowany pozbawionym moralności w „naszym” wydaniu następcą rodu walczącego bez użycia miecza. Ich przekomarzanie, stopniowe poznawanie się – a wreszcie czułość – były przekonujące i wywoływały uśmiech przy każdej scenie tego typu.

    Postaci poboczne bronią się ze wszystkich sił, a ta sztuka udaje im się równie dobrze, jak powyższemu duetowi. Czy to przywódcy Maniwa, czy może właściciele mieczy – każdy przeciwnik ukazuje inną filozofię życia i zachowań. Na szczególną uwagę zasługuje autentycznie przerażająca siostra głównego bohatera – Nanami. Jej historia bez przeciwwskazań mogłaby być przedstawiona w kolejnych paru odcinkach. Na deser Emonzaemon i jego wzruszające oddanie. Wiedząc o złych uczynkach wyżej wspomnianego, i tak podziwiałem jego niezłomną konsekwencję.  kliknij: ukryte 

    GRAFIKA
    Od razu w oczy rzuciła się specyficzna kreska. Miejscami tak odmienna od tej typowo używanej w anime, że nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś uznał to za swego rodzaju parodię.Nic z tych rzeczy, sposób rysowania tylko zachęcił mnie do odkrycia jego atutów. Będąc zaznajomionym z Tatami Galaxy czy Panty and Stocking, mogłem jedynie zaklaskać z radości. Budżetowe ograniczenia obchodzono tutaj w mistrzowski sposób – gdy było ku temu okazja, postacie poruszały się przy niezmiennym tle, jak wspomniano już w komentarzach – sekwencja jak w grze komputerowej. Nie mogę się nadziwić kreatywności twórców w tej kwestii.

    MUZYKA

    Tutaj uczucia mam raczej ambiwalentne. Pierwszy opening uważam za prześwietny, drugi już niekoniecznie. Ktoś dobrze zauważył, że kojarzy się z openingiem Another – ta sama wykonawczyni. Nie był zły, ale wyraźnie czułem niezdecydowanie w jego charakterze. Za to endingi od razu przypomniały mi Mushishi, które z każdym odcinkiem miał kolejny – warto wspomnieć – tradycyjny, ending. Muzyka w samej animacji jest przeróżna, można też wyczuć motywy przypisane odpowiednim postaciom. Uwielbiam wstawki cokolwiek kojarzące się z rapem, albo dość niepokojący motyw towarzyszący odwiedzinom u księżniczki, która z Togame zbytnio się nie uwielbiała.  kliknij: ukryte 
    Dźwięk momentami aż rozpierał mnie od środka, utwory wprawiały bezlitośnie w taki nastrój, w jaki chcieli mnie wprawić magicy z White Fox.


    PODSUMUJMY

    Powtarzam to już po wielu, ale jest to perełka jedyna w swoim rodzaju. Poprzez długość odcinków pozwala wgryźć się w przedstawiony świat, a wypełniające go istoty nieustannie zaskakują złożonością. Po ostatnim odcinku czuję, że bardzo ciężko będzie mi się z tą serią pożegnać. Jak natomiast wiemy, każda historia ma swój początek i koniec. Warto sięgnąć po tę właśnie, by potem odłożyć ją z poczuciem spełnienia.

    Cheerio!
  • Avatar
    A
    Ash 25.02.2016 08:22
    Komentarz
    Parafrazując jedną z postaci w odniesieniu do różnorodności ocen w komentarzach (chociaż jak widzę przeważają raczej te wysokie): „Dobre anime. A może złe?”

    XD
  • Avatar
    A
    sector152 3.02.2016 13:20
    ŚREDNIO
    Z pewnością ta seria posiada swój urok, jest w stanie przyciągnąć widza i zostawić go na trochę przed telewizorem. Jednak czym głębiej tym gorzej. Relacje czy motywacje, niektórych postaci były dla mnie tak bezsensowne, że przez myśl przechodziło mi pytanie o tak wysoką ocenę tej serii. Długie rozmowy w trakcie walk i nie tylko – do pewnego momentu miało to swój urok, ale równie często jest to nużące, a dialogi same w sobie nie ciekawe. Oglądając to Anime czasami miałem też wrażenie, że historia jest zwyczajnie naciągana i robiona pod twórców, coś na zasadzie – nie ważne czy to będzie miało sens, ale ważne, że będzie szokować i ktoś to kupi. 7/10
  • Avatar
    A
    Uratugo 29.10.2015 23:41
    Przerost formy nad treścią
    Po tak rewelacyjnej recenzji spodziewałem się fajerwerków. Fajerwerków nie było. Nawet zimnym ogniem bym tego nie nazwał.

    Kreska prosta i, moim zdaniem, była pójściem na łatwiznę, ale miała swój urok i była pewną emanacją kultury wschodu, więc jakoś nie specjalnie bym się do niej przyczepiał, gdyby reszta rekompensowała tę wadę. Tak się jednak nie stało.

    Postacie? Ani oryginalne, ani przykuwające uwagę, ani skomplikowane. Schemat ich osobowości można ujrzeć w co drugim anime.

    Główny bohater przypomina każdego głównego bohatera typowego shounena- Naruto, Natsu, czy Ichigo. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że Shichika jest całkowicie pozbawiony osobowości i nie ma swoich indywidualnych cech, których raczej nie przypisze się każdemu. Nie; ma je i prezentują się nawet dobrze, ale nie unika on schematu i nie wyróżnia się na tle swoich „kolegów po fachu”, jeśli spojrzeć na ciut lepsze serie, jak „FMAB” czy „Pandora Hearts”. Główna bohaterka natomiast nie wyróżnia się na tle irytujących towarzyszek głównego bohatera. Więcej o niej pisać nie trzeba, bo i więcej sobą nie reprezentuje. Ta jej „nieoczywistość”, o której wspominała recenzentka mnie nie przekonuje. No chyba, że w późniejszych odcinkach nagle zaczął się wyjątkowy zwrot i rozwój osobowościowy, o którym nie wiem.

    Jeśli mogę wymienić tutaj postać, która w jakiś sposób mnie ujęła, to będzie to Nanami- siostra głównego bohatera. Dlaczego? Ponieważ, chyba jako jedyna, jest w tej serii naprawdę złożona i niejednoznaczna. Późniejsze odcinki z jej udziałem rzeczywiście budziły emocje i przyciągały uwagę widza.

    Historia mogłaby być ciekawa, gdyby zastosowano tutaj coś chwytliwego. Niestety, fabuła okazała się być przewidywalna, co wcale jej nie pomogło. Według recenzentki pierwszy odcinek może wydać się najsłabszy, ja jednak uważam, że każdy kolejny (a obejrzałem ich ok. dziewięciu) był na tym samym poziomie. Dialogi i przemyślenia bohaterów wcale nie były głębokie i inteligentne- były przeintelektualizowane i niepotrzebnie przedłużane. O ile w niektórych momentach (kiedy faktycznie rozmawiali o czymś istotnym) były do przyjęcia, o tyle w innych (zazwyczaj tych, mających odgrywać rolę filozoficzno­‑egzystencjalne) były wręcz irytująco nudne. To była po prostu próba zrobienia fascynującej rozmowy, z gadania o dupie Maryni. I to właśnie nazwałem przerostem formy nad treścią. Nie chodziło bowiem o to, aby dialogi budziły refleksję czy poruszenie, a o to, aby brzmiały fajowo i głęboko. Nie ze mną te numery.

    Soundtrack to jedyne, do czego nie mogę się przyczepić. Był naprawdę dobry- robił klimat i wciągał w historie, które się widziało w monitorze. Mieszanka dalekowschodniego folku ze współczesnymi opcjami muzycznymi wyszła bardzo dobrze. Tu daję plus i nie czepiam się niczego.

    Zapytam zatem przewrotnie, komu spośród teoretycznej „grupy docelowej” – dojrzalszych i poszukujących niebanalnych tytułów widzów – ta produkcja się może nie spodobać? Poza osobami przywiązanymi do bardziej tradycyjnej grafiki wskazałabym przede wszystkim tych, którzy oczekują od tego rodzaju tytułu wyjątkowej złożoności i nieprzewidywalności fabuły.


    To pytanie może być pretekstem do mojego podsumowania.

    Czego oczekuję od dobrej serii? Przede wszystkim głębi. Głębi i czegoś, co poruszy. Poruszy w bardzo szerokim kontekście- emocjonalnym, duchowym, intelektualnym. Tak- uważam, ze złożoność i nieprzewidywalność są bardzo ważnymi cechami charakteryzującymi dobre serie. Nie są one jednak głównym kryterium w ostatecznym rozrachunku, jeśli od początku, w założeniu serii nie miały tokowych cech być, bo zwyczajnie nie pasowałyby do całego konceptu.

    Za przykład bardzo dobrej, ale nieskomplikowanej i nie nieprzewidywalnej serii, mogę podać „Kino no Tabi: The Beautiful World”. Seria ta ma kreskę poniżej przeciętnej, prostą fabułę, niezwykle proste uniwersum i mało złożonych bohaterów (nie licząc głównej), a uważam ją za dzieło niezwykłe i wyjątkowe. Ambitne i poruszające. „Katanagatari” za takie anime nie uważam. Nie uważam również, abym w jakiś sposób nie dorastał do tej serii. Obejrzałem dość trudnych i ambitnych anime, żeby mieć samoświadomość w tym zakresie i wiedzieć, że nie brakuje mi dojrzałości czy autorefleksji, aby móc zrozumieć tę serię.

    „Katanagatari” uważam za anime słabe. Wydaje mi się, że twórcy włożyli bardzo wiele wysiłku w to, aby ów seria wyglądała na oryginalną, niebanalną i ambitną intelektualnie, ale po drodze energia poświęcona na pozory sprawiła, że zagubili gdzieś istotę sprawy. Najlepszym określeniem tego dzieła, jakim mogę je ocenić, są właśnie słowa „przerost formy nad treścią”. Z mojej strony niewymuszone 4/10. Serii nie dokończyłem.
    • Avatar
      Daerian 29.10.2015 23:48
      Re: Przerost formy nad treścią
      Proponuje obejrzeć fina, który  kliknij: ukryte 
      • Avatar
        Uratugo 30.10.2015 16:54
        Re: Przerost formy nad treścią
        Może kiedyś do tego wrócę, ale na razie nie planuję.
    • Avatar
      Koogie 30.10.2015 09:13
      Re: Przerost formy nad treścią
      No coz, ta seria albo będzie rezonować po pierwszych 3­‑4 odcinkach, albo nie będzie wcale, wiec albo ludzie daja 9/10 albo 3/4/5. Fakt ze ostatni odcinek jest jednym z najlepszych zakonczen jakie widziałem w anime, dużo Ci nie pomoze jak tak bardzo sama seria Cie odrzucila.
      Troche bawi mnie porównanie do Kino Journey, kiedy dwie serie tak drastycznie się roznia. Kino to anime gdzie fabula i historia sluzy przemyśleniom i zadumie, a Katanagatari to seria gdzie zaduma i przemyślenia sluza fabule i postaciom.
      Nie będę bronil serii, bo napisałbym sciane tekstu i raczej glownie bym duplikowal co jest już w recenzji, wiec no trudno. Ciekawi mnie co prawda co bys powiedział o Bakemonogatari które jest napisane przez tego samego autora, lecz znacząco rozniace się struktura. Bakemonogatari jest znacznie bardziej bezposrednie w tym, ze dialogi sa prowadzone na wielu poziomach i duza czesc informacji nigdy nie jest zwerbalizowana, kiedy Katanagatari ukrywa ten fakt w swojej baśniowej otoczce. No i bake jest oczywiście znacznie bardziej zanurzone we wspolczesnej kulturze otaku, gdzie kata jest raczej od niej odseparowana i skupia się na bardziej klasycznych ponadczasowych typach bohaterow.
      • Avatar
        Uratugo 30.10.2015 17:05
        Re: Przerost formy nad treścią
        „Bakemonogatari " mam na oku od jakiegoś czasu i powoli się do tej serii zabiorę, kiedy będę miał odrobinę czasu.

        Co do porównywania z „Kino Journey”, chodziło mi jedynie o prostotę formy, która jednak sama w sobie zachowuje pewną wybitność i sztukę. Jak wnioskuję po recenzji, recenzentka za taką serię uważa „Katanagatari”. Nie chcę tutaj obrażać czyichś odczuć- to po prostu moja opinia i moje wrażenia po seansie.
    • Avatar
      Yagami1 30.10.2015 10:09
      Re: Przerost formy nad treścią
      Najpierw piszesz że główny bohater przypomina typowego z mainstreamu, a potem co innego… To się zdecyduj.
      I napisz mi w czym Shichika ci przypomina Ichigo czy Naruto, bo nie wiem. Wyglądem? Charakterem? A może metodą walki?
      • Avatar
        Uratugo 30.10.2015 17:17
        Re: Przerost formy nad treścią
        Najpierw piszesz że główny bohater przypomina typowego z mainstreamu, a potem co innego


        Nic innego nie napisałem. Napisałem, że Shichika jest typowym przedstawicielem shounena i wpisuje się we większość schematów tego typu bohaterów, nie jest jednak pustą kalką i zachowuje przy tym swoją indywidualność, która jednak nie wybija się specjalnie, patrząc na bardziej ambitne serie. Nie widzę w tym sprzeczności.

        I napisz mi w czym Shichika ci przypomina Ichigo czy Naruto, bo nie wiem. Wyglądem? Charakterem? A może metodą walki?


        Naiwnym podejściem do życia, budzącą się wielka mocą, kiedy nakama (w tym przypadku ukochana) są w niebezpieczeństwie i nawet pogruchotany i bliski przegrania, nagle wstaje i cudownie pokonuje przeciwnika, często głupkowatym zachowaniem, prostotą myślenia… Jeszcze kilka cech by się znalazło. Nie twierdzę oczywiście (o czym napisałem wcześniej), że nie zachowuje indywidualnych cech, bo takie posiada, jednak nie wybijają się one poza powszechny schemat.
        • Avatar
          Yagami1 30.10.2015 18:02
          Re: Przerost formy nad treścią
          Uratugo napisał(a):
          Nic innego nie napisałem. Napisałem, że Shichika jest typowym przedstawicielem shounena i wpisuje się we większość schematów tego typu bohaterów, nie jest jednak pustą kalką i zachowuje przy tym swoją indywidualność, która jednak nie wybija się specjalnie, patrząc na bardziej ambitne serie. Nie widzę w tym sprzeczności.

          W tym sęk, że ja widzę a ty nie. Najpierw go gnoisz za schematyczność, później wychwalasz za oryginalność. Dlatego napisałem, abyś się zdecydował. Bo nie ma nic pośrodku, niestety. Schematyczna postać wprowadza do danego anime wartości i charakter, które już były wcześniej(przypadek Natsu np.). Oryginalna wprowadza świeżość i nie przewidywalną linię fabularną. Nie uświadczyłem jeszcze hybrydy.

          Uratugu napisał(a):
          Naiwnym podejściem do życia, budzącą się wielka mocą, kiedy nakama (w tym przypadku ukochana) są w niebezpieczeństwie i nawet pogruchotany i bliski przegrania, nagle wstaje i cudownie pokonuje przeciwnika, często głupkowatym zachowaniem, prostotą myślenia

          Naiwnym? Czyli? Ichigo i Naruto byli naiwni w stosunku do życia? Naprawdę? Jeden dążył do zdobycia tytułu Hokage, drugi za wszelką cenę próbował ochronić swoich bliskich i przyjaciół. Czy to czyni ich naiwnymi? Skocz po słownik, bo widzę że ogarniasz tego słowa…

          Wskaż mi moment w którym „cudownie się podnosi i leje swoich przeciwników”, nie przypominam sobie, aby coś takiego miało miejsce.
          • Avatar
            Uratugo 30.10.2015 19:23
            Re: Przerost formy nad treścią
            Po pierwsze, nie bądź bezczelny. Ja piszę grzecznie i kultura osobista wymaga od ciebie tego samego.

            Po drugie- nikogo nie gnoję, a oceniam. Gnoiłbym, gdybym używał takich określeń, jak idiota, debil, frajer, dno, czy coś tego rodzaju. Wyraziłem swoją opinię na temat bohatera, a skoro nie potrafisz przyjąć krytyki wobec postaci budzących twoją sympatię- nie czytaj. Nie będziesz tak się spinał.

            Po trzecie, nie jest moim problemem, że dla ciebie nie istnieje coś takiego, jak przeciętność czy średniość (coś, co nie jest najgorsze, ale też nie wybitnie dobre). I błagam, czytaj ze zrozumieniem; nie chwaliłem głównego bohatera „Katanagatari” za oryginalność, a jedynie zaznaczyłem fakt, że posiada pewne indywidualne cechy, które poza schemat wychodzą. Posiadanie kilku indywidualnych cech, to jeszcze nie oryginalność. Ani to była pochwała, ani stwierdzenie oryginalności, ot, zwykła ocena.

            Wskaż mi moment w którym „cudownie się podnosi i leje swoich przeciwników”, nie przypominam sobie, aby coś takiego miało miejsce.


            Oglądałem to już jakiś czas temu, więc mogę się mylić, ale  kliknij: ukryte 

            Naiwnym? Czyli? Ichigo i Naruto byli naiwni w stosunku do życia? Naprawdę? Jeden dążył do zdobycia tytułu Hokage, drugi za wszelką cenę próbował ochronić swoich bliskich i przyjaciół. Czy to czyni ich naiwnymi? Skocz po słownik, bo widzę że ogarniasz tego słowa…


            Już chciałem wytłumaczyć ci, co oznacza naiwne podejście do życia i świata, i dlaczego tak określiłem tych właśnie bohaterów tym sformułowaniem ale sobie oszczędzę. Chyba nie mam po co ci tego tłumaczyć. Albo zwyczajnie nie rozumiesz znaczenia tego określenia, albo nie rozumiesz mechaniki i psychologizacji takich postaci, jak Ichigo czy Naruto, a komentarze pod „Katanagatari” raczej nie służą do tłumaczenia prostych zjawisk, które z tym tytułem niewiele mają wspólnego.
            • Avatar
              Yagami1 30.10.2015 20:45
              Re: Przerost formy nad treścią
              Ani ja bezczelny, ani upierdliwy, coś sobie ubzdurałeś.

              Nie pamiętam walki Shichiki z Nanami, muszę to sobie odświeżyć xd

              [link]
              Masz tu definicję naiwności, resztę potraktuję jako zapychacz. Po prostu nie masz argumentów, aby podeprzeć swoje wcześniejsze stwierdzenie ^^
              • Avatar
                Uratugo 30.10.2015 21:22
                Re: Przerost formy nad treścią
                Skocz po słownik, bo widzę że ogarniasz tego słowa…


                To była bezczelność.

                Masz tu definicję naiwności, resztę potraktuję jako zapychacz.


                Idąc za twoim linkiem: „Naiwność- zbytnia prostota, szczerość i łatwowierność.”

                Każdy odrobinę myślący widz „Naruto” doskonale wie, że takie cechy opisują głównego bohatera tej serii. Do Ichigo bez najmniejszego naciągania również można owe cechy przypisać. W tym momencie sam strzeliłeś sobie w stopę.

                resztę potraktuję jako zapychacz. Po prostu nie masz argumentów, aby podeprzeć swoje wcześniejsze stwierdzenie ^^


                Argumenty podałem, proszę przeczytać ze zrozumieniem.
                • Avatar
                  Numriel 31.10.2015 08:21
                  Re: Przerost formy nad treścią
                  Szczerość i łatwowierność? Nie, to nie Shichika.
                  Kłopot w tym że bohaterowie odsłaniają się po trochu i nie w całości. Coś cię zirytowało w trakcie tego procesu i wyciągasz takie wnioski jakie wyciągasz.
                  A ich dialogi mają za zadanie zaprezentowanie więzi jaka się między nimi pojawia i przemycenie różnych informacji poniekąd. Takie migawki z wielomiesięcznej wyprawy za tymi głupimi mieczami. Gadają o dupie Maryni? No gadają…
                  • Avatar
                    Uratugo 31.10.2015 13:10
                    Re: Przerost formy nad treścią
                    Szczerość i łatwowierność? Nie, to nie Shichika.


                    Przecież jest szczery i prostolinijny. Mówi co myśli i co czuje, nie bardzo patrząc na to, czy jest to stosowne czy nie. A łatwowierność? Może przesadziłbym, gdybym stwierdził, że przyjmuje wszystko zupełnie bezkrytycznie, ale jednak jest w nim dość znacząca doza łatwowierności. Nie miał żadnych podejrzeń co do Togame, kiedy ta zaproponowała mu podróż. Kiedy walczył z tą kobietą (nie pamiętam jej imienia) zajmującą się dziećmi i walczącą wieloma mieczami, również stosunkowo bezkrytycznie i prostolinijnie przyjmował wszystko do wiadomości. Jego zaufanie do Togame nie rozwijało się stopniowo – ich więź tak – ale zaufanie już nie. Ono było toakie same od początku podróży.

                    A ich dialogi mają za zadanie zaprezentowanie więzi jaka się między nimi pojawia i przemycenie różnych informacji poniekąd.


                    Nie mówię, że nie, uważam tylko, że nie jest to zabieg do końca udany. W ocenie czegoś nie kieruję się w pierwszej kolejności motywacją autora, a efektem, jaki dany zabieg wywołuje. Motywacje i przyczyny tego to, a tego zjawiska są na kolejnym miejscu. Co z tego, że ma to jakiś sens, jeśli jest to zrobione nie do końca trafnie? Przynajmniej w moich oczach.
                    • Avatar
                      Numriel 31.10.2015 17:20
                      Re: Przerost formy nad treścią
                      Jest nie tyle szczery co chowany na odludziu, w sprawy mało dla niego ważne nie bawi się w podchody ale są też sprawy ważne.
                      Na przykład wkładane mu od małego że ma być narzędziem. Miał do wyboru dalej kisić się na wyspie albo podjąć grę z Togame.
              • Avatar
                IKa 31.10.2015 12:25
                Re: Przerost formy nad treścią
                Kulturalniej proszę. Jeszcze jeden post w tym stylu a moderacja się zirytuje i zacznie ciąć.
            • Avatar
              BlaXk Magic Mushroom 30.10.2015 21:50
              Re: Przerost formy nad treścią
              Oglądałem to już jakiś czas temu, więc mogę się mylić, ale  kliknij: ukryte 

              Nie, pierwszą potyczkę z siostrą definitywnie przegrał. Ja oglądałem to parę lat temu ale scenę tej walki, szczególnie scenę śmierci Nanami ciężko zapomnieć.  kliknij: ukryte  Były w ogóle w tym anime walki typu „cudownie się podnosi i leje swoich przeciwników”? Chyba jednak nie.
              • Avatar
                Uratugo 31.10.2015 13:12
                Re: Przerost formy nad treścią
                No dobrze, zwracam honor- „nakama­‑power” w tym anime nie było. Przy reszcie będę się jednak upierał.
                • Avatar
                  Havamaal 21.11.2015 13:39
                  Re: Przerost formy nad treścią
                  Ja rozumiem, że są różne gusta ale jednego nie rozumiem.
                  Katanagatari jest na tyle „charakterystycznym” anime większość widzów już po obejrzeniu dwóch epków jest w stanie powiedzieć czy im się ono podoba czy nie (i w związku z tym zaprzestają oglądania).
                  Skoro dobrnąłeś do 9 epka to może warto było się już przemęczyć i skończyć. Może jakiś element zakończenia wpłynął by na Twoja ocenę.
                  Na ocenę niejednej produkcji wpływało jej zakończenie.
                  • Avatar
                    Uratugo 8.12.2015 03:36
                    Re: Przerost formy nad treścią
                    Dobrnąłem tak daleko, ponieważ miałem mnóstwo czasu i niewiele filmów/anime do obejrzenia, czy książek do przeczytania. Przy 9 odcinku (plus/minus) znalazło się coś innego do roboty, więc serię porzuciłem.

                    Na mnie zakończenie może wpłynąć co najwyżej na ocenę przeciętnej serii. Jeśli seria mnie zirytowała i pozostawiła w głównej mierze negatywne odczucia, to nawet świetne zakończenie niewiele zmieni. Poza tym nie mam jakiejś potrzeby, aby na siłę się przekonywać do czegoś, co do czego wyrobiłem już sobie taką, a nie inną opinię.

                    Jeśli kiedyś znowu trafi się taki czas, kiedy będę miał go sporo i żadnych pomysłów na jego marnotrawstwo, to być może wrócę do serii. Póki co doba trwa dla mnie za krótko, a lista serii, seriali do obejrzenia i książek do przeczytania jest dość długa.
    • Avatar
      gosc 31.10.2015 12:13
      Re: Przerost formy nad treścią
      głębię łatwiej wydobyć w schematach niż w oryginalności. ludzie są schematyczni. osobowość – jej składowe, cechy charakteru powtarzają się. można powiedzieć, że od czasu greckiej tragedii większość opowieści jest schematyczna.

      przerost formy nad treścią jest charakterystycznym skutkiem poszukiwania oryginalności. Katanagatari jest oryginalne, ale przerost formy nad treścią do pewnego stopnia trafnie je opisuje.

      zasadniczo się z Tobą zgadzam.
      • Avatar
        Uratugo 31.10.2015 13:26
        Re: Przerost formy nad treścią
        można powiedzieć, że od czasu greckiej tragedii większość opowieści jest schematyczna.


        Schemat jest ważny i istotny. Dobrze korzystać ze schematów. Powinny być one jednak pewnego rodzaju formą, którą wypełnia się czymś indywidualnym, tak aby dana postać była- po pierwsze autentyczna – po drugie głęboka. Niejako jedno z drugim się przeplata. Nie ma na świecie osoby, która miałaby cechy osobowości, której nikt inny nigdy w historii nie miał. Nie oznacza to, ze nie jesteśmy oryginalni. Każdy z nas ma takie, a nie inne przeżycia, taką, a nie inną osobowość i to ich kompilacja daje efekt oryginalności. Każda z osobna już taka nie jest. Myślę, że o taką głębię właśnie chodzi przy tworzeniu postaci.

        Wyjątek stanowi sytuacja, kiedy postać jest nieważna. Nieważna w takim sensie, że nie o nią w opowieści chodzi, a o pewne wartości/prawdy/zwał jak zwał, które chce nam przekazać autor. W tej sytuacjo bohater jest tylko narzędziem do realizacji tego zadania i postać może być prosta, oparta na danych schematach lub, co często się zdarza, pewnych archetypach. Tak było między innymi w przypadku wcześniej wspomnianej serii „Kino no Tabi: The Beautiful World”.
  • Avatar
    A
    Farathriel 10.11.2014 16:57
    Ciekawa rzecz...
    Prawdę powiedziawszy to dość długo zbierałem się do obejrzenia Katanagatari. Odkładałem na bok, później znów rozmyślałem by obejrzeć. Aż w końcu zwyczajnie z nudów włączyłem i… wsiąkłem.

    Co jedno trzeba tej historii przyznać to pewnego rodzaju… „baśniowy” charakter.

    Nie widzę sensu jakiegoś dłuższego rozpisywania się – moi poprzednicy resztę uczynili za mnie. Co zaś się tyczy moich prywatnych uwag, to Katanagatari otrzymałoby 7/10 gdyby nie zakończenie godne największych dramatów świata literatury i kinematografii.
    Dla mnie osobiście – seria unikatowa pod każdym względem. Zabawna w sytuacjach kiedy się tego oczekuje, urocza i urzekająca w relacjach bohaterów, a dobitna i zaskakująca w tych miejscach, w których najmniej się tego można spodziewać.

    To jest krótko ujmując – jedna z tych serii, które pod żadnym względem na nic się nie silą. Tam po prostu są konkretne elementy, które celnością swego istnienia są równie precyzyjne co i Kyotouryuu głównego bohatera.

    10/10 – inaczej nie mogę.
  • Avatar
    A
    Kamiyan3991 22.04.2014 13:06
    W końcu
    Zacząłem seans jakoś w połowie listopada, a udało mi się skończyć dopiero dzisiaj… nie wiem czym jest to spowodowane… a może i wiem?
    Seria jest w sam raz na dawkowanie w tempie 1/2 odcinki na miesiąc, więc nic dziwnego, że właśnie taką formę przyjęli twórcy.

    Serię charakteryzuję wyjątkowa kreska/animacja, która przypadła mi do gustu oraz świetna oprawa dźwiękowa.
    Fabule i postaciom trudno coś zarzucić, po prostu trudno ich nie polubić (postaci) i nie wkręcić się w nią (fabułę).

    Co się będę rozpisywał… jedynie o końcówce nie wiem, co mam myśleć – z jednej strony ciekawa, a z drugiej zabrakło mi tam ulubionej postaci.
    Chyba nie można mieć wszystkiego.

    Jedyne co mnie irytuję to fakt, że prawdopodobnie seria niesie jakieś przesłanie, ale jestem zbyt tępy, by je dostrzec.
    Widocznie nie można mieć wszystkiego.

    No nic – serię polecam, oby więcej takich.
    9/10
    • Avatar
      animowiec 22.07.2014 22:36
      Re: W końcu
      Przesłanie jest dosyć proste, chodzi tutaj o  kliknij: ukryte . Więcej nie podpowiem :)
      • Avatar
        FoRcE 21.12.2014 21:14
        Re: W końcu
        Mógłbyś to trochę bardziej rozwinąć? Z tego co wyczytałem w internecie Togame oznacza „oko w kształcie krzyża”(w wolnym tłumaczeniu) i nie ma nic wspólnego z przesłaniem całej serii.
  • Avatar
    A
    Etna 8.03.2014 11:50
    Kpina z tradycji?
    Ironiczna forma opowieści, która jako tako sprawdziła się w przypadku Bakemonogatari, do anime typu Katanagatari w moim odczuciu zupełnie już nie pasuje. Uproszczona do przesady kreska w połączeniu z przeintelektualizowanym scenariuszem pozbawiły rewelacyjną historię tego, co najlepsze – pasji. Twórcy Katanagatari złośliwie zaszydzili ze starej, dobrej tradycji, bez istnienia której przecież to anime by nie powstało. Nieładnie. Zdecydowanie wolę parodie w dawnym, pozytywnym stylu.

    Odnoszę wrażenie, że Katanagatari jest rezultatem przesytu tematem, a pod pozorem oryginalności kryje się bardzo gorzki przekaz.
    • Avatar
      hdrn 8.03.2014 12:46
      Re: Kpina z tradycji?
      Taa.. wiesz lepiej od autora jaki styl jest najodpowiedniejszy dla jego dzieła.
      • Avatar
        Etna 8.03.2014 19:54
        Re: Kpina z tradycji?
        Autor tworzy w stylu dla niego odpowiednim, ale zawsze czerpie z tradycji. Jeśli znam jakieś tradycyjne danie, jestem w stanie ocenić na ile kucharz przekombinował z przepisem, czy smakuje mi to, co podaje, a przede wszystkim, czy nie faszeruje mnie jakąś „chemią”. Jeśli nie rozumiesz, o czym piszę, nie wdawaj się w dyskusję, bo nie będzie miała ona sensu :)

        Pozdrawiam
        • Avatar
          hdrn 8.03.2014 20:02
          Re: Kpina z tradycji?
          Japończycy mają zupełnie inne podejście do wartości, w tym tradycji. Chociażby w tym sezonie mamy dwóch Oda'ów Nobunaga'ów. Dlatego argumenty o szydzeniu z tradycji są dla mnie śmieszne, wychodzi na wierzch nieznajomość japońskiego ducha.
          • Avatar
            Etna 8.03.2014 20:11
            Re: Kpina z tradycji?
            Jakie podejście do tradycji mają więc Japończycy?
            • Avatar
              hdrn 8.03.2014 20:16
              Re: Kpina z tradycji?
              Przede wszystkim luźne. Nie boją się eksperymentować z historią, z „świętościami”. Parodiują nawet zaświaty, co w naszym kręgu kulturowym nie zdarza się tak często.
              • Avatar
                Etna 9.03.2014 04:22
                Re: Kpina z tradycji?
                Bez przesady – jesteśmy mniejszymi sztywniakami niż Japończycy ;) Zresztą napisałam, że lubię parodie.
    • Avatar
      Kamiyan3991 22.04.2014 13:16
      Re: Kpina z tradycji?
      A mnie się taka forma spodobała.
      Kawał dobrej mieczopowieści.
      W innej formie bym tego nie widział.
  • Avatar
    A
    Marlow 7.03.2014 03:58
    Bezbłędne
    Przyznam szczerze, że po pierwszym kontakcie z Katanagatari miałem mieszane uczucia. Nie mogłem się przyzwyczaić do tej specyficznej kreski, a zwłaszcza do modeli postaci, które w porównaniu do ostatnio oglądanych przeze mnie serii wydawały się strasznie uproszczone. Jednak dość szybko się do nich przekonałem, tym bardziej, że dobrze współgrały one z całą resztą.

    Z początku miałem wrażenie, że oglądam kolejną serię Slayers, jednak to szybko minęło. Bohaterowie byli wspaniale wykreowani, złożeni i rozwijali się z każdym odcinkiem. Na wielki plus zasługuje też wątek miłosny między nimi, który tak jak pisała autorka recenzji, został przedstawiony dojrzale i w świetnym stylu, bez zbędnego fanserwisu (no może poza małym drobiazgiem dotyczącym pewnej części garderoby Togame – taki fajny żarcik w prezencie dla widzów).

    Moją sympatię zyskało też wiele postaci drugoplanowych, z oddziałem Maniwa na czele. Wprawdzie nie od razu ich polubiłem – kiedy poznałem pierwszego z nich zaleciało mi trochę kiczem, ale zmieniłem całkowicie zdanie kiedy pojawili się Hōō, Pengin i oczywiście owadzi skład. Ci ostatni byli naprawdę kapitalni.  kliknij: ukryte 

    Moim zdaniem tym co wyróżnia Katanagatari jest niezwykle wysoki poziom jego dopracowania. Ta seria nie ma właściwie żadnych błędów. Posiada za to wspaniałe postacie, wciągającą fabułę, sporo dobrego humoru (w tym świetny trolling ze strony twórców –  kliknij: ukryte ) i co najważniejsze – nie gra widzowi na emocjach, co w anime jest dość często spotykanym i skutecznym sposobem na zyskanie wiernych fanów. Pisząc to myślę o tytułach takich jak; Byousoku 5 cm, Kumo no Mukou, Yakusoku no Basho i Toradora!. Te 3 wspaniałe tytuły łączy to, że dosłownie chwyciły mnie one za serce, Katanagatari natomiast czegoś takiego nie zrobiło. Nie musiało.
  • Avatar
    A
    AnnalenaNadjem 29.12.2013 01:56
    komantarz
    Przyznam szczerze, że niesamowicie mnie wciągnęło. Może to zasługa nietypowego formatu, ale było jednym z niewielu, które właściwie mnie nie męczyły. Bohaterów autentycznie lubię, choć przyznaję, że niemal od początku kibicowałam tym złym. Moje serce podbili Maniwani (wyjątkiem dwa pierwsze odcinki)  kliknij: ukryte 
    Grafika. Zachwyciłam się. Co prawda Maniwani szaleli (ninja teoretycznie powinni doskonale się maskować), ale bardzo szybko podłapałam konwencję. Oczy Meisai Tsurugi wyglądały po prostu genialnie. Dziewczynka z klanu Itezora na drugim miejscu. Jednak nie zmienia to faktu, że wygląd postaci dość specyficzny był i pewnie większość po zobaczeniu ich popuka się w głowę i postanowi oglądać coś innego.
    Czwarty odcinek był po prostu cudowny. Dawno z niczego się tak w anime nie uśmiałam, jak z tego, co tam twórcy zrobili.
    Momentami było za dużo dialogów. Czasami cierpliwość mi się kończyła. Może jak się ogląda w rozsądnych dawkach, nie wiem. Mi momentami przeszkadzało.  kliknij: ukryte 
    Postaci były niezłe. Wspomniana wcześniej Meisai podbiła moje serce. Ona i jej butelka sake. Togame miała irytujący głos i dziecinne zagrywki. Przed byciem denerwującą co prawda się uratowała, ale niewiele brakowało.  kliknij: ukryte Shichika ewoluował przez całą serię. Relacje też mi się podobały. Gorzej się zrobiło kiedy pojawiła się zazdrość. O ile u nieprzystosowanego Shichiki wypadło to nawet nieźle i zabawnie, to przy Togame byłam raczej znudzona. Starsza jest, powinna pewne rzeczy rozumieć, a jak nie rozumie, to potrafić sobie jakoś inaczej z nimi poradzić. Nieporozumienia się wyjaśnia. Fochanie sie nie jest zbyt inteligentne.
    Openingi przewijałam. O ile ten pierwszy jeszcze dało się obejrzeć, to drugi był po prostu straszny. Ciągle miałam skojarzenia z piosenką początkową z Another. Nie wiem, czy słusznie.
    Zakończenie  kliknij: ukryte 
    • Avatar
      oo44wo 29.12.2013 12:20
      Re: komantarz
      Mam nadzieje że rzucę nowe światło na niektóre sprawy które cię zirytowały:
      Z tego co pamiętam to drugi opening został stworzony przez ten sam zespół co opening Anothera, tak więc podobieństwo nie jest przypadkowe
       kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    San-san 26.12.2013 21:45
    :<
    Nie akceptuje zakończenia!  kliknij: ukryte 

    Historia była bardzo dobra, choć nie można było zaprzeczyć, że kierowała się pewnymi schematami i pewne akcje można było przewidzieć. Kolejny minus: czasem Togame była nadmiernie wkurzająca, choć jestem zadowolona, że w rzeczy samej nie samym narcyzmem była przepełniona. Lubiłam gdy jej umysł pracował i strategie się sprawdzały. Z początku wkurzały mnie projekty postaci, zwłaszcza Maniwani. Potem trochę mniej. Przyzwyczajenie jak przy Casshern Sins. I te oczy…
    Natomiast jak kompletny osioł dopiero gdzieś przy 10 ep. zorientowałam się, że każdy odcinek ma ok. 50 min. a nie jak zwykle 25. Tak mi zlatywały jeden po drugim… Cóż 9ep skończyłam gdzieś o szóstej nad ranem. Historia była wciągająca. Może jeszcze denerwowała mnie miejscami nadmierna gadanina, zwłaszcza w pierwszej walce… Nie raz miałam ochotę mało empatycznie wrzasnąć w ekran „umieraj wreszcie!”. A często denerwowało mnie, że ginął ktoś, kto wg mnie wcale nie powinien. :<
    Za dużo wad i smuteczku San. Dlatego nie ma 10.

    Najbardziej lubiłam Nanami, Meisai Tsurugę i sennina.
  • Avatar
    A
    oo44wo 27.09.2013 23:46
    Rzadko dodaje komentarze, ale w tym wypadku po prostu muszę.
    Mam zastrzeżenia tylko do siostry Shichiki. Jak dla mnie ten wątek miał o wiele większy potencjał, a został potraktowany trochę po macoszemu.
    No i oczywiście słów kilka o zakończeniu:  kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    slocik 7.04.2013 19:19
    Co tu mowic, jedno z najlepszych anime jakie widzilem od lat. Solidne 8/10.
    Wady niestety sa, szczegolnie odcinek czwraty is siodmy oraz okazjonalne spadki w jakosci kreski z powodu malego budzetu.
     kliknij: ukryte 
    Zakonczenie moze zbyt emocjonalne jak na moj gust, ale bardzo dobre.
    Tylko polecic kazdemu kto umie docenic dobrze opowiedziana historie.
  • Avatar
    A
    myszahihi 3.04.2013 23:47
    Nie wiem czy powinnam się wypowiadać bo na razie skończyłam 2 odc.
    Oj najwyżej wypowiem się ponownie ^^
    Zakochałam się w kresce, opening też mnie oczarował.
    Dużo gadają ale ja uwielbiam dialogi (wiem, że nie każdemu mogą się spodobać). Bardzo dużym plusem jest to, że odcinki trwają 50 minut ale jest ich mniej. Dzięki temu mogli jakoś gadaninę połączyć z akcją i pominąć zapychacze. Główny bohater jest naprawdę bardzo sympatyczny. Coś mi się zdaje, że niedługo wystawię ocenę 10/10 :)
  • Avatar
    A
    blob 6.11.2012 00:15
    Bahasa Palus
    Choć anime oglądałem już dawno temu, wciąż pozostaje głeboko w mej pamięci. W tej serii wszystko było niebanalne:

    Niebanalni bohaterowie – ich relacje, ich piękne, rodzące się powoli, ale szczere uczucie. Bohater, który został wytrenowany na „broń przeciw broniom” (dosłownie), spokojny, cierpliwy, budzący sympatię i bohaterka, także sympatyczna, wybuchowa, ambitna a zarazem krucha, dla której stał się „narzędziem” (z własnej woli), a jednocześnie kompanem i oparciem.

    Niebanalna grafika – może i prosta, ale jakże urokliwa i niepowtarzalna. Wspaniała…

    Niebanalna muzyka – niech tutaj wsytarczy za mój komentarz, że podkładem do najlepszego amv jakiego widziałem na podstawie tej serii użyto utworu właśnie z tej serii, co pokazuje, jak dobrze autor soundtracku skomponował muzykę do Katanagatari.

    Niebanalna fabuła – owszem, prosta, ale jakże wciągająca. No i to zakończenie, kto by się spodziewał…

    Niebanalny format – 12 odcinków, ale każdy po około godzinie długości. Rzadko spotykany format, ale myślę, że idealnie do serii dobrany, każdy odcinek można było traktować jako odrębny epizod, a zarazem fragment całości…

    No i ten teaser z zapowiedzią odcinka 4. Mistrzostwo trollingu ze strony twórców serii wdg mnie :P

    Zgodzę, się z kilkoma moimi przedmówcami. Rzadko jakieś anime zasłaguje na 10/10. Katanagatari należy do takowych anime…
  • Avatar
    A
    tenten97 16.09.2012 14:20
    Świetne
    Mnie się bardzo podobało. Oryginalna kreska, która nie raziła w oczy, muzyka bardzo dobrze dobrana. Postacie były boskie (  kliknij: ukryte ). Jestem fanką Maniwani. Ich sposób podzielenia się w grupy jak i umiejętności były super dobrane i walki z ich udziałem nigdy nie wiały nudą.  kliknij: ukryte .
  • Avatar
    A
    bassty 23.06.2012 16:51
    Bardzo dobra seria.Po obejrzeniu odcinka chciałem zobaczyć nastepny,ba nie mogłem się powstrzymac od tego .Na szczeście seria prezentowała zgoła co innego niż się spodziewałem.Najlepszą częscią tego anime były chyba dialogi Togame i Shichiki pełne humoru(oprócz ostatniego epizodu ale o tym za chwile)i wciągające.Epizody od 1 – 11 oceniam na 10 .Zaś zakończenie nie.Z jakiego względu .Wypowiedź Togame na początku(nie pasował do tej postaci),wypowiedź Emonzaemona: kliknij: ukryte - zapachniało mi tu inna serią.Trochę zrekonpensowało to finałowe cheerio(rodem z Sengoku Basara) ,padłem xD oraz walki(moja ulubiona to ta z Yoroi,krwawa miazga ^^),wyraz twarzy i kolor oczu(wyprane z uczuć ;P) Shichiki xD.Mógłbym pisać i pisać ale czuje że odbiegłbym od tematu więc kończe.Suma sumarum mi przypasowało,daje 9 na co wg mnie zasługuje w 100%.
  • Avatar
    A
    Kayatsumi 20.05.2012 15:42
    Kocham to anime i nienawidzę jednocześnie. W ostatnich odcinkach łzy leciały mi po policzkach do samego końca. Każda z historii tu przedstawionych miała przesłanie i morał. To anime wydaje się być proste, jednak jest bardzo złożone i trudne do zrozumienia przez przeciętną osobę. Poruszyło mnie dogłębnie. Czułam się, jakbym tam była, przeżywała te same rozterki co bohaterowie. Wszystko miało tu sens. Żadnych niepotrzebnych słów, scen i przemyśleń.  kliknij: ukryte  Tu wszystko zaczęło się od początku. To było coś nowego, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Jednak dlaczego tak wychwalam Katanagatari, skoro na samym początku napisałam, że go również nienawidzę? Otóż za 3 rzeczy:
     kliknij: ukryte 
    Grafika to dla mnie perła wśród innych produkcji. Oryginalna, dopracowana i płynna. Niekonwencjonalna, za co duży plus. Również muzyka mile mnie zaskoczyła, lubię tradycyjne brzmienia, a sposób przedstawienia ich w tej produkcji przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Kłaniam się autorom anime, muzyki i grafiki.
    Daję ocenę 9/10 przez aspekty wymienione powyżej. Naprawdę godne polecenia anime dla ambitniejszych widzów.
    • Avatar
      Numriel 29.11.2012 11:02
      Dlaczego ludzie myślą że  kliknij: ukryte ?
      • Avatar
        leum polelum 6.04.2013 00:03
        poniewaz  kliknij: ukryte .
  • Avatar
    A
    Kontent 12.05.2012 15:31
    Zakończenie
    Anime wspaniałe, lecz mi by się podobało bardziej, (SPOILER) kliknij: ukryte 

    Spoiler zasłonięty… Moderacja
    • Avatar
      1 12.05.2012 16:11
      Re: Zakończenie
      Mógłby ktoś zakryć spoiler? Kontentchyba o tym zapomniał, bo taki nawias nic nie daje.
    • Avatar
      Filippiarz 22.07.2016 01:45
      Re: Zakończenie
      SPOJLER – jest głębsze przesłanie – wszyscy przegrali, a ci co przeżyli też przegrali. Głębsze przesłanie: jakiekolwiek jest twoje życie = deal with it, a i tak umrzesz i co najwyżej możesz wybrać jaką osobą będziesz w momencie umierania
  • Avatar
    A
    Subaru 2.05.2012 13:00
    Katanagatari.. anime bez dwóch zdań wybitne, co tu dużo mówić.
    Od razu w oczy rzuca się niebanalna oprawa graficzna, tak skromna, a jednak pełna wyrazu, jak z japońskich rycin. Animacja jest niezwykle staranna i płynna, nie ma mowy o żadnych niedociągłościach czy zabiegach, by jakoś wypełnić sceny.

    Opowieść o mieczach, fabuła jest epizodyczna, każdy odcinek to kolejny fragment podróży i zarazem kolejny miecz. Lubię takie uporządkowanie, które w żadnym wypadku nie wyszło jednak w sposób przewidywalny. Historia jest naprawdę ciekawa i spójna, choć nieskomplikowana. Jest jednak bogata na tyle, że niesie ze sobą pewne nauki, jednocześnie nie będąc jednoznaczną.

    Bohaterowie wypadli wiarygodnie, mają złożone osobowości, a watek romantyczny mistrzowsko poprowadzony. Po prostu nie da się ich nie lubić, nawet tych czarnych charakterów, zawsze tak przystrojonych..

    Pomimo wysilania mózgownicy nie potrafię znaleźć żadnych wad tego anime, może poza openingiem i endingiem, które były takie sobie, ale co kto lubi.

    Cheerio! 10/10.
  • Avatar
    A
    cancell 15.02.2012 14:07
    @@@
    Nie wiem do końca dlaczego sięgnąłem po tę serię – chyba dla tego że lubię opowiastki o samurajach i czasem oglądam te serie które wiem że nie przypadną mi do gustu po to by docenić te w moim mniemaniu interesujące.

    Co do fabuły to nie mam jej nic do zarzucania. Jest dość prostoliniowa – może wciągną mniej lub bardziej.
    Mnie akurat wciągnęła w stopniu umiarkowanym.

    Postaci – w całej serii nie polubiłem żadnej. Tak naprawdę większość budziło u mnie irytację. Główny bohater robi wrażenie przygłupa który zrobi wszystko co nakażę mu jego kompanka.
    O postaciach drugoplanowych nawet nie będę rozpisywał bo jak dla mnie jest tragedia.

    Grafika – odnośnie teł to zarzutów nie posiadam. Inaczej sprawa ma się do postaci które zostały strasznie oszpecone. Tak koszmarnej kreski jeszcze nigdzie nie widziałem.

    Jak dla mnie przeciętniak widziałem masę lepszych tytułów.
  • Avatar
    A
    shugohakke 14.02.2012 13:58
    Los nieuchronny
    Katanagatari podbiło moje serce dwoma… nie trzema elementami. Po pierwsze tytułem i nie chodzi tu o sens „Mieczopowieści”, ale o jego melodyjność i rytm – to słowo jest wspaniałe. Po drugie Bahasa Palus, i nie wymaga to więcej komentarza. Po trzecie postaci, a zwłaszcza ich podejście do życia (choć może powinienem powiedzieć śmierci).
     kliknij: ukryte 

    Ta nieuchronność losu jest tym, co najbardziej urzekło mnie w Mieczopowieści. Postaci mają zupełnie inny od współczesnego nam system wartości i nie podejmują decyzji zrozumiałych dla nas – domowych animeoglądaczy.
  • Avatar
    A
    lileo_dark 4.12.2011 21:41
    oczarowana, oczarowana i jeszcze raz oczarowana. cudne. swietna muzyka, grafika *_*, pomysl i bohaterzy… po prostu zostalam wciagnieta w wir poszukiwan mieczy.
    zakonczenie mna zawladnelo  kliknij: ukryte 
    w pelni zasluzone miejsce w fav, 10/10
  • Avatar
    A
    Novalogic 3.12.2011 10:53
    Ładnie pięknie ale...
    Anime może uderzać swoją prostotą, zwłaszcza pod względem szablonów postaci czy statycznej formy prowadzenia walk ( bardzo dużo gadaniny ). Jednakże ma w sobie to coś co przyciąga do ekranu monitora i każe włączyć kolejny epizod. Seria bardzo mi się podobała tylko… zakończenie :/
    Przyznaję, że zostało dobrze wyreżyserowane i ładnie podomykało wątki ale czemu musiało być takie smutne… Ponadto nie rozumiem w nim jednej rzeczy, a mianowicie dlaczego  kliknij: ukryte 

    Zamaskowano spoiler – Moderacja
  • Avatar
    A
    Luk 4.07.2011 10:43
    najlepsze anime roku?
    ... te trzy kropeczki powinny skomentować całe to anime. Po przeczytaniu recenzji spodziewałem się czegoś klimatycznego i poważniejszego. Jeżeli to anime jest najlepszą produkcją tego roku to faktycznie nic kompletnie zdatnego do obejrzenia się nie pojawiło. Postacie są tragiczne, przeciwnicy bez komentarza – epoka walk na miecze, samurajów a połowa przeciwników wygląda jak skate dzieci w zbyt szerokich spodniach i czapkach z daszkiem. Humor prymitywny – co mogłoby być śmieszne ale niestety nie wyszło coś tutaj, w dragon ballu się bardziej uśmiałem. Widać, że Japończycy na siłę starają się zainteresować dzieciaki swoją historią i później pojawiają się takie niestrawialne hybrydy. Gdybym miał to anime do czegoś porównać to do Samurai Champloo tam podobne zagrywki były stosowane. Jednak tam wyszło o wiele lepiej to wszystko. Katanagari można porównać do odcinka w którym w samuraiu champloo ( epoka samurajów ) biegają dzieciaki i smarują po mieście grafiiti – tragiczny odcinek i ta seria cała taka jest.

    Ocena 10? Ja bym dał 3 – rozumiem że ktoś może lubić takie klimaty to może wtedy dać 5. A jak ktoś uwielbia walki w stylu :
    - teraz użyje ciosu krzywego żurawia !
    - atak mangusty o poranku !
    - potrójny blok brudnego ręcznika !
    - zabiję cię bo mój miecz jest bardziej mieczowy od twojego!
    - nie mieczowatość mojej ręki jest większa ho ho ho ho !
    - to nieprawdopodobne oooooooooeeeeeeeeeuuuuuuu!
    ...
    (jak ktoś lubi takie klimaty to bym dał 6)

    tak wyglądają pojedynki trwające po 20 minut…
    dużo bardziej dynamiczne i poważniejsze to było we wspomnianym wyżej dragon ballu czy chociażby w GIGI – z normalną serią jak Shigurui nie będę w ogóle porównywał.
    Nie chodzi o wyżalenie się ale może akurat jakaś osoba dzięki temu opisowi z mojej strony nie zmarnuje sobie czasu na oglądanie tej serii.
    • Anielski_Pyl 4.07.2011 12:27:59 - komentarz usunięto
      • Avatar
        Luk 4.07.2011 13:32
        Re: najlepsze anime roku?
        naprawde jeżeli chodzi o konwencje to jak coś jest dobre to się wybroni samo, nawet jak konwencja nie przypadająca do gustu na początku. Weźmy takie anime jak „Kaiba” które jest po prostu świetne – z konwencją całkiem nie klasyczną, weźmy takie jak texhnolize czy wolfs rain, bokurano gdzie mamy inną konwencję i też jest świetnie. Więc tu nie chodzi o konwencje to anime jest po prostu słabe. ( basilisk był lepszy ale też nic nadzyczajnego )
        • Avatar
          THeMooN 4.07.2011 17:13
          Re: najlepsze anime roku?
          Luk napisał(a):
          jak coś jest dobre to się wybroni samo

          [link]

          Mówiłeś coś, czy cut słyszałem?

          THeMooN – ciut kultury proszę.
          IKa
          • Avatar
            Luk 4.07.2011 17:15
            Re: najlepsze anime roku?
            cóż jeżeli ktoś chce publicznych statystyk używać do oceniania filmów to sądzę że " ojciec mateusz” , „paloma”, „milagros”, „jakaś tam miłość” --> do wyboru z tvn polsatu, przebiją te statystyki. Więc ta odpowiedź niczego nie wnosi a też świadczy o twoim poziomie.
            • Avatar
              THeMooN 4.07.2011 17:19
              Re: najlepsze anime roku?
              Mój poziom jest taki sam jak większość ocen tego anime. Tobie się nie podoba a całej reszcie wręcz przeciwnie… przestań więc biadolić jaki ten świat okrutny, bo się z tobą nie zgadza… a o mnie się lepiej nie wypowiadaj.
              • Avatar
                Hitori Okami 4.07.2011 17:39
                Re: najlepsze anime roku?
                Wyczuwam w Tobie mushi żywiące się gniewem :P
                Poza tym:
                Luk napisał(a):
                Nie chodzi o wyżalenie się ale może akurat jakaś osoba dzięki temu opisowi z mojej strony nie zmarnuje sobie czasu na oglądanie tej serii.

                Było śledzić wątek od początku. Zresztą, Tobie się podoba „Arjuna córka ziemi” (btw, przypuszczam, że jestem jedyną osobą na tym portalu, która osobiście zna dziewczynę o imieniu Arjuna :), a cała redakcja Tanuki jest wręcz przeciwnego zdania. Hmmm…
                • Avatar
                  THeMooN 4.07.2011 18:01
                  Re: najlepsze anime roku?
                  Śledziłem i tylko tyle miałem do powiedzenia w tym temacie. A co do Arjuny… no to co? Niech sobie mają inne zdanie, mnie to nie obchodzi… mam własne i nikomu go nie narzucam. Nie rozumiem, czemu akurat do tego się przyczepiłeś, wyrażałem się na tym portalu już znacznie ostrzejszymi słowami (cóż, taki poziom xD).

                  PS. Moje mushi ma jedzenia pod dostatkiem ;]
                  • Avatar
                    Hitori Okami 4.07.2011 18:17
                    Re: najlepsze anime roku?
                    Bo nie znoszę argumentu, że coś się podobało większości, a powołując się na przykład „Arjuny” chciałem wykazać, że sam nie zawsze kierujesz się tym, co inni sądzą.
                    Kolega „Luk” na pewno przesadził w swojej krytyce i widać, że nie potrafi jeszcze posługiwać się pełną, dziesięciostopniową skalą ocen (nie jest to wcale takie, proste jak się było w szkole ocenianym de facto w systemie dwunastostopniowym), ale dzięki takim ludziom jak on wiele razy udało mi się uniknąć różnych gniotów.
                    Zdecydowanie wolę jego komentarz, nawet jeżeli argumentacja jest przerysowana, niż ciągłe powtarzanie: „Genialne anime! Daję 10/10!”
                    • Avatar
                      THeMooN 5.07.2011 00:00
                      Re: najlepsze anime roku?
                      Wiesz… tysiące ludzi nie może się mylić :P Ale rozumiem, że komentarze typu „Genialne anime! Daję 10/10!” nie są komentarzami ludzi światłych. Dobry komentarz to taki, który poparty jest argumentami. Nie twierdzę, że Luk takiego komentarza tu nie zamieścił. Jak najbardziej, zrobił to a to moje wtrącenie odnosiło się tylko do zdania „jak coś jest dobre to się wybroni samo”. No i jak widać na załączonym obrazku, anime broni się samo i to naprawdę dobrze. Nie widzę więc powodu by komentarz Luk'a był tym, którym należałoby się kierować. No właśnie… nieszczęsna Arjuna… gdybym się kierował oceną na tanuku, pewnie bym tego nie obejrzał, na szczęście mam własny rozum :P I może właśnie dlatego tak często ludzie się ze mną gryzą ;]
    • Avatar
      kircia 28.11.2012 22:32
      Re: najlepsze anime roku?
      Jestem dopiero po 2 odcinku, a odczucia mam identyczne. Dodam jeszcze, że niestrawne jest także to, że gadają bez przerwy przez całe 50 minut, i to w dodatku o bezsensownych rzeczach, tymczasem granie ciszą to coś, co bardzo sobie cenię. Genialnie to było zrobione we wspomnianym przez Ciebie Shigurui (nawiasem mówiąc, jedno z moich ulubionych).
      W Katanagatari zaś spokojnie 1/3 tej irytującej paplaniny można by wywalić. Fabuła prosta jak konstrukcja cepa – w porządku, ale jeśli fabuła jest prosta, to muszą być elementy, które by zainteresowały, a ja ich tu nie uświadczyłam.
      Co do pojedynków, wrażenie odniosłam to samo, co do bohaterów, on jeszcze ujdzie, ona zaczyna być kompletnie niestrawna. To mają być niepowtarzalne postacie?… ohgodwhat.
      Co się dzieje z poziomem anime, nie wiem, ale nic dobrego, skoro takie serie są uznawane za wybitne.
      Zastanawiam się, czy oglądać dalej, poważnie.
      • Avatar
        blob 28.11.2012 23:41
        Re: najlepsze anime roku?
        Po kirci i Luk'u widzę, ze są to osoby które wogóle nie czują klimatu tej serii, czepiają się np. rzeczy, które są zamierzonym elementem, czyli gadanina, wygląd postaci czy prostota fabuły. Nie mówię, że to iż seria im się nie podoba to źle, każdy ma swój gust i nikt nie każe im tego anime oceniać pozytywnie, ale wydaje mi się, że takie klimaty trzeba po prostu lubić. Bo akurat w swojej kategorii: „poetycko­‑artstycznych paplanin z elementami akcji i dramatu” uważam anime za genialne. Ale takie rzeczy trzeba po prostu lubić…

        PS: Katanagatari raczej nie zaliczam do serii „dla dzieciaków”...
        • Avatar
          kircia 28.11.2012 23:53
          Re: najlepsze anime roku?
          No właśnie, tu jest problem, że nie czuję klimatu. Mogłabym pewne elementy traktować ironicznie, jak te wykrzykiwanie nazw ataków, niestety nadal wyglądają zbyt serio i chyba jednak takie na serio są. Miałam w związku z tym anime duże nadzieje. Ale sprawa jest prosta – jeśli nie zainteresuje mnie ani fabuła, ani, co gorsza, postacie – a i forma średnio mi odpowiada – to raczej nic z tego nie będzie. Parę razy pojawił się fajny moment, scena, przy której pomyślałam: „ooo, w końcu…” – i nagle panna bohaterka zaczyna się wydzierać i wszystko niszczy.
          Zamierzone elementy? Pewnie tak, pytanie, co one wnoszą? Głębię? Nie. Coś, nad czym człowiek się zastanawia? Nie. Czy są czymś, czego nie ma nigdzie indziej? Też nie.
          Wolę czytać książki niż napisy w anime, serio.
          Przykład, w Moryou no Hako były dwa totalnie przegadane epizody, jednak one coś wnosiły, objaśniały skomplikowaną naturę pewnych bytów, pozwalały się zastanowić nad paroma kwestiami (i to nie w wymuszony sposób, a gładko i naturalnie), a przede wszystkim rozmowa ta była stonowana i przyjemnie się jej słuchało – a tego wydzierania się i dziecinnego sposobu gadki nie jestem w stanie zdzierżyć. Tyle.
          Teraz wiele jest serii, które aspirują do bycia innymi czy sięgają po ironię, ale kiepsko im to wychodzi. Tęsknię za porządnie zrobionymi anime, mogą być proste, ale niech są dobre. Tak, żebym podczas oglądania naprawdę patrzyła, a nie myślała o tym, jak bardzo mnie coś irytuje.
  • Avatar
    A
    Krzygen 29.06.2011 14:54
    :)
    Nie wiem co napisać, takie anime po prostu trzeba obejrzeć moja ocena to 10/10
  • Avatar
    A
    livevil 28.06.2011 21:33
    ?
    Ja mam takie jedno pytanie, które mi nie daje spokoju.
    O co chodziło z tym okiem Togame? Co to miało być? Po co ono? Bo ja tego nie łapie.
    • Avatar
      woord 28.06.2011 22:28
      Re: ?
      Nic szczególnego, taki patent po prostu. Można się tylko doszukiwać znaczenia w Togame (とがめ): „crosshaped­‑eyed”. Ale ten „krzyż w oku” pojawia się jej tylko jak jest „nakręcona”. W każdym razie wraz z rozwojem fabuły nic się na ten temat nie dowiadujemy.
  • Avatar
    A
    Eliz1323 16.06.2011 15:18
    UWAGA! dużo spoilerów ;)
    Anime dobre, miałoby szansę nawet na ulubione gdyby nie kilka defektów:
    1)Pokonywanie  kliknij: ukryte 
    2)Zabicie  kliknij: ukryte 
    3)„Prawdziwa” osobowość  kliknij: ukryte pod koniec
    4)Przyłączenie się  kliknij: ukryte 

    Poza tym z kreską nie miałam problemu, a muzyka mi się podobała więc mogę postawić 10 :P
  • Anielski_Pyl 8.06.2011 16:38:16 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    tamcia15 7.06.2011 01:41
    prosta historia w gruncie rzeczy została opowiedziana w niebanalny sposób, w ciekawej oprawie graficznej oraz muzycznej.
    i choć twórcy popełnili niewybaczalny błąd w postaci  kliknij: ukryte , to z czystym sercem wystawiam 10, bo dawno nie widziałam tak dobrze zrobionej serii.
  • Avatar
    A
    imperator 28.05.2011 14:18
    9/10
    Piękne anime. Ma w sobie ten niesamowity klimat, który tak rzadko wyczuwam w innych seriach. Tylko Mushishi wywołało u mnie podobne uczucia. Bardzo podobał mi się ten schemat 1 miecz na 1 odcinek. Bohaterowie byli świetni. Ogólnie nie pozostaje mi nic tylko wystawić mocną 9­‑tkę.
  • Avatar
    A
    Yumi 16.05.2011 20:53
    O „Mieczopowieści” słów... kilka?
    Muszę powiedzieć, że naprawdę rzadko zdarza mi się wystawić jakiemuś anime najwyższą ocenę. Już dziewiątek mam całkiem sporo, tymczasem wystawienie dziesiątki zdarzyło mi się do tej pory całe trzy razy. Tym bardziej nie przypuszczałam, że tak będzie w tym przypadku, bo chociaż wiele osób bardzo tytuł chwaliło, wydawało mi się, że nie mój gatunek. Ciekawe ile razy będę się musiała w ten sposób omylić, żebym wreszcie przestała sądzić po pozorach i szufladkować?

    Bo absolutnie nie ma mowy o jakichkolwiek szufladkach czy półkach, na których można by Katanagatri upchnąć. To się nazywa Oryginalność przez duże „O” – opowieść o samurajach wcale nieprzepełniona akcją czy jej nagłymi zwrotami, a przeciwnie: stonowana, wręcz spokojna i idąca własnym tempem. I posiadająca wspaniały klimat japońskich legend. W dodatku taki styl wychodzi całości na dobre, nie jest to rozwiązanie z rodzaju tych, których nigdy nie powinno się próbować. Nie twierdzę i nigdy nie twierdziłam, że owa oryginalność jest cechą potrzebną do stworzenia wyjątkowego anime, ale nie da się ukryć, że stanowi duży atut serii. Bynajmniej nie przez sam fakt swojej niepowtarzalności, ale przez wszystko, co się pod tym jednym słówkiem w tym przypadku kryje. Wracając do fabuły samej w sobie – trudno cokolwiek więcej o niej napisać, bo w rzeczy samej jest prosta. Jeden odcinek, jeden miecz, to staje się oczywiste, jeśli nie na początku, to najdalej po drugim odcinku. Pod koniec i to dokładnie pod koniec akcja przyspiesza, ale w tak naturalny i całkowicie uzasadniony sposób, że widz ma poczucie, iż dokładnie tak musi być. Nawet jeśli wcale mu się to nie podoba, a łzy rozmywają obraz i spływają raz za razem po policzkach, tak jak to było w moim przypadku. A jednak po pierwszym szoku i poukładaniu sobie w głowie wszystkiego, co zobaczyłam, myślę, że gdyby skończyło się na klasycznym happy endzie, opowieść byłaby w pewien sposób niepełna. Nawet jeśli ja sama w jakiś przewrotny sposób byłabym bardziej usatysfakcjonowana – tak to jest, jak się człowiek mocno przywiąże do postaci.

    Ano właśnie, postaci. Przy różnych okazjach wielokrotnie podkreślałam, jak ważni są dla mnie bohaterowie – fabuła może być nie wiem jak wymyślna i dobrze poprowadzona, dla mnie to mało ważne, jeśli nie mam dla kogo jej śledzić. Od początku wiedziałam, że Togame to mój typ postaci – silna kobieta, która wie, czego chce i zamierza wszelkimi dozwolonymi metodami osiągnąć cel. Jednocześnie posiadająca swoją delikatniejszą, kobiecą właśnie część natury, która właściwie wplata się w resztę osobowości, a nie stanowi element niepasujący do reszty i wrzucony na siłę tylko po to, żeby wzbudzić w widzu Bóg jeden wie co. Shichika początkowo wypadał na jej tle blado, ale tylko po to, żeby później nabrać charakteru. Seria w dużej mierze jest opowieścią o ewolucji jego osobowości, o zmianie z chodzącej broni w człowieka. Sama Togame zresztą także bardzo się zmieniła, ale te zmiany zachodzą głównie w jej wnętrzu, skryte przed okiem widza. Wychodzą na jaw dopiero w ostatnim odcinku, którego pierwsze piętnaście minut jest bardzo dobrym podsumowaniem osobowości Pani Strateg. Dla mnie samej trochę zaskakujące, ale w ostatecznym rozrachunku, jakże prawdziwe i, gdy dokładniej spojrzeć wstecz, oczywiste (chociaż jednocześnie naturalne jest, że widz przed zobaczeniem końcówki nie jest w stanie samodzielnie na to wpaść). A przy okazji ukazujące złożoność ludzkiej natury. Ale miałam pisać o Shichice, a znowu skończyło się na wywodach o głównej bohaterce – nic nie poradzę, ona podbiła moje serce. Może na temat Mistrza Kyoutoryuu napiszę tyle, że zdecydowanie zaskarbił sobie moją sympatię, a bardzo pozytywnym zaskoczeniem było jego całkowicie aseksualne podejście do wszystkiego – chociaż z drugiej strony, skąd miał je niby mieć, skoro jedyną kobietą, którą widział przez większość życia, była jego siostra i ewentualnie matka? No i ta piękna szczerość, czasem tak przydatna, innym razem będąca źródłem nieporozumień (wiadomo, do kobiety w zupełnie prosty sposób mówić nie należy, ona prędzej zrozumie skomplikowany wywód, a do lakonicznych stwierdzeń dorobi drugie dno). Relacje łączące Shichikę i Togame uznaję za jedne z najlepiej oddanych, jakie widziałam kiedykolwiek, para z nich była całkowicie urocza. Ah, i kolejne zaskoczenie – oni rozmawiają! Nie tylko kiedy zajdzie taka potrzeba. Rozmawiają przez cały czas, poznając się w ten sposób i budując swój związek (nie jestem pewna, czy to można tak nazwać, ale niech już będzie) na oczach widza, który w dodatku nie jest tym ani trochę znudzony! Niebywałe, choć powinno być oczywiste i na porządku dziennym. Z innych postaci za godną uwagi uważam w zasadzie tylko Hitei Hime, aż się sama sobie dziwię, że ją polubiłam, a tu proszę! Kolejna niebanalna bohaterka, chociaż na początku wydawać by się mogło, że idealnie pasuje do schematu Tej Złej i Knującej. Oddział Maniwa trochę mnie irytował tym, że tak łatwo dał się wybić – z tego schematu wyróżniają się w zasadzie tylko Houou i Pengin i wyłącznie do tej dwójki żywię jakiekolwiek emocje. Do pierwszego głęboki szacunek (trochę mi szkoda, że skończył właśnie w taki sposób), a do drugiego zwyczajną sympatię i współczucie. Taki sam szacunek odczuwam w stosunku do Emonzaemona, którego konsekwentne postępowanie bardzo mi się podobało. Aha, no i Nanami! Jak mogłam o niej zapomnieć? Znowu jestem zmuszona użyć słowa „niebanalna”, bo inaczej się jej nie da określić. W życiu bym nie pomyślała, że za tą cichą osóbką kryje się ktoś taki. I także ona zasłużyła na mój szacunek. Tego słowa też ostatnio nadużywam, ale co zrobić? Dwa odcinki jej poświęcone uważam za jedne z najlepszych w serii. Reszta bohaterów była zdecydowanie zbyt epizodyczna, żeby pisać o nich coś więcej, ale na pewno stanowili dosyć różnorodną gromadkę.

    O grafice nie jestem w stanie napisać nic ponadto, że bardzo, bardzo mi się podobały projekty postaci. Były, jakby to określić… takie plastyczne. Może dziwnie to brzmi, ale takie określenie najlepiej mi pasuje. Poza tym, nie zawsze i nie wszędzie, ale zdarzało mi się zwrócić uwagę na tła – one, tak jak postaci, bardzo dobrze wpasowywały się w klimat serii. A to ostatecznie jest najważniejsze, prawda?

    Podobnie o muzyce nie jestem napisać nic więcej poza tym, że była i dobrze się wpasowywała w klimat. Z endingów moją uwagę przykuł na dłużej któryś z początkowych (nie za bardzo pamiętam który ^.^') i ten z dziesiątego odcinka. Oba openingi były bardzo dobre, ale za ten lepszy zdecydowanie uważam drugi. Od razu rozpoznałam Ali Project, zespół odpowiedzialny za utwory rozpoczynające oba sezony Rozen Maiden – to zdecydowanie mój typ muzyki, taki energiczny i kojarzący mi się odrobinę z psychodelią.

    Muszę przyznać, że komentarz wyszedł mi znacznej długości, ale dopiero teraz naprawdę mi ulżyło, bo od seansu ostatniego odcinka czułam jakby pewien ucisk na sercu, który teraz, gdy wylałam z siebie to wszystko, jakby trochę zelżał. Nieczęsto spotykam anime budzące we mnie aż takie emocje, ale za każdym razem witam je z otwartymi ramionami, a żegnam ze smutkiem. Jestem przekonana, że kiedyś wrócę do Katanagatari, bo to te dwanaście odcinków, to był piękny i wyjątkowy seans.
  • Avatar
    A
    Numriel 15.05.2011 13:50
    Tak jak poprzednicy napisali, wygląd, walki, postacie, wszystko świetne, w miarę równym tempie które wybijają kolejne walki, z właściwą kulminacją w ostatnim odcinku.
    Jest jednak jeden haczyk.
    Postacie, czasem pojawiają się na zbyt krótko by je zrozumieć ale czas nie ma tu znaczenia.
    Ich możliwości, wiedza, motywacje to niewiadoma, nie potrafiłem ich rozgryźć i przewidzieć ani po kilku chwilach ani po kilku odcinkach i dopiero na końcu wykładane są wszystkie karty.
    To co zobaczycie może nie pasować do waszej wizji idealnego anime, takiego 10/10 ale naruszenie tej historii i pokazanie czegoś co nie było pokazane odarłoby ją z magii.
  • Avatar
    A
    Teukros 14.05.2011 17:44
    Niestety, z ekranu bezlitośnie wyłazi skąpy budżet. Takie problemy czasami daje się zamaskować (jak w „Gankutsuou: Hrabia Monte Christo”), czasami wręcz można je wykorzystać (jak w „Utenie”), ale tu nie udało się ani jedno, ani drugie. W „Katanagatari” dostajemy pełny przegląd tricków z arsenału lazy animation; mnie przynajmniej najbardziej raziły niekiedy całkowicie statyczne plansze na drugim planie, tam gdzie w zasadzie coś ruszać się powinno. Na upartego można by twierdzić, że taki zabieg podkreślił umowność przedstawionej historii, ale żeby coś takiego wyszło, trzeba się naprawdę postarać. W „Katanagatari” wygląda to zwyczajnie ubogo.
  • Avatar
    A
    Qualu 14.05.2011 16:40
    Yousha-hime i Hitei-hime
    Katanagatari jest piękne. Pod każdym względem.

    Fabuła jest strasznie prosta – na jeden odcinek – jeden miecz. Na pięćdziesiąt minut, walka o niego trwała zwykle jakieś siedem, dziesięć minut ( raz nawet jej nie było, zaś bohaterowie w przezabawny sposób streścili jej przebieg ). Reszta to dialogi. I ani sekundy nudy.

    Postaci są na prawdę bardzo wielowymiarowe, przy większości z nich nie można jednoznacznie określić, czy jeszcze nienawidzi się tego bohatera, czy już lubi, tak miałam z większością z nich, poza Togame i Hitei. Shichika mnie strasznie zaskoczył, gdy już miałam go uznać za bezbronnego półgłówka, on mnie zaskakiwał. Gdy w pewnych momentach stawał się wręcz przerażający w swojej brutalności, za chwilę biegał z bananem na twarzy. Gdy wyglądał, jakby liczył dziury w ścianie, nagle wręcz wyskakiwał z zaskakującym stwierdzeniem, które jednoznacznie przekreślało jego głupotę, by po chwili znów wrócić do poprzedniego stanu i grać nieco zagubione w ludzkich emocjach dziecko, które nie rozumiało, czemu inni zachowują się tak, a nie inaczej. Pod koniec serii z resztą zrobiło się z niego niezłe ziółko, trochę bezczelne i sarkastyczne, a w finałowym odcinku nie tylko  kliknij: ukryte , motywowaną chęcią nie tylko  kliknij: ukryte , ale też innych uczuć, stanów, których jeszcze niedawno nie znał. Takich zmian, takich wyłamań ze schematu chcę więcej w innych seriach, w których nie ma mowy nawet o drobnej zmianie w psychice.
    Togame to wisienka tej serii. Choć jej przeszłość jest powoli odkrywana w ciągu trwania anime, do niemal samego końca jest enigmatyczna i zamknięta w sobie. Radosna i pełna energii, a jednocześnie chłodnie niedostępna, opanowana. Shichika­‑Togame to nie czysty romans, to raczej bardzo realistyczna i surowa, choć nadal ciepła i pełna bliskości relacja dwójki bohaterów, którzy równie dobrze mogli  kliknij: ukryte .
    Cwany wróg stratega również zasługuje na chwilę uwagi, chociażby dlatego, że pomimo roli tej złej,  kliknij: ukryte . Hitei, równie tajemnicza jak Togame, tak samo przebiegła i dążąca po trupach ( dosłownie ) do celu, mogłaby być równie dobrze jej siostrą jak i przyjaciółką ze względu na ilość podobieństw między nimi. Wspomnienie siostry siódmego mistrza kyotouryuu faktycznie wywołuje pewien dyskomfort. To chyba ona była  kliknij: ukryte  postacią tej serii. Maniwa byli do pewnego momentu pocieszni, potem aż zrobiło mi się ich szkoda. Emonzaemon szczerze denerwował, ale dobrze, że był bohater, którego faktycznie nie lubiłam od początku do końca. Postaci epizodyczne, posiadacze mieczy, byli na tyle wyraziści i dobrze zakreśleni, że choć bardzo chciałabym ich opisać, nie da rady. Wszyscy, w większym czy w mniejszym stopniu wyróżniali się niesamowicie pozytywnie.

    Patrząc na piękną grafikę, która z pozoru uproszczona, jest strasznie szczegółowa i po prostu piękna, można pomyśleć, że seria jest lekka. Nie jest. To jedno z bardziej brutalnych anime, jakie oglądałam. Brutalne nie w sensie latających jelit czy mrożących krew w żyłach dziewczynkach ze studni. Dziecięcy nieco wygląd postaci strasznie kłócił się z brutalnością świata, w jakim żyli. Każda śmierć w Katanagatari była na tyle poruszająca i zwykle tak niesprawiedliwa, jak w naszym normalnym, codziennym życiu. Owy zimny realizm, który chował się za pięknymi pejzażami wiosny, lata, zimy, jesieni, gór, lasów, wysp, morza, wysypiska śmieci, pogorzeliska, świątyń, wschodów, zachodów, północy i południa, deszczu, śniegu i słońca potrafił na prawdę popsuć humor oglądającego, jednocześnie zmuszając do pewnych refleksji. Czy ta seria była filozoficzna, odpowiedzieć nie potrafię, jednak po każdym odcinku kłębił się natłok różnych myśli, co było słuszne, a co nie. To sprawiało, że choć ze sparklami w oczach wypatrywałam kolejnych odcinków, bałam się nieco, co teraz smutnego spotka bohaterów, kto będzie musiał odejść, aby ktoś inny mógł iść dalej.

    Oba openingi pełne energii i „fullwypas” animacji grzeją się od dawna w moim odtwarzaczu, podobnie z resztą, jak parę endingów. O ile pierwszy opening był pogodniejszy radośniejszy, drugi, AliProjectu zapamiętałam bardziej, być może ze względu na tekst, który za pierwszym razem nieco nie pasował do klimatu serii, pod koniec stał się  kliknij: ukryte . Świetny soundtrack i różnorodność endingów to kolejne przykłady piękna tej serii.
    Katanagatari to moim zdaniem najlepsza wizytówka roku 2o1o. Nie tylko przez to, że wychodziło przez cały czas jego trwania, ale głównie dlatego, że było na prawdę oryginalne, świeże i w wykonaniu wykraczającym poza skalę ocen. To seria, którą wspominam ciepło i być może jeszcze nie raz obejrzę. Przepiękne i godne polecenia, najlepsze anime ubiegłego roku.
  • Avatar
    A
    JPP 9.05.2011 01:06
    Piękne.
    Piękne anime. Na prawdę. Nie jestem znawcą , więc nie wypowiem się o kresce itp. Jedyne czym mogę się podzielić, to moje odczucia:
    Nie nudziłem się. W ogóle. Mimo , że odcinki trwały po 50 minut(co jest wielką zaletą) nie wiało nudą. Postacie ciekawe. Każda była jakąś ciekawą indywidualnością.
    Walki bardzo ciekawie zrobione. Tak inaczej.
    Fabuła fajna i zaskakująca… chociaż może to ja po prostu chciałem , żeby skończyło się trochę inaczej? Kto wie…Jakkolwiek polecam gorąco. To anime powinien zobaczyć każdy.
  • Avatar
    A
    Ishiguro 5.05.2011 19:16
    Awsome ^.^
    Anime jest niesamowite, akcja jak należy, na nudę chyba nikt nie powinien narzekać. Tytuł jest oryginalny i wyjątkowy ;] Jedynym minusem wg. jest fakt że anime tak po prawdzie widziało mało osób. Szkoda że taka perełka jest niedoceniana…
  • Avatar
    A
    Jarmac1 6.04.2011 21:45
    Początek świetny...
    a reszta jeszcze lepsza. Wprawdzie w kilka momentów było przewidywalnych, to jednak mogę uznać że to jeden z najlepszych tytułów jakie poznałem.
  • Avatar
    A
    azazek 6.04.2011 16:39
    Arcydzieło
    Jedno z niewielu anime które zasługuje na 10.
    Jak dla mnie arcydzieło :p
  • Avatar
    A
    pelcu 4.03.2011 00:15
    Anime genialne, wybitne i wiele innych podobnych synonimów opisujących tą serię :)

    Według mnie anime roku 2010, choć nie wiele osób jescze je widziało…
  • Avatar
    A
    EvanTBG 22.02.2011 00:52
    10/10
    Przegadane banalne mało orginalne wtf!!

    Ale ma to coś dawno czegoś takiego nie widziałem myślałem że na koniec  kliknij: ukryte 

    Zamaskowano spoiler.
    IKa
  • Avatar
    A
    zrobciu 18.02.2011 22:26
    Dodam i ja swoje trzy grosze.
    Togame, Togame i jeszcze raz Togame, jako trzon tej serii mistrzostwo. Zimna? Wyrachowana? Bezwzględna? Szczęśliwa? Zakochana? Zazdrosna? Co kto woli co kto widzi.
    Shichika za przeproszeniem wiejski głupek, czy może genialny uczeń???
    Nanami psychopatka? Czy może samotna skrzywdzona przez los, tragiczna postać?
    Można tak bez końca, o każdej jednej postać pojawiającej się w serii. Moim zdaniem każdy zobaczy co będzie chciał.
    Dla mnie Katanagatari to mistrzostwo w każdym calu, kreska, muzyka, postaci, fabuła. Dlatego daję 10, w pełni zasłużoną 10.
  • Avatar
    A
    zimny2 1.01.2011 16:29
    Anime wybitne pod każdym względem. Zdecydowanie najlepsze anime 2010 roku. Jak widać można jeszcze robić porywające serie co świetnie pokazali ludzie ze studia white fox. Genialny ostatni odcinek, który jako zwieńczenie historii wykonali doskonale. 10/10
  • Playboy 21.12.2010 00:43:44 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    r4 20.12.2010 13:18
    Katanagatari
    Bardzo podobało mi się to anime, jest to jedno z niewielu pojawiających się ostatnio, które poza doskonałą historią, widowiskowością, ma do zaoferowania coś więcej, pewną filozoficzną nutkę. Dla każdego posiadacza katany było coś ważnego coś co kształtowało sens jego istnienia (widoczne zwłaszcza w drugim odcinku). Rewelacyjne, nastrojowe i do przemyślenia, oby więcej takich serii.
     kliknij: ukryte 
  • Avatar
    A
    woord 20.12.2010 11:24
    Świetne i oryginalne
    Jak dla mnie jedno z najlepszych anime tego roku i jedno z
    ciekawszych w ogóle. Zaczynając od kreski, która od początku mnie zainteresowała a pod koniec odcinka byłem już do niej całkowicie przekonany, na sposobie emisji kończąc. W sumie ciężko mi powiedzieć jak będzie się tę serię oglądało na zasadzie odcinek za odcinkiem, czy co kilka dni, ale oglądając na bieżąco naprawdę czekałem na ten 40 minut raz na miesiąc. Fabularnie może niezbyt głęboko ale ogląda się bardzo dobrze, a konstrukcja  kliknij: ukryte  sprawdzała się nieźle i też potrafiła zaskoczyć, w Muzycznie do gustu przypadł mi w sumie tylko pierwszy opening i motyw przewodni tej blond księżniczki. Ostatni odcinek, czyli szybkie rozwiązanie tego co się gromadziło przez 11 odcinków też mi odpowiadało, a evil Shichika na koniec też miażdżył spojrzeniem. Ogólnie polecam, chociażby dla innowacyjności tej serii, 8/10.
  • Avatar
    A
    THeMooN 11.12.2010 19:49
    Nie lubię opowieści o samurajach...
    ... ale właśnie dlatego to anime dostaje ode mnie najwyższą możliwą notę jaką można wystawić. To absolutne mistrzostwo w tej kategorii.

    Fabuła niezbyt złożona ale opowiedziana w taki sposób, że absolutnie nie można odmówić jej uroku. Ja jestem wręcz oczarowany!

    Postaci są po prostu nie z tej Ziemi, absolutnie każdą postać można polubić. Naprawdę! Nawet ta „zła strona” jest tu fenomenalna. Główni bohaterowie tego anime są tak niesamowicie sympatyczni, że nie sposób ich znielubić.

    Muzyka w tym anime stwarzała niesamowity klimat. Była tak idealnie dopasowana do tego co się działo na ekranie, że po prostu bez niej to anime nie byłoby już tym czym jest. Zarówno openingi jak i endingi były klimatyczne i przyjemne dla ucha.

    Jeśli zaś chodzi o oprawę graficzną... cóż kwestia gustu ale dla mnie to absolutne mistrzostwo. Na pierwszy rzut oka wydawać się może prosta i banalna a nawet dziecinna ale to tylko pozory. To wszystko co widzi oko widza to niesamowity mix kolorów jak za pociągnięciem pędzla, jak malowidła japońskich artystów odległej już epoki. Efekt jest po prostu niesamowity. Zarówno wygląd postaci jak i tła są dopełnieniem całości.

    Wszystko to zmieszane razem stworzyło niesamowite anime, któremu żadne inne nie dorówna w tej klasie. Nie było, nie ma i nie będzie lepszego anime traktującego o samurajach.
    Takie jest moje zdanie i koniec kropka!
  • Avatar
    A
    sora-nee 10.12.2010 18:59
    Kreska przyjemna, fabula nowa, orginalni bohaterowie i do tego spoko muza. Czego chciec wiecej? Anime warte polecenia. Polecam.
  • Avatar
    A
    Forest 3.06.2010 01:29
    Fajne ale przegadane
    Bardzo dobry tytuł ale zbyt dużo paplaniny , mimo to ogląda się dość przyjemnie.Na pewno zaleta tego anime jest oryginalność choć kilka schematów się znajdzie ale powiedzmy sobie szczerze czego jeszcze nie było.Oglądnąłem jak do tej chwili tylko 4 odcinki wiec jeszcze za wcześnie oceniać ale wygląda na to ze ten tytuł jest godny uwagi wiec polecam.