Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Mochicon - konwent

Wieczność, której pragniesz

Wieczność, której pragniesz vol. 1
Nośnik: DVD
Wydawca: Anime Virtual
Data wydania: 14.09.2007
Odcinki: 1-7
Ścieżka dźwiękowa: japoński, niemiecki
Napisy: polski, niemiecki
  • Licencja na wypożyczanie: brak
  • Wydanie dwupłytowe
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Opis

Pewnego dnia licealista Takayuki słyszy od koleżanki zaskakujące wyznanie: Haruka, której nie podejrzewał o zainteresowanie swoją osobą, oświadcza mu, że go kocha i chciałaby z nim być. Chłopak od początku nie jest pewien swoich uczuć, jednak decyduje się na związek. Na jedną z kolejnych randek przychodzi spóźniony i odtąd nic już nie jest takie jak dawniej. Czekając na chłopaka, Haruka ulega poważnemu wypadkowi i zapada w śpiączkę. Takayuki popada w depresję, z której próbuje wyciągnąć go najlepsza przyjaciółka Haruki, Mitsuki. Ona i Takayuki stopniowo zbliżają się do siebie i zostają parą. Po upływie trzech lat Haruka niespodziewanie wybudza się ze śpiączki, nieświadoma czasu, jaki upłynął, ani też wydarzeń, które w międzyczasie miały miejsce. Takayuki, rozdarty pomiędzy dwoma dziewczynami, musi podjąć decyzję, co jest dla niego ważniejsze: przeszłość czy teraźniejszość…

Nim rozpocznę recenzję, pragnę zdementować pewną informację. Na odwrocie pudełka z anime można przeczytać takie oto zdanie: „Wieczność, której pragniesz to seria stworzona na podstawie jednej z najpopularniejszych japońskich gier komputerowych. Sceny erotyczne przeplatają się tutaj z poważnymi rozterkami sercowymi, składając się na prawdziwie przejmującą fabułę”. Nie jest to do końca prawda, bowiem gra visual novel, na podstawie której stworzono anime, tak naprawdę nigdy nie zdobyła w Japonii popularności, na jaką zasługiwała. Może gdyby seria odniosła u nas większy sukces, polscy otaku rzuciliby się do sklepów zamiast w objęcia piractwa trawiącego rynek, które ostatecznie doprowadziło do upadku przemysłu anime w naszym kraju… Wiem, że generalizować nie należy, ale odpowiedzcie sobie sami, drodzy czytelnicy: jaka część wszystkich fanów mangi i anime w Polsce kupuje oryginały? Podejrzewam, że odpowiedź dla wielu z was jest oczywista…

Biało­‑szara okładka, na której na tle kwiatów wiśni widnieją dwie bohaterki serii, Haruka i Mitsuki, prezentuje się całkiem obiecująco. Niestety, wbrew moim oczekiwaniom, we wnętrzu pudełka nie znalazłem ulotki reklamowej ani pocztówki, którymi tak bardzo rozpieszczała nas konkurencja. Były za to aż dwie płyty DVD zawierające odpowiednio cztery i trzy odcinki. Do wyboru mamy też dwie wersje językowe: polską z japońskim dubbingiem oraz niemiecką (pełną). Nie muszę chyba mówić czytelnikom, która jest lepsza. Aktorzy udzielający głosu w wersji niemieckiej wprawdzie się starają, ale w porównaniu do Japończyków brzmią strasznie nienaturalnie (polecam obejrzeć dla porównania scenę, gdy Haruka wyznaje miłość Takayukiemu, różnica jest kolosalna), a tekst wyświetlany na ekranie często nie pokrywa się z tym, co mówią. Na szczęście nie oceniam tu wersji niemieckiej, choć jako recenzent mam obowiązek o jej bolączkach wspomnieć.

Polskie tłumaczenie określiłbym jako dobre, choć miejscami nierówne. Przekład jest dość swobodny, w niektórych momentach widać nutkę geniuszu, np. gdy Akane kwituje rumieniec Takayukiego okrzykiem „Ale cegła!” (w wersji japońskiej jest po prostu „akakunatta!” – „zrobił się czerwony!”), pielęgniarka w szpitalu nazywa głównego bohatera „przystojniaczkiem”(oryg. „kareshi” – „chłopak”, ew. „ukochany”) lub gdy padają oskarżenia pod adresem Mitsuki o „wicie wspólnego gniazdka”. Pozostawiono sufiksy dodawane do nazwisk i imion bohaterów, co ułatwiło przekład, ale purystom językowym z pewnością się nie spodoba, podobnie jak niekonsekwencje w tłumaczeniu niektórych japońskich terminów. Akane zwraca się do Takayukiego „braciszku” (oryg. „onii­‑chan”), ale już Mayumayu do koleżanki z pracy mówi per „senpai”. Warto wspomnieć, że niektóre wypowiedzi bohaterów przetłumaczono tak, by były bardziej zbliżone do języka polskiego. Sztandarowym przykładem jest tekst, który Ayu kieruje pod adresem głównego bohatera, gdy ten ją irytuje. W oryginale tekst brzmi „żebyś wdepnął w kocie odchody!”, ale przetłumaczono go jako „a żeby jakiś ptak narobił ci na łeb!”. Takie drobiazgi nie będą raczej przeszkadzać nikomu, poza osobami, które biegle władają językiem Murakamiego.

Znacznie większym mankamentem jest niezachowywanie iloczasu w transkrypcji japońskich nazw własnych. Uniwersytet, na który próbuje się dostać główny bohater, nazywany jest naprzemiennie Hakuryô oraz Hakuryo, a nazwisko Ayu raz brzmi „Daikuji” a innym razem „Daikûji”. Z punktu widzenia filologa jest to błąd niewybaczalny, bo brak przedłużenia, czyli tego nieszczęsnego „û”, zmienia znaczenie słowa, jest więc porównywalne z polskim błędem ortograficznym. Podobnie ma się sprawa z openingiem i endingiem gdzie w wyświetlanej transkrypcji japońskiego tekstu partykuła „wo” zapisywana jest jako „o”, co też nie do końca jest poprawne.

À propos endingu i openingu, mam jeszcze jedno zastrzeżenie. O ile w pierwszych odcinkach, zgodnie z przyjętymi zasadami, naprzemiennie pojawiała się polska i japońska wersja tekstu piosenek, o tyle w kilku ostatnich odcinkach ending najzwyczajniej w świecie… zniknął! A raczej został bardzo nieudolnie wycięty (widać to, gdy się analizuje obraz klatka po klatce). Toż to skandal! Płacimy bądź co bądź niemałe pieniądze po to, by otrzymać pełnowartościowy produkt, a nie wersję pociętą przez jakiegoś barbarzyńcę. To mniej więcej tak, jakby z książki wyciąć stronę tytułową, bo „przecież tego i tak nikt nie przeczyta”. Negatywnego wrażenia nie zatarło nawet nagranie teledysku Precious Memories (tak nazywa się też opening) w wersji „live” w którymś z kolei odcinku. Nieładnie, panowie…

W ostatnich akapitach wylałem wiadro żółci, ale przyznaję, że pomijając nieszczęsny ending, większości z tych baboli w ogóle bym nie zauważył. Literówek znalazłem ledwie kilka, tłumaczenie jest niezłe i w dodatku brzmi naturalnie. Co więcej, tłumacz odwalił kawał dobrej roboty, dostosowując wypowiedzi do bohaterów. Haruka mówi w sposób bardzo oficjalny, podczas gdy jej młodsza siostra często używa słów „spoko” i „wyluzuj”. Takich smaczków jest więcej, ale to najbardziej jaskrawy przykład.

Anime urzekło mnie, chociaż nigdy specjalnie nie gustowałem w romansach. Kupiłem je za całkiem rozsądną cenę, ale przyznaję, że zapłaciłbym nawet dwa razy tyle. Nic na to nie poradzę. Kimi ga Nozomu Eien jest po prostu piękną opowieścią, którą polecam każdemu polskiemu miłośnikowi anime tego typu. Inni również, jak pokazuje przykład recenzenta, nie powinni się zawieść…

Shinpuu, 13 sierpnia 2013
Recenzja anime

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Wieczność, której pragniesz vol. 1 Anime Virtual 2007
2 Wieczność, której pragniesz vol. 2 Anime Virtual 2007