Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 1/10 grafika: 3/10
fabuła: 2/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,78

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 72
Średnia: 5,58
σ=2,34

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Bianca)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Avenger

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2003
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • アヴェンジャー
zrzutka

Scenarzysta forsę wziął. Potem zaczął pić. I z dialogów wyszło dno. Zero, czyli nic. Czyli piechotą przez Mars, w poszukiwaniu sensu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Spór między artystą a rzemieślnikiem istnieje, od kiedy człowiek zaczął tworzyć. Dosięga on zapewne każdej dziedziny ludzkiej aktywności, fikcja nie jest wyjątkiem. W literaturze, filmie, komiksie czy też w mandze i anime spotkać można dwie szkoły. Z jednej strony mamy artystów – dla tych liczy się to, co autor chce przekazać. Nie jest ważne, jaki wybrał sobie sposób czy jakich używa narzędzi fabularnych, ważny jest przekaz – wizja bądź wiadomość, którą autor chciał się podzielić z widzami, pytania, jakie zadaje i lekcje, jakich udziela. Najlepiej napisana książka, stworzona tylko dla rozrywki to dla nich śmieć, bo nie przekazuje nam, co autorowi w duszy gra. Z drugiej strony są rzemieślnicy. Rzemieślnik powie, że nie liczy się szczytny cel czy morał, a wykonanie. Nie jest dla rzemieślnika ważne, czy książka odpowiada na pytanie o sens życia – jeżeli napisał ją skończony grafoman, który zna się na prowadzeniu fabuły jak orangutan na obsłudze rakiet ziemia­‑powietrze, to jaki z tego pożytek? Nikt nie będzie gniota czytał. W tym konflikcie skłaniam się ku rzemieślnikom, ale nie drastycznie – uważam, że nie ma nic złego, jeżeli autor zechce w swoim dziele przekazać część siebie, sądzę nawet, że każdy autor to robi, czy jest tego świadom, czy nie. Dlatego staram się raczej nie udzielać w dysputach tego typu, jeżeli jakiejś jestem świadkiem. Ale gdybym kiedyś miał, Avenger byłby moim koronnym argumentem na rzecz rzemieślników.

Pozwolę sobie złamać typowy schemat pisania recenzji i zamiast najpierw opowiedzieć o fabule, postaciach i grafice, przejdę do muzyki. Muzyka jest bowiem jedyną częścią tego anime, która mi się podoba. Kocham ścieżkę dźwiękową Avengera. Jest pomysłowa, dynamiczna i pomaga tworzyć niezwykły klimat. Była jedynym, co pozwalało mi przetrwać każdy odcinek – kiedy na ekranie było naprawdę źle, mogłem zamknąć oczy i wsłuchać się w piękne dźwięki wygrywane na wszelakich instrumentach oraz bardzo dobry opening i ending. Widać, że jeśli komuś zależało, by to anime nie stało się kompletną porażką, to był to zespół Ali Project.

Akcja anime dzieje się na Marsie, zamieszkanym przez resztki ludzkości. Równie dobrze mogłaby się rozgrywać na Ziemi, w postapokaliptycznej przyszłości, Mars bowiem nie wygląda jak Mars. Nie uświadczymy tu ani grama charakterystycznych czerwonych skał ani jakichkolwiek niezwykłych scenerii, z których znana jest planeta, jak Olympus Mons – wulkan wielkości stanu Missouri, który sięga ponad atmosferę, czy Valles Marineris, kanion tak rozległy, że gdy na jednym jego końcu panuje dzień, na drugim trwa noc – te wszystkie rzeczy zastępuje tutaj typowa pustynia i krajobraz bliższy Mad Maxowi niż temu, jak wygląda Mars. Nie rozpoznałbym nawet, że akcja dzieje się na Czerwonej Planecie, gdyby nie tabliczka z napisem „Welcome To Mars”, która pojawiła się w pierwszym odcinku. Anime nigdy nie wyjaśnia, co się stało z Marsem, ani tym bardziej, czemu nagle można na nim oddychać bez skafandra. Czy Mars został przetransformowany przez ludzi, a może coś innego to spowodowało? Nigdy nie zostaje to wyjaśnione, przez co rodzi się inne pytanie – jaki jest sens umieszczać akcję na Marsie, jeżeli odziera się go ze wszystkiego, co marsjańskie?

Główną bohaterką jest Layla Ashley, która jest wojowniczką Barbarori – wojownicy ci podróżują od miasta do miasta i mogą walczyć o miano czempiona – reprezentanta w wielkim turnieju. Miasto zwycięzcy obejmuje przywództwo nad pozostałymi. Jest to jedyna pozostałość po jakimkolwiek systemie prawnym na Marsie. Co przyczyniło się do tej sytuacji? Czemu wspominany dawny system upadł i przerodził się w rywalizację miast­‑państw? Nigdy się tego nie dowiadujemy. Dzięki temu systemowi wszystkim miastom przewodzi Volk City, którym władają niepokonany czempion, Volk oraz jego partnerka, Westa. Oboje pochodzą z tak zwanego Oryginalnego Tuzina, pierwszych dwunastu osadników, którzy są najwyraźniej nieśmiertelni. Czemu? Czy są androidami? Mutantami? Superżołnierzami? Bogami? Nigdy się tego nie dowiadujemy. Layla była czempionem jednego z miast, ale porzuca swoją pozycję, gdy spotyka Nei. Nei jest lalką, androidem, który imituje wygląd i zachowanie ludzkiego dziecka. Na Marsie bowiem przestały rodzić się dzieci i ludzie zastępują je lalkami. Czemu tak się stało? Czemu nikt nie wydaje się tym przejmować? Czemu nikt nie rozpacza z powodu nieuchronnego końca ludzkości, jaki zwiastuje brak urodzeń? Czy wszyscy są tutaj poddawani hipnozie, by nie myśleć o tym? Nigdy się tego nie dowiadujemy. Spotkawszy Nei, Layla wyrusza z nią i Speedym, człowiekiem produkującym lalki, do Volk City, by zabić Volka, któremu poprzysięgła zemstę. Czemu przypomniała sobie o tym dopiero teraz? Skąd ona i Nei się znają? Czemu Layla czekała, aż ją spotka, by rozpocząć pościg za zemstą? Czemu Nei jest jej tak oddana? Nigdy się tego nie dowiadujemy. Jest wyjaśniony sam motyw zemsty, powiązany z Ziemią i jej tragicznym losem, którego innym skutkiem jest to, że w stronę Marsa zmierza teraz Księżyc, by się z nim zderzyć. Co się stało z Błękitną Planetą? Została zniszczona? Jak? W jakich okolicznościach? Czy była to katastrofa naturalna, a może wynik działalności człowieka? Jakim cudem ten numer z Księżycem w ogóle jest możliwy? Jak pewnie zgadliście, nigdy się tego nie dowiadujemy.

Im dalej w las, tym więcej drzew, a w przypadku tego anime, więcej pytań, których nikt nie próbuje wyjaśnić. Wydarzenia na ekranie nie raz i nie dwa sprawiły, że stanąłem przed wyborem – albo zwątpić w kompetencje twórców, albo we własne zdrowie psychiczne. Zacząłem nawet skłaniać się ku tej drugiej opcji, gdy bijąca z ekranu głupota sugerowała, że scenariusz pisali trzynastolatek, który w całym swoim życiu przekartkował parę mang shounen i brukowych powieści science­‑fiction, w dodatku niewiele z nich zrozumiawszy, do spółki z szympansem. Możliwość, że ktoś wziął ich wypociny, przeczytał je i powiedział „Biorę, to będzie murowany hit” jest o wiele bardziej przerażająca niż myśl, że mogę być chory na głowę. Twórcy mają denerwującą tendencję do wyciągania kolejnych rozwiązań bądź elementów fabularnych z miejsca, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Podam dwa przykłady. Gdy tego najbardziej potrzebuje, Layla nagle wyskakuje ze zdolnością walki „bez stylu”, tylko „poruszając się z duchem planety”. Cokolwiek to znaczy, kompletny brak wyjaśnienia albo jakiegokolwiek przygotowania na to widza sprawiają, że nie mogę tego nazwać nawet deus ex machina, to jest zwyczajnie bez sensu. Podobnie jest, gdy Nei nagle zmienia kolor oczu i włosów na różowy. Dlaczego? Nigdy niewyjaśnione. Co prawda próbuje nam się wcisnąć, że to znak, że jest prawdziwym dzieckiem, ale ostatnio jak sprawdzałem, prawdziwi ludzie nie zmieniają spontanicznie kolorów żadnej części ciała. Chociaż przyznaję, że nie wychodzę często z domu, możliwe, że coś się w tej kwestii zmieniło. A skoro już przy tym jesteśmy, to jakim cudem Nei nagle okazała się człowiekiem, skoro na samym początku serii roboty polujące na niezarejestrowane lalki rozpoznały ją jako androida? Czy dobra wróżka z Pinokia odwiedziła ją między odcinkami? Czy autorzy nie pamiętają nawet, co napisali w scenariuszu? Wiele wprowadzonych wątków nic nie wnosi do fabuły albo zostaje potraktowane tak, jakby nawet twórcom zabrakło pomysłów, jak je rozwiązać.. Na przykład ze sprawą Księżyca nie zostaje zrobione nic, ba, wydaje się, że po pokonaniu wielkiego złego Księżyc się zatrzymał i przestał stanowić problem. Czy to ów wielki zły go przyciągał? Czy zamarł na widok wszechogarniającej głupoty? Czy to anime mogłoby łaskawie udzielić chociaż jednej odpowiedzi?

Wyjaśnijmy coś sobie. Nie jestem zwolennikiem wyjaśniania każdej tajemnicy i rozumiem doskonale, że pewne rzeczy powinny pozostać niedopowiedziane. Rozumiem, czemu fani Star Wars nienawidzą midichlorianów, a narzekanie, że w Code Geass nie wyjaśniono, jak działa Geass, kwituję uśmiechem politowania. Ale w tym wypadku problem jest inny. Avenger bowiem mnoży tajemnice, by ukryć słabości fabuły i wszelkie niedociągnięcia w kreacji świata. Buduje wokół historii aurę tajemniczości, ale pod nią skrywa niedorobiony scenariusz. Próbuje nam wmówić, że gdzieś tu ukryte jest wyjaśnienie, a my dostajemy tylko kolejne fragmenty układanki. Problem polega na tym, że koniec końców elementy te nie łączą się w spójną całość. Jeżeli buduje się aurę tajemnicy, podsyca apetyt i ciekawość widza, to należy mu dać w końcu kilka odpowiedzi albo poczuje się oszukany. Te nieliczne odpowiedzi, jakie dostajemy, są albo bez sensu, albo tak naprawdę niczego nie wyjaśniają, tworząc wrażenie, że autorzy zbyt bali się uszkodzić jakże tajemniczą aurę świata jakimikolwiek wyjaśnieniami. To anime tak się zaplątało we własnej zagadkowości, że przebiło nawet takie seriale jak Lost, gdzie każda odpowiedź zawierała nowe pytanie. Tutaj każde pytanie zawiera pytanie, byśmy mogli łamać sobie głowę podczas łamania sobie głowy. Zostawianie niedopowiedzeń, by stworzyć wrażenie, że dalej istnieją pytania, na które nie ma odpowiedzi, to jedno. Niewyjaśnianie kompletnie niczego to drugie.

Innym problemem jest to, jak bardzo twórcy zdają się zauroczeni tym, że ich anime jest „poważne”, ma „poważną” fabułę i mówi o „poważnych” sprawach. Do wszystkich wątków podchodzą ze śmiertelną powagą i tego samego oczekują od widza, czasami osiągając efekt przeciwny do zamierzonego. Im poważniej anime zdaje się coś traktować, tym większą ja mam ochotę wybuchnąć śmiechem. Jest to problem, który często zabija cały dramat w wielu produkcjach – podejście do niego zbyt serio. Każdy problem jest jak koniec świata i nikt nie próbuje nawet pocieszyć innych, rzucając jakimś żartem albo sarkastycznym tekstem. No bo przecież nie można pozwolić, by żarty rozproszyły ciężki klimat albo by widz zapomniał, jak „poważne” problemy mają bohaterowie. Problem polega na tym, że klimat przez to siada, bo bohaterowie podchodzą do wszystkiego z większą powagą niż to wymagane, wzbudzając u widza uśmiech politowania. Postacie zachowują się przez to nieludzko, jakby całe ich poczucie humoru zostało wyssane przez jakąś złą siłę. Jednocześnie twórcy nie potrafią nawet dobrze zaprezentować problemów, o jakich chcą widzowi powiedzieć – przekaz jest albo zagmatwany tak, że nie idzie zrozumieć, jaką lekcję widz ma z tego wyciągnąć, albo wręcz sprzeczny z tym, co dzieje się na ekranie. Na przykład twórcy próbują przekazać wiadomość, że zemsta to nie jest rozwiązanie, ale zostaje to roztrzaskane w drzazgi przez fakt, że osoby, która zemsty dokonuje, nie spotyka nic złego, a co więcej, zemsta faktycznie rozwiązuje jej problemy. Anime mówi nam jedno, a drugie pokazuje.

Seria nie potrafi nawet dobrze wykorzystać motywu drogi. W dobrych historiach o podróży i dążeniu do czegoś to nie cel jest ważny, ale właśnie sama wędrówka bohaterów, przygody, jakie przeżywają, ludzie, jakich spotykają, przeszkody, jakim muszą stawić czoła, i jak to wszystko na nich wpływa, pozwala im zmienić się, przełamać swe słabości i dorosnąć. W Avengerze wędrówka nie ma znaczenia, jest po to, żeby zapełnić czymś odcinki. Bohaterowie nie zmieniają się w jej trakcie. Trwają zamrożeni w wydarzeniach, które miały miejsce dawno temu. Nei jest oddana Layli ze względu na wydarzenia, których nam nigdy nie pokazano. Czemu są ze sobą tak blisko, że aż do poziomu niepokojących implikacji? One wiedzą, widz nie wie, ale anime traktuje tę sprawę jako absolutną oczywistość. Nei się nie zmienia, całe anime pozostaje taka sama, zamrożona w „uroczej” lojalności wobec swojej pani. Layla jest niewiele lepsza. Nigdy nie okazuje emocji i jest małomówna, wiecznie zajęta swoją obsesją na punkcie zemsty i umartwianiem się z powodu wydarzenia, które miało miejsce wiele lat temu. Przykro mi, ale ludzie tak nie działają, nie zamarzamy i nie rozpaczamy z powodu jednej tragedii przez dwadzieścia lat, w końcu każdy z nas musi ruszyć dalej ze swoim życiem. Ale nie Layla. Ona jest zamrożona w niemej rozpaczy z powodu czegoś, co miało miejsce lata temu i cokolwiek dzieje się teraz, spływa po niej jak woda po kaczce. Jest dokładnie jedno wydarzenie, które na nią jakoś wpływa, ale jest ono bzdurne, a cały ten wpływ ogranicza się do tego, że raz, podkreślam to, raz, zapłakała. Zaraz potem wraca do normalnego stanu. Czasem zrobi minę, jakby była smutna albo poirytowana, czasem się uśmiechnie do Nei, ale to wszystko, tłumi emocje, jakby od tego zależało dobro Wszechświata. Ma niby być główną postacią, ale widz nie potrafi się z nią utożsamić, jest w niej tyle człowieczeństwa, ile w łyżeczce do herbaty. Koniec końców obie bohaterki sprawiają wrażenie pozbawionych osobowości klonów Rei Ayanami z Neon Genesis Evangelion. I to nawet nie w dobrym stylu. Dobra podróbka Rei może skrywać ukryte pokłady głębi, jak Yuki Nagato z Melancholii Haruhi Suzumiyi. Layla i Nei skrywają tylko to, jak słabo są zaprojektowane ich postaci. Speedy jest niewiele lepszy. Nic nie wnosi do dynamiki między postaciami i służy tylko jako narzędzie, by ratować Laylę i Nei przed robotami, które polują na tę drugą. Wyróżnia się tym, że przynajmniej ma jakieś elementy osobowości, ale nie można o nim powiedzieć wiele więcej – nie wywołuje żadnych pozytywnych ani negatywnych emocji. Jest i tyle.

Interakcje między tą trójką prawie nie istnieją, a wszelkie próby ich stworzenia niweczą koszmarne dialogi, których głównym problemem jest nagminne powtarzanie imion bohaterów. Nienawidzę rozmów, które kończą się tak, że jeden z rozmówców powtarza imię drugiego – czemu to ma służyć? Pokazaniu, że ten pierwszy się martwi? A może, że ma problemy z pamięcią? Jeśli tak, to obsada Avengera musi cierpieć na poważne uszkodzenia pamięci operacyjnej, skoro muszą się pilnować, by nie zapomnieć imion towarzyszy. Albo Layla jest tak nijaka, że jeżeli nie będzie się powtarzać jej imienia co pięć minut, to zapomnisz, że istnieje. Rozmowy między nimi zazwyczaj sprowadzają się do tego, że Speedy rzuca jakąś propozycją albo wyjaśnia coś, Layla nie mówi nic, a potem jedno z nich powtarza imię tej postaci, na którą akurat wskaże kamera.

Jedynymi postaciami, które mają rozbudowane kwestie dialogowe, są Volg i Westa. Niestety, ich dialogi wypełnione są nadmiernym patosem, który przekracza granice tolerancji i wychodzi jako kompletny nonsens. Są kreowani na postacie, które wiedzą o poczynaniach bohaterów i obserwują ich losy, ale jest to tylko kolejne oszustwo ze strony autorów, próbujących w ten sposób ukryć jak płytkie i sztampowe są to postacie. Ich rola jest taka, że mają rzucać „głębokimi” tekstami. Jak na ironię, są oni najciekawszymi postaciami w całym anime. Nie są bynajmniej interesujący, ale dowiadujemy się o nich dość, by mogli wzbudzać chociaż niewielką dozę sympatii. Myślę, że anime byłoby o wiele ciekawsze, gdyby to Volka uczynić głównym bohaterem i zrobić historię o tym, jak przychodzi mu zapłacić za dawne grzechy. Jasne, wkurzałby widza niemiłosiernie, ale w przeciwieństwie do Layli, przynajmniej wywoływałby jakiekolwiek emocje.

Grafika też niestety nie powala. Wszystkie postacie wyglądają przerażająco podobnie i da się je odróżnić tylko po kolorze oczu i fryzurze. Sceny walk są słabo rozplanowane i wielokrotnie idzie się w nich zgubić, a i styl, w jakim odbywa się wiele z nich, każe zapytać, czy ludzie odpowiedzialni za projektowanie starć kiedykolwiek się bili lub chociaż widzieli walkę na żywo – to, co nam serwują, ma raczej niewiele wspólnego z rzeczywistością. Jak już wspominałem, sceneria nie wygląda jak Mars, gdzie podobno dzieje się to anime. Wygląda to raczej na typowe krajobrazy postapokaliptyczne – ładne, ale jednak wzbudzające pytanie, jaki z tego Mars. Stroje postaci albo są przeciętne, albo idiotyczne, jak strój Volka, który wciąż przyprawia mnie o napady śmiechu.

Patrząc na Avengera, ma się nieodparte wrażenie, że twórcy chcieli coś widzowi przekazać. Cokolwiek to było, utonęło w morzu niekompetencji i kiepskiego wykonania. Polecam to anime tylko wytrawnym, doświadczonym widzom, którzy mogą mieć dobrą zabawę, wyłapując wszystkie tandetne sztuczki, jakich autorzy używają, by zamieść pod dywan wszystkie niedociągnięcia. Reszcie polecam zakup ścieżki dźwiękowej i cieszenie się dobrą muzyką.

Cytat na wstępie niniejszej recenzji pochodzi z utworu „Bal wszystkich świętych” zespołu Budka Suflera.

616, 12 maja 2011

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Bee Train, XEBEC
Projekt: Kenji Teraoka, Shunsuke Taue, Yukiko Ban
Reżyser: Kouichi Mashimo
Scenariusz: Hidefumi Kimura
Muzyka: Ali Project

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Avenger - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl
Podyskutuj o Avenger na forum Kotatsu Nieoficjalny ja