Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Komikslandia

Komentarze

Chihayafuru 2

  • Avatar
    A
    Lina 9.01.2014 02:34
    Nie rozumiem opinii niektórych osób. Przecież Chihayafuru to nie romans tylko anime sportowe i jako takie jest zrobione bardzo porządnie (tym większa zasługa twórców, że z egzotycznego i na pierwszy rzut oka banalnego „sportu” potrafili wykrzesić tak wiele). Emocji i napięcia mamy tutaj niezmiernie dużo (ogromny plus za świetnie dopasowaną muzykę), a uczucia są wyrażane głównie poprzez grę… i tak powinno być. Fakt, że z drugiego sezonu wyszła trochę turniejówka josei, ale często w ten właśnie sposób wyglądają rozgrywki w sportach niszowych. A jak chce się na dodatek być tą najlepszą to tym bardziej nie ma czasu na oglądanie się za chłopakami chociaż w anime zdarzają się romantyczne momenty. Jeśli ktoś się spodziewał randek, całowania i tego rodzaju doznań to trafił pod zły adres. Pojedynki są pasjonujące, obfitują w różne smaczki i podteksty (chociaż Chihaya mogłaby czasem odrobinę więcej sportowej złości wykazać), a na dodatek można łyknąć trochę kultury.
    Nie wiem jak Chihayafuru wypada pod względem emocji w porównaniu do innych sportowych anime ostatnich lat np. Kuroko no Basket, gdyż po obejrzeniu projektu postaci i przeczytaniu, że w wyżej wymienionym mamy do czynienia z kolejnym „pokoleniem cudów” w kolejnej dyscyplinie sportu (na domiar złego padło na nudną i wybitnie niejapońską koszykówkę) zapaliła mi się czerwona lampka z napisem „jakie to oryginalne” dość skutecznie jak dotąd mnie odstraszająca (chociaż sam Kuroko i jego sposób gry wydają się dość ciekawe). Jeśli Japończycy mają robić anime o sporcie to niech przynajmniej będzie to taki, w którym są dobrzy czyli raczej nie w koszykówce, a właśnie w czymś pokroju karuty.
  • Avatar
    A
    Subaru 12.12.2013 14:38

    W shoujo lubię to, że pokazują całą gamę emocji poprzez wiarygodnych bohaterów. A od serii sportowych oczekuję oczywiście napięcia i akcji. I właśnie dlatego bardzo się zawiodłem na „Chihayafuru 2 ".

    Pierwsza seria była udana pomimo swoich wad, ale obawiałem się, że skoro ostatnie odcinki mnie nużyły, to podczas tej będę spać. No i się spełniło.
    Koszmarnie nudne i rozwleczone. Kompletnie nie dało się niczym emocjonować, cała seria jest jednym wielkim graniem z przerwami na ogłoszenie wyników i wio dalej. I niestety tym razem karuta wydała mi się najnudniejszą grą świata, było jej po prostu zdecydowanie za dużo, a emocje graczy… Ciągle determinacja­‑nagła przeszkoda­‑załamanie­‑wsparcie drużyny­‑szczęście pod koniec. Nie ma zwyczajnie czasu na inne emocje, bo oni ciągle grają.

    Przynajmniej pojawia się wielki nieobecny, czyli Arata, ale finalnie również i on nie może się w pełni rozwinąć, bo sam podziw nad jego umiejętnościami to dla mnie za mało.

    Grafika raczej staranna, znów wszystko bardzo jasne i jakby rozmyte.

    Trzeba czuć naprawdę ogromną sympatię do tych bohaterów, żeby oglądać z zaciekawieniem. Ja się rozczarowałem i wyspałem.
    4/10 ode mnie.
  • Avatar
    A
    tanuki 11.07.2013 23:49
    To nie jest gra dla starych ludzi...
    Czyżby w trzecim sezonie problem inflacji mocy miałby dopaść naszych bohaterów? Bo właśnie takie odniosłem wrażenie po drugim. Czekałem z niecierpliwością aż Chihaya zakrzyknie: „Kaio­‑ken!” i przybierze czerwoną aurę, mobilizując wszystkie zmysły na poczeby gry. I aż się prosiło, żeby Ararat przeszedł transformację w superkarutogracza o sterczących blond włosach i błękitnych oczach w celu pokonania niepokonanej Shinobu. Albo mogliby wsiąść do mechów (ulubionych pojazdów japońskich nastolatków), którymi zgarnialiby gigantyczne karty do gry *_*
    Piętnastoletnia mistrzyni i siedemnastoletni mistrz in spe? Naprawdę mamy w to uwierzyć? Przecież tej gry nie wynaleziono dziesięć lat temu, a zawody odbywają się od ponad pięćdziesięciu, więc może wypadałoby okazać więcej szacunku starszym. W końcu to nie jakiś shounen tylko podobno josei, więc nikt za odrobinę realizmu by się nie obraził. Niech już będzie, że Ararat jest cudownym dzieckiem i potrafi rywalizować ze starszymi, ale w Chihayafaru w karutę najlepsze są wyłącznie dzieci (oprócz Suo, który też ma ledwie 24 lata i ptasi móżdżek), które słyszą słowa zanim ktokolwiek je wypowie O_o'
    • Avatar
      Hiromi 12.07.2013 03:00
      Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
      Ach widzisz na dodatek wielu bardzo obstaje za tym „cudownym dzieckiem”, a mnie skręca, racją jest, że na obecnych zawodach powinien zwyciężyć Dr Harada, ma największe doświadczenie, a tytuł króla powinna wygrać osoba dająca coś od siebie innym, a on właśnie tak robi, a Arata to ponowne wcielenie jego dziadka w oczach wielu ludzi, oni nie widzą młodego chłopaczka, lecz byłego króla, moim zdaniem powinien on udowodnić, że nie jest swym dziadkiem i samodzielnie wypracować swoją technikę i pozycje nie bazując na osiągnięciach swego krewnego.
      • Avatar
        czarna mamba 12.07.2013 08:54
        Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
        Z jednym się zgadzam. Arata od najmłodszych lat (właściwie chyba od kołyski) wychowywany był na karutowego Mistrza. Dziadek go szkolił, dziadek stawiał mu wyzwania i dziadek był jego największą inspiracją do tego, by piął się wyżej i wyżej. Trudno więc oczekiwac, że nagle porzuci styl, w którym przez całe dzieciństwo uczony był grac i wymyśli coś swojego, aczkolwiek chciałabym zobaczyc moment, w którym w trakcie gry realizuje sam siebie, a nie oczekiwania innych. Wszyscy chcą widziec w jego grze grę dziadka, więc nawet nie miałby szansy na wypracowanie własnego sposobu wygrywania i właśnie to mnie wkurza. Nigdy nie lubiłam porównywania, które zawsze, niezależnie od azymutu, jest krzywdzące dla danego człowieka. Człowiek, chocby chciał, nie ma wtedy szans na indywidualizm. Zawsze wypada blado na tle lepszej osoby. Nie zmienia to faktu, że każdy tam może zostac podpięty pod styl gry swojego mentora. Chihaya będzie grała pod styl Harady ( kliknij: ukryte ), Arata swojego dziadka, Porky tego drugiego popaprańca z konkurencyjnej do Shiranami szkoły (nie pamiętam, jak ten jełop się wabił), a np. Fujisaki pod styl Sakurazawy, etc.

        Ach widzisz na dodatek wielu bardzo obstaje za tym „cudownym dzieckiem”, a mnie skręca


        Nie każdy musi piac z zachwytu nad anielską postacią Taichi'ego. Ktoś musi obstawac za jego antagonistą i ja zamierzam robi to do samego końca serii. Tym bardziej, że nie jestem jedyna ^_^.

        Ogień i woda idealnie do nich pasują ;)
        • Avatar
          tanuki 12.07.2013 09:04
          Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
          Nie każdy musi piac z zachwytu nad anielską postacią Taichi'ego

          Przecież Taichi, to bohater tragiczny – głęboko nieszczęśliwy człowiek, który przez całe życie realizował wyłącznie marzenia innych: najpierw matki, a potem Chihayi. Marnuje najlepsze lata swojego życia na trenowanie gry, która go sama w sobie w ogóle nie interesuje – robi to wyłącznie po to, żeby zdobyć uczucie Chihayi. W dodatku wszyscy mu źle życzą i chcą, żeby związał się właśnie z tą kretynką Chihayą! Naprawdę nie wiem, co dobrego mogłoby dla niego z takiego związku wyniknąć -,-'
          • Avatar
            czarna mamba 12.07.2013 09:29
            Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
            Tragicznym to za duże słowo, gdyż nigdy nie doznał jakiejś wielkiej tragedii, która mogłaby odcisną piętno na jego psychice. To prawda, że jego mamuśka jest wariatką, ale w ten sposób zachowuje się wielu rodziców. On, jako prawie dorosły facet nie musi realizowac już ani ambicji matki, ani tym bardziej marzeń Chihayi. Robi to, bo myśli że tylko w ten sposób jest w stanie trafi do jej serca. Również uważam, że chłopak marnuje się, próbując zrówna się z Aratą i zdobyc Chihayę. Dziewczyna nie jest funta kłaków warta, więc daremne jego wysiłki. Szkoda go trochę, ale jest w pełni świadomy tego, co robi. Może gdyby udawał niedostępnego, jak robi to Arata, zdobyłby większe zainteresowanie Chihayi, ale w tej chwili próbuje jej nieba przychylic, a ona traktuje to najwyraźniej jako coś oczywistego. W drugim sezonie Chihaya rozczarowuje swoją lekkomyślnością. Coraz częściej robi na mnie złe wrażenie niedojrzałej gówniary, którą ktoś powinien sprowadzic do parteru. W obecnej sytuacji wszyscy wypadają korzystniej od niej. Niegdyś sympatyczna, teraz zaczyna irytowac.
            • Avatar
              tanuki 12.07.2013 10:01
              Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
              A uważasz, że obserwowanie jak ukochana cofa się w intelektualno­‑emocjonalnym rozwoju, to nie jest tragedia? Dwunastoletnia Chihaya była bystrą, rezolutną i szlachetną dziewczynką. Szesnastoletnia Chihaya, to ograniczona, egoistyczna gówniara, w której głowie hula wiatr. Ciekawe, kiedy również Taichi uświadomi sobie, że pokochał zupełnie inną osobę, niż ta , którą ma teraz przed oczami? Że karuta wcale niekoniecznie zmienia ludzi na lepsze…
              • Avatar
                Hiromi 12.07.2013 17:29
                Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                Ja myślę, ze Taichi jest tak zauroczony, ze nie jest w stanie tego dostrzec, wie tylko, że Chihaya ma fioła na punkcie samej gry i chęci pokonania Shinobu.
              • Avatar
                czarna mamba 12.07.2013 18:58
                Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                Myślę, że są większe tragedie, niż despotyczna mamuśka i obiekt westchnień mający móżdżek wielkości orzecha laskowego. Taichi ma wszelkie predyspozycje do tego, by byc numerem 1 niemal w każdej dziedzienie i zawsze doskonale sobie poradzi. Może dzięki wrodzonemu urokowi, a może ciężkiej pracy i odrobinie szczęścia, nie wiem. Zawsze bardziej współczułam chociażby Komano, bo widziałam, że chocby stanął na rzęsach i zaczął pląsac piruety 20 m nad ziemią, nigdy nie będzie miał predyspozycji do bycia popularnym i lubianym nie tylko w szkole, ale i poza nią. Nikt nie chce zadawac się z kimś, kogo od wyglądu amanta dzielą całe lata świetlne. Taichi ma wybór, więc niech lepiej ruszy swoja inteligentną główką i samodzielnie dokonuje trafnych wyborów, żeby się nie rozczarowac. Nie każdy ma takie szczęście oraz mozliwości.

                A uważasz, że obserwowanie jak ukochana cofa się w intelektualno­‑emocjonalnym rozwoju, to nie jest tragedia?


                Nie nazwałabym tego tragedią, raczej lekkim dramatyzmem. Jeżeli w pełni akceptuje regres umysłowy swojej ukochanej, może w to brnąc dalej, ale jeżeli jest to wada nie do zaakceptowania dla niego, lepiej żeby dał sobie spokój. Chihaya nie jest funta kłaków warta, a już na pewno nie tego, by cierpiec miłosne rozterki z jej powodu. To już jednak należy zostawi Taichi'emu. Co zrobi, jego sprawa.

                Dwunastoletnia Chihaya była bystrą, rezolutną i szlachetną dziewczynką.


                W pełni zgadzam się, że dwunastoletnia Chihaya była bystrzejsza i bardziej rozgarnięta od tej szesnastoletniej. Z upływem fabuły jest coraz bardziej ciężko strawna i szczerze wątpię w to, by miało się coś w tej materii zmienic. Przewiduję, że będzie z nią jeszcze gorzej, niż dotychczas. Coś takiego kończy się zazwyczaj w pokoju bez klamek i gustownym wdzianku z przydługimi rękawkami.

                Moją żeńską faworytką w tej chwili jest Kana, a jeżeli zechcą nieco uczłowieczyc Shinobu, również stanie się jedną z najbardziej lubianych przeze mnie bohaterek. Widac, że to inteligentna dziewczyna, tylko w procesie szkolenia na przyszłą Queen wyprano z niej wszelkie emocje i ludzkie odruchy, robiąc z dziewczyny automat do wygrywania. Myślę, że jako dziecko pozbawione dzieciństwa i normalnych, zdrowych kontaktów z rówieśnikami, które są niezbędne do prawidłowego rozwoju, przeżyła większą tragedię, niż Taichi. Jego matka nigdy nie pozbawiała go kontaktów z kolegami, mimo że miał nosic głowę wyżej niż pozostali.
                • Avatar
                  tanuki 12.07.2013 19:20
                  Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                  Sumire również ma potencjał na bardzo ciekawą ewolucję bohaterki. Oczywiście nie w kierunku zostania mistrzynią w karucie, ale uczłowieczenia i uwrażliwienia na potrzeby innych. W pierwszym momencie jej rzekome uczucie do Taichiego było tylko gówniarskim kaprysem, ale gdy już poznała go bliżej, to zapałała do niego dużo głębszym uczuciem, podobnym trochę do tego, którym Taichi darzy Chihayę. Szkoda, że ten wątek tak strasznie negliżują, bo byłoby ciekawiej obstawiać kto się z kim zwiąże na koniec, między większą ilością opcji ;)
                  Myślę, że są większe tragedie, niż despotyczna mamuśka i obiekt westchnień mający móżdżek wielkości orzecha laskowego.

                  Nieszczęśliwa miłość to najczęstszy powód targnięcia się na własne życie, więc nie masz racji – dla młodego człowieka nie ma większej „tragedii” (w znaczeniu poczucia nieszczęścia, bezsilności i beznadziei).
                  • Avatar
                    czarna mamba 12.07.2013 19:44
                    Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                    Nieszczęśliwa miłość to najczęstszy powód targnięcia się na własne życie, więc nie masz racji – dla młodego człowieka nie ma większej „tragedii” (w znaczeniu poczucia nieszczęścia, bezsilności i beznadziei).


                    Szczerze mówiąc, chciałabym miec tylko takie problemy, ale to tylko moje subiektywne zdanie.

                    Znów wychodzę na zimną, bezwzględną sucz, ale dla mnie zawód miłosny nie jest żadnym powodem do tego, by targnąc się na własne życie. Ktoś, kto to robi, nie rokuje zbyt sduzych nadziei na to, że w przyszłości poradzi sobie chocby z błahym problemem. W życiu trzeba miec jaja ze stali, albo twardy tyłek, by mniej bolało, gdy ktoś w niego kopie. Dlatego nie współczuję 'tragedii' związanej z zawodem miłosnym, tylko tej związanej z charakterem, a raczej jego wyjątkową słabością. Taichi nie jest ani słaby, ani tym bardziej głupi, żeby robic sobie krzywdę z powodu krótkowzroczności Chihayi. Po prostu, albo musi zaczekac aż jego 'muza' dojrzeje i zauważy jego starania, albo da sobie z nią spokój. Czasem trzeba zrobic radykalne cięcie, by poczuc się wolnym. On ma wybór, więc niech z niego mądrze korzysta.
                    • Avatar
                      czarna mamba 12.07.2013 19:54
                      Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                      Co do Sumire – nawet ona przeskoczyła Chihayę. Na początku myślałam, że dziewczę do samego końca pozostanie plastikowe i, że z biegiem czasu będę chciała udusi ją online, ale zauważyłam, że przechodzi metamorfozę nawet większą, niż Taichi, Komano i inni bohaterowie razem wzięci. Dalej ma swoje małe zagrywki, ale nie są one już tak irytujące :). Wiemy już, że nie ugania się za Taichim tak natarczywie, jak wcześniej i, że z jej strony to już nie jest zauroczenie wyglądem i głosem, ale głębsze uczucie w stosunku do całokształtu, z jego zaletami i wadami. Jako postac żeńska zaczęła mi się podobac, ale Kany nie przebije ;).
                      • Avatar
                        Hiromi 12.07.2013 20:02
                        Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                        Szczerze nigdy nie przyglądałam się postaci Sumire, ale czytając waszą dyskusję, dochodzę do wniosku, że to dziewczę posiada swój potencjał, lecz dla mnie nadal jest dzieckiem szukającym swojego Ja.
                        • Avatar
                          czarna mamba 12.07.2013 20:36
                          Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                          Ale nie jest już dzieckiem, które było wyjątkowo wkurzające na samym początku, więc już jest dobrze. Żeby trzecioplanowy bohater przewyższył głównego i tytułowego, z tym drugim musi by już naprawdę źle. Nie ma kto Chihayą wstrząsnąc, żeby się ogarnęła i spojrzała odrobinę szerzej, niż tylko przez pryzmat karuty. Lada chwila naprawdę uwierzę, że jest w stanie słac czekoladki walentynkowe Suou. Taki pustak, jak ona nie wie, kiedy dac sobie na wstrzymanie.
                          • Avatar
                            tanuki 12.07.2013 22:39
                            Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                            Bo to jest mimo wszystko manga/anime zmarnowanych szans (o czym napomknąłem już wcześniej przy okazji pierwszego sezonu). Chihaya też ma powód, żeby być aseksualną – przepiękną siostrę, przy której czuje się nieatrakcyjna fizycznie/seksualnie i nie wyobraża sobie, żeby komuś mogła się spodobać, żeby ktoś mógł się nią zainteresować. Tylko że to nie jest nigdzie powiedziane – ja się muszę tego sam domyślać, więc nawet nie mam pewności, czy rzeczywiście taka była intencja autorki.
                            Gdyby wprowadzić jej przemyślenia, w których powtarza sobie, że jeśli zostanie królową karuty, to wreszcie zdobędzie podziw ze strony rodziców i wreszcie stanie się atrakcyjna dla chłopców. I to byłby piękny paradoks: płeć przeciwna stroni od Chihayi, ze względu na jej fioła na punkcie karuty, a ona wyobraża sobie, że dopiero jak „ukoronuje” swojego fioła, to wtedy dopiero wszyscy spojrzą na nią inaczej.
                            • Avatar
                              czarna mamba 12.07.2013 23:10
                              Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                              Jakoś tego nie kupuję. Każda dziewczyna, niezależnie od wyglądu, stanu posiadania (w tym siostry jako najbardziej upierdliwego zwierza domowego) czy sytuacji rodzinnej, chce by atrakcyjna, chociażby dla tego jednego faceta. Fani Taichi'ego mogą mi za to urwac głowę, ale z obserwacji jej postaci wywnioskowałam, że ona chce by atrakcyjna tylko dla jednej osoby (chyba, że mam zwidy albo tak mocno zakorzeniła się w mojej głowie chęc kibicowania Aracie, że nieświadomie coś przekręcam i nadinterpretuję :P). Nie wiem, czy to źle czy dobrze, nie moja brocha. Nie przeszkadzałoby mi to wszystko (nawet jej pozorną aseksualnośc), gdyby nie zachowywała się jak wariatka. Naśladowanie kutego na cztery łapy jełopa, którym jest Suou, uchodzi w moich oczach za objaw desperacji i skazuje ją, nawet mimochodem, na wyszydzenie. Jeżeli nie zostanie Królową, świat się przecież nie zawali. Musi w końcu dostrzec, że świat nie składa się lepszych i gorszych, tylko z dobrych, lepszych i jeszcze lepszych i zawsze może trafic na kogoś, komu będzie mogła glancowac szczewiki, nawet wtedy gdy zwali z tronu obecną Queen. Jeżeli jednak karuta jest jej jedynym hobby i celem, w którym chce się realizowac, nigdy nie dostrzeże innych stron życia. Rozumiem rozrywkę po szkole w wolnym czasie, ale nie tworzenie z gry sensu życia, chyba że na zawsze zamierza mieszkac z rodzicami i życ na ich utrzymaniu.
                              • Avatar
                                tanuki 12.07.2013 23:32
                                Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                                chyba że na zawsze zamierza mieszkac z rodzicami i życ na ich utrzymaniu

                                To i tak w końcu czeka 50% młodych obywateli Unii Europejskiej ;P
                                Ale zgadzam się z Tobą całkowicie, że jej fascynacja karutą i ignorowanie innych aspektów życia jest strasznie irytujące. Tylko że ja chciałem pokazać, że gdyby jakoś próbowano jej zachowanie uzasadnić, to widz/czytelnik mógłby to wytłumaczenie kupić. A tutaj dostajemy przekaz: „Kocham karutę!”, „Karuta jest najwspanialsza na świecie!”, „Nie widzę życia poza karutą!!!” Normalnie aż się prosi, żeby Chihaya trafiła na bezludną wyspę, na której nie miałaby z kim grać w karutę, przez co musiałaby wreszcie przewartościować swoje życie ^^
                                • Avatar
                                  Hiromi 13.07.2013 00:03
                                  Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                                  Ale najeżdżacie na nią, pamiętajmy, że Chihaya wahała się w sprawie swojej przyszłości, czy grać dlaej lub zostać nauczycielką, a co do samej gry z Aratą ona chce mu dorównać albo choć raz pokonać. Wydaje mi się, że on jest dla niej niczym mentor, coś nie osiągalnego na chwilę dzisiejszą, tu nie chodzi o postrzeganie go jako mężczyzny tylko najsilniejszego z rywali.
                                  • Avatar
                                    czarna mamba 13.07.2013 00:34
                                    Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                                    Trochę to dziwne, ale Japonki chyba już tak mają, że rumienią się na widok swoich mentorów, zwłaszcza gdy ci chwalą piękno ich kimon xD. W każdym razie, wątpię by tylko o to chodziło, tym bardziej, że gdybym była na miejscu Chihayi, nie chciałoby mi się jechac do innego województwa, by przekonac kogoś, kogo ledwo znam do swojego hobby :P. Z resztą, co mi tam. Mogę jedynie czekac na kontynuację mangi i trzeci sezon anime ;). Teraz chcę jedynie zobaczyc Aratę w tradycyjnym stroju. Rarytasik ;).

                                    Co do samej karuty – wszyscy tam mają równe kuku na muniu, włącznie oczywiście z Aratą oraz Queen. Żeby stawiac karciankę na pierwszym miejscu, trzeba byc nieziemsko stukniętym xD. Trochę więcej powagi. Chciałabym zobaczyc trochę twardsze stąpanie bohaterów po ziemi, bo nie da się życ samymi mrzonkami. W byciu Meijinem oraz Queen karuty absolutnie nie ma nic złego, ale dążenie do osiągnięcia tego poziomu u niektórych bohaterów graniczy z obsesją. Sam temat anime jest intrygujący, bo nigdy wcześniej nie spotkałam się z tą grą, ale uwielbienie jej do tego stopnia, że patrzy się na świat i ludzi tylko przez karty, to już lekkie przegięcie. Takie rzeczy się leczy, moi drodzy ;P.

                                    Na początku podobała mi się postawa Taichi'ego – 'nie chcę zmarnowac życia na grę w karutę'. I mógł przy tym zostac, zamiast realizowac nieswoje plany i marzenia. Zrobił to z zazdrości o Aratę i gdyby Chihaya ze swoim wszędobylskim nochalem nie wepchnęła się na podwórko tego drugiego, Taichi grałby sobie teraz w piłkę, uczył się i zarywał najłatwiejsze dziewoje w Tokio, a fabuły w ogóle by nie było.
                                    • Avatar
                                      Hiromi 13.07.2013 01:00
                                      Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                                      To nie tak wciąż robisz z niego amanta, a on dzieciństwa jest stały w swoich uczuciach. To tak jakbyś nigdy „nie kochała”, bo jeżeli znasz to uczucie to wiesz, że z miłości człowiek jest zdolny do największych poświeceń, zdarza się, że nawet zatraca samego siebie. Prawda początkowo Taichi grał w karutę dla Chihayi, ale obecnie zaczął odnosić zasłużone sukcesu, a sama gra daje mu satysfakcje.
                                      • Avatar
                                        czarna mamba 13.07.2013 01:26
                                        Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                                        bo jeżeli znasz to uczucie to wiesz, że z miłości człowiek jest zdolny do największych poświeceń


                                        Nie wiem, skąd czerpiesz takie informacje, ale na pewno nie z realnego życia. To, że w shoujo mangach zakochani ludzie potrafią wskoczy za obiektem swoich westchnień w ogień, nie znaczy, że w rzeczywistości tak jest. Zejdź na ziemię ;). Byś się zdziwiła, co ludzie potrafią robic z 'miłości' O_o.

                                        To nie tak wciąż robisz z niego amanta, a on dzieciństwa jest stały w swoich uczuciach.


                                        Nie robię z niego amanta, to po prostu normalne, że umawia się z dziewczynami. Co w tym złego? Złe jest tylko to, że na zastępstwo za Chihayę wybierał najłatwiejsze pustaki, które same się pchały do związku. Zamiast jednak grzecznie odmawiac i zachowywac full celibat dla swojej ukochanej, brnął w związki bez żadnych perspektyw i przyszłości.

                                        Jak teraz czytam *inną mangę* (Ty dobrze wiesz, jaką ;)), i właśnie widzę, jacy z Japończyków są gadżeciarze, nawet jeżeli gadżetem ma byc facet/kobieta, ogólnie ktoś popularny. Jak łatwo ludziom zmieniają się gusta i priorytety. Aż jestem tym przerażona O_o. Dla dziewczyn, które umawiały się z Taichim, był on właśnie takim gadżetem, który pasował do torebki, butów, sukienki i koloru paznokci. Jakież to prostackie.

                                        Ps. Czasem miło byłoby przeczytac odniesienie do całości mojej wypowiedzi, a nie tylko oderwanego fragmentu, zwłaszcza jeżeli dotyczy różowowłosego aniołeczka ;>.
                                      • Avatar
                                        czarna mamba 13.07.2013 01:41
                                        Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                                        Prawda początkowo Taichi grał w karutę dla Chihayi, ale obecnie zaczął odnosić zasłużone sukcesu, a sama gra daje mu satysfakcje.


                                        Taaaak, ale nie chciałabym, by zatracił się w grze, jak większośc bohaterów. U tej niewielkiej garstki cenię zdrowe podejście do tej gry, które nie odseparowuje ich od codziennego życia. Chihaya, Arata, Shinobu i parę innych osób to ekstremalne przypadki, więc dla równowagi potrzeba kogoś zdrowo patrzącego na karciankę i jej potencjalne znaczenie w życiu. Ile można walic łapami w tatami (jeszcze, do diabła, za darmo!!!)? Co za dużo, to nie zdrowo.

                                        A co do jego motywu gry w karutę, uważam że był co najmniej tak infantylny, jak motyw Sumire, która też z czasem poczuła karutowego bluesa i cieszyła się ze swoich drobnych zwycięstw, a nie tylko z faktu stałego przebywania w pobliżu Taichi'ego. Nawet jeżeli szaleje za Chihayą do nieprzytomności, nie powinien rezygnowac z własnych marzeń i planów. W jaki sposób chce zwrócic na siebie jej uwagę, skoro w nieskończonośc będzie tkwił pod jej pantoflem?
                                        • Avatar
                                          Hiromi 13.07.2013 04:38
                                          Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                                           kliknij: ukryte Cieszy mnie fakt, że uważasz iż Taichi ma choć trochę rozumu, ale serca nie da się kontrolować. W wielu sprawach mamy odmienne stanowiska, ale to dobrze, bo przynajmniej się nie nudzę.
                                          • Avatar
                                            czarna mamba 13.07.2013 12:11
                                            Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                                            Ależ ja uważam go za bardzo inteligentnego, tylko w odbiorze jego postaci zawsze przeszkadzało mi stękanie kibicujących mu serialowych fanek ('on ma zawsze pecha') i komentarze miłośniczek bishounenów jego pokroju, że jest tak doskonały, piękny, więc wszystko mu się należy, włącznie z laurami w karucie i łatwym zdobyciem kobiety. Po prostu chciałam trochę równowagi, wiedząc że jeżeli da mu się wszystko, czego pragnie, nie zostanie już nic dla pozostałych.

                                            W tej *innej mandze* widać, że główni bohaterowie (również bishouneny), mają wszystko. Są przystojni, zdolni, popularni i kochani przez całą żeńską część Japonii. A co dla pozostałych? Rynsztok, czy jak? Właśnie tacy piękni, zdolni i popularni wskazują palcem pozostałym, gdzie jest ich rów, ale z tego, co widzę, Taichi nie należy JUŻ do grupy osób, które lubią przestawiać wszystkich z kąta w kąt.

                                            Dlaczego wciąż wspominam o Komano? Bo dla mnie zawsze był fajniejszą i sympatyczniejsza postacią, która obok Taichi'ego nie może nawet stanąć. Nie ma ku temu predyspozycji. Był zazdrosny o niego, ale jest to w pełni zrozumiałe. Każdy, kogo robią kozłem ofiarnym jest zazdrosny o tego, kto jest najbardziej popularny, lubiany i wszystko gładko mu idzie. Rozpływając się nad urodą Tai'a i talentem Araty, zapomina się właśnie o takich brzydkawych kujonkach, jak on. Komano inteligencją przewyższa nawet Mashimę, ale nigdy nie dorówna temu pierwszemu, a już na pewno nie zdobędzie takiej popularności. W serii widać, że zrobiono z niego chwilowy przerywnik, żeby nie przeszkadzać za bardzo świętej trójcy, ale żeby przypomnieć widzom, że jeszcze żyje i ma się dobrze. Zupełnie, jak w pierwszej serii traktowano Aratę, ale było to o tyle zrozumiałe, że on po prostu siedział sobie w Fukui i nie wyściubiał nosa poza miasteczko, więc do nikogo nie mam pretensji o to, że tak rzadko go pokazywano. Celebrowałam każdy moment, gdy mignął gdzieś na ekranie choćby przez ostatnie pół minuty odcinka ;).

                                            A co do uczuć – kilka razy zdarzyło mi się zakochać bez wzajemności, dlatego wiem, jakie to uczucie, ale bardzo szybko udawało mi się z tego pozbierać, dlatego teraz piszę o tym, że dla mnie zawód miłosny nie jest żadnym powodem traumy, a już na pewno nie jest pretekstem do tego, by się kaleczyć lub targnąć na własne życie. Cóż, tak bywa i pewnych rzeczy się nie zmieni. Gdybym wierzyła w romantyczną miłość rodem z Harlequinów (których, nawiasem mówiąc, nigdy nie czytałam) i z shoujo mang, mogłabym poważnie rozczarować się rzeczywistością. A tak, mam do tych spraw bardziej praktyczne podejście, dlatego unikam rozczarowań. Zawsze przegrywa ten, kto bardziej się stara, należy o tym pamiętać, zamiast zatracać się w motylach w brzuchu i chwilowym zauroczeniu. Zauroczenie pryśnie i okaże się, że nie będziemy mogli nawet patrzeć na partnera, który jeszcze do niedawna był dla nas istotą niemal boską. To tak na koniec mojego, znów przydługiego, wywodu ;).
                                            • Avatar
                                              tanuki 13.07.2013 13:01
                                              Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                                              Zawsze przegrywa ten, kto bardziej się stara

                                              Wezmę sobie Twoją radę do serca ;)
                    • Avatar
                      Hiromi 12.07.2013 19:58
                      Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                      Miłość powstająca z przyjaźni jest czymś bardzo trudnym, ponieważ człowiek nie jest w stanie samodzielnie zauważyć kiedy to właściwie się stało, że zamiast „przyjaźni” jest coś głębszego. Jeszcze gorzej jest, gdy tylko jedna z osób dostrzega tą przemianę samodzielnie, lub w ostateczności za pomocą kogoś z zewnątrz kto pomaga dostrzec tę subtelną różnice między miłością, a przyjaźnią.
                      • Avatar
                        czarna mamba 12.07.2013 20:15
                        Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                        Problem tylko w tym, że mimo wszystkiego, co mówi się na temat przyjaźni damsko­‑męskiej, ja w nią nie wierzę. Prawie nigdy nie jest tak, że obie strony do końca łączy jedynie przyjaźń. Prędzej czy później jedna ze stron zakochuje się w drugiej i to, co było budowane przez lata, zaczyna się sypac, zwłaszcza jeżeli jedna osoba nie jest zainteresowana drugą lub, co gorsza, ma partnera. W wielu takich przypadkach jedynym sensownym wyjściem z patowej sytuacji jest odejście, ucięcie wszystkiego, oczywiście uprzednio wyjawiając powód odejścia. Nie ma sensu katowac się do końca życia z tego powodu. Dlatego piszę tu o wyborze, jakiego powinien dokonac Taichi. Jeżeli trzymają go jeszcze jakieś nadzieje, że Chihaya spojrzy kiedyś na niego, jak na mężczyznę, a nie tylko przyjaciela, inaczej chodzącą chusteczkę do nosa, niech uzbroi się w cierpliwośc. Chihaya w tej chwili nie nadaje się do jakiegokolwiek związku. W tym względzie szkoda byłoby mi Araty, za którym zawsze będę stac murem. Teraz jest na tej lepszej pozycji, bo albo gra niedostępnego, albo naprawdę Chihaya nie interesuje go jako potencjalna dziewczyna. W każdym razie, z takimi ptasimi móżdżkami, jak ona, trzeba postępowa właśnie w taki sposób, a jeżeli Taichi chce, by Chi go zauważyła, niech przestanie robic z siebie jej podnóżek, bo w końcu jest facetem z krwi i kości.
                      • Avatar
                        Hiromi 13.07.2013 18:02
                        Re: To nie jest gra dla starych ludzi...
                        Ja również nie wierzę w przyjaźń damsko­‑męską.
  • Avatar
    A
    q 3.07.2013 20:00
    Obserwacja: baby mają problem z Chihayafuru.

    Gusta ukszałtowane przez szablonowe shoujo/josei domagają się podążania utartymi ścieżkami romantycznych wielokątów. A tu figa z makiem! Stąd niedosyt pairingowych shipperek…

    To co wyróżnia i czyni Chihayafuru wyjątkowym – zrobienie ze sportu bohatera pierwszoplanowego – budzi opór karmionych szablonami pań. Bo cóż, że pięknie pokazana miłość do kart, jak w koło latają dorodne bizony do wzięcia.

    Wątek romantyczny nie dość, że w tle, to jeszcze mocno introwertyczny, skupiony na odkrywaniu przez bohaterów własnych uczuć, bez typowych nieporozumień i niedopowiedzeń.

    Cóż…

    Masz Ci, babo, karutę! ;]

    Daj Bóg i w trzecim sezonie.
    • Avatar
      Hiromi 3.07.2013 23:05
      Nie twierdzę, że ten sposób prowadzenia fabuły nie przypadł mi do gustu, tu nic nie jest oczywiste i za to tę mangę i anime tak cenię. Uczucia i ludzkie relacje są niczym wierzby na wietrze, chwiejne i zależne od chwili i nastroju.
    • Avatar
      czarna mamba 3.07.2013 23:24
      Akurat wcale nie przeszkadza mi zmarginalizowanie sfery uczuciowej w serii ;). Podejrzewam, że sprawa trójkąta (albo innego wielokąta – nie zapominajmy, że do puli włączono również Sumire i Shinobu) zostanie rozstrzygnięta pod koniec serii lub w ogóle nie zostanie rozwiązana. Tak też byłoby dobrze, w sumie Chihaya jest kompletnie aseksualna, jak to ktoś kolokwialnie określił. Jedynie jej wewnętrzne wyznanie w trakcie rozmowy telefonicznej z Aratą daje jakieś nadzieje na pociągnięcie czegoś, co było oczywiste od początku serii. W końcu kijem rzeki nie zawrócisz ;).

      W drugim sezonie trochę za dużo karuty. Mogła być porcjowana w podobny sposób, jak w pierwszym. Wychodziło to serii na plus, gdyż można było skupić się na każdym bohaterze z osobna. Teraz mieliśmy wielką miazgę, która zakończyła się dobrym finałem. No cóż, Mizusawa won, Taichi, Tsukuba, Tsutomu & Arata won, Chihaya lost. Przy najmniej pod sam koniec zaczęło się dziać, bo przez połowę sezonu czuć było znużenie.

      Z niecierpliwością czekam na trzeci sezon :). Mam nadzieję, że twórcy i mangaczka staną na wysokości zadania ;).
  • Avatar
    A
    Hiromi 3.07.2013 14:52
    Finał
    Właściwie przygoda dopiero się zaczyna.  kliknij: ukryte Dla mnie ostatni odcinek wypadł bardzo dobrze była, jak gorzka czekolada, w której można zawsze wyczuć nutkę słodyczy.
    • Avatar
      czarna mamba 3.07.2013 23:08
      Re: Finał
      Twórcy zapomnieli chyba o meczach Tsutomu i Tsukue, więc Arata i Taichi nie są jedynymi zawodnikami, którzy wygrali swoje kategorie. Nie rozumiem tego porównania poziomów jednego z drugim. Na siłę próbuje się robić z nich rywali o wyrównanych szansach. Widać przecież jak na dłoni różnicę klas między nimi, więc do ich pojedynku o tytuł Meijina dojdzie może w następnym wcieleniu, ale nie w ciągu tej serii, chyba że musiałby zdarzyć się niebywały cud. Moim zdaniem na siłę próbuje się przypakować Taichi'ego. Dotyczy to tylko karuty, bo jeżeli chodzi o sprawy sercowe, to zupełnie inna para kaloszy, choć w serii bardzo mocno podkreślony jest związek między sferą uczuciową a samą karutą. Wszystko odbywa się za jej pośrednictwem i na jej tle. Nie zapominajmy, że Taichi dopiero co wyszedł z kategorii 'B', więc w realnym starciu nie miał jeszcze do czynienia z co najmniej połową zawodników rangi 'A'. Chihaya od niepamiętnych czasów była lepsza od niego, a na turniejach rozkładali ją na łopatki przeciętni zawodnicy. Moim zdaniem tylko Arata (nie licząc aktualnego Meijina) miał szansę na wyrównaną grę z Shinobu i swoje umiejętności wykorzystał najlepiej, jak tylko się dało. Ewentualnie Murao i Tsuboguchi mogą stanąć z nim w szranki, bo rzeczywiście mają dość spore umiejętności. Taichi'emu jeszcze daleko, oj daleko, ale w sumie chciałabym zobaczyć kiedyś ich pojedynek. Może w trzecim sezonie będzie nam dane :). Byłoby ciekawie ;).
      • Avatar
        czarna mamba 3.07.2013 23:08
        Re: Finał
        *Tsutomu i Tsukuby – sorry za pomyłkę.
        • Avatar
          Hiromi 3.07.2013 23:22
          Re: Finał
          Nie nam jest oceniać i mieć wpływ na fabułę mangi, skoro autorka twierdzi, że jej obaj „główni” męscy bohaterowie mają wyrównane szanse, a ich poziom gry za wiele się nie różni to widocznie takie jest jej główne założenie. Jedni mają talent we krwi, a drudzy zdobywają wszystko ciężką pracą, ale nikt nie zaprzeczy, że obie drogi prowadzą do sukcesu.
          • Avatar
            czarna mamba 4.07.2013 00:04
            Re: Finał
            Owszem, ale nie da się porównać np. przeciętnego malarza do Rembrandta czy Da Vinci, chyba że ci drudzy mieli po prostu lepszy PR, w co szczerze wątpię. Doceniam ciężką pracę Taichi'ego, jak i innych bohaterów (nie jest jedynym ciężko pracującym w serii, należy o tym pamiętać!), ale talent to zawsze jednak talent i nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Utalentowani ludzie na pewno mają łatwiej w swojej dziedzinie, ale są też bardziej odsuwani od społeczeństwa przez swoją nieprzeciętność.  kliknij: ukryte  Z resztą, nie można być utalentowanym we wszystkim. Taichi jest w końcu najlepszym uczniem w szkole, ma talenty sportowe, nieprzeciętną urodę, więc dlaczego bozia miałaby obdarować go jeszcze talentem do karuty ;)?
          • Avatar
            czarna mamba 4.07.2013 00:27
            Re: Finał
            natomiast Shinobu ma niepodważalny talent ona mówi do każdej z kart, przeprasza ją za to, że ją straciła na rzecz przeciwnika.


            Widać właśnie, że izolacja ze społeczeństwa niezbyt dobrze działa na ludzką psychikę. To już podchodzi pod schizofrenię albo inny przypadek kliniczny. Ktoś kiedyś dziwnie spojrzał na mnie, gdy mówiłam do komputera. Z Shinobu jest tak samo, a nawet dużo gorzej ;). W ogóle bohaterowie serii mają jakieś dziwne odchyły na tle karuty. Nie wiem, czy nie powinna zostać zakazana, bo można zaobserwować u ludzi, którzy się nią zajmują, podobnych objawów, jakie niesie ze sobą zażywanie narkotyków, a jej brak powoduje coś na wzór syndromu głodu narkotykowego ;P. WHO po obejrzeniu tego anime wpisałoby grę w karutę na listę uciążliwych chorób, które należy leczyć :P. To samo zrobiono z nadmiarem energii u dzieci (ADHD) oraz kompletnym lenistwem do nauki (dysmózgie).
            • Avatar
              Hiromi 4.07.2013 02:04
              Re: Finał
              Dla wielu graczy Karuta jest sense życia, tlenem, którego potrzebują, aby normalnie funkcjonować, a dla drugich zaś stanowi źródło rozrywki, z nami też tak jest jednych ich pasje tak pochłaniają, że wręcz się w nich zatracają, inni zaś umieją to rozgraniczyć. Takie zachowania sprawiają, że bohaterowie anime są bardziej ludzcy, czy czasami nie tego oczekujemy, gdy oglądany inne serie, chcemy, aby postacie myślały, czuły, zachowywały się i funkcjonowały, jak ludzie, których mamy w okół i to jest właśnie piękno tego anime pokazuje świat właśnie takim, jakim jest. Shinobu zaś w moim odczuciu nie jest aż tak beznadziejnym przypadkiem, dziewczyna kocha karutę, a karty uosabia niczym nasi poeci uosabiali na przykład sztućce w swych wierszach, kochając coś chcemy to chronić. Dla Araty karuta to gra­‑sport.
              • Avatar
                czarna mamba 4.07.2013 10:22
                Re: Finał
                Dla Araty karuta to sport, jak dla większości graczy i dobrze. W końcu w czymś muszą się realizować. Czasami jednak lubią popadać w skrajności i już nic innego nie widzą poza grą. Nie do końca podoba mi się to w Aracie, ale samego bohatera wręcz uwielbiam. Nie każdy może pozwolić sobie na poker face, grając z największymi monstrami :P. Arata jest dobry w tym, co robi, więc nie widzę powodów, dla których miałby przestać grać i podwyższać swoje umiejętności, nawet jeżeli nie głaszcze, nie całuje, nie śpi z kartami i nie zamierza się z nimi żenić :P.

                Ze wszystkich bohaterów Kana ma najzdrowsze podejście do tej dyscypliny. Patrzy na karutę pod zupełnie innym kątem, niż wszyscy pozostali i w sumie nie dziwię jej się, bo ja w podobny sposób reaguję na obrazy, a ludzie wrażliwi na sztukę zawsze zdołają porozumieć się, że tak to ujmę, podprogowo, choć z zamiłowaniem Kany jest mi nie po drodze. Shinobu z kolei powinna przejść terapię, gdyż izolacja od rówieśników oraz same karty niezbyt dobrze na nią działają. Żeby je głaskać i przepraszać za to, że się je straciło, to musi być już zaawansowane stadium schizofrenii. Jak pisałam wcześniej, zniszczyli dziewczynie psychę, przez co będzie cierpieć do końca życia, jeżeli pod wpływem Chihayi i Araty nie zmieni swojego podejścia do ludzi. Mam nadzieję, że mangaczka systematycznie będzie ją zmieniać, ponieważ naprawdę jest obiecującą postacią, ale jej dotychczasowe podejście nie tylko do kart ale i do wszystkiego innego było nieco odstraszające. Ostatnio zaczyna wrzucać odrobinę na luz i mimo swojego ekscentrycznego podejścia do kart, w moim odczuciu staje się w końcu znośną bohaterką. Mam nadzieję, że będziemy świadkami jeszcze większego progresu. Nie chciałabym, by zmarnowano potencjał drzemiący w Shinobu. Jeżeli autorka mangi miałaby ją kiedykolwiek połączyć z Aratą, niech ja najpierw uczłowieczy. W przeciwnym wypadku nie widzę tego związku. Poważnie zmieniła już Sumire, więc i z tą bohaterką nie powinna mieć jakiś poważnych problemów ;).

                Btw. Trochę mniej Snowmaru, a będzie dobrze ;). Nie mogę patrzeć na jej ubranie upstrzone wizerunkiem bałwana. Zawsze mogłaby wytatuować go sobie na języku albo gałce ocznej, bo to coraz bardziej jest trendy i daje wyraz poświęcenia się swojej 'miłości'.

                Chihaya z kolei zaczyna poważnie irytować swoją lekkomyślnością. Jak lubiłam ją jako dziecko z podstawówki, tak z biegiem czasu zaczęła wywoływać u mnie nerw. Myślałam, że człowiek z wiekiem mądrzeje, a tu mamy klasyczny przykład umysłowego regresu.
                • Avatar
                  Hiromi 4.07.2013 18:45
                  Re: Finał
                  Jejku nie wydaje Ci się ,że przesadzasz w sprawie Shinobu, może karty dają jej to czego nie otrzymała od babci, która była surowa i od mamy, która była zbyt tchórzliwa, aby się przeciwstawić. Każdy ma swoje ciemne strony, a Shinobu wydaje się bardzo osamotniona, choć wciąż zgrywa osobę bardzo nie zależną, jej potrzeba kogoś kto powiedział by, że widzi w niej młodą , piękną kobietę, a nie wyłącznie królową karuty. Postrzegamy tylko, to jak ją wykreowano, wszyscy się jej obawiają, bo jest dobra w tym, co robi, ale nikt nie widzi nic po za tym. To, tak jak patrzeć na jajko i zapomnieć, że ono ma coś jeszcze pod skorupką, nikt nie interesuje się niczym więcej, jak jej zwycięstwami. Bałwanek to jej ulubieniec, tak jak dla Chihayi ten pluszowy misiek, obie dziewczyny pod tym względem są podobne, co w tym złego, że publicznie okazują sympatię temu, co lubią. Podobnie jest z nami nie wstydzimy się mówić godzinami o mangach bądź animach, które wywarły na nas duże wrażenie.
                  • Avatar
                    czarna mamba 4.07.2013 20:29
                    Re: Finał
                    Każdy ma swoje ciemne strony, a Shinobu wydaje się bardzo osamotniona, choć wciąż zgrywa osobę bardzo nie zależną, jej potrzeba kogoś kto powiedział by, że widzi w niej młodą , piękną kobietę, a nie wyłącznie królową karuty.


                    Właśnie dlatego napisałam, że mam nadzieję, że Chihayi i Aracie uda się zmienić stosunek Shinobu do relacji międzyludzkich i pomogą jej wyjść ze skorupy, w której tkwi. Shinobu nie jest zła, tylko zamknięta w swoim hermetycznym świecie, który wybitnie jej nie służy. Napisałam chyba już o tym wcześniej. To nie jej wina, że miała wokół siebie grono świrów, którzy zrobili z niej dzikuskę, chyba każdy nabrałby podobnych nawyków, mając taki wzorzec zachowań. Mam nadzieję, że uda się ją uczłowieczyć, bo jako postać do niedawna była dość odpychająca, a chciałabym ujrzeć ją od innej, cieplejszej strony. A co do bałwanów, miśków, pony czy hello kitty, każdy ma swojego pierdolca, ale po co manifestować go na każdym kroku? Jeden ciuch ze Snowmaru w zupełności by wystarczył, ale jeżeli ktoś jest nim upstrzony od stóp po czubek głowy, nie da się na to patrzeć. Przez miłość do Dady Beara nie da się również Chihayi brać zbyt poważnie, ma się wrażenie, że mentalnie utkwiła w trzeciej klasie podstawówki, ale u niej tata misiek przynajmniej nie wali po oczach, jak bałwan u Shinobu. Koszulka ze Snowmaru była nawet kawaii, ale wszystko inne wyrzuciłabym lub spaliła, włącznie z torebką i pantalonami.

                    Shinobu z pewnością tęskni za towarzystwem ludzi, pokazała to chociażby w trakcie pojedynku z Aratą, było też kilka retrospekcji, ukazujących, że jej dzieciństwo wcale nie było usłane różami. Na pewno chciałaby wywewnętrznić się przed kimś, ale na horyzoncie nie widziała dotychczas nikogo, komu mogłaby bezgranicznie zaufać. Szczerze mówiąc, chciałabym kiedyś zobaczyć, jak członkowie Mizusawy wraz z Aratą wkręcą ją w drużynówkę, żeby zobaczyła, że współpraca może być świetną przygodą. Ona może się zmienić, ale trzeba pokazać jej inne strony karuty a także relacji międzyludzkich. Samo zwycięstwo i tytuł Królowej jest niczym w porównaniu do posiadania przyjaciół. Poświęcenie niewarte świeczki.
                    • Avatar
                      Hiromi 4.07.2013 22:25
                      Re: Finał
                      Chciałabym to zobaczyć Shinobu grającą dla zabawy i czerpiącą czystą przyjemność z tego, co robi, powoli staje się ona jedną z moich ulubionych postaci. Chihaya nie nadaje się na osobę, która mogła by złamać stosunek Shinobu do karuty, tu trzeba kogoś kto gra drużynowo i czerpie z tego i nie zależy mu tak na zwycięstwach, nasza Kana by się nadała, Sumire również zbyt wiele nie brakuje, za to Chihaya jest zaślepiona pragnieniem zwycięstwa i zdobyciem tytułu. Arata też chce udowodnić sobie i innym, ze jest godny porównywania go do dziadka, więc on tez odpada.
                      • Avatar
                        czarna mamba 4.07.2013 23:24
                        Re: Finał
                        Myślę, że możesz się mylić co do Chihayi i Araty. Oboje udowodnili, że są (Arata) lub kiedyś w przyszłości będą (Chihaya) w stanie zagrozić jej pozycji, więc zaczęła z nimi, jako zawodnikami poważnie się liczyć. Poza tym oboje chcą grać mecze drużynowe, dlatego sądzę, że byliby odpowiedni do resocjalizacji Shinobu ;). Pomijając marny poziom inteligencji Chihayi, nie można zaprzeczyć, że jest osobą ciepłą i zjednującą sobie ludzi, z kolei Arata tak naprawdę jest jedną z nielicznych osób, które w relacji z Shinobu mają cokolwiek do powiedzenia. Reakcja Queen na jego odpowiedź w kwestii drużynówek idealnie obrazuje respekt, który żywi do chłopaka i choćby przez wzgląd na niego byłaby skłonna do zmiany podejścia. Dodajmy do tego jeszcze Kanę, o której piszesz, z czym w zupełności się z Tobą zgadzam, to moglibyśmy doczekać się świetnego meczu drużynowego, chyba najciekawszego w całej serii. Myślę, że pozostali członkowie Mizusawy z powodzeniem mogliby dołożyć swoją cegiełkę do przemiany Shinobu ;). Ławek, Kana, Tsukuba czy Taichi, a nawet Sumire (od jakiegoś czasu nawet zaczęłam ją lubić, choć nadal jest najbardziej bezpłciową postacią z całej drużyny) są całkiem sympatyczni i mają w miarę zdrowe podejście do ludzi, życia czy gry :). Prosiak jest egoistyczny i ostatnimi czasy sprawia wrażenie nieco rozmemłanego, więc nie biorę go pod uwagę. Arata został wywieziony na prowincję, ale widać, że chce wrócić do swojego dawnego życia, a Chihayę cały czas temperują w jej szaleńczych zapędach, więc nie powinno być źle ;).

                        Shinobu ma szansę się zmienić, tylko musi trafić na osobę z jajami, która zdoła skruszyć mur, jaki postawiła między sobą a resztą świata. Zlew Ararty dał jej psychologicznego kopa w tyłek i chyba tego właśnie potrzebowała. Ta kwestia nie dotyczy konkretnie karuty, tylko tego, że potrzebuje przyjaciół jak każdy inny człowiek, ale przez lata musztry pod okiem swojego walniętego senseia wyparła tą potrzebę ze świadomości, skupiając się całkowicie na szlifowaniu umiejętności. Może gdyby zdobyła prawdziwych przyjaciół, Snowmaru i karty nie byłyby już tak bardzo jej potrzebne i zamiast traktować karutę jak walkę o życie (przepraszanie kart za ich stratę), mogłaby czerpać więcej satysfakcji z samej gry.

                        Wspólny mecz drużynowy Mizusawy wraz z Aratą i Shinobu jest jedną z rzeczy, które niezaprzeczalnie chciałabym zobaczyć w serii :). Podejrzewam, że nigdy do tego nie dojdzie, ale pomarzyć zawsze można :). Byłby to rarytasik, jakich łaknę oglądając to anime. Delektowałabym się tym meczem tak samo, jak pojedynkiem Arata vs. Shinobu ;).
                        • Avatar
                          Hiromi 5.07.2013 00:46
                          Re: Finał
                          Przemiana Shinobu to jedno, ale sprzymierzenie się z drużyną Mizusawy to już chyba za wiele przecież nikt nie odważyłby im się przeciwstawić w walce, to jak drużyna samych geniuszy gry. Chihaya owszem okazuje czułe uczucia, ale praktycznie wyłącznie członkom własnej drużyny, ma ona tez wielki szacunek do Shinobu, wręcz podziwia ją, próbuje naśladować jej ruchy podczas gry. Wątpię, że Shinobu, jakikolwiek sposób obawia się Araty, wydaje mi się, że ma go za gracza godnego jej osoby. Pewnie ze względu na szacunek wobec gry i Araty zdecydowała się przystąpić do udziału w meczu finałowym mino gorączki, kto wie, może gdyby nie osłabienie, pewnie by go pokonała.
                          • Avatar
                            czarna mamba 5.07.2013 01:12
                            Re: Finał
                            Ależ Ty jesteś cięta na tego Aratę, naprawdę ;). Najlepiej zrobić z niego lamera, który fuksem dostał się do finału i pokonał samą Queen, bo ta dostała gorączki i była osłabiona. Fujara, której tylko się picło, nie? ;) Nie widać tego, że sama Shinobu grała w tym meczu na 120%, bo nawet Chihaya zauważyła, że pierwszy raz waliła dłońmi w tatami, agresywnie zbijając karty, zamiast, jak zwykle, delikatnie muskać ich krawędzie? To chyba wystarczający dowód na to, że trafiła na naprawdę godnego przeciwnika. Nigdy dotąd nie musiała wysilać się grając z kimkolwiek. Traktowała każdego przeciwnika jak kolejne mięcho do zżarcia, łykowate z resztą i mało smaczne. Te mecze po prostu ją nudziły. W tym wypadku nie mogła zlekceważyć przeciwnika. Nie wiem, czy Arata może mierzyć się z samym Suou, jednakże na pewno nie można powiedzieć o nim, że jest przeciętny, bo to totalny bzdet. Ale rozumiem, że trzeba zrównać antagonistę Taichi'ego z gruntem, bo front protaichowy byłby niekompletny ;).

                            Gdzie ja pisałam o sprzymierzeniu się z Mizusawą, zwłaszcza na turniejach? ;) Byłoby to niewykonalne chociażby z tego względu, że chodzą do różnych szkół. Chodziło mi jedynie o jeden mecz pomiędzy nią i członkami Mizusawy, w którym odkryłaby urok gry zespołowej ;). Poza turniejami granie z przedstawicielami innych szkół w jednej drużynie nie jest przecież zabronione ;).
                            • Avatar
                              Hiromi 5.07.2013 02:53
                              Re: Finał
                              Jestem na niego cięta, tak samo jak Ty na Taichiego:) Oj wiem, że są z różnych szkół, ale wyobraź to sobie taka drużyna byłaby nie do pokonania, wyobraźni to tu za grosz u Ciebie, nie no żartuje, ja tak przypuszczalnie to nagryzmoliłam. Wiem, ze ci dwoje to godni siebie przeciwnicy, a ten mecz wymagał od Shinobu aktywnego zaangażowania, aż jej się wszystko paliło pod rękoma, ale to dobrze, bo udowodniono jej, że nie zawsze jest najlepsza i, że nadal musi się uczyć i nie spoczywać na laurach.
                              • Avatar
                                Hiromi 5.07.2013 02:59
                                Re: Finał
                                Będziemy tak sobie wytykać, wiesz, co coraz bardziej mnie to bawi, kiedyś gula mi stawała w gardle kiedy źle pisałaś o Taichim, ale teraz się już nie przejmuję, każda z nas wie swoje, dwie uparte fanki. Wiem skąd we mnie ten upór, w końcu to główna cech zodiakalnego koziorożca, ale co do Ciebie to pojęcia nie mam, przyznam, że świetni się bawię!
                                • Avatar
                                  czarna mamba 5.07.2013 16:51
                                  Re: Finał
                                  No cóż, obu chłopaków na pewno da się lubić z ich zaletami (przede wszystkim) i wadami. Miałam tylko problem z Taichim, bo przy czytaniu milion razy o tym, że tak ciężko pracuje i ma pecha, jego postać była dla mnie ciężko strawna. Gdyby sami bohaterowie nie robili z niego totalnego pechowca i nie chcieli prowadzić go wręcz za rękę, nigdy nie pomyślałabym o nim, jako o bohaterze, którego nie polubię. Co prawda na początku nie wywarł na mnie zbyt dobrego wrażenia jako bachor, a później jako pierwszoklasista, ale z biegiem czasu nawet ja zauważyłam jego metamorfozę charakterologiczną.

                                  Jeżeli chodzi o Aratę, to do tej pory nie wiem, co mnie do niego przyciągnęło, ale polubiłam go od pierwszej sekundy, jak tylko pojawił się w serii. Gdy zobaczyłam go w wieku 17 lat, nie mogłam oderwać od niego oczu ;). Wizualnie dużo bardziej przypadł mi do gustu, niż Taichi, choć nie przeczę, że i z niego jest kawał pięknego chłopca ;).
                              • Avatar
                                czarna mamba 5.07.2013 08:49
                                Re: Finał
                                Moją wyobraźnię lepiej zostawić w spokoju, gdyż często działa na przekór oczekiwaniom innych ;).

                                Przestałam być cięta na Taichi'ego od ostatnich kilku odcinków, kiedy zaczął w końcu udowadniać, że jest facetem, a nie siusiumajtkiem ;). Nawet go polubiłam, ale nadal twierdzę, że jego stylu gry nie da się porównać ze stylem gry Araty, wbrew temu, co ględzi Sakurazawa. To są dwa różne światy, więc czego można oczekiwać, gdy jeden wychowywał się niemal od kołyski na karucie, a drugi nie grał w nią, tylko pogrywał. W 2 lata nie da się nadrobić wszystkiego, chyba że jest się wielmożnie nam panującym Mistrzem Suou, który, nawiasem mówiąc, musi być jakimś kosmitą z nadprzyrodzonymi mocami, skoro rozpoczął przygodę z karutą na początku studiów i od tego czasu czwarty raz z rzędu jest w niej Mistrzem xD.

                                Z resztą, czy to ważne, czy Taichi jest tak dobry, jak Arata czy nie? Raczej wątpię. I tak ma całe grono wielbicielek, a jeżeli miałby godzić się na to, by Chihaya patrzyła na niego wyłącznie pod pryzmatem jego gry w karutę, a zostanie Meijinem byłoby jedynym kryterium, które zadecydowałoby, że z nim będzie, szkoda chłopaka. Takie patrzenie na kogokolwiek jest bardzo powierzchowne i na pewno nie wróży udanego związku. Chihaya musiałaby dojrzeć do swojego wieku, a na to w tej chwili się nie zanosi. Wiem, że może to być Tobie nie w smak, ale przynajmniej Sumire zmieniła sposób patrzenia na niego i nie widzi już w nim wyłącznie pięknej buźki, ani tym bardziej umiejętności gry w karutę. Od niedługiego czasu zaczęła patrzeć na całokształt, na to, jak się stara, poświęca, itd. Jeżeli nie mogła go mieć swoimi zwyczajowymi sposobami, musiała coś w sobie zmienić. Wiadomo, osoba nieosiągalna zawsze jest bardziej atrakcyjna od zdobytej mimochodem. Może kiedyś Chihaya zmieni sposób patrzenia na niego, ale na razie nic na to nie wskazuje. On jest dla niej ważny jako przyjaciel, ale nikt więcej. Nie wiadomo do końca, jak sprawa ma się z Aratą, bo wyznanie 'W całym swoim życiu zawsze będę lubić/kochać karutę i zawsze będę lubić/kochać Aratę' w tym wyjątkowo opornym na wszelkie związki partnerskie przypadku może brzmieć dwuznacznie.

                                Wiem skąd we mnie ten upór, w końcu to główna cech zodiakalnego koziorożca, ale co do Ciebie to pojęcia nie mam, przyznam, że świetni się bawię!

                                Wiem, skąd bierze się ta moja przekora i inny sposób patrzenia na fabułę i relację Chihayi, Araty, Taichi'ego i Shinobu ;). Zodiakalne wodniki już tak mają, że lubią stawać okoniem, gdy ktoś próbuje narzucać im swoje zdanie xD.
                                • Avatar
                                  Hiromi 5.07.2013 17:52
                                  Re: Finał
                                  Chihaya może kiedyś dorośnie i zacznie postrzegać swych wiernych przyjaciół i kompanów gry, jako mężczyzn, ale na dzień dzisiejszy to, jak by patrzyła w lustro, a nie widziała osoby znajdującej się za nią. Jaj mentalność, jako kobiety praktycznie nie istnieje, jest urocza, ale nic po za tym, Kana będzie musiała się dużo napracować, aby zrobić z niej kobietę z krwi i kości.
                                  • Avatar
                                    czarna mamba 5.07.2013 18:18
                                    Re: Finał
                                    No ja myślę, bo na razie jedyną jej formą kokieterii jest szarpanie za ubranie w celu zwalenia drugiego człeka z nóg (lub rowera) xD. Kana ma twardy orzech do zgryzienia, chyba każdy by wymiękł, gdyby miał do czynienia z dzieckiem w ciele kobiety. Robiąc jakiekolwiek gesty w stronę Taichi'ego, Chihaya nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że on to bardzo osobiście odbiera, dlatego trochę mi go żal, ale tylko trochę, bo w końcu stoję po stronie Araty ;). Na jej miejscu każdy w miarę rozgarnięty człowiek wiedziałby, o co chodzi i albo odbiłby piłeczkę, albo kazał absztyfikantowi spadać na drzewo. Na świadomą bajerę z jej strony na pewno to nie wygląda, ale i tak budzi lekki niesmak.
                                    • Avatar
                                      Hiromi 5.07.2013 18:25
                                      Re: Finał
                                      A nie przypomina Ci ona Kyoko, tylko, ze tu sytuacja jest troszkę inna, bo ta dziewczyna została głęboko zraniona i wykorzystana przez ukochanego, a gdy zdołała się od niego uwolnić postanowiła, że nigdy już nie otworzy swego serca na miłość. Ren kochają na zabój, wszyscy w okół to widzą, ale ona wypiera się jego uczuć i własnych twierdząc, że nie jest godna uczuć swego Sempaia.
                                      • Avatar
                                        czarna mamba 5.07.2013 20:48
                                        Re: Finał
                                        To jest analogia do jakiego anime, bo nie kojarzę postaci? :)

                                        W przypadku Chihayi raczej nie ma mowy o żadnym zranieniu. Ona po prostu od dzieciństwa miała męskich przyjaciół, którzy byli dla niej stałym elementem krajobrazu, a nie kimś, z kim za parę(naście) lat mogłaby brać ślub i mieć dzieci. Gdyby miała tylko i wyłącznie koleżanki, które ćwierkają między sobą o chłopakach, zupełnie inaczej patrzyłaby na płeć męską i relacje z facetami. Chihaya tego nie miała, dlatego jest upośledzona pod tym względem :P.
                                        • Avatar
                                          Hiromi 5.07.2013 22:48
                                          Re: Finał
                                          Zbrodnia:) nie widziałaś „Skip Beat” proszę w wolnej chwili zapoznaj się z tym tytułem, bo na prawdę warto.
  • Avatar
    A
    J. 30.06.2013 22:09
    Troszkę zawiedziona
    Teraz gdy już anime się skończyło mogę się z czystym sercem o nim wypowiedzieć. Pierwszą serią byłam zauroczona i zniecierpliwością czekałam na drugi sezon, od kiedy o nim usłyszałam ;) ale…zawiódł mnie. Liczyłam na choć minimalne rozwinięcie wątku miłosnego pomiędzy Chihayą a Taichim… Jak dla mnie akcja turniejowa była zbytnio rozciągnięta, a potem „wpakowano” co się dało do ostatniego odcinka. Pozostaje niedosyt i niezamkniętę wątki. Nie wiem jak to ocenic…
    • Avatar
      Hiromi 1.07.2013 02:04
      Re: Troszkę zawiedziona
      Fabuła idzie zgodnie z mangą, ja też marzyłam, ale cóż, nawet teraz w mandze nic się między nimi nie zmienia, choć to już 112 rozdział, wciąż nic nie wiadomo. Racja, dla mnie ten turniej tez był za długi, już mnie to nużyło. Poczekamy na trzeci sezon, który powstanie pewnie po zamknięciu mangi, więc jakieś rok, dwa lata.
    • Avatar
      czarna mamba 1.07.2013 13:24
      Re: Troszkę zawiedziona
      W tym sezonie rozczarowały mnie dwie rzeczy: zbytnie skupianie się na mało ważnych meczach oraz bohaterach randomowych, jak postacie z żeńskiej szkoły, kujonki od konkursów wiedzy oraz trójca otaku Megumu­‑tan. Ich historia była totalnie zbędnym fillerem, który niepotrzebnie przedłużył niezbyt ciekawy, z resztą, mecz. Trochę za dużo randomów i skupiania się na nich. Ważniejsze mecze, jak ten z Fujisaki, Chihayi z Shinobu, Shinobu z Aratą zostały sklejone na prędce i w rezultacie te mecze, które są najbardziej widowiskowe i ciekawe, zostały ograniczone do pół lub jednego odcinka, podczas gdy mecz, na którym większość widzów z pewnością ziewała, trwał ok. 3 odcinków. Drugą sprawą, która wywołała u mnie gulę w gardle jest totalne zlanie niemal wszystkich meczy Ławka, Kany, Tsukuby, czy Sumire, choć ta ostatnia wisi mi i powiewa, więc jej meczy spokojnie mogę nie oglądać, ale nie wybaczę twórcom serii zeszmacenia w podobny sposób Tsutomu (!!!). Brzydko postąpili wobec niego i pozostałych bohaterów Mizusawy, choć Prosiakowi udało się wywalczyć odrobinę więcej czasu antenowego na swoje mecze, które, szczerze mówiąc, do najciekawszych nie należały.

      Cały drugi sezon składa się, w zasadzie, z jednego turnieju, który się ciągnął i ciągnął i ciągnął i skończyć się nie mógł. Nie ma zbyt wiele miejsca na zwyczajne, pozakarutowe życie, które byłoby wspaniałą odskocznią od nieustannego walenia łapami w tatami lub ćwiczenia wymachów przy akompaniamencie dramatycznej nuty po przegranym meczu. Josei nie przypominało za bardzo tego z pierwszej serii, pod tym względem fabuła nieco zaczęła kuleć, ale mam nadzieję, że poprawi się w trzecim sezonie.

      Jestem zachwycona, że Arata w końcu przestał być postacią randomową i wychylił się ze swojej chałupki w Fukui trochę dalej i na dłużej, niż dotychczas. Teraz czekam na jego mecz o tytuł Meijina i moment, w którym zobaczę go w hakamie na dłużej, niż krótka introspekcja. Wcale nie żal mi z tego powodu, że Chihaya nie interesuje się Taichim, nie będę ubolewała nad jego porażką i, mimo że ostatnio zapałałam do niego cieplejszym, niż na początku, uczuciem, gdybym miała powiedzieć, komu kibicuję najbardziej w pojedynku o serce Chihayi, tym wybrańcem byłby brunet, choć ostatnio wkurzyłam się nieco na Chi i stwierdziłam, że takie olanie kogoś, za kim ganiało się przez całe 2 serie jest szczytem tępoty, ale może jej głupkowate zachowanie wynikało z fanatycznego strachu przed obejrzeniem meczu dwóch gigantów i potężne ukłucie zazdrości, że to Arata właśnie kładzie na łopatki Queen, a nie ona ;P. W każdym razie lolowe jest jej każdorazowe czepianie się ciuszków Araty :P. Zabójczy sposób na podryw. Z pewnością, jeżeli Arata zrobi sobie kiedyś krzywdę przez jej końskie zaloty, nasza muda bijin wejdzie w rolę jego osobistej pielęgniarki xD.

      Podsumowując, za dużo karuty, za mało innych elementów tego anime, za które tak bardzo ceniłam tą serię w pierwszym sezonie. Mało istotne mecze zostały za bardzo rozciągnięte, a te najważniejsze skrócone do minimum. Irytujące jest totalne olanie pozostałych bohaterów, którzy robili za tapetę dla głównej dwójki, a później i Araty z Shinobu. Brak rozstrzygnięcia spraw sercowych między trójkątem Arata­‑Chihaya­‑Taichi w ogóle mi nie przeszkadza. Jestem cierpliwa i mogę z tym zaczekać nawet do końca serii. Tak będzie ciekawiej ;). Ma nadzieję, że trzecia część wywoła u mnie syndrom rozdziawionej kopary. W tej serii czułam lekki ziew, poza momentami, kiedy grał Arata oraz meczami Shinobu, oczywiście ;).
  • Avatar
    A
    Hiromi 16.06.2013 18:22
    Wygrana
     kliknij: ukryte 
    • Avatar
      czarna mamba 17.06.2013 12:12
      Re: Wygrana
      Właśnie zrozumiałam, co miałaś na myśli pisząc, że 'Taichi zasługuje na Chihayę'.  kliknij: ukryte  Zmiana zdania i postawy Chihayi zaczyna mnie poważnie irytować. Wolałam ją jako dziecko.
      • Avatar
        Hiromi 17.06.2013 14:40
        Re: Wygrana
        Rozumiem nie chcesz, aby Arata został ponownie zraniony, poza tym Taichi dobrze wie, na co się pisze, ponieważ ma z nią kontakt praktycznie codziennie i wie, co robić w takich sytuacjach kiedy Chihaya traci panowanie nad swoimi emocjami. Co do Sumire, fakt, że wytrwale kroczy zdobywając kolejne rangi, świadczy o tym, że nie gar tylko, aby zwrócić na siebie uwagę Taichiego, ale zaczyna czerpać z tego własna satysfakcję, rozwija się dziewczyna. Ja widzę Aratę w związku z Shinobu, jak to się mówi „Kto się czubi ten się lubi” dla mnie ich rywalizacja jest pełna niezwykłych emocji, Arata jest jedyną osobą, która potrafi wytrącić ją z równowagi emocjonalnej i opanowania w grze. Silne osobowości tej dwójki to własnie to czego oczekuję, to właśnie nasi król i królowa karuty. Pamiętasz trenerkę Fukuji, która powiedział w mandze, że Chihai dużo brakuje do zostania królową i tu się z nią zgadzam bez dwóch zdań. Wygląda na to, że Kana będzie z Ławkiem, to trochę nie ładne graficznie, ale cóż. Ostatnio naszym bohaterom doberze się powodzi, zwyciężyli turniej drużynowy, Taichi zdobył rangę „A” i ten nowy awansował do rangi „D”, Sumire i Kanie się nie powiodło. Manga stanęła na 112 rozdziale, więc trzeba poczekać, na dalszy rozwój wydarzeń.
        • Avatar
          czarna mamba 17.06.2013 20:57
          Re: Wygrana
          Napisałam, że Taichi zasługuje na Chihayę, nie dlatego że chciałabym, żeby byli razem (wolałabym jednak, żeby pojedynek o serce głównej bohaterki wygrał Arata), ale dlatego że Chihaya jest kompletną, tępą idiotką, idealnie pasującą do Mashimy, za którym nie przepadam. On akurat przyciąga i najwidoczniej lubi takie lekko przytępawe panny, dlatego winszuję. Szkoda tylko, że tyle było hałasu o powrót Araty do karuty. Po co wyrwała go z jego matni, skoro przestaje go teraz dopingować? Mógł spokojnie sobie żyć w Fukuji, uczyć się, pracować i mieć święty spokój, a tak, wyrwała go laska, która najpierw mówi mu, że za nim tęskniła, a gdy dochodzi do najważniejszego dla niego wydarzenia, biegnie na mecz Taichi'ego, jak gdyby nigdy wcześniej nic między nią a Aratą się nie zdarzyło. To mnie po prostu miażdży i powoduje, że przestaję lubić Chihayę, za to uwielbiam Kanę, która jest nie tylko słodka i subtelna, kobieca, ale rownież ma najwięcej oleju w głowie z całej żeńskiej części Mizusawy. Shinobu polubię dopiero wtedy, gdy zacznie inaczej patrzeć na ludzi i przestanie być taka anty w stosunku do wszystkich. Jej antyspołeczne zachowania i złośliwe docinki w kierunku meczy drużynowych są irytujące. Arata nie pasuje do niej właśnie pod tym względem. On chce mieć własną drużynę (zawsze kibicuje Mizusawie, choć nie zawsze udawało mu się obserwować mecze przyjaciół), pod warunkiem jednak, że będzie w niej Chihaya i Taichi. W meczu z drugą szkołą Fukui (nie pamiętam już, czy to była wschodnia Fukui czy zachodnia) sam stwierdził, że był zazdrosny o to, że Taichi i Chihaya mają swoją drużynę, a ta, w której grał jako statysta nie jest jego drużyną. W końcu zdecydował się na przeprowadzkę do Tokio, by na powrót grać ze swoimi przyjaciółmi. Byłby to najsilniejszy team w Japonii ;).

          Shinobu nie potrzebuje do szczęścia nikogo, dlatego irytowałaby mnie jako dziewczyna Araty. Wizualnie są do siebie podobni, ale nie pod względem mentalnym. Gdyby udało się ją zresocjalizować, byłaby sympatyczniejszą postacią, a tak, przemyka gdzieś korytarzami, jak zjawa, siejąc strach wśrod uczestników turniejów. Bardzo ciężka w odbiorze postać.
          • Avatar
            Hiromi 17.06.2013 23:31
            Re: Wygrana
            Zgodzę się z jednym Shinobu gardzi rozgrywkami drużynowymi, bo wie, że dzięki nim właściwie nic się nie osiągnie, ona woli inwestować w siebie, a nie tracić siły, coś co nie jest zależne tylko od niej samej. W indywidualnych rozgrywkach zwycięstwo zależne jest wyłącznie od własnych umiejętności każdego z graczy, a w zawodach drużynowych jeżeli choć jedno ogniwo łańcuch jest słabe starania wszystkich mogą pójść na marne. Shinobu jest nie zależna i silna za, co ją cenię, ona ma charakter i wie, czego szuka, zna swoje możliwości, za to Chihaya jest, jak flaga na maszcie wszystko, co robi i, jak robi zależne jest od jej stanu emocjonalnego. Dziewczyna nie potrafi się opanować zawsze potrzebuje kogoś kto powie jej, że już wystarczy i tu wkracza Taichi, który jest zawsze w pogotowiu to on czasami musi myśleć za ich dwoje. Shinobu powinna być sparowana z Aratą, oboje stanowią parę najsilniejszych graczy, on nauczy ją „człowieczeństwa”, co w moim odczuciu wcale tak bardzo nie ubolewa w sprawie właśnie tej postaci, a ona pokaże mu szybkość i piękno poematów, które traktuje, jak rodzinę.
            • Avatar
              czarna mamba 18.06.2013 00:19
              Re: Wygrana
              No to może zamiast faceta, przydałby się jej nowy mózg, bo jej własny nie za dobrze funkcjonuje.

              Owszem, Shinobu bardzo dużo zyskuje na tym, że nie gra w zawodach drużynowych, ale to tyczy się wyłącznie karuty. Z drugiej jednak strony zubożyli dziewczę, separując je od rówieśników po to tylko, by mogła doskonalić umiejętności w grze karcianej. Trzeba być jakimś zidiociałym socjopatą, żeby kazać dziecku opuścić grono przyjaciół dla karcianki. Rozumiem, gdyby miała kiedyś na tym zarabiać, ale to jest sport totalnie niekomercyjny, więc okupienie sukcesu totalną izolacją od otoczenia było co najmniej bez sensu. Zwaliło jej tylko psychę i oprócz wybitnego karucianego skilla, niczego innego nie zyskała. Arata jako człowiek, przyjaciel, facet nie jest jej na nic potrzebny. Jest dla niej jedynie kolejnym kawałkiem mięcha, które chce pożreć ze smakiem, rozkoszując się ewentualną wygraną. To mi się właśnie w niej nie podoba. Gdyby od czasu do czasu okazała się człowiekiem, a nie maszynką do koszenia przeciwników, mogłaby stać się jedną z moich ulubionych postaci, bo naprawdę ma potencjał, ale w tej chwili kojarzy mi się z krwiożerczym pitbullem, który tylko czeka na idealny moment, by wgryźć się ofierze w tętnicę.

              Nie jestem w stanie zaakceptować postawy Chihayi. Wywołała taką aferę o to, że Arata skończył z karutą, by ostatecznie zachować się jak skończona idiotka, gówniara, która nie wie, czego chce. Wolała przebimbolić bardzo ważny mecz tego, którego starała się na powrót wciągnąć w ich wspólną pasję. Ostatecznie byłabym w stanie strawić jej wybór Taichi'ego, choć tego nie rozumiem, ale to, co zrobiła względem Araty było ciosem poniżej pasa, którego nie toleruję. Niech ona lepiej wróci do tej swojej Nibylandii, bo jako prawie dorosła (pod względem wieku) kobieta zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak, wywołując tylko grymas politowania. Okazuje się, że jak na początku z całej trójki wypadała najkorzystniej, tak zdetronizował ją wiecznie pechowy Taichi, a nawet plastikowa Sumire czy Tsukuba ze swoim joblem na punkcie szpaningu przed braćmi. Mam nadzieję, że Shinobu będzie miażdżyła ją raz za razem, bo słuch może ma dobry, ale nie dorównuje talentem queen. Co do paringu, zdecydowanie zasługuje na kogoś, dla kogo zerwanie z dziewczyną jest jak splunąć – szybko i bezboleśnie przez telefon. Taichi idealnie wpisuje się w ten schemat – są siebie warci.

              Denerwuje mnie, że pozostałe postaci, jak Ławek, Tsukuba, Sumire, Kana czy Sudou traktowani są jedynie jako tło dla świętej trójcy i ewentualnie Shinobu do kolekcji. Mecze Ławka i Tsukuby zostały kompletnie olane, a tak nie powinno być, przynajmniej w przypadku Ławka. Oprócz Kany dołączył do klubu najwcześniej i wybitnie należy mu się choć ćwierć czasu, jaki poświęca się Chihayi czy Taichi'emu. Ta historia zdecydowanie zaczyna zmierzać w niezbyt dobrym kierunku. Nie lubię psucia w podobny sposób bardzo obiecującej fabuły. Takie coś zawsze bardzo szkodzi serii.
              • Avatar
                Hiromi 18.06.2013 02:56
                Re: Wygrana
                Cóż prawdą jest, ze Shinobu odizolowano od rówieśników i nauczono ją traktować ich tylko, jak potencjalnych rywali, ale chyba o to chodzi w karucie, aby pokazać rywalowi, że się jest bardziej skupionym i opanowanym niż on sam. Pamiętasz odcinki mówiące o jej przeszłości, gdy babcia kazała jej matce i jej się wynosić, bo nie robią nic pożytecznego, jak kazał 5­‑letniemu dziecku zostać w klubie i nauczyć się grać. Shinobu nie chciała sprawiać matce więcej problemów, więc skrupulatnie trenowała, aż osiągnęła obecny poziom. Ja nie mam jej nic za złe, taki ma charakter i tyle, może jest zbyt wycofana w relacjach z innym, ale czy tego właśnie nie wymaga gra, by nie okazywać swojej emocjonalności, bo to prowadzi w wielu przypadkach do zguby, co najczęściej obecnie zdarza się Chihai.

                Z tym zrywaniem przez telefon to lekka przesada, że wspominasz o tym prawie na każdym kroku, rozumiem Twoje oburzenie, ale ileż można. Dla Taichiego ten związek był farsą. dlatego rozwiązał go w ten sposób, a poza tym jestem pewna, że dawał tej dziewczynie wcześniej do zrozumienia, że mu na niej nie zależy, przytoczę rozmowę przedstawioną w pierwszym odcinku „Chihayafuru” , gdy odebrał telefon mówił tak znudzonym głosem, że choćby nie wiem, jak oślepiona kobieta zrozumiałaby, że facet ma ją już dawno gdzieś. Potem powiedział Chihai, że to ona poprosiła go o chodzenie, ale jemu wogulę na nie nie zależy. Może okazał się wtedy palantem nie liczącym się z kobiecymi uczuciami, ale to był jedyny taki incydent. Ostatnio nawet postanowił, jak najszybciej zwyciężyć swój własny mecz, aby Chihaya mogła zobaczyć rywalizację Shinobu i Araty, i kto mi teraz powie, że on nie liczy się z uczuciami osób, dla niego ważnych. Zapomniał o swojej wygranej, bo wiedział, co znaczy dla jego ukochanej ten mecz.
                • Avatar
                  czarna mamba 18.06.2013 10:30
                  Re: Wygrana
                  Gra wymaga skupienia na swoim celu, ale nie wycofania ze społeczeństwa. Argument jest bardzo naciągany, tym bardziej, że jeżeli nie chce grać meczy drużynowych, jej sprawa, ale dałaby w końcu spokój graczom. Oprócz tego, ze nauczono ją grać, wmówiono jej również że mecze genpei są beznadziejne, a przecież tyle grup je podejmuje i dobrze się przy tym bawi. To, że ona woli grać indywidualne, w brew temu, co mówi, nie jest objawem miłości do karuty, jest raczej objawem zadufania i egoizmu. Gdy Chihaya grała z tą 30­‑latką (Sakura coś tam), ta jej powiedziała, że obojętnie, czy wygrywa, czy przegrywa, i tak kocha karutę. I taka właśnie ta gra powinna być. Powinno się w nią grać dla samej gry, a nie dla trofeów, tym bardziej, że zawsze może znaleźć się jeszcze większy talent od Shinobu, który pogrzebie jej tytuł queen żywcem. Nie mam tu na myśli Chihayi, bo jeżeli chodzi o to, to może pucować buty królowej, a nie mierzyć się z nią jak równa z równą. Karuta nie służy do celów zarobkowych, więc tak czy inaczej obie z matką są na utrzymaniu babki, więc ten argument o znalezieniu talentu też nie jest trafiony. Matka zamiast robić z dziecka maszynkę do spełniania ambicji babki, sama mogła ruszyć tyłek i zacząć coś robić. W Japonii nie panuje takie kolosalne bezrobocie, jak w Polsce.

                  Z tym zrywaniem przez telefon to lekka przesada, że wspominasz o tym prawie na każdym kroku, rozumiem Twoje oburzenie, ale ileż można.


                  Dobra, już nie będę, skoro tak Cię to kłuje w oczy. Powinnam raczej powiedzieć, że Arata jest beznadziejny, bo przez śmierć dziadka załamał się i przestał grać. Poza tym jest zadufany w sobie i egoistyczny, bo wcześniej nie chciał grać genpei, kopał karty, wyrzucał przyjaciół z własnego domu, etc. Oj, ty brzydalu, Arata.

                  Ps. Chcę zobaczyć jeszcze raz Aratę w hakamie na meczu o pretendenta do tytułu Meijina. W błękitnej yukacie wyglądał jak milion dolców ;). Możesz mnie wyzwać, ale w przeciwieństwie do Taichi'ego i całej męskiej śmietanki bohaterów, ma w sobie coś na wzór arystokratycznego dostojeństwa, które tak mnie do niego przyciągnęło ;).
                  • Avatar
                    Hiromi 18.06.2013 18:44
                    Re: Wygrana
                    Lubić każda z nas może kogo chce, a już nie rób ze mnie takiej zołzy:)
                    • Avatar
                      Hiromi 18.06.2013 18:49
                      Re: Wygrana
                      Wydaje mi się, że obecnie nic nie jest w stanie zepsuć mi humoru, ponieważ moja przyjaciółka obroniła dziś licencjat na celująco i dowiedziałam się, że moja ukochana manga „Kaichou wa Maid­‑Sama!” będzie wydawana w języku polskim przez J.P.F, gdyby tak jeszcze któreś wydawnictwo podjęło się tłumaczenia „Chihayafuru” to już byłabym w siódmym niebie, jedna z grup tłumaczących robi naszą ukochaną mangę, ale idzie to powolutku.
                      • Avatar
                        czarna mamba 22.06.2013 14:29
                        Re: Wygrana
                         kliknij: ukryte 

                        Sezon się kończy, a ja dopiero teraz zaczynam dostrzegać drobne ludzkie cechy u Shinobu i muszę przyznać, że nawet da się polubić, jeżeli twórcy będą chcieli pójść z nią, jako postacią, na przód ;). Taichi też już nie jest dla mnie pajacem nr 1, być może przez to, że przestał się mazać, jak małe dziecko i wreszcie zaczął zachowywać się jak mężczyzna.

                         kliknij: ukryte Z tym, że cały czas mam wrażenie, że robił to wszystko przede wszystkim po to, by spełnić ambicje Meijina dziadka i całego karucianego otoczenia w Fukui. W zasadzie cały czas to robi. Wszyscy chcą widzieć w jego grze Wataya Hajime, jakby nie można było pozwolić mu raz na zawsze odejść z tego łez padołu, a chłopakowi dać spokój i pozwolić mu cieszyć się jego własną grą, a nie grą jego dziadka. Jakby mnie tak wszyscy próbowali porównywać do mojej matki, alfy i omegi, wkurzylabym się i walnęła wszystko w cholerę.
                        • Avatar
                          Hiromi 22.06.2013 20:17
                          Re: Wygrana
                           kliknij: ukryte 
                          • Avatar
                            czarna mamba 22.06.2013 21:14
                            Re: Wygrana
                            Właśnie tego się obawiam, zwłaszcza że manga nie posuwa się ani o chapter do przydu. Mam nadzieję, że za kilka dni ukaże się kolejny, bo zżera mnie ciekawość,  kliknij: ukryte  A jego uśmiech jest nieziemski :D. Jedynie Ashitaka z Mononoke Hime podobał mi się na równi z nim, więcej równie przystojnych bohaterów anime nie widziałam ;). Im więcej go w serii, tym bardziej moje kamienne serce mięknie i się raduje ;).
                            • Avatar
                              Hiromi 22.06.2013 23:48
                              Re: Wygrana
                              To będzie kolejny egzamin cierpliwości dla fanów „Chihayafuru” jest jeszcze jeden ważny szkopuł, nie wiemy, jak drugi sezon został przyjęty przez widownię japońską, a to, czy powstanie trzeci zależne jest od rankingów oglądalności i sprzedaży płyt DVD. Miejmy nadzieję, oby nie załatwiono nas tak, jak zrobiono to ze „Skip Beat!”.
  • Hiromi 13.06.2013 23:39:20 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Hiromi 1.06.2013 02:12
    Szaleństwo radość mnie rozpiera, ach ten 20 odcinek, zwycięstwo w turnieju drużynowym i ta nie zapomniana scena kliknij: ukryte 
    • Avatar
      czarna mamba 2.06.2013 13:27
      A ta deklaracja wojny z ust Taichiego była niesamowita,w końcu zrozumiał, że okularnik to jego wróg, nie oddaj mu Chihayi


      Zwłaszcza ten przestrach w jego oczach, gdy Arata oznajmił mu, że chce wrócić do Tokio i grać z nimi w dryżynie, wprost urzekający ;). Już go lubię za to lanie w porty na myśl o tym, że taki nudny, beznajdziejny troglodyta Arata wkracza na jego terytorium ;).

      Nie wszyscy fani serii stoją za nim murem. Na szczęście jest też wielu, którzy co najwyżej go lubią, doceniają za starania, ale nic poza tym, za to kibicują Aracie ;).
  • Avatar
    A
    q 29.03.2013 23:51
    Sportowe josei. Niszczy moje serce.
    • Avatar
      Hiromi 31.03.2013 22:13
      Racja
      Moje również, z odcinak na odcinek wypatruje rozwoju relacji między Taichim a Chihayą, a tu nadal nic, choć promyka nadziei, że uczucia Mashimy zostaną odwzajemnione, nawet wydarzenia przedstawione dotychczas w mandze nic nie wnoszą. Chihaya wciąż jest ślepa na uczucia Taichiego, a on sam nie zrobił nic, aby je zauważyła, podobała mi się bardzo rozmowa Taichiego z Aratą, gdy nasz ulubieniec stwierdził, ze Ayase nie należy do nikogo i ma własny rozum. Nie mogę znieść komentarzy amerykańskich fanów, którzy uważają, że poematy Karuty mówią o związku Araty z Ayase. Osobiście czytałam inną mangę tej autorki, w której główna bohaterka początkowo jest z brunetem, ale gdy pojawia się dziewczyna, która chce jej odebrać bliskiego przyjaciela, który wygląda, jak starsza wersja Taichiego uświadamia sobie, co właściwie do niego czuje i koniec końców są razem, oby autorka postępowała zgodniej ze swoimi wcześniejszymi scenariuszami wydarzeń. W wszystkich swoich dotychczasowych dziełach główne bohaterki łączyła w pary z blondynami o osobowości Taichiego, więc nie wszystko stracone. Pozostaje man czekać i modlić się o szczęśliwe zakończenie dla miłości Taichiego i Chihayi. Arata powinien związać się z Shinobu, zauważyłaś jej reakcję na niego, aż jej się oczka zaświeciły, myślę, że byliby dobraną parą, co o tym sądzisz?
      • Avatar
        Li 20.04.2013 18:28
        Re: Racja
        Hiromi napisał(a):
        Chihaya wciąż jest ślepa na uczucia Taichiego, a on sam nie zrobił nic, aby je zauważyła, podobała mi się bardzo rozmowa Taichiego z Aratą, gdy nasz ulubieniec stwierdził, ze Ayase nie należy do nikogo i ma własny rozum.


        Liczyłam na to, że pojawienie się fanki Taichiego zmieni tę sytuację, ale póki co nie ma to szans. W przypadku Taichiego to nawet gdyby robił jakieś podchody, to nic by to nie dało, bo przecież Chihaya świata nie widzi poza karutą (i Aratą, który jest częścią jej świata karuty). Ale gdyby został królem, to już inna sprawa…;)
        Bardziej mnie dobija to, że  kliknij: ukryte Tym nie mniej, z niecierpliwością wyczekuję następnych odcinków.
        • Avatar
          Hiromi 21.04.2013 03:59
          Re: Racja
          Właśnie obejrzałam 15 odcinek i z mangą też jestem na bieżąco, a relacje głównych bohaterów wciąż się nie zmieniły, tylko Arata zaczął postrzegać Taichiego, jako rywala w grze, uświadomił sobie, ze kiedyś miał go tylko za osobę grającą dla zabawy, a obecnie Mashima ma rangę „A” i wszystko możliwe, ze stoczą bój o tytuł Króla. Podoba mi się  kliknij: ukryte 
        • Avatar
          czarna mamba 19.05.2013 20:28
          Re: Racja
          Li napisał(a):
          Ale gdyby został królem, to już inna sprawa…;)


          Gdyby został królem, podejrzewam, że nic konkretnego by się nie stało. Jeżeli Chihaya patrzyłaby na wszystkich tylko pod kątem karuty, równie dobrze mogłaby słać czekoladki na walentynki wolnemu ptakowi Suou. Póki co, twierdzi, że obiektem jej 'uczuć' jest Dr Harada, co jest o tyle zabawne, że nikt nie bierze tego poważnie, a sam zabieg ma wywołać jeszcze większą ciekawość fanów :). Chihaya nie byłaby przecież tak głupia, żeby w jednym z odcinków, na pytanie Sumire, czy jest ktoś, o kim myśli przed snem, gadać jakieś pierdoły o Shinobu, która jako przeciwniczka (już nawet nie Arata, tylko właśnie Shinobu) jest jedynie motorem napędowym jej ambicji. Autorka mangi nie chce zdradzać, z kim chce ją połączyć, dlatego wtrąca zabawne wzmianki o senseiu. Zaraz jednak pokazane jest, jak dzwoni lub myśli o Aracie. Mimo całego zamieszania wobec pairingu Chihaya x Taichi oraz gromkich sprzeciwów pod adresem ew. pary Arata x Chihaya, wolę kibicować drugiemu chłopakowi i nawet, jeżeli ostatecznie Chihaya miałaby spełnić żądania oraz ambicje fanów, jakoby koniecznie ma zostać z Mashimą, mam skrytą nadzieję, że Arata dość mocno namiesza jeszcze w tej relacji. Nie chciałabym, by zszedł na ostatni plan bez niczego. Jeżeli Chihaya w jakikolwiek sposób mu się podoba, niech o nią walczy, jak lew, zamiast, jak dotychczas, usuwać się w cień.

          Hiromi napisał(a):
          Wiem, że mangą josei rządzą inne reguły, ale kto to widział, aby bohaterka związała się z kimś tak samolubnym, jak Arata, aż mnie ściska w dołku, gdy czytam, jaki on biedny, bo zmarł mu dziadek, a chłopaczek się załamał i znienawidził grę, którą tak kochał.


          A ja myślałam, że jednak kochał karutę na równi z dziadkiem. Tracąc dziadka (jeszcze w takich a nie innych okolicznościach), stracił również karutę, choć trochę głupie było patrzenie na pasję przez pryzmat dziadka, no ale cóż, i tak wybaczam mu chwilowy brak fasonu. Po tym, jak wziął się w garść i zaczął na nowo pojawiać na turniejach, odzyskałam wiarę w rozwinięcie jego roli w serii. Szkoda byłoby tego przystojniaka nie tylko dlatego, że bardzo dużo czasu poświęcono mu w pierwszych odcinkach, dlaczego zatem miałby całkiem zniknąć w późniejszych? Ma też za zadanie sprawić, że Taichi'emu nie będzie tak łatwo osiągnąć wszystko, czego pragnie, jakby chciał i bardzo dobrze, jakaś akcja musi być. Bishi nie musi mieć wszystkiego, co chce, to nie hipermarket, więc można mu trochę utrudnić sprawę.

          Czy masz coś do osób, które załamują się po stracie bliskiej osoby? Nigdy nie byłaś w sytuacji, w której zabrakło kogoś, kto był częścią Twojego życia do tego stopnia, że miałaś wobec tej osoby wyrzuty sumienia, że nie uczyniłaś dla niej tyle, ile powinnaś? Nie wolno naigrawać się z cudzej śmierci, ani z kogoś, kto ją przeżył/przeżywa, nawet jeżeli dotyczy to bohatera kreskówki. Świadczy to o braku wyższych uczuć, które powinny cechować każdego cywilizowanego człowieka. Jeśli miał powód do tego, żeby przestać grać, to nie powinno się go za to potępiać. Świadczy to tylko o tym, jak wielkim szacunkiem i miłością darzył dziadka, a w czasach obecnych jest to coraz rzadziej spotykane. Równie dobrze Taichi mógłby stracić kogoś bliskiego, wtedy rozległyby się głosy współczucia (już tak jest, tylko w przypadku masakrycznie błahych spraw), których skąpi się Aracie. Mimo, że nie lubię Mashimy, w takim przypadku nie ironizowałabym, że jest biedny, bo stracił matkę/ojca/siostrę czy wszystkich na raz, więc tym bardziej zniesmacza mnie to, co napisałaś na temat Araty w kontekście śmierci dziadka. Jeżeli dla Ciebie nienormalnym jest, że ktoś przeżywa żałobę po stracie członka rodziny, chyba nie ma sensu ciągnąć dalej polemiki. Mnie za to ściska w dołku, gdy czytam teksty typu: „jaki on biedny, bo zmarł mu dziadek, a chłopaczek się załamał i znienawidził grę, którą tak kochał.”. No wybacz…

          Skoro Wy żądacie pary Chihaya x Taichi, to ja żądam więcej Araty, Kany, Tsutomu i Sudou. Jest ich stanowczo za mało, poświęca się im minimum czasu, jako tło dla w/w 'pary'. Nie akceptuję takiego rozkładu ról tych postaci postaci, dlatego, zamiast tworzyć przesyt pięknymi głównymi bohaterami (Chihaya, Taichi), twórcy powinni poświęcić trochę więcej czasu pozostałym, bo są równie, a nawet bardziej godni uwagi. Tsukue kun wa kakkoi, dlatego powinien zostać mianowany kapitanem drużyny, co byłoby nie tylko zwieńczeniem jego wysiłków i charakterologicznej transformacji, ale również nagrodą za nieustanne ruszanie mózgownicą, a okazuje się, że mimo, iż jest niżej w rankingu szkolnych ocen od Taichi'ego, wykazuje się dużo większą inteligencją oraz zmysłem strategicznym, więc to właśnie on powinien być czołowym mózgiem serii :).
  • ta 29.01.2013 08:11:37 - komentarz usunięto
  • Avatar
    A
    Solteck 19.01.2013 11:29
    Taichi
    dostanie 1 dan i będzie koniec? Czy może jeszcze jakieś mistrzostwa będą?
  • vicca 13.01.2013 10:35:14 - komentarz usunięto
  • kamiltrol 12.01.2013 23:55:46 - komentarz usunięto