Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Komentarze

Fuse: Teppou Musume no Torimonochou

  • Avatar
    A
    Salva 31.01.2015 10:09
    Tsunagatte iru - 繋がっている
    Piękny zimowy poranek to dobra pora na oglądanie anime. Zwykle nie jestem zwolenniczką filmów, wolę rozwleczone historie, które mogę oglądać w małym porcjach. Fuse pokazało mi, że najwyraźniej nie w samej długości jest problem, a w filmach jako takich.

    Początek nie przyciągnął mnie jakoś szczególnie. Byłam nieco zaskoczona brutalnością, ale nic poza tym. Bohaterka ani mnie ziała ani grzębiła. A jednak nie przestawałam oglądać. Zaskoczyło mnie też, że anime bardzo szybko poszło w kierunku fantastycznym. Spodziewałam się czegoś bardziej realistycznego. Bardzo podobało mi się jak Hamaji spotyka Shino po raz pierwszy. Nie była przystosowana do życia w mieście, ale umiała sobie poradzić w przeróżnych nietypowych sytuacjach. To było całkiem fajne. Ogółem nie mam wiele do powiedzenia na temat bohaterów jako takich. Podobali mi się, podobała mi się Hamaji, podobał mi się Shino, braciszek mnie nie obchodził szczególnie. Cały pomysł z polowaniem na psie hybrydy wydawał mi się ciekawy chociaż trochę nie rozumiałam dlaczego ludzie byli aż tak krwiożerczy. Bardzo podobał mi się klimat filmu jako takiego, cały czas coś się działo, nie było nudno. Poszczególne sceny mnie zaskakiwały. Nie spodziewałam się, że np w danym momencie akurat ta dwójka bohaterów się spotka. Ba! Nie spodziewałam się romantycznego wątku, który był piękny i szalenie mi się podobał. A scena na dachu kiedy Hamaji łapie Shino, a potem go przytula jest obłędna. Moment kiedy się rozpłakał i pytał ją czy naprawdę nie będzie już samotny… Sama scena zrobiła na mnie wrażenie i sposób pokazania. To w gruncie rzeczy szalenie męskie i pociągające kiedy facet szuka oparcia. Poza tym był psowatym, jestem skrzywiona. Dziecka bym z psem nie miała, ale nie bez powodu za samców idealnych uważam stabilne emocjonalnie psy. Mało który człowiek jest tak cierpliwy do upierdliwych kobietami jak często bywają psy wobec suk.

    Ponadto muzyka bardzo mi się podobała. Nie była szczególna ale jeśli podczas seansu, który mnie wciągnął zwracam uwagę na muzykę to znaczy, że naprawdę trafiła w mój gust.

    Graficznie film też mi się podobał i nie mam tu niczego do zarzucenia.

    Ogółem jestem zaskoczona tym jak niskie noty ma ten film. Dobrze, że nie próbowałam nawet czytać recenzji czy patrzeć na oceny przed seansem. Dla mnie był piękny i jestem pewna, ze obejrzę go jeszcze co najmniej raz. Nie nudziłam się ani przez moment, a historia opowiedziana była w satysfakcjonujący mnie sposób. Bardzo polecam.
  • Avatar
    A
    Kysz 7.07.2013 20:50
    Uh
    Tak szczerze, to nie wiem, co o tym sądzić.
    Po pierwsze rzuca się w oczy specyficzna grafika – momentami bardzo ładna, ale stylistycznie nieco w stylu Ghibli. Zatem wieje familijnym seansem… Ale niestety sama historia jest dość brutalna, często pojawia się sporo krwi, więc zdecydowanie nie jest to seans dla dzieci. Zatem dla kogo? I tu miałabym problem odpowiedzieć, gdyby ktoś zadał mi takie pytanie… najprędzej chyba spodoba się miłośnikom tradycyjnych japońskich klimatów.
    Samo przedstawienie Edo jest naprawdę ciekawe, choć szczegóły mogą drażnić – dla mnie wyglądały zbyt współcześnie. Ale mimo tego chaosu w przedstawieniu tła, akurat to mi się bardzo podobało – bardzo wiele scen pokazanych było na stricte japońską modłę i wyłapanie tego w kontekście japońskiej stylistyki związanej z mangą, było naprawdę świetne.

    Natomiast problemem jest historia i bohaterowie. Pierwsza jest bardzo poszarpana i momentami nie wiedziałam dlaczego stało się tak, a nie inaczej, albo co doprowadziło do danej sytuacji. Nawet sobie pomyślałam: „qrcze, może ja mimo wszystko zbyt słabo znam ten angielski i coś mi umknęło?”. Niestety jednak to nie kwestia języka napisów, ale samego tworu. Szczerze przyznaję, że nie znam oryginału opowieści i ten brak bardzo tu wadzi. Może ktoś, kto miał z nią do czynienia wcześniej, łatwiej się w tym odnajdzie, ale nawet z tą wiedzą wydaje mi się, że całość wypadnie po prostu… chaotycznie (znowu xd). Zresztą finał to już totalna abstrakcja jak dla mnie.

    I niestety bohaterowie to drugi wielki minus tego filmu. Właściwie ciężko coś o nich rzec, roli co poniektórych nadal nie odkryłam, a już nijak nie mogłam dojść do motywów działania głównej bohaterki. Jasne  kliknij: ukryte Rozumiem, że w filmie nie ma możliwości zagłębienia się w charaktery postaci, tak jak w serii, ale nosz qrcze – cokolwiek by się przydało!

    A no i nie wypada mi nie wspomnieć jak wielkim plusem dla tego tytułu był głos Kamiyi Hiroshiego^^

    W każdym razie dla mnie jak najbardziej na plus był sposób „opowiadania” poszczególnych fragmentów, bo chyba jeszcze takiego w anime nie widziałam, a i historia jako całość wydała mi się ciekawa. Niestety już sposób prowadzenia fabuły leży totalnie (albo po prostu jest zbyt nieczytelny dla zachodniego widza – tego nie wiem xd), przez co ciężko się w tym połapać. Dobre, ale na pewno nic wybitnego – ode mnie 7/10.
  • Avatar
    A
    Slova 4.07.2013 19:43
    Wieje Ghibli.
    Dobry film do obejrzenia z nudów. Nic poza tym.
  • Avatar
    A
    God Himself 2.07.2013 23:00
    Woof.
    Z jednej strony poważne, wręcz tragiczne wydarzenia, brutalny świat w którym żyją bohaterowie ( kliknij: ukryte ) a z drugiej bajkowa oprawa i dziecinny rozwój wydarzeń, wyjęte wprost z produkcji dla dziesięciolatków.

    Do tego kilka bezsensów fabularnych i nieuzasadnionych zwrotów akcji. Nawet w finałowej scenie od ekranu wieje brakiem emocji (znajomy z którym to oglądałem przespał prawie cały film i wyszedł na tym chyba lepiej ode mnie).
    Jeśli ktoś musi, niech obejrzy. Osobiście nie polecam.
  • Avatar
    A
    blob 28.06.2013 12:16
    Hmmm...
    Fuse to film, oparty na sztandarowym japońskim dziele literackim „Nansō Satomi Hakkenden”. Jeśli mam być szczery, dziwny to twór. Trochę abstrakcyjna wizja 19­‑sto wiecznej Japonii (chyba, autor Hakkeden Bakin żył wtedy, a występuje w filmie), pełna kolorów, dosć dziwnej architektury (dzielnica czerwonych latarni, monstrualnych rozmiarów zamek Edo). Taka mocno przekoloryzowana. Żeby zrozumieć wszystkie niuanse serii trzeba chyba dość dobrze znać Hakkenden, ale podstawowa wiedza wystarczy (przynajmniej żeby zrozumieć skąd wzięli się filmowi „Fuse” czyli ludzie­‑psy). Główna bohaterka filmu, młoda łowczyni Hamaji wychowana z dziadkiem, po jego śmierci przyjeżdża do Edo na zaproszenie swojego brata, aspirującego samuraja (albo kogoś o podobnym statusie społecznym), który chce aby pomogła mu polować na tytułowe fuse. W Edo czuje się zagubiona, poznaje jednak Shino, aktora teatru, który w rzeczywistości jest jednym z ostatnich fuse. Shino poza kłopotami związanymi z jego prawdziwą naturą (między innymi łowcami głów, którzy polują na fuse w związku z cesarskim dekretem) ma do wypełnienia pewne zadanie. Hamaji, nieobojętna na jego los, zostaje uwikłana w całą tą chryję.

    I tu dochodzimy do tego co w anime mi się nie podoba: a mianowicie bohaterowie. Pomijam ich specyficzną kreskę (wogóle postacie są w filmie dziwnie narysowane, ale taki jest styl autora), ale oni mnie po prostu irytowali, zwłaszcza główna bohaterka. Może jestem głupi lub za mało wrażliwy, ale cały film nie wiedziałem o co jej kurna chodzi. Zachowywała się totalnie abstrakcyjnie, nie wiedziała chyba sama czego chce. Przynajmniej ja ją tak odebrałem. Shino z kolei ujdzie, ale jest to typowy bohater tragiczny, który jakby mógł to by sobie podciął żyły. Inne ważne postaci to irytująca wnuczka Bakina, która jest aspirującą pisarką (w końcu jej dziadek to uznany pisarz), oraz fajtłapowaty (choć dobry z natury) brat Hamaji. Wogóle postacie dziwnie zachowują się w tym filmie, tak nie do końca serio, jakby film był wręcz satyrą na społeczeństwo japońskie tamtej ery.

    Grafika jak już wspominałem jest ciekawa, ale abstrakcyjna, pełna krzykliwych kolorów. Przypomina mi troszkę Tekkonkinkreet. Muzyka jest raczej standardowa, nic o czym by można pisać eseje. Ogólnie film polecam obejrzeć ze względu na jego nietypowść, ale wdg mnie dużym minusem są abstrakcyjni (jeśli chodzi o zachowanie, zwłaszcza główna bohaterka) w moim odczuciu nie wzbudzający sympatii bohaterowie.

    7/10
    • Avatar
      some_random_dude 28.06.2013 12:33
      Re: Hmmm...
      Jeśli chodzi o grafikę i projekty postaci, ja z kolei miałem skojarzenia z Samurai Champloo (samuraj w okularach, dziewczyna w czapce jakby kupionej we współczesnym sklepie z używaną odzieżą itd.). Nie powiem, było to miłe skojarzenie.

      Jeśli ktoś nie widział, warto obejrzeć „Hakkenden: Legend of the Dog Warriors”, którą to animowaną wersję legendy uważam za najbardziej interesującą, głównie za sprawą sposobu, w jaki prowadzona jest opowieść i jak wiążą się ze sobą losy poszczególnych bohaterów. Na pewno nie jest to pozycja dla wielbicieli pastelowych kolorów i efektów specjalnych, a z pewnością dla miłośników japońskiego folkloru i filmów samurajskich.