Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 6/10
fabuła: 5/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,22

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 462
Średnia: 6,91
σ=1,97

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Hakuouki: Shinsengumi Kitan

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2010
Czas trwania: 12×23 min
Tytuły alternatywne:
  • Hakuoki: Demon of the Fleeting Blossomki
  • 薄桜鬼
Gatunki: Dramat, Przygodowe
Widownia: Shoujo; Postaci: Samuraje/ninja; Rating: Przemoc; Pierwowzór: Gra (otome); Miejsce: Japonia; Czas: Przeszłość; Inne: Męski harem, Supermoce
zrzutka

Przygody niewinnej dziewoi w szeregach shinsengumi, czyli ekranizacja kolejnego randkowca dla dziewcząt.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Eva_Dolores

Recenzja / Opis

Końcówka okresu Edo, kiedy to rządy szogunatu powoli chylą się ku upadkowi. Nastoletnia Chizuru Yukimura w męskim przebraniu rusza tropem zaginionego ojca, który wyruszył w podróż z Edo do Kioto i zniknął gdzieś po drodze. U celu wędrówki dziewczyna przypadkiem trafia na krwawy pojedynek z udziałem jednego z członków shinsengumi – specjalnego oddziału policji. Z początku samuraje chcą zabić niewygodnego świadka, który widział zdecydowanie więcej niż powinien, jednak gdy okazuje się, że młoda podróżniczka również szuka doktora Yukimury, postanawiają ją przygarnąć i pomóc w odnalezieniu ojca. Bezinteresowność, litość? Nie, panowie zdecydowanie mają swoje powody…

Randkowiec jak to randkowiec – dziewuszka otoczona przez nieprzyzwoicie przystojnych panów musi dokonać wyboru: któż będzie tym jedynym? Jednak zgodnie z zasadą „coś musi nas wyróżniać”, postanowiono przyozdobić podstawowy schemat gry fabułą nawiązującą do wydarzeń historycznych, bardzo atrakcyjnych dla twórców maści wszelakiej. Dość nietypowa grupa shinsengumi stanowi naprawdę dobre źródło dla książek, anime, gier i filmów. Ich losy z pewnością wywołały wiele emocji i obrosły w swego rodzaju legendę, czemu więc nie sięgnąć po nie po raz kolejny? Przecież to czysty przepis na sukces! Wystarczy tylko dodać coś od siebie i odpowiednio wszystko podkoloryzować, prawda? Jak się okazuje, nie do końca. Co prawda nie można zapominać o przynajmniej podstawowej wierności prawdzie historycznej, w którą twórcy gry całkiem zręcznie wpletli własne pomysły, ale poza tym scenariusz pozostawia naprawdę sporo do życzenia. Problem tkwi w tym, że przez większość czasu po prostu nic godnego uwagi się nie dzieje. Rozumiem, że twórcy chcieli jako tako przedstawić relacje pomiędzy Chizuru i członkami shinsengumi, jednak sceny te nie mają naprawdę nic do zaoferowania, prócz zanudzenia potencjalnego widza na śmierć. Zauważyłam również irytującą tendencję do kończenia odcinka w ważnym momencie i dawania tym samym nadziei na jakiś rozwój wydarzeń w kolejnym odcinku. Niestety, jedynie początkowe minuty podtrzymują jakiekolwiek napięcie, które jednak znika bardzo szybko i powracamy do tego, co znamy. Akcja rozwija się w tempie iście ślimaczym, a scenarzyści bardzo lubią bawić się w kotka i myszkę, by gdzieś dopiero pod koniec przypomnieć sobie, że całość musi ruszyć jakoś do przodu. Zaczyna się wtedy robić nieco bardziej dramatycznie, co nie znaczy, że ciekawiej. Pierwsza seria okazała się również poważnym sprawdzianem dla fanów romansu, gdyż oryginalna gra to przede wszystkim wątek miłosny z którymś z przystojnych panów. Tymczasem w anime nie ma ani śladu poszukiwanych namiętnych wzruszeń, więc cierpliwość jest tu bardzo wskazana. Na szczęście (trudno powiedzieć…) zapowiedziano ciąg dalszy i spragnieni wrażeń fani musieli czekać do października.

Standardem dla gier z gatunku otome (eroge dla pań) jest zwykle nieco nieporadna i niewinna bohaterka, która naturalnie znajduje się w centrum zainteresowania wszystkich przystojnych panów. Problem pojawia się, gdy schemat zostaje doprowadzony do ekstremum – jak w tym przypadku. Ja wiem, że dla niektórych (jeśli nie dla większości… Ach, te stereotypy) Japończyków ideałem jest słodziutka fajtłapa, ale bądźmy poważni. Chizuru to jeden z tych przykładów maksymalnego stężenia najbardziej irytujących cech, jakie protagonistki symulatorów randek mogą posiadać. To już naprawdę nie jest ten typ, który wywołuje jakiekolwiek instynkty opiekuńcze, a ten, któremu życzy się jak najdłuższej i najbardziej bolesnej śmierci. Ta pozornie dzielna i zdeterminowana dziewuszka to w rzeczywistości rozmiękła klucha, która sama nie potrafi zrobić nic. Wiecznie wymaga ratunku, pakuje się w kłopoty, a w sytuacjach kryzysowych składa rączki, zamyka oczęta i rozpaczliwym głosem wzywa najbliżej znajdującego się pana. Owszem, są bohaterki, które nie władają mieczem, ale mają przynajmniej kręgosłup, a Chizuru pod każdym względem kwalifikuje się do wymiany na lepszy model.

Naturalnie, zdziwilibyście się pewnie, gdyby dziewuszki nie otaczało stado nieprzyzwoicie przystojnych panów. Tym razem postawiono na honorowych i dzielnych wojowników, popierających upadający szogunat. Ręki uciąć sobie nie dam, ale wydaje mi się, że z historycznymi mają oni niewiele wspólnego prócz nazwisk (przykładowo Hijikata może i jest surowy i nieprzystępny, ale fakty dodają również do tego okazjonalne okrucieństwo – tak, granica między okrucieństwem a przestrzeganiem surowych zasad jest dość cienka. Koleżanka stwierdziła, że zrobili z niego rycerza w lśniącej zbroi, a z reszty bandę emo, wiecznie się nad sobą użalających). Panowie sami w sobie może byliby nawet interesujący i sympatyczni, gdyby nie fakt, iż mimo wszystko czas spędzają głównie z bohaterką i przez to tracą jakąkolwiek wiarygodność. Relacje między nimi a Chizuru są bardzo schematyczne i mimo iż niektórym z nich zdarza się narzekać, że bohaterka nie powinna się pakować tam, gdzie nie jej miejsce, to i tak ląduje ona w samym centrum wydarzeń. A wszystko po to, aby któryś z samurajów mógł wykazać się odwagą bądź porządnie oberwać broniąc jej (niepotrzebne skreślić…). Romantycznych i namiętnych scen też tu nie uświadczymy, gdyż zdecydowano, że trzeba przedstawić wszystkich przystojniaków i ostatecznie protagonistka lawiruje między kolejnymi urodziwymi panami bez większego efektu. O chemii między postaciami możecie zapomnieć, choć teoretycznie ze stada na pierwszy plan wybijają się (na swoje nieszczęście) Toshizou Hijikata (zastępca dowódcy) i Souji Okita. Podejrzewam, że gdyby nie okowy scenariusza, Chizuru nie przeżyłaby pierwszego spotkania z shinsengumi, a w najlepszym razie skończyłaby gdzieś w ciemnej piwnicy jako darmowa zabawka mężczyzn, którym brakuje kobiet. Teoretycznie mamy jeszcze do zestawu kilka postaci pobocznych, jednak to marionetki scenarzystów, które sobą nic raczej nie prezentują (w tym trio antagonistów, którzy pojawiają się i znikają, żeby tylko czasem i tylko troszeczkę uprzykrzyć bohaterom życie).

Technicznie nie jest tak źle, choć i tu są rzeczy, na które łatwo narzekać. Poprawnie prezentują się tradycyjne wnętrza i okazjonalne krajobrazy. Wyrazista, ale i odpowiednio stonowana jest również kolorystyka. Z animacją i projektami postaci sprawa ma się już niestety ciut gorzej. Ogółem bohaterowie poruszają się w miarę poprawnie, jednak jakiekolwiek pojedynki są rzadkie i mało efektowne – wyraźnie widać, że oszczędzano. Oryginalne projekty postaci faktycznie przedstawiały przystojnych panów, kreska Yone Kazuki, choć typowa dla gatunku jest bardzo dokładna i po prostu ładna. Niestety, gdy przyszło bohaterów wprawić w ruch, atrakcyjność męskiej części obsady momentami uciekała, gdzie pieprz rośnie. Poziom poszczególnych odcinków jest bardzo nierówny: bywają porządne ujęcia, jednak przeważają te, w których co poniektórzy przypominają żaby z zezem (ofiarą tego „zabiegu” często pada niestety mój ulubieniec, Kazama Chikage, ale innych też momentami nie oszczędzano). Paradoksalnie trudno jest mi się przyczepić do wyglądu Chizuru, której można zarzucić tyle, że… wygląda jak dziewczę wyjęte z pierwszego lepszego shoujo – filigranowa, z wielkimi, błyszczącymi oczami. Nie odnotowałam większej ilości przypadków użycia komputerów, a to dobrze, bo pojedyncze ujęcia nie nastrajały pozytywnie. Chyba najlepszym elementem tej wątpliwej jakości układanki jest muzyka – raczej standardowy zestaw nienarzucających się utworów instrumentalnych, jest jednak miły dla ucha i niektóre melodie zapadają w pamięć, choć do majstersztyku im trochę brakuje. Serii towarzyszą dwie piosenki, których, mimo bycia typowymi przedstawicielkami j­‑popu, słucha się przyjemnie – na otwarcie odstajemy energiczne Izayoi Namida w wykonaniu Aiki Yoshioki, zaś napisom końcowym towarzyszy Kimi no Kioku śpiewane przez Mao. Mimo nieszczególnej atrakcyjności postaci, warto wspomnieć o seiyuu, na których, jak się okazuje, zawsze można liczyć. Z bardziej znanych nazwisk usłyszymy m.in. Houko Kuwashimę (Chizuru… również Shuurei w Saiunkoku Monogatari czy Stellar z Gundam Seed Destiny), Shinichirou Miki wcielił się postać Toshizou Hijikaty, a Kousuke Toriumi (Gennosuke Kouga z Basilisk, Gilbert Nightray z Pandora Hearts) wystąpił jako Hajime Saitou.

Jeśli, Drogi Widzu, miałeś już do czynienia z przynajmniej kilkoma tytułami będącymi wiernymi ekranizacjami gier randkowych, doskonale wiesz, czego spodziewać się po Hakuouki. Przynajmniej teoretycznie. Jeżeli jesteś gotowy/a na raczej powoli rozwijającą się fabułę bez fajerwerków za to z dodatkiem schematów (całość wlecze się niemiłosiernie i pomijając pojedyncze sceny, niewiele się dzieje), nieziemsko irytującą główną bohaterkę, która praktycznie nic nie jest w stanie zrobić samodzielnie, stado znośnych, ale bezbarwnych z powodu obcowania z protagonistką panów, to jest szansa, że przetrwasz seans pierwszej części. Fani romansów zapewne się rozczarują, gdyż przez dwanaście odcinków nic wyraźnie nie iskrzy, a wątpię, żeby wszystkim chciało się przeczekać połowę, by dopiero potem obserwować nieudolnie pączkujące uczucie. Miłośnicy anime historycznych spokojnie mogą sobie tę produkcję darować, ponieważ oprócz tła resztę mocno podkoloryzowano i nie wszystkim będzie się podobać to, że teoretycznie charakterni i dumni samuraje ulegają wdziękowi(?!) rozmiękłego bezkręgowca, jakim jest Chizuru. Tak, autorka recenzji zdaje sobie sprawę, że to preludium do dalszej historii, w której to dopiero akcja nabiera tempa, ale nawet wstęp powinien czymś zachęcić do kontynuowania seansu, a w przypadku Hakuouki sztuka ta wybitnie się nie udała.

Enevi, 14 listopada 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio DEEN
Autor: Idea Factory
Projekt: Atsuko Nakajima, Yone Kazuki
Reżyser: Osamu Yamasaki
Scenariusz: Megumu Sasano, Mitsutaka Hirota, Ryouta Yamaguchi, Yoshiko Nakamura
Muzyka: Kou Ootani

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Podyskutuj o Hakuouki na forum Kotatsu Nieoficjalny pl