Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Komentarze

RahXephon: Tagen Hensoukyoku

  • Avatar
    A
    Obiwanshinobi 13.05.2007 05:46
    Nie należy tej kinówki oglądać przed obejrzeniem serialu.
    Sądzę, że zastosowana w Pluralitas Concentio stratna kompresja fabuły RahXephona zniesmaczy nawet kogoś, kto nie widział wcześniej znakomitej serii telewizyjnej. Produkcja tak kosztowna, jak animowany film kinowy z reguły nie bywa li i jedynie bezkompromisową wypowiedzią natchnionego artysty, wyrazem tego, co mu tam gra w duszy. W tym przypadku mamy do czynienia ze skokiem na kasę, a zarazem próbą dopowiedzenia tego i owego, aby tylko przedsięwzięcie nie okazało się kompletnie bez sensu. Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek.
    W procesie wyrywania całych wątków z mięsem zaprzepaszczono ową specyficzną ironię (może sami twórcy nie zauważyli jej w serialu?) oryginalnego RahXephona i to jest niepowetowana strata. Poza tym kinówka srodze ucierpiała od „3D”, tj. defeminizacji, dequonizacji (hidoi!) i degotycyzacji.
    Defeminizacja – pewna taka haremowość serii telewizyjej była bardzo sympatyczna i dlatego jej szkoda.
    Dequonizacja – co z tego, że pokazano Quon i dano jej się odezwać (raz nawet zanuciła Tańce połowieckie, chyba żeby zrobić dobrze fanom wiadomej melodii), skoro jej rola w kinówce pozostaje marginalna?
    Degotycyzacja – gotycyzm (taki najszerzej pojęty, jakim przesiąknięta jest proza Gene'a Wolfe'a, tudzież serial Królestwo von Triera) w japońskich rysowanych bajkach bywa często wdrażany topornie. Dobrym tego przykładem jest słynny Evangelion, ale nawet Evangelion żyje w ludzkiej pamięci między innymi („szkłami bolesnymi”) dlatego, że nie bardzo wiadomo, co tam się wydarzyło. Zasugerowanie fabuły bywa nie mniej interesujące, niż byłoby jej opowiedzenie. Pod tym względem telewizyjny Racuch nie zawodzi, wraża widzowi w jestestwo ten cierń uprzykrzony, owo szkło bolesne, zagwozdkę – jak zwał tak zwał, natomiast w kinowej przeróbce najwyraźniej postanowiono nie tylko nie ściemniać, ale wręcz rozjaśnić. Wcale mnie to nie zachwyca, choć dopowiedzenie uprzednio niedopowiedzianego przeprowadzono tu sprawnie i z sensem. Sama fabuła kinówki się broni, przyznaję. Dorysowano parę pięknych scen, ale raczej wiadomo, że BONES nie narysowaliby z myślą o kinówce czegoś brzydszego, niźli cudny oryginał.
    Kto serialu RahXephon nie widział, oglądając 3­‑4 pierwsze jego odcinki wykorzysta czas, jaki mu został do śmierci lepiej, niż wykorzystałby go na oglądanie Pluralitas Concentio.
  • Avatar
    A
    Robertski_OG 16.03.2007 20:06
    o.O
    Obejrzałem ten film po obejrzeniu serialu i właściwie nie wiem jak to ująć… bo właśnie dlatego wydawał mi się taki strasznie beznadziejny a zarazem cieszę się, że go obejrzałem, bo był pod pewnym aspektem bardzo ciekawy. Gdybym obejrzał go przed obejrzeniem serialu, to bym uznał go za totalne dno (którym tak właściwie jest) i bym się zniechęcił do serialu już na starcie. Walki są tu tylko cieniem tego, co widzimy w serialu a z postaciami jest jeszcze gorzej – te nie są nawet cieniem swego prawdziwego „ja”. Fabuła jest tylko wątłym zarysem właściwej ideii… a mimo to to właśnie fabuła ratuje tę pozycję – a dokładnie te jej elementy, których zabrakło w serialu. Pewne rzeczy zostały tutaj wyjaśnione i uproszczone, tak więc wkońcu mogłem zrozumieć lepiej RahXephon jako całość – to jest naprawdę gigantyczny plus tego filmu (coś, jakby 14 odcinek Elfen Lied, tylko lepsze). Absolutnie NIE polecam Pluralitas Concentio osobom, które nie obejrzały jeszcze serialu, bo będą mocno rozczarowane – film sam w sobie jest kiszką i dostałby 3 jako ocenę. Dla tych, co widzieli cały serial – pozycja obowiązkowa (w tym przypadku ocena 9). Mimo skrótów i uproszczeń zawiera bardzo cenne uzupełnienia i alternatywny rozwój pewnych wątków. Dlatego zachęcam wpierw obejrzeć serial a potem ów „dodatkowy odcinek” – naprawdę warto.
  • Avatar
    A
    fm 26.01.2007 20:51
    Tylko dla fanów, gdy chcą zobaczyć parę dodatkowych scen.
    Na pewno nie jest to coś w stylu kinowego Escaflowne. BONES najprawdopodobniej w ramach cięcia kosztów zmontował film wykorzystując głownie urywki serii TV (często w zupełnie innym kontekście). Otrzymujemy w ten sposób rwaną fabułe, w której ciągłe przeskoki ze sceny na scenę mogą przyprawić o ból głowy. Czymś co może przyciągnąć do filmu jest odrobina nowego materiału, która rozwija wątek milosny i trochę rozszerza wiedzę o świecie Rahxephona. Jednak alternatywne zakończenie pozostawiło we mnie wyjątkowy niesmak.  kliknij: ukryte 
    • Avatar
      Descartes 9.09.2009 20:42
      Re: Tylko dla fanów, gdy chcą zobaczyć parę dodatkowych scen.
      hmm. Tak w zasadzie, to haruce sie troche nie dziwie. Zauwaz, jak pojawienie sie jej z ayato skomentowala jej kumpela – kolejny kochas do zabawy… zdaje sie, ze haruka troche poszalala przez te ladne kilka lat rozlaki… i to tez nic dziwnego, jest dorosla, wciaz pamietala o ayato, ale coz, krew nie woda;) pewnie narobila mase glupstw, zanim zaczela szpiegowac w tokyo jupiter, zanim udalo jej sie uzyskac odpowiednia range… zauwaz, ile ona musiala poswiecic po to, zeby go wykrasc z tokyo. Wszystko, co robila przez te 10 lat, bylo robioe po to, zeby olac przelozonych, wrzucic go do mysliwca i wyskoczyc do wlasnego czasu. Rahxephon przypaletal jej sie calkiem nieprzewidywanie…
  • Avatar
    A
    fleischman 26.12.2006 23:08
    coś więcej niż opracowanie
    Mam to na świeżo (wczoraj skończyłem oglądać) i różnice między filmem a serią są naprawdę spore. Nie tylko kosmetyczne zmiany, dodatkowe dialogi coś wyjaśniające, ale zupełnie przerobione zakończenie, niektóre postaci są zupełnie inaczej wykreowane, pokazane, umotywowane, dialogi niektóre są zupełnie zmienione. Pozycja obowiązkowa dla fana serii, niektóre rzeczy stają się jaśniejsze, a niektóre są omówione zupełnie inaczej.
  • Avatar
    R
    Suavek 3.09.2006 19:54
    Nie do końca film kompilacyjny
    Warto zaznaczyć, że film RahXephon nie jest typowym filmem kompilacyjnym z pojedynczymi zmianami, ale czymś zupełnie innym niż seria odcinkowa. O ile główny sens i wiele wątków pozostaje bez zmian, o tyle duża część anime całkowicie różni się od tego co widzieliśmy w oryginale. Tym sposobem wiele postaci prezentuje się zupełnie inaczej, innych w ogóle nie ma lub pojawiają się tylko w pojedynczych ujęciach itp. Niemniej jednak uważam, że wyszło to RahXephonowi na dobre. Otrzymujemy bardzo dobrą historię, którą można spokojnie obejrzeć bez znajomości serii odcinkowej. Tym samym osoby, które takową już widziały wcale nie będą się przy filmie nudzić. Uważam, że zabieg ten jest bardzo dobry ale warto to było zaznaczyć wyraźnie w recenzji aby nie wprowadzać ludzi w błąd.