Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 6/10 muzyka: 3/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,75

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 432
Średnia: 7,08
σ=1,85

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Danganronpa: Kibou no Gakuen to Zetsubou no Koukousei The Animation

zrzutka

Co wyjdzie, gdy zmiesza się Big Brothera, Agenta i Battle Royale? Odpowiedź znajdziesz w tym serialu. Chyba.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Po dłuższej przerwie witam serdecznie tych czytelników, którzy zdążyli zacząć kojarzyć mój pseudonim i, o dziwo, polubili mój styl / zatęsknili za moim stylem pisania recenzji. W dzisiejszym tekście zamierzam wziąć na tapetę jedno z potencjalnie ciekawszych anime ostatnich lat, a mianowicie powstałe na podstawie gry na konsolę PlayStation Danganronpa The Animation, w którym pierwsze skrzypce grają pewien niegrzeczny miś i optymistyczna sierotka. No ale po kolei…

Jak zapewne wszyscy czytający te słowa wiedzą, Japończycy (przynajmniej sądząc na podstawie informacji dostępnych w anime) mają w zwyczaju przykładać wielką wagę zarówno do samych wyników w nauce, jak i do tego, w jakiej placówce edukacyjnej te wyniki zostały osiągnięte. A wspominam o tym dlatego, że bohaterowie recenzowanego anime nie są zwykłymi uczniami zwykłego liceum. To tzw. „superlicealiści”, prymusi z różnych dziedzin nauki bądź sportu, ściągnięci z całego kraju, by uczęszczać do specjalnie zaprojektowanego rządowego liceum, zwanego Akademią Nadziei. Jak dowiadujemy się ze wstępu, elitarna młodzież ma się tu uczyć na specjalnych warunkach i uzyskać w ten sposób niepowtarzalną szansę rozwoju. Tyle teorii. W praktyce okazuje się, że jedna z wybranych osób nie trafiła tu z powodu swoich zdolności, lecz została wytypowana na drodze zwykłego losowania. Ale to jeszcze nic. Wszyscy świeżo upieczeni „uczniowie” po przekroczeniu progu Akademii najpierw tracą przytomność, a potem dowiadują się od dyrektora, skądinąd wyglądającego jak pluszowy misiek, że mury akademii opuści tylko osoba, która zabije jednego ze swoich współtowarzyszy. Ale nie chodzi tu o to, by walnąć kogoś krzesłem w łeb i po sprawie. Zabójstwo musi zostać dokonane w taki sposób, by pozostali przy życiu członkowie niedoli nie zorientowali się, kto był sprawcą. Po każdym zabójstwie ma nastąpić śledztwo, a potem rozprawa sądowa, podczas której zostaje wskazany sprawca. Jeśli uczniowie wytypują go poprawnie, zabójca zostanie zabity poprzez pomysłową egzekucję. Jeśli jednak sąd popełni błąd… Zginą wszyscy oprócz samego zabójcy, który wyjdzie na wolność. Czyż to nie urocze? Myślę, że po tych rewelacjach nie ma co nawet wspominać, że wszystkie drzwi i okna Akademii są zapieczętowane, a sam budynek jest pod nadzorem kamer, zza których łypie dyro z piekła rodem?

Czy to wszystko nie brzmi intrygująco i oryginalnie? W sumie początkowo faktycznie takie jest… Ale nie uprzedzajmy faktów. Zwyczajowo powinienem przejść teraz do opisu całkiem licznej gromadki występujących tu postaci, ale… Nie zrobię tego, a to z tej prostej przyczyny, że samodzielne poznawanie i analizowanie postaci oraz ich zachowań w tej, było nie było, niecodziennej sytuacji stanowi jedną z głównych atrakcji serii. Dlatego też ograniczę się do stwierdzenia, że grono postaci jest liczne i oryginalne. Mamy tu specjalistów od programowania, sportowców, gangsterów, paniczów z dobrego domu, a nawet takich cudaków, jak wróżbici, idolki czy superczłonkowie komisji dyscyplinarnych. Nieco szerzej wspomnę tylko o dwóch postaciach: głównym bohaterze, Makoto Naegim, wspomnianym wybrańcu z losowania, i dyrektorze, nazywanym Monokuma, czyli „Mononiedźwiedź”. Przyznaję szczerze, że Naegi przez cały seans irytował mnie niemiłosiernie. W mojej ocenie to totalna sierota rodem z najgorszych haremówek. Uczynne toto, naiwne, wszystkim chciałby pomagać, a fakt, że tak świetnie radzi sobie podczas sądów, zwalić można tylko na to, że przypięto mu łatkę głównego bohatera. Ogólnie rzecz biorąc, nawet koledzy zdają się nie dostrzegać w nim większego zagrożenia, a on sam niemiłosiernie przypominał mi gorszą wersję Emiyi „Chcę, by wszyscy byli szczęśliwi” Shirou z serii Fate/stay night. Na szczęście niesmak pomagają zwalczyć pozostałe postaci, obdarzone odpowiednim charakterem, ze wspomnianym dyrektorem na czele. Dyrektor, pojawiający się w postaci głupiutkiego i infantylnego misiaczka­‑przytulanki, okazuje się sadystycznym miłośnikiem okrucieństw, specjalizującym się we wpędzaniu ofiar w otchłań rozpaczy. To intrygująca postać, mająca odjechane pomysły na pozbywanie się uczniów Akademii Nadziei. Skądinąd wspomniane egzekucje stanowią w moim mniemaniu jedną z największych zalet tej serii.

Skoro o egzekucjach mowa, to wspomnę kilka słów na temat grafiki, muzyki i animacji. Jeśli chodzi o grafikę i animację, z grubsza można to anime podzielić na dwie części. Część „zwyczajną”, widoczną przez lwią część czasu, która jest w gruncie rzeczy dość poprawna, choć niektóre projekty postaci mogą budzić w widzach odruchy wymiotne bądź agresywne. Praktycznie cała akcja rozgrywa się w budynku Akademii Nadziei, toteż trudno oczekiwać zróżnicowanych lokacji czy bogatych krajobrazów. Tła są zresztą wyjątkowo sterylne i utrzymane w większości przypadków w burych kolorach, ale biorąc pod uwagę tematykę serii, trudno się temu dziwić. Pewnie znajdą się też osoby, które ucieszy fakt, że w serii praktycznie nie ma fanserwisu. Natomiast sekwencje egzekucji zostały stworzone całkowicie komputerowo, co rzuca się w oczy z siłą kilkunastokilowego młota. Ale nie powiem, żeby miała to być w moich oczach wada. Egzekucje, jak już wspominałem, są całkowicie odjechane i przerysowane, a towarzysząca im nietypowa oprawa graficzna tylko ten fakt podkreśla i doskonale z nim współgra, tworząc specyficzny i oniryczny klimat niczym Puella Magi Madoka Magica w konwencji technologicznej. Wyróżniają się też wizualizacje domniemanego przebiegu morderstw, widziane oczami uczestników sądu. Te z kolei stworzono w formie ładnie się prezentujących komiksów. Pewne graficzne sztuczki wykorzystano też podczas „rozpraw sądowych”, gdy Naegi z lubością „strzela” po uczestnikach swoimi argumentami. O ile początkowo wyglądało to nawet ciekawie, to im dalej w las, tym bardziej się mi to przejadało. Niestety, co za dużo, to niezdrowo. Dobrego słowa nie powiem także na temat warstwy muzycznej, ponieważ w samym serialu jej praktycznie nie stwierdziłem. A może i była, tyle tylko, że po tych kilku godzinach, jakie minęły od obejrzenia ostatniego odcinka, zdążyłem o niej zapomnieć? Jeśli tak, marnie to o niej świadczy. Natomiast opening i ending nie składają się co prawda ze słodziutkiego popu, ale i tak nie wznoszą się ani centymetr ponad mierną przeciętność. Są, brzdąkają sobie w rytm psychodelicznego tekstu, ale nic poza tym.

Najwyższa pora zakończyć oraz podsumować moje wywody. O ile po pierwszych kilku odcinkach byłem mocno zaintrygowany i bardzo ciekawy tego, jak zakończy się historia uczniów nietypowej Akademii oraz kto kryje się za postacią Mononiedźwiedzia i samą ideą Szkoły Śmierci, to z czasem ta ciekawość zaczęła gasnąć z powodu spowolnienia akcji i mniejszych bądź większych potknięć scenariusza oraz grafiki. Co prawda, jak wspomniałem wyżej, postaci są liczne i w większości przypadków ciekawe, lecz cóż z tego, skoro jakoś żadnej z nich nie potrafiłem polubić i kibicować jej w walce o przetrwanie? Cóż z tego, że początkowo fabuła jest bardzo intrygująca, skoro z czasem rozsypuje się, serwując nam cokolwiek bzdurne zakończenie, niedające odpowiedzi na kilka kluczowych pytań? Wreszcie czemu, do stu piorunów, twórcy zdecydowali się tak kretyńsko ocenzurować krew?! Do furii mnie doprowadzał ten wściekle różowy czy też purpurowy, wręcz fluorescencyjny kolor! Jasne, seria ma zalety, jak już wielokrotnie przywoływane egzekucje, ciekawe rozprawy sądowe czy rekonstrukcje morderstw, a także postać dyrektora. Co z tego, skoro te zalety znikają pod naporem licznych mniej bądź bardziej irytujących głupot… Danganronpa The Animation sprawiło mi spory zawód. Seria miała naprawdę ogromny potencjał, ale otrzymaliśmy twór będący zaledwie cieniem tegoż potencjału. Stąd też taka, a nie inna ocena w stopce.

Diablo, 10 września 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Lerche
Autor: Chunsoft
Projekt: Kazuaki Morita, Rui Komatsuzaki
Reżyser: Seiji Kishi
Scenariusz: Makoto Uezu