Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Komentarze

Chouyaku Hyakunin Isshu: Uta Koi

  • Avatar
    A
    chi4ko 7.02.2016 21:20
    Mogło być dobrze, ale… Przerysowane zachowania i mimika bohaterów pasują w tej historii jak pięść do nosa. Bardzo to psuje przyjemność z oglądania.
  • Avatar
    A
    Ayako*** 25.09.2012 21:36
    Przyznaję, że dawno nie czułam się tak rozczarowana po zakończeniu serii. Nie powiem, pierwsze odcinki były naprawdę przyjemne, głównie dzięki trio: Narihira, Komachi, Yasuhide. Ogólnie pierwsza część dotycząca Rokkasen wypadła nieźle. No, poza Ki no Tsurayuki. Kiedy zobaczyłam co z nim zrobili prawie spadłam z krzesła. Rozczarowało mnie, że tak niewiele czasu poświęcono późniejszym poetom, a większości nie pokazano wcale. Zamiast tego przedstawiono nam historie Sei Shonagon i Murasaki Shikibu. Nie mam nic przeciwko temu, w końcu obie panie także pisały dobre wiersze, ale odcinki im poświęcone wypadły sztucznie. Już wolałabym, gdyby odcinek poświęcony Murasaki opowiadał o miłosnych podbojach jej bohatera, w końcu był on znany z talentu do pisania miłosnych pieśni.

    Grafika jest nawet ładna, ale niezbyt bogata i urozmaicona. Co do muzyki to nie zwróciłam na nią zbyt wiele uwagi, choć trochę żałowałam, że w tle nie leciał soundtrack z Genji Monogatari Sennenki.

    Elementem, który bardzo mnie irytował były dziwne, pseudo­‑współczesne wstawki. Burzyły one klimat zanim jeszcze zaczął się budować. Może i dzięki temu seria jest oryginalna, ale czemu miałaby być skoro to pierwsze anime o starożytnych japońskich poetach. Samej poezji jest jak na lekarstwo, ale bardziej denerwuje marnowanie czasu ekranowego na wyścigi, czy „Rozmowy w toku”. Nie lepiej było rozwinąć jakąś postać albo pokazać losy kogoś zupełnie pominiętego.

    Seria dostaje ode mnie 6/10, głównie dzięki pierwszym odcinkom i mojemu uwielbieniu dla tego okresu. Bardzo jednak boli zmarnowany potencjał.
  • Avatar
    A
    San-san 13.07.2012 01:57
    czerwony
    Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale zapowiadają się 43 odcinki?

    1 ep.
    Ureshii! Pierwszy poemat i była „Chyhayafuru…” :)

    Animacja jest urokliwa, choć przeszkadzają mi grube kontury postaci i ruchome wzory szat.
    Dziwnie się patrzy na ruch postaci, bo czasem wygląda to jak przesuwanie papierowych sylwetek w teatrzyku. Zwłaszcza gdy chodzą i ujęcie jest z oddali. Potęgują to np. owalne „papierowe” chmury ;) Ale jest to dość ciekawy pomysł.

    Nie mam jeszcze zdania co do elementów 'super­‑deformed'. Ale chyba nie bardzo mi pasują.

    Podoba mi się zwięzłość poematu i to, że pojawiają się dwie historie na odcinek.
    Postać narratora wydaje się sympatyczna – akurat do niej bardziej pasują deformacje.

    Podoba mi się na pierwszy rzut ucha opening. Ending miałam ochotę natychmiast wyłączyć, ale cierpliwie odsłuchałam do końca… Może po piątym razie się przyzwyczaję ;P.

    Z ciekawością czekam kolejnych odcinków.
    • Avatar
      hitsujin 13.07.2012 10:19
      Re: czerwony
      Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale zapowiadają się 43 odcinki?


      43 to liczba poematów miłosnych zawartych w Hyakunin Isshu – już w pierwszym epizodzie mieliśmy dwie historie, więc raczej nie będzie 43 odcinków, chyba że kilka opowiastek będzie dłuższych – osobiście przypuszczam, że zamkną całość w dwudziestu sześciu epizodach.

      Animacja jest urokliwa, choć przeszkadzają mi grube kontury postaci i ruchome wzory szat.Dziwnie się patrzy na ruch postaci, bo czasem wygląda to jak przesuwanie papierowych sylwetek w teatrzyku. Zwłaszcza gdy chodzą i ujęcie jest z oddali. Potęgują to np. owalne „papierowe” chmury ;) Ale jest to dość ciekawy pomysł.


      To jest pewnie spowodowane inspiracją zaczerpniętą z ówczesnego malarstwa – emaki, choć w sumie tam też nie było wyraźnego konturu…
      Swoją drogą, zaniechali odwzorowywania ideałów urody z epoki: mężczyzna – okrągły jak księżyc z bródką, kobieta: o oczach jak kreseczki i nosie jak haczyk. ;p

      • Avatar
        San-san 13.07.2012 22:06
        Re: czerwony
        Swoją drogą, zaniechali odwzorowywania ideałów urody z epoki


        Kreska wpisuje się bardzo w kanon tegoroczny.
        Jest pewna tendencja zbieżności rysunku postaci nie?
        (wyjąwszy kwiatki takie jak Acchi Kocchi)
        • Avatar
          hitsujin 13.07.2012 22:29
          Re: czerwony
          Hm, co do tej tendencji, to sama nie wiem… ta seria raczej nie należy do wysokobudżetowych, projekty postaci są też dość standardowe, ale czy aż tak podobne do innych? Hyouka czy Tari tari, żeby nie szukać daleko, są z zupełnie innej bajki (graficznie i nie tylko). Nie mówiąc już o tym, że ówczesne ideały urody obecnie odebrane zostałyby jako, no nie wiem – otaku i brzydula ze standardowej komedii szkolnej. Absolutne zaprzeczenie bishounena i bishoujo^^'
          • Avatar
            San-san 13.07.2012 22:53
            Re: czerwony
            Z pewnością każda seria ma charakter ręki innych rysowników, Po prostu mam poczucie, że kanon urody, jaki pojawia się teraz w anime, zbliża się coraz bardziej do moich gustów estetyki, może przez to tak mi się wydaje…
            Hm, np: włosy zaczynają wyglądać w nowszych seriach bardziej włosowato, a nie jak żelowo­‑plastikowy hełm.
            Usta coraz częściej noszą ślad warg zamiast maleńkiej kreski czy kropki. Nosy robią się również wyrazistsze, a oczy nieco maleją i zaczynają przypominać ludzkie. Nie błyszczą też i nie drgają tak irytująco jak pamiętam z dzieciństwa. Mimika postaci jest znacznie urozmaicana, to samo gesty i pozy nie są już tylko zestawem standardowych: 1.wesoły chłopak łapie się za brzuch/ 2.zdenerwowana postać na ugiętych kolanach pochylona do przodu z szeroko rozstawionymi rękami i rozcapierzonymi palcami/ 3.smutna dziewuszka opada na kolana, kryje twarz w dłoniach a łzy ściekają symetrycznie po podbródku… Teraz widać większą dbałość o detale i często mam wrażenie, że projektanci baczniej przyglądają się realnym ludziom i ich faktycznym (niekiedy dziwnym i groteskowym) zachowaniom, aniżeli tworzą jakiś własny koncept motoryki człowieka.
            • Avatar
              hitsujin 13.07.2012 23:42
              Re: czerwony
              A ja właśnie trochę tęsknię za starszymi seriami – owszem, grafika takiego Sakamichi jest piękna, ale tamte anime też miały urok leżący właśnie w sztuczności, czy raczej – braku realizmu, przez co paradoksalnie potrafiły osiągać lepszy – głębszy – efekt. Ponieważ postaci miały ubogą mimikę, seiyu pospołu z widzem wspólnie tworzyli cała głębszą warstwę emocjonalną, a że odbywało się to na płaszczyźnie wyobraźni i empatii odbiorcy, głębia ta właściwie nie podlegała ograniczeniu – warstwa wizualna stanowiła jedynie sztafaż, zewnętrzny teatrzyk dla oczu, podczas gdy widz sam z założenia wiedział, że ma sięgać głębiej. Może to tylko moje odczucia, ale mam piękniejsza, bardziej realistyczna kreska i bogatsza mimika, tym bardziej odbiorca zatrzymuje się jedynie na warstwie powierzchownej, szukając emocji bohaterów jedynie w wyrazach ich twarzy, mniej zaś natężając własną wyobraźnię i empatię – a to, co podane na tacy, z założenia coś traci. Dobrą analogią jest tutaj nowożytny teatr japoński – przez długi czas to w teatrze lalkowym (bunraku) grano sztuki poważne i dramatyczne, podczas gdy teatr aktorski kabuki oferował tanią rozrywkę. W sumie, nie będę dyskutować ze stwierdzeniem, że serie – nawet te niskobudżetowe – prezentują się coraz lepiej i że jest to tendencja korzystna dla oczu widza. Niewątpliwie właśnie tak jest. Po prostu można spojrzeć na ten proces także i z innej strony, trochę mniej optymistycznej.
  • Avatar
    A
    hitsujin 12.07.2012 15:01
    Cesarz Yozei
    Komentarz do drugiego odcinka

    Zastanawiałam się, jak to jest z prawdą historyczną w tym anime i poszperałam trochę na temat cesarza Yozei'a – jak się okazuje, seria zdecydowanie wybieliła jego obraz… Cesarz rzeczywiście miał gwałtowny charakter, jednak zdaje się, iż nie poprzestawał na karmieniu żabami węży, dla rozrywki zabijał także ludzi (wg niektórych wersji był częściowo obłąkany) – w anime zostało to przedstawione trochę tak, jakby jego zachowania stanowiły jedynie pretekst do zmuszenia do abdykacji, jednak jeśli nawet istotnie tak było, pretekst był naprawdę dobry. Nie można zapominać o specyfice okresu: w epoce Heian nie było jeszcze „samurajów” ani właściwej im etyki siły, ówczesne społeczeństwo – a właściwie dwór i arystokracja – składało się z poetów, dla których najwyższymi cnotami moralnymi była wrażliwość i empatia. Dodatkowo, cesarz był najwyższym kapłanem religii shinto i jako taki, raczej nie powinien przeciwstawiać podstawowemu dla tego wierzenia, bardzo silnemu tabu krwi…
    Jeszcze w nawiązaniu do abdykacji – to nie był przypadek odosobniony: od czasów Yozei'a istotną władzę w państwie sprawowali tzw. sesshu (regenci) i kanpaku (kanclerze) – pierwszy władał zamiast małoletniego cesarza, drugi w zastępstwie dorosłego (tu pierwszym przykładem był następca Yozei'a, Koko). W odsuwaniu cesarzy od władzy już wtedy wyspecjalizował się ród Fujiwara (z niego to pochodziła matka naszego bohatera), którego kolejni członkowie obejmowali urzędy sesshu i kanpaku, dla dodatkowego zaciśnienia więzów swatając cesarzy z własnymi córkami, skłaniając ich do abdykacji na rzecz małoletnich synów – pół­‑Fujiwarów – i tak w kółko przez stulecia.

    Wracając do Yozei'a – w anime jest dość istotne przekłamanie – Sadaakira ponoć, mimo swego okrucieństwa, rozmiłowany był w poezji, urządzał także liczne spotkania poetyckie, tak że wiersz ułożony przez niego dla Yasuko (Suishi – inne czytanie tego imienia) nie był aż takim wyjątkiem, choć rzeczywiście jako jedyny się zachował do czasów współczesnych.

    To w sumie tyle, jeśli chodzi o moje uwagi, a zainteresowanych zgłębianiem tematu odsyłam do:

    Zbiór z Ogura – po jednym wierszy od stu poetów, tłum. Anna Zalewska
    Ivan Morris, Świat księcia Promienistego (świetna książka o epoce Heian, szczerze polecam)
    wikipedia
    • Avatar
      hitsujin 17.07.2012 12:14
      O związkach mażeńskich słów kilka...
      Komentarz do trzeciego odcinka

      Podobał mi się ten odcinek – spokojny, nastrojowy, kameralny – ale jednocześnie dość hermetyczny: bez podstawowej wiedzy odnośnie związków małżeńskich w tamtej epoce, zachowania i słowa bohaterów mogą się wydać dość dziwaczne… a więc po kolei:

      Kobiety (szlachetnie urodzone) całe swe życie spędzały w czterech ścianach domostw, bacznie strzeżone przed oczami mężczyzn. Codzienną monotonię rozpraszały przede wszystkim jednak poprzez czytanie, przepisywanie i tworzenie opowieści i wierszy, kształcąc w sobie zdolności przyciągające ówczesnych mężczyzn: wyrafinowany smak i styl. Kobiety na zazwyczaj nie były wyedukowane w tym, co stanowiło domenę mężczyzn: piśmiennictwie chińskim, na ogół też nie posługiwały się importowanymi z kontynentu znakami, a utworzoną od nich kaną – pismem sylabicznym, przy pomocy którego utrwalano m.in. japońskie wiersze waka (czyli to, co zawiera Hyakunin Isshu). Na początku odcinka padła informacja, że Ki no Tsurayuki napisał dziennik podając się za kobietę – powodem nie był transseksualizm, a fakt, że napisał Tosa nikki właśnie po japońsku i kaną, co nie przystawało wykształconemu w języku chińskim arystokracie… A wracając jeszcze do kobiet: mimo skarg Yoshiko na dyskryminację jej płci, w okresie Heian akurat panie cieszyły się jeszcze prawami, które później na wiele wieków utraciły – m.in. prawem do dziedziczenia (po matce) i posiadania własnego majątku.


      Nocne odwiedziny były typowym w tamtych czasach sposobem zawierania małżeństw. Cały proces odbywał się na ogół następująco: ponieważ kobiety pozostawały w ukryciu, młodzi arystokraci oczywiście wyprawiali się je podglądać – nie, nie w kąpieli, tylko przez płot, gdy akurat przechadzały się po grodzie lub werandzie. Jeśli po ewentualnych oględzinach wciąż byli zainteresowani, wysyłali list z wierszem – na który z kolei ona mogła odpowiedzieć lub nie, jak jej się spodobało. Jeśli odpowiedziała, on mógł (lub nie) ją odwiedzić, ale tylko w nocy i „sekretnie” (czyli wszyscy wiedzieli, co się święci, ale ze względu na obyczaj udawali ślepych i głuchych – w tradycyjnym japońskim domu naprawdę trudno o prywatność) – uciekał zaś przed świtem, by powróciwszy do domu wysłać posłańca z listem (znów wiersz). Jeśli odwiedzał wybrankę przez trzy noce z rzędu, za ostatnim razem zostawał aż do świtu, po raz pierwszy witany był przez rodziców dziewczyny, odprawiana też była krótka ceremonia zaślubin, po czym… nie zmieniało się zgoła nic – on nadal mieszkał u siebie (lub z główną żoną), ona u rodziców, tyle że teraz mógł ją odwiedzać kiedy tylko chciał. Właśnie takie „czekanie” miała na myśli Yoshiko – nie to codzienne na męża z obiadkiem, lecz conocne wyglądanie czy tego akurat wieczoru raczy się do niej pokwapić i rozwiać na chwilę monotonię szaro upływających dni… jeśli była to żona poboczna, jego nie pojawienie się przez trzy lata oznaczało po prostu rozwód.

      Deszcz tradycyjnie powstrzymywał od nocnych odwiedzin, które w trakcie ulewy były z przyczyn tak zwyczajowych, jak i praktycznych zaniechiwane… lub nie – przybycie podczas deszczu stanowiło dowód najwyższego poświęcenia i miłości, w literaturze zaś roi się od obrazów przemoczonych bohaterskich arystokratów – takie to były czasy, że o heroizmie nie świadczyła niedźwiedzia skóra i szramy na piersi, a mokre rękawy szat…
      • Avatar
        Maciejka 20.07.2012 23:45
        Re: O związkach mażeńskich słów kilka...
        Szalenie jestem Ci wdzięczna za te komentarze – oglądając, niby wiem, o co chodzi, ale takie ciekawostki znacznie uatrakcyjniają oglądanie. No i wzbogacają moją (dosyć skromną) w tym zakresie wiedzę. ;)

        Samo anime jest pozycją bardzo ciekawą i pomimo epizodycznej fabuły wcale nie nuży (tu podkreślam – nie nuży mnie; nie wydaje mi się, żeby Chouyaku Hyakunin Isshu miało szansę spodobać się wszystkim). Fajna odskocznia od innych tytułów tego sezonu.
        • Avatar
          hitsujin 23.07.2012 22:56
          Re: O związkach mażeńskich słów kilka...
          Ja zaś jestem wdzięczna za Twój komentarz – przynajmniej wiem, że ktokolwiek te moje wywody przeczytał ^^

          Ze swojej strony, do Chouyaku Hyakunin Isshu mam mieszane odczucia, to znaczy – ewidentnie jest to seria mająca na celu zainteresowanie młodzieży dawną kulturą rodzimą i stąd całość poprowadzona jest w formie możliwie atrakcyjnej dla nastolatków (współczesne scenki z Fujiwarą Teiką i Ki no Tsurayukim, żeby nie szukać daleko). Z drugiej strony, całość jest podana całkiem strawnie i zdecydowanie kształcąco – po seansie każdorazowo mam ochotę poszperać w rzeczywistych życiorysach bohaterów, a to dobry znak. Co prawda, autorzy chętnie korzystają z licentia poetica – np. ponoć tym, który przez 100 nocy miał odwiedzać Komachi, lecz nie dopełnił zamierzenia, wcale nie był Henjo (Yoshimine no Munesada), lecz niejaki Fukakusa no Shosho. Z drugiej strony, Komachi podobno rzeczywiście była wiązana z Fun'ya no Yasuhide – do tego stopnia, że gdy wyjeżdżał objąć urząd na prowincji, zaprosił ją, by towarzyszyła mu w podróży…
  • Avatar
    A
    Shun-Shun 11.07.2012 10:27
    po zaledwie 2 odcinkach ciężko napisać coś więcej, ale bez wątpienia (jeśli po drodze niczego nie spaprają) jest to tytuł bardzo interesujący, dla mnie choćby przez fakt, że to epoka Heian i że historie pozornie nie powiązane ze sobą łączą się w zgrabną całość.
  • Avatar
    A
    Grisznak 3.07.2012 22:30
    Zapowiada się nad wyraz dobrze. Fajna, miła i nie męcząca oka grafika, ciekawy pomysł i niezłe prowadzenie historii. To może być seria sezonu, przynajmniej dla mnie. Cóż, wielkiego wyboru i tak nie ma.
    Tylko ten ending…. Człowieka, który wymyślił rap, powiesiłbym za jądra na palmie.