Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

5/10
Głosów: 2
Średnia: 5
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Obsédé)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Soukou Kihei VOTOMS: Kakuyaku taru Itan

zrzutka

W galaktyce Astragius bez zmian. Dobrze jest czasem powrócić do starej, ale jarej serii sprzed lat. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby kolejne przygody Chirico nie zostały zrobione na pół gwizdka.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: 616

Recenzja / Opis

Ujmując rzecz zgodnie z chronologią naszego świata, The Heretic Saint jest piątym powrotem – po trzech krótszych – The Last Red Shoulder (1985 r.), Big Battle (1986 r.) i Red Shoulder Document: Roots of Treachery (1988 r.) – i jednej większej serii OVA pt. Armored Hunter Mellowlink (1988 r.). O pierwszych trzech wspominałem, recenzując Armored Trooper Votoms, zaś ostatnia zasługuje na osobną recenzję. Tym, co jest natomiast istotne, to osoba reżysera – Takashiego Imanishiego – który nawiązał współpracę z Takahashim przy The Last Red Shoulder i reżyserował inne jego anime, Blue Comet SPT Layzner. Jednak to The Heretic Saint, które zaczęło się ukazywać w 1994 r., miało być pierwszym pełnoprawną kontynuacją przygód Chirico.

Tylko że jak zapewne Szanowni Czytelnicy pamiętacie, główny bohater tej opowieści miał przygód po dziurki w nosie. Żeby oszczędzić sobie nowych, pod postacią mrożonki udał się wraz z Fyaną na wieczną tułaczkę przez kosmiczną pustkę. Niestety, czasami panował tam ruch jak na autostradzie. Kiedy wojna pomiędzy Gilgameshem a Baralantem znowu rozgorzała na dobre, „braki kadrowe” skłoniły obie strony do szybszego udoskonalenia technologii zamrażania rannych, tak by potem można ich było odmrozić, wyleczyć i ponownie wysłać do akcji. Ofiarami takiego procesu padli nasi bohaterowie. Jaka siła za tym stała i co czeka ich w nowej, a jednak dziwnie znajomej rzeczywistości? Rzeczywistości, w której jest tylko wojna?

Armored Trooper Votoms było serią typową dla studia Sunrise – pełną akcji, wokół której została osnuta zawiła intryga. The Heretic Saint stara się podążać tym szlakiem, ale natrafia na poważane ograniczenia… czasowe. Tak, bo gdy czas ciągle goni, trudno napchać w serial kupę strzelanin oraz pościgów i połączyć je w sensowną całość niepretensjonalną fabułą. Czy zatem The Heretic Saint jest serią nudą lub nietrzymającą w napięciu? Ależ skąd! Anime zaczyna się od mocnego kopnięcia, a końcówka to istna orgia zniszczenia, niczym nieustępująca fajerwerkom z Armored Trooper Votoms z 1983 r. Drugi klucz do sukcesu serii, czyli komplikująca się w postępie geometrycznym intryga, ucierpiała bardziej. Cele spisku wydadzą się zaprawionym w bojach fanom „małe” i „przyziemne”, co z tego że podano je w „religijnym sosie”. Nie popadajmy jednak w nadmierny krytycyzm, intryga, choć prosta i nieco schematyczna, nie jest zła, jeśli weźmiemy pod uwagę, że dysponowano zaledwie pięcioma półgodzinnymi odcinkami. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Może byście jeszcze chcieli, by przy okazji rozwinąć i zamknąć wszystkie wątki? Porzućcie te złudne marzenia. The Heretic Saint nie stawia kropki nad „i”, zostawiając otwarte pole do kontynuacji. Później okaże się to istną zmorą serii.

Choć Chirico przez trzydzieści lat kosmicznej tułaczki nikomu nie wadził, nie oznacza to, że po przebudzeniu dano mu spokój. Im więcej mijało lat, tym bardziej jego fama rosła, aż doszło do tego, że zwrócił uwagę potężnej instytucji religijnej, nazywanej Church of Martial. Ta na wieść o jego odnalezieniu ogłosiła go „Niedotykalnym” i postanowiła wysłać go na prawdziwie wieczny spoczynek. Ale Chirico nie da się łatwo zabić. Więcej, mając po raz pierwszy od bardzo dawna cel – połączyć się z ukochaną Fyaną – jest może nawet bardziej groźny niż w przeszłości. A jednak Kościół znajduje osobę gotową rzucić wyzwanie „śmiercioodpornemu” wojakowi. Jest nią Teitania da Montewells, która okazuje się czymś więcej niż tylko kolejnym szpetnym babochłopem. To nextant – cyborg i następna wariacja na temat „Perfect Soldier”, zaś w jej osobie seria zaczyna przejmować elementy cyberpunku. A zatem wiej, wietrze zmian… a raczej wietrzyku, ot taki zefirku czy morska bryzko. Teitania ma co prawda pomocniczy mózg, który może przejąć nad nią kontrolę, ale zbliżony problem ze „sterowaniem” miała też Fyana czy Ypsilon w Armored Trooper Votoms. Po raz kolejny zostaje zatem poruszona tematyka kontrolowania poczynań jednostki, zabicia w niej samodzielności. Tym, czym dla Fyany było Secret Society, dla Teitanii jest Church of Martial, twór wzorowany na Państwie Kościelnym i rządzony przez wiecznie spiskujących starców. Ale Teitania to kobieta bardzo obowiązkowa: wierzy w swą misję – obronę wiary przed wybrykami natury w rodzaju Chirico – i swego tatusia – Viachevlava da Montewellsa – człowieka niegodnego zaufania i chorego na władzę. Jednak wraz z upływem czasu zaczyna ona lepiej poznawać swego adwersarza. Pomagają jej w tym zarówno szepcząca jej do ucha czułe słówka Fyana, jak i cichy wielbiciel Chirico – Jean Paul Rocchina, który z niezłego ciacha przemienił się w podstarzałego i zdziwaczałego piernika. Cóż, latka lecą.

Armored Trooper Votoms byłoby bardzo ponurą serią, gdyby nie trójka nieustannie pakujących się w kłopoty obwiesiów. Niestety Gotou, Vanilla i Coconna gdzieś przepadli, zaś rolę rozśmieszająco­‑wspierającą przejął od nich specjalista od ludzkich mrożonek – medyk Godiba. Ale choć bardzo się stara, daleko mu do wyczynów naszych rzezimieszków. Podsumowując ten fragment, stwierdzam, że pomimo pewnej wtórności, kluczowi bohaterowie – co się tyczy w szczególności Chirico i Teitanii – są wyraziści i przyjemni w odbiorze.

Ścieżkę muzyczną do Armored Trooper Votoms można oceniać różnie, ale jej niekwestionowaną zaletą był jazzowy klimat. The Heretic Saint, choć sięga również po melodie marszowe i mroczną w swym brzmieniu elektronikę, także się od niego nie odżegnuje. Dla przykładu Kishimu Nikutai to typowy modern jazz, dyskretnie podkreślony przez oszczędną sekcję rytmiczno­‑gitarowo­‑klawiszową, jednak prawdziwą furorę robi solówka saksofonowa, której nie powstydziłby się Zbigniew Namysłowski czy Charlie Parker. Z kolei Fure Ezaru Mono to nieco „knajpiany” kawałek, wykonywany przez orkiestrę jazzową. „Knajpiany” wcale nie oznacza, że zły, gdyż kolejne solówki – na trąbkę, gitarę i saksofon – zostały dyskretnie podkreślone przez inne instrumenty, dzięki czemu całość jest bardzo miła dla ucha. To tylko dwa z wielu interesujących utworów, czyniących OST wartym przesłuchania także po zakończeniu seansu. Opening, Kaze ga Shitte Iru, dzięki intrygującemu „dętemu” początkowi daje nadzieje na przyzwoity kawałek, ale cukierkowaty czy wręcz bezpłciowy śpiew Shinyi Iguchiego je zaprzepaszcza. Owszem, solówka dobrze wpisuje się w całość, ale mam wrażenie, że śpiewaka z powodzeniem mogłyby zastąpić klawisze, a jeszcze lepiej gitara. Cóż, pomarzyć dobra rzecz. Ending, Yume no Kagi, brzmi niczym piosenki Magdy Umer czy Łucji Prus – klasycznie i lirycznie. Poza melancholijnym wokalem Shinyi Iguchiego podkreślają to zwłaszcza tony skrzypiec i oboju. Dzięki temu jest on miły dla ucha i godny samodzielnej egzystencji.

Armored Trooper Votoms i The Heretic Saint dzieli jedenaście lat, co w animacji jest niemalże całą epoką. The Heretic Saint wygląda nie tylko lepiej od swej poprzedniczki, ale też od wielu wychodzących w tym samym czasie anime. Niestety i tym razem nie uniknięto pewnych błędów, np. w interakcji animowanych obiektów i tła – mech potrafi płynnie przejechać nad dziurą w podłodze. Zrezygnowano z wielokrotnego wykorzystywania tych samych klatek animacji, ale zastąpiły je „wstrząsane” stopklatki, mające nadać statycznym grafikom pozory ruchu i dynamiki. To duży krok wstecz w stosunku do Armored Trooper Votoms, gdyż dotyczy także walk pomiędzy AT. Sposób rysowania postaci zasadniczo nie uległ zmianie, choć rysy twarzy Fyany stały się bardziej ostre. Natomiast projekty mechów i tła zyskały na ilości detali. Ponadto dzięki jaśniejszym odcieniom barw, seria wydaje się mniej ponura niż jej protoplasta.

Shinig Heresy nie jest złym anime i seans sprawił mi niemało radości. Niestety celowe pozostawienie niezamkniętych wątków stwarza wrażenie, iż seria nie ma jasno określonego kierunku, w jakim zmierza. To, oraz wyczuwalne przeniesienie schematów fabularnych czy nawet wzorów postaci znanych z Armored Trooper Votoms, sprawia, że The Heretic Saint jest pozycją przede wszystkim dla fanów cyklu. Pozostali mogą zaś zapytać, czy może nie byłoby lepiej, gdyby nie budzić Chirico i Fyany z „zimowego snu”.

Obsédé, 1 lipca 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Ryousuke Takahashi
Projekt: Kunio Ookawara, Norio Shioyama
Reżyser: Ryousuke Takahashi, Takashi Imanishi
Scenariusz: Souji Yoshikawa
Muzyka: Hiroki Inui