Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 9/10 grafika: 7/10
fabuła: 8/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,33

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 10
Średnia: 6,1
σ=1,76

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (616)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Giant Robo

Rodzaj produkcji: seria OAV
Rok wydania: 1992
Czas trwania: 7 (55 min, 2×45 min, 46 min, 38 min, 49 min, 59 min)
Tytuły alternatywne:
  • Giant Robo The Animation: Chikyuu ga Seishisuru Hi
  • Giant Robo: The Animation - The Day the Earth Stood Still
  • ジャイアント・ロボ THE ANIMATION 地球が静止する日
zrzutka

Jest wiele metod na zauroczenie widza. W przypadku tego anime metoda zdaje się kryć w szaleństwie reżysera.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: 616

Recenzja / Opis

W niedalekiej przyszłości ludzkość wkracza w nową erę za sprawą wynalezienia niewyczerpanego źródła energii – Shizuma Drive – które napędza wszystko, od wielkich elektrowni, po zapalniczki. Ale w cieniu czyha złowroga organizacja Big Fire, która pragnie władzy nad światem. Do walki z nią stają Experts Of Justice, organizacja zrzeszająca najlepszych pogromców zbrodni na świecie. Wśród nich jest Daisaku Kusama, chłopiec, który ma kontrolę nad najpotężniejszym robotem na Ziemi, Giant Robo.

Historia rozpoczyna się, gdy Experts ratują profesora Shizumę z rąk agentów Big Fire. Uczony jest w posiadaniu tajemniczej walizki, na której zależy terrorystom. Jej zawartość ma związek z wydarzeniem nazywanym Tragedią Bashtarlle. Jaki sekret się za nią skrywa? Czy to możliwe, że człowiek odpowiedzialny za tamte straszliwe wydarzenia powrócił? Jaką cenę świat musiał zapłacić w zamian za swą świetlaną przyszłość? Jakie sekrety kryje sam Giant Robo? Te pytania i wiele innych pojawiają się bardzo szybko.

Giant Robo: The Day the Earth Stood Still to siedmioodcinkowa seria OVA adaptująca popularną mangę Misuteru Yokoyamy, która wcześniej została przeniesiona na ekran tylko w wersji aktorskiej. Z jakichś nieznanych i wymykających się rozumowi powodów, reżyserowi OAV­‑ki zabroniono użycia w serii jakichkolwiek postaci z oryginalnej mangi lub serialu prócz Daisaku i tytułowego robota. I całe szczęście, ponieważ zrodziło to jedno z najbardziej szalonych anime, jakie widziałem.

By mieć jakąś obsadę, twórcy postanowili przenieść do anime postaci z innych mang Yokoyamy, wliczając między innymi jego adaptację Opowieści o Trzech Królestwach. Dzięki temu świat Giant Robo zamieszkuje całkiem spora liczba osób, które zdają się być trochę nie na miejscu – jak różnego rodzaju wojownicy z feudalnej Japonii czy ninja. I wszyscy mają supermoce. Buddyjski mnich, niebieskoskóra wojowniczka, średniowieczny generał, facet w garniturze – każda postać dokonuje czynów znacznie przekraczających ludzkie zdolności. W wyniku tego widz nigdy nie wie, czego się spodziewać, a gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, nagle miejsce ma absolutnie nieprzewidywalny zwrot akcji. Anime zaskakuje na każdym kroku, nie tylko niezwykłością (czasem wręcz graniczącą z niedorzecznością) czynów bohaterów, ale też ogólną, całkiem ciekawie nakreśloną i pomysłową fabułą. Historia jest wartka, trzyma w napięciu i wgniata w fotel. Niech was nie zmyli opis z pierwszego akapitu, naśladujący zresztą wprowadzenie narratora z openingu – nie jest to bynajmniej seria dla dzieci, scen przemocy tu nie brakuje, a frekwencja postaci w kolejce do umierania też mała nie jest – nikt nie jest bezpieczny. Historia może z początku wydawać się przeciętna, jednak zapewniam was, w okolicach czwartego odcinka wszystko praktycznie staje na głowie i w ciągu następnych zostaje jeszcze parę razy wywrócone na prawo i lewo, a wiele rzeczy okazuje się być czymś zupełnie innym, niż się wydawało. Całość to postmodernistyczna mieszanka akcji, miłości do gatunku i czystego szaleństwa, która mimo wszystko ma sens i nie wymaga większego zawieszenia niewiary niż inne anime.

Jedyne, do czego można by się przyczepić, to otwarte zakończenie – seria powstawała powoli, z przerwami między wydaniem każdego odcinka i twórcy do końca próbowali wywalczyć sobie możliwość kontynuacji, co niestety im się nie udało. Nigdy nie dane nam było zobaczyć ostatecznej bitwy między Experts of Justice a Big Fire. Na szczęście sam główny wątek historii został ładnie domknięty i gdyby wyciąć wątki zapowiadające ciąg dalszy, seria straciłaby relatywnie niewiele.

Postacie w większości są imponującą zbieraniną twardzieli z różnymi zdolnościami. Każdy ma czym się popisać i dostaje parę minut, by to zrobić, choć fabuła skupia się zdecydowanie bardziej na postaciach wprowadzonych najwcześniej. Na pewno ma to też pewien związek z tym, że twórcy planowali rozwinąć te wprowadzone później w nigdy nie powstałej kontynuacji, ale niezależnie od powodów, szkoda, że nie dane nam było dowiedzieć się czegoś więcej o bohaterach pojawiających się pod koniec.

Głównym bohaterem jest rzecz jasna Daisaku. Chłopak o silnej motywacji, pragnący za wszelką cenę spełnić marzenie ojca i wykorzystać Giant Robo jako narzędzie w rękach dobra. Jest pełen młodzieńczej naiwności i nie do końca rozumie świat dorosłych, w który został wrzucony w chwili, gdy spoczęła na nim ta odpowiedzialność. Jest trochę jak typowy bohater naiwnych, dziecięcych shounenów, który nagle znalazł się w znacznie poważniejszym świecie. Wiele jego przekonań zostanie zakwestionowanych, a część niewinności – utracona. Ta historia to opowieść o trudach dorastania, zrzuconych na barki dwunastolatka, w ekstremalnym (i niezwykłym niczym wyobraźnia dziecka) wydaniu.

Większość najważniejszych postaci z grona Experts Of Justice wypada najciekawiej w kontekście ich relacji z głównym bohaterem. Nie zrozumcie mnie źle, oni potrafią pokazać, jacy są wspaniali sami w sobie i mają do tego sporo okazji, lecz to poprzez relacje z Daisaku pokazują się z najbardziej interesującej strony. Ginrei, piękna i dobrotliwa, ale też rozsądna i potrafiąca o siebie zadbać agentka, względem Daisaku zachowuje się jak miła starsza siostra, która próbuje zachować jak najwięcej z jego niewinności i pozwolić mu jak najdłużej pozostać dzieckiem. Z kolei Tetsugyu, facet wielki i silny jak wół, jest raczej jak jego niedojrzały starszy brat, zazdrosny, że chłopiec jest taki ważny, kiedy on nie cieszy się zbytnim szacunkiem, i za wszelką cenę pragnący się na nim odegrać. Rozwój charakteru tej postaci przebiega w sposób dosyć brutalny, ale jednocześnie bardzo przekonujący, ładnie współgrając z rozwojem samego Daisaku. Wśród herosów zdecydowanie błyszczy Taisou, wyluzowany twardziel, starający się nieśmiało, wraz ze swoją narwaną żoną, Yoishi, wypełnić Daisaku lukę po rodzicach. Kiedy oboje nie są zajęci kopaniem tyłków na prawo i lewo, rzecz jasna. Na wzmiankę zasługuje też detektyw Murasame, prawdziwy mężczyzna, który nie boi się niczego, nawet noszenia różowego płaszcza. To jemu przypadła najistotniejsza rola we wprowadzeniu Daisaku w ponury świat dorosłych, co pozwoliło mu się pokazać z całkiem interesującej strony. Jego brak złudzeń i bezkompromisowość tworzą świetny kontrast z dziecinną naiwnością chłopaka. A to tylko wierzchołek góry lodowej, jaką są bohaterowie tej serii. Czy to komandor Chujo, profesor Go czy mnich Issei, wśród Experts Of Justice każdy z pewnością znajdzie swojego ulubieńca.

A jeśli nie, to nic straconego, ponieważ po stronie Big Fire mamy Alberto The Shockwave'a, który wiele razy w ciągu tego anime sprawi, że opadnie wam szczęka ze zdziwienia. To świetny złoczyńca – brutalny, ale niepozbawiony honoru i klasy. No i niezwykle potężny. Drugim najważniejszym spośród przeciwników jest Genya. Postać bardzo interesująca, która tworzy ciekawy kontrast zarówno z Alberto, jak i z Daisaku, lecz nie mogę jej bardziej przybliżyć, by nie wyjawić za dużo na temat samej fabuły. Reszta złoczyńców z Big Fire niestety nie miała za wiele czasu, by się zaprezentować, jednak wszyscy wypadli co najmniej sympatycznie. Zwłaszcza niektórzy członkowie Magnificent Ten zdołali mnie zaintrygować.

Muzyka tej serii to jeden wielki kawał epickości – utwory są mocne, nastrojowe, doskonale podkreślają każdy moment. Gdy ma być ponuro, jest ponuro. Gdy ma być szybko, jest szybko. Gdy ma się wiele dziać, dzieje się. Gdy ma być majestatycznie, jest majestatycznie. Wiele utworów aż chce się słuchać po raz kolejny. Tylko ending jakoś mnie nie przekonał do siebie, ale reszta to majstersztyk. Nie dziwi mnie, że kompozytor i orkiestra stojący za tym cudeńkiem mają na koncie nominację do Oscara.

Grafika jest ładna. Nosi sporo elementów przerysowania, które mogą drażnić, jak choćby karykaturalnie długi nos czy dziwaczna fryzura tu i tam, lecz generalnie można przymknąć na nie oko, bo z szerszej perspektywy pasują do świata przedstawionego w tym anime. Animacja jest, jak na tamte czasy, bardzo dynamiczna. Jednakże, pomimo że produkcja serii zajęła aż sześć lat, trudno jest dostrzec jakiś widoczny postęp w przypadku grafiki i zdaje się, że twórcy nie do końca nadążali za techniką w tej kwestii. Z jednej strony seria nie traci przez to na jednolitości, z drugiej ciężko jest oceniać grafikę, kiedy pierwszy odcinek powstawał na początku dekady, a ostatni – pod jej koniec. Jak dla mnie wypadła przekonująco.

Seria ma jedno, przewodnie pytanie – czy szczęście może być osiągnięte bez poświęcenia? Polecam każdemu, aby poświęcił kilka godzin swojego czasu i poszukał na nie odpowiedzi. Jeśli go ona nie uszczęśliwi, to na pewno stanie się to za sprawą masy rozrywki, jaką będzie miał z tym anime.

616, 21 lipca 2010

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Mu Animation Studio
Autor: Mitsuteru Yokoyama
Projekt: Akihiko Yamashita, Toshiyuki Kubooka
Reżyser: Yasuhiro Imagawa
Scenariusz: Yasuhiro Imagawa
Muzyka: Masamichi Amano