Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 4/10 grafika: 8/10
fabuła: 7/10 muzyka: 10/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 16 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 314
Średnia: 7,12
σ=1,88

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Myore)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Fate/stay night: Unlimited Blade Works

zrzutka

Alternatywna wersja serii telewizyjnej. Tym razem mamy okazję podążać śladami drugiego scenariusza Unlimited Blade Works, gdzie główne role w Wojnie o Święty Graal odgrywają Rin i Archer.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: KuFeL

Recenzja / Opis

Lojalnie uprzedzam, że kinówka przeznaczona jest wyłącznie dla osób, które choć trochę wiedzą, o co chodzi w uniwersum Fate/Stay Night. Ci, którzy nie zapoznali się ze scenariuszem gry lub widzieli tylko anime, mogą spokojnie sobie tę pozycję odpuścić. Fabuła jest tak mocno okrojona, że niewiele zrozumiecie. Dla umożliwienia chociaż częściowego zrozumienia, opiszę jednak krótko treść początkowych wydarzeń.

Shirou Emiya to zwyczajny chłopak, który pewnego dnia wplątuje się w niebezpieczną grę. Tą grą jest Wojna o Święty Graal, której celem jest zdobycie świętego kielicha, mogącego spełnić życzenie jego właściciela. Do bitwy może przystąpić siedmiu magów, zwanych mistrzami. Każdy z nich przyzywa duszę bohatera – sługi, który będzie dla niego walczyć. Oczywiście byłoby nudne, gdyby wszystko działało według zasad. Dlatego, jak to w grach zwykle bywa, pojawiają się liczne, niewróżące niczego dobrego wyjątki i nieścisłości, które wyjaśniają się z czasem. Jednym z nich jest właśnie Shirou, który staje się mistrzem poprzez nieświadome wezwanie swego sługi. Od tego momentu musi stawić czoła bardziej doświadczonym przeciwnikom, bowiem rezygnacja z udziału w bitwie oznacza pewną śmierć. Ten wstęp do fabuły został w filmie ujęty w kilku scenach wyciętych z serii telewizyjnej, które niczego nie wyjaśniają, a jedynie stanowią swoisty opening. Właściwa akcja filmu rozpoczyna się później i w porównaniu do wydarzeń z anime idzie innym torem praktycznie od samego początku. Zaraz po niemiłych doświadczeniach ze sługą – Lancerem i po pierwszym ataku Archera, jego mistrz, Rin i mało zorientowany jeszcze Shirou nie zawierają sojuszu. Robią to dopiero po dramatycznych wydarzeniach w szkole, spowodowanych przez Rider – która szybko ginie z ręki Caster. Ta znowuż z powodu niepoczytalności staje się najodpowiedniejszym sługą do przejęcia Graala. W wyniku jej spisków, kolejnych potyczek i zdrad, Shirou i Rin zostają rzuceni na pastwę losu, zmuszeni do samodzielnej, z góry przegranej walki z potężnymi sługami. Jednak w obliczu strachu i bezsilności rodzi się w nich niesamowita determinacja, która, jak się później przekonamy, potrafi zdziałać cuda.

Przechodząc do rzeczy: naturalnie można się domyślić, że trudno wykrzesać coś porządnego z filmu, który trwa około półtorej godziny. Tak więc twórcy skopali go kompletnie. Dlaczego? Akcja została skonstruowana podobnie do wersji znanej z anime. Najpierw ciągnące się w nieskończoność przegadane sceny na ulicy oraz „gotuj z Shirou”. Potem gonienie z akcją z prędkością światła, które bardzo utrudnia zrozumienie fabuły. W dwudziestoczteroodcinkowym anime takie rozwiązanie jeszcze się broni. Niestety w filmie nie ma racji bytu. W ten sposób otrzymaliśmy zlepek wyrwanych z kontekstu wydarzeń, które twórcom wydały się ciekawe do pokazania. Zabrakło natomiast czasu na to, co w tym scenariuszu jest najważniejsze, czyli na jego morał. Przedstawienie postaci również wypadło marnie. Z głównego bohatera zrobiono nadczłowieka, zdolnego machnięciem ręki odepchnąć spadającą bombę atomową, zaś główna bohaterka z zachowania przypomina płytką i nieudolną beksę. To nie są ci sami bohaterowie, co w anime ani tym bardziej w grze. Jest to typowe stworzenie przez studio własnych wzorów postaci na podstawie już istniejących. Zresztą cały film jest tak naprawdę tylko dziełem na motywach, a nie ekranizacją.

Grafice właściwie niczego nie brakuje. Tła są przepiękne, ale niestety płaskie. Tylko w pierwszej ćwiartce filmu mamy okazję zobaczyć magię perspektywy. Poskąpiono natomiast budżetu na animację. O ile w serii telewizyjnej walki były wielkimi pokazami, w których dopracowany został każdy anatomiczny szczegół, tak w filmie nikogo nie obchodziło, że bohater ma sześć palców, kończyny wyginają się, jakby nie miały kości, Lancer może zrobić z Gae Bolgi hula­‑hop, a postacie suną po ziemi zamiast chodzić. Nawet krew wyglądała jak fontanna tryskającego dżemu, który po prostu rozpływa się w powietrzu. Jedynym elementem ratującym to wielkie techniczne zło było przecudne tło muzyczne. Dzięki muzyce wiele nieudanych scen nabierało barw, zaś te nieliczne, które się udały, wprawiały w zachwyt. Niestety, przez większość seansu panowała kompletna cisza, więc nawet tą zaletą nie jest nam dane długo się rozkoszować.

Osoby znające grę wiedzą, że Unlimited Blade Works to scenariusz bardzo mocno nastawiony na emocje i przeżycia bohaterów. Nie wiem, co twórcy chcieli osiągnąć, ale najwyraźniej przedobrzyli. Wszystkie sceny, które powinny wywoływać żal, smutek i wzruszenie, rozbawią nas do łez albo wprawią w zażenowanie. Wbijające się w ciała miecze większe od postawnego człowieka, wspomniana wcześniej krew, zbliżenia na ubrania wpijające się w tyłki bohaterów w najbardziej druzgocących i przełomowych momentach – to wszystko w filmie wygląda po prostu śmiesznie. Studio Deen i spółka najwyraźniej wyszło z założenia, że najbardziej odpowiednim wyjściem będzie stworzenie płytkiej, lecz trzymającej w napięciu bijatyki zamiast wgłębiania się w najistotniejsze wątki. Jednakże w ten sposób zrobili z tego jeden wielki, absurdalny „taniec z gwiazdami”.

Niełatwo powiedzieć o tej produkcji cokolwiek pozytywnego. Najbardziej zagorzali fani serii będą mocno zawiedzeni. Dla bardziej obojętnych widzów będzie to po prostu niezłe show. Pozostaje chyba tylko podziękować, że ten długo oczekiwany tytuł w końcu się ukazał.

Myore, 23 lutego 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Kinoko Nasu, Type-Moon
Projekt: Megumi Ishihara, Takashi Takeuchi
Reżyser: Yuuji Yamaguchi
Scenariusz: Takuya Satou
Muzyka: Kenji Kawai