Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 4/10 grafika: 4/10
fabuła: 4/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,33

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 26
Średnia: 5,73
σ=2,09

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (wa-totem)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Soukyuu no Fafner: Dead Aggressor

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2004
Czas trwania: 25 (24×24 min, 49 min)
Tytuły alternatywne:
  • Fafner in the Azure: Dead Aggressor
  • 蒼穹のファフナー
Postaci: Obcy, Uczniowie/studenci; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

Losy grupki młodzieży uwikłanej w okrutny konflikt z obcymi. Oczywiście młodzieży, której przeznaczeniem jest zasiąść za sterami wielkich bojowych mechów. Brzmi znajomo? I słusznie…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Tatsumiyajima to nieco większa od innych wyspa niewielkiego archipelagu w pobliżu Japonii. Jest tam tylko jedna niezbyt wielka miejscowość; takie spokojne, leżące na uboczu, nieco senne prowincjonalne miasteczko. Tę sielankę burzy pojawienie się tajemniczego wroga. Szybko okazuje się, że wyspa jest starannie zamaskowanym schronieniem, że ciche, wąskie uliczki kryją wysuwane pancerne ściany, że malownicze nabrzeża i lasy są dosłownie najeżone śmiercionośną bronią, a mieszkańcy, z pozoru zwykli rybacy, sklepikarze i rzemieślnicy, mają też drugą tożsamość: załogi ukrytej głęboko pod ziemią wojskowej bazy. Bazy, której jedynym zadaniem jest ochrona mieszkańców wyspy – ostatnich pozostałych przy życiu Japończyków – przed agresywnymi i okrutnymi Obcymi, którzy od 30 lat pustoszą Ziemię i doprowadzili ludzkość na skraj zagłady.

Czemu za sterami jedynej skutecznej broni – wielkich bojowych robotów typu Fafner, model Nothung, muszą zasiąść uczniowie miejscowego liceum? Skąd pochodzi ta zaawansowana technologia? Czym się kierują Obcy? Czemu załoga bazy ukrywała jej istnienie nie tylko przed wrogiem, nie tylko przed resztą ludzkości, ale też przed młodzieżą, która ostatecznie ma się znaleźć na pierwszej linii frontu? Stopniowe rozwikływanie zagadki Obcych i odkrywanie tajemnic, związanych z historią wojny i przeszłością wyspy, przeplata się z kroniką losów młodych ludzi, przede wszystkim Soushiego, zapewniającego pośrednio wsparcie taktyczne pilotom mechów; najlepszego z pilotów – Kazukiego; spokojnej i powściągliwej, ale wyraźnie zainteresowanej Kazukim Mayi. Grono bohaterów jest bardzo liczne, uzupełnione w dodatku o rodziców, więc zorientowanie się, kto jest kim, jest początkowo trudne. Tym bardziej, że na wojnie nikt nie jest bezpieczny, a ktoś, kto wydawał się niezastąpiony, jutro może być tylko wspomnieniem, a jego nieobecność – bolesną raną. A o ile młodzi piloci walczą z Obcymi, o tyle pozostali muszą zmagać się z odpowiedzialnością za posłanie ich w bój i ze świadomością, że pilotowanie tych mechów ma swoją cenę, rosnącą z każdą stoczoną walką. Wreszcie, w miarę rozwoju wydarzeń, fabuła skupia się na konsekwencjach kontaktu z nieznanym – z przybyszami tak diametralnie odmiennymi, że nie rozumieją koncepcji osobowości, życia i śmierci, uczuć.

Soukyuu no Fafner to kolejna produkcja mająca zapewne w zamyśle twórców podjąć walkę o prymat z seriami takimi jak Neon Genesis Evangelion czy RahXephon. Pomysł odważny, bo aż prosi się o wyszukiwanie podobieństw (czy może zapożyczeń) do wcześniejszych produkcji i prowokuje oskarżenia o wtórność. Fabuła jest spójna i przemyślana, seria nie zwalnia gwałtownie ani nie przyśpiesza, jak u wymienionych konkurentów; starannie wyważono kolejne batalie i chwile refleksji pomiędzy nimi. Podlewanie mistycznym sosem – na szczęście – ogranicza się do egzystencjalnych pytań i garści nazw (tym razem padło na język niemiecki i Wagnerowski Pierścień Nibelungów).

Seria koncentruje się na tym, co czują i myślą bohaterowie i tu reżyser nie zdołał wybić się ponad przeciętność. Warto zauważyć, że wątki dotyczące zmagań z realiami wojny również nie są oryginalne – przykładem może być o rok wcześniejsza seria Gunparade March. Charaktery postaci są proste do rozszyfrowania, a na dodatek ich wzajemne relacje – z niewielkimi wyjątkami – raczej nie posuwają się naprzód. Potencjał dość oryginalnego trójkąta: Soushi – Kazuki – Maya pozostaje zupełnie niewykorzystany. Kolejny ciekawy temat, kwestię odpowiedzialności za konsekwencje podejmowanych w boju decyzji, potraktowano wybitnie ogólnikowo. Możliwości, jakie daje liczne grono bohaterów i dość częste ich „odstrzeliwanie” (które początkowo pozwala stworzyć rzadkie w tego typu seriach wrażenie, że „nikt nie jest bezpieczny”), zostają później skutecznie pogrzebane „sprzężeniem”, sprawiającym, że śmierć dowolnego pilota zabije resztę. Zapewne miało to uwiarygodnić desperację ich zmagań z przeciwnikiem, ale dało też absolutną pewność, że nikt z bohaterów już nie zginie – całkowicie rujnując nastrój.

W parze z tymi niedostatkami idą nie najlepsze projekty postaci – rzecz zdumiewająca, bo ich twórca zaprojektował też bohaterów Gundam SEED. Na dodatek również animacja pozostawia wiele do życzenia – w porównaniu z mimiką postaci z RahXephona czy Evangeliona, bohaterowie tej serii wydają się nosić lateksowe maski… Na szczęście projekty i animacja mechów są na dobrym poziomie, zaś okazjonalne użycie efektów 3D zgrabnie wkomponowano w resztę. W seriach tego gatunku pełno jest zazwyczaj ujęć mrocznych kokpitów, zaś pejzaże stanowią jedynie tło dla spektakularnych walk. Na szczęście tu jest inaczej – nawet miejsca z definicji trudne do „urozmaicenia”, jak umieszczone w podziemnym bunkrze centrum dowodzenia, namalowane są z rozmachem i dbałością o szczegóły. Plenery, np. zaułki Tatsumiyajimy, będące tłem dla wielu scen z codziennego życia bohaterów, są nie tylko szczegółowo namalowane, ale też nadzwyczaj urokliwe.

Trzeba przyznać, że najbardziej udany element serii – oprawa muzyczna – najmniej zwraca uwagę, na którą z pewnością zasługuje. Podobnie jak w przypadku filmu Oh! My Goddess, wykonawcą jest Warszawska Orkiestra Filharmoniczna. Udane są też otwierające i zamykające odcinek piosenki, śpiewane przez Angelę (podobnie jak w Uchuu no Stellvia); szczególnie wyróżnia się końcowa piosenka Separation (Rozstanie), której motyw muzyczny służy też do ilustracji kluczowych scen serii. Niestety, mimo że albumu OST słucha się przyjemnie, wciąż daleko mu do oryginalności i poziomu muzyki na przykład z RahXephona.

Jestem pewien, że miłośnikom gatunku ta seria się spodoba, nawet jeśli tylko nieliczni postawią ją wyżej niż konkurencyjne produkcje. Pozostali widzowie powinni najpierw sięgnąć po serie nieco wcześniejsze, takie jak Neon Genesis Evangelion czy RahXephon.

wa-totem, 11 sierpnia 2005

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: XEBEC
Projekt: Hisashi Hirai, Naohiro Washio
Reżyser: Nobuyoshi Habara
Scenariusz: Kazuki Yamanobe, Tou Ubukata
Muzyka: Tsuneyoshi Saitou