Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Fantasmazuria - konwent

Komentarze

Outbreak Company

  • Avatar
    A
    Autor Wymagany 20.01.2017 21:03
    Potencjał na ogromną, fascynującą, polityczną intrygę


    Rząd wysyła was z misją [...] Król otaku, Shinichi Kanou [...] nastolatek


    pół­‑elfka i pokojówka

    tsundere loli


    Mam nadzieje, że mówiąc potencjał chodziło o ogólną koncepcję mieszania różnych światów, a nie o to anime.

  • Avatar
    A
    Nikodemsky 10.06.2015 04:19
    Oglądało się całkiem przyjemnie pomimo faktu, że nie jest to ani nic oryginalnego, ani wybitnego w jakiejkolwiek kategorii. Oglądając należy przymrużyć oko na wiele kwestii – w tym również głównego bohatera, który podaje się za hikikomori, a bliżej mu do zwykłego neet'a.

    Jest to harem(ik) z klasycznym zestawieniem postaci, okazjonalnym fanserwisem i humorem, który powodował okazjonalnie uśmiech na twarzy(najbardziej komiczne wydawały się  kliknij: ukryte ). To wszystko w oprawie fantasy, co bądź jednak trywialnej – a szkoda.

    Koncept może i był całkiem ciekawy ale nie mogę tego nazwać nieoszlifowanym diamentem – zbyt wiele kwestii zostało potraktowane lekką ręką.

    Na zabicie czasu jak najbardziej ale nie jest to seria, która potrafiłaby zapaść w pamięć.

    Ode mnie podciągnięte pod 6/10.
  • Avatar
    A
    Subaru 18.06.2014 18:29
    Outbreak Company

    Pomysł fajny, ale realizacja kiepska.

    Od razu rzuca się w oczy, że seria prezentuje podejście do kwestii otaku jako do czegoś sympatycznego, wręcz fajnego i czaderskiego, kompletnie ignorując wady i sztuczność całej tej popkultury. Nie, nie spodziewałem się dramatu. Innymi słowy, seria od otaku dla otaku, żeby się dowartościowali trochę (brutalnie rzecz ujmując).

    Już sam fakt, że hikikomori jest głównym bohaterem, jest ciekawy, ale na definicji się kończy, bo jego zachowanie kompletnie odbiega od tego, kim rzekomo miał być. Pewny siebie, wygadany, generalnie nie ma większych problemów z relacjami międzyludzkimi i w ogóle nie czuje dyskomfortu z pozbawienia go swojego ciasnego kącika. Wypada to totalnie niewiarygodnie. Albo akwarium, albo rybka, zupełnie olano logikę.
    Reszta bohaterów też wypada średnio. Służąca jest moe (i tyle można o niej powiedzieć), cesarzowa to małe tsundere, wilkołaczka wprowadza dodatkowy fanserwis (jakby go było komuś mało). Tworzy się typowy haremik tylko po to, aby był i cieszył oko niektórych widzów.

    Naiwnie ukazana jest też polityka – tak uproszczona i niewiarygodna, że przypomina bajkę dla dzieci. Cały wielki plan  kliknij: ukryte , co mu się podoba? Serio? Zrobione totalnie na odwal.

    Wiem, że komedia, oczywiście ma jakieś śmieszne momenty, ale bazujące raczej na fanserwisie, a nie pełnokrwistym humorze.
    Całość jest przewidywalna, nie oglądało mi się tragicznie, ale jedyną emocją była lekka irytacja.

    4/10.
  • Avatar
    A
    trep2 26.02.2014 19:31
    anime średnie jak komuś sie nudzi moze obejżeć było pare momentór słabszych ale ogladało sie dośc dobrze
    a tak z innej beczki (mozliwe spoilery ) kliknij: ukryte 
    • Avatar
      Slova 26.02.2014 20:30
      Widzisz, to stara dilerska metoda marketingowa – pierwsza działka za darmo.
  • Avatar
    A
    Tsubasa8 7.02.2014 17:20
    Świetna komedia
    Outbreak Company to jeden z najaśniejszych przedstawicieli komediowych anime zeszłego roku. Bardzo zabawne, z masą odniesień do innych anime (reżyser sam się nabija ze swoich wcześniejszych produkcji), klasycznymi, lecz fajnymi bohaterami. Autor najwyraźniej oczekiwał czegoś innego, ma też inny gust – wiadomo, że nie wszystko każdemu podpasuje. Jeśli jednak podobały wam się takie tytuły jak Binbougami ga! czy wymienione Mondaiji­‑tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?, uwielbiacie parodie oraz nawiązania do innych serii to się nie zawiedziecie!
  • Avatar
    A
    emilkafifka 2.02.2014 20:11
    Anime przyjemnie się oglądało nie żałuje że obejrzałam.
    (Myusel była najlepsza)
  • Avatar
    R
    Slova 30.01.2014 09:04
    Grafika 6/10
    Niemożebne stężenia świetnej animacji i całość utrzymana na jednakowym poziomie, bez wyraźnych dropów w jakości.

    Muzyka 5/10
    Jak można nie docenić Da. dadadadadadada.
    No jak?
    • Avatar
      Slova 30.01.2014 09:22
      za każdym razem, gdy scenariusz potrzebuje typowych dla anime idiotyzmów (patrz odcinek plażowy)

      Bo my wcale nie parodiowaliśmy schematów, ani trochę, wszystko było na poważnie.

      dużo prościej jest ją zakwalifikować jako zwykłą kluchę z odrobiną (czytaj: porównywalnie do większej bomby) zdolności magicznych.

      I cóż za zerowy rozwój postaci, która cały czas przejmuje inicjatywę i nawet sama nauczyła się obcego języka, by być bliżej swojego ukochanego. I sama, po kryjomu, wybiera się z nim w podróż. Cóż z tego, że ratuje od śmierci jedną z innych głównych bohaterek. Ot tam, takie tam moe popychadło.

      Anime parodiujące zwyczaje i przywary otaku, a w tekście jest o tym raptem kilkusłowna wzmianka. To nic, ze wszystko zostało tam pokazane w krzywym zwierciadle, ot, nieistotny szczegół przecież.
      • Avatar
        JJ 30.01.2014 12:33
        „Parodia” przestała być funkcjonalną wymówką od kiedy używa jej 9 na 10 aktualnie emitowanych serii.
        • Avatar
          Slova 30.01.2014 12:38
          Owszem. Sęk w tym, ze w większości z tych serii to rzeczywiście wymówka, jak w valwrape. Tu natomiast autorzy z miejsca powiedzieli, co i w jaki sposób chcą pokazać. I faktycznie w OC satyra w kierunku Otaku grała rolę pierwszoplanową.
  • Avatar
    A
    MrKrzychu 2.01.2014 01:53
    Outbreak Company
    Anime przezabawne, można świetnie przy nim spędzić czas. Graficznie wypada bardzo dobrze. Tak samo muzycznie. Co do fabuły, spodobała mi się. Moja ocena 10/10.
  • Avatar
    A
    blob 15.12.2013 13:01
    Świetna komedia. Niby lekka, przyjemna, naiwna czy momentami naciągana, ale momentami potrafi zagrać na emocjach. W jednym odcinku mamy radosną demolkę związaną z grą w piłkę, w następnym poruszana jest kwestia „bezkrwawej inwazji” (znakomity odcinek 11). Twórcy według mnie fajnie balansują tonem serii, przy mało którym anime potrafię być w jednej chwili rozbawiony (nawet nie w sensie gagów, ale swoistej „sympatyczności” serialu), a w następnej przejmować się losami bohaterów, gdy akcja staje sie wyraźnie dramatyczniejsza. A na dodatek to wszystko w świecie fantasy i okraszone bardzo przyjemną grafiką. Nie twierdzę, że seria jest wybitna, ale myślę, że chowa w sobie więcej głębi, niż może się to z wierzchu wydawać… można dyskutować na ile koncepcja „inwazji” przedstawiona tutaj jest logiczna (trzeba natomiast przyznać, że nikt wcześniej na taki pomysł nie wpadł, przynajmniej w żadnej serii jakie znam), natomiast na pewno daje do myślenia, jednocześnie anime jest jednak komediowe, więc nie może traktować się zbyt poważnie…

    Z ostateczna oceną wstrzymam się do końca (bo po cichu liczę, że coś się ruszy w stosunkach damsko­‑męskich :P), ale juz teraz mogę stwierdzić, że serii będzie mi brakować…
  • Avatar
    A
    tense 9.12.2013 20:02
    dobre anime.Zabawne,lekkie i nielogiczne, czyli dobra komedia. Najgorsza w tym wszystkim jest cesarzowa. Lolitka, tsundere a do tego głupie i rozpieszczone. Tak okropnej postaci dawno nie widziałam.
    • Avatar
      Slova 9.12.2013 20:42
      Nie myl zwykłej zazdrośnicy z tsundere.
  • Avatar
    A
    Bawmorda 6.11.2013 08:05
    w obronie Tassadar
    Moi drodzy czepiliście się Tassadara jak rzep psiego ogona, popieram go w 100 %, że twórcy Outbreak Company całkiem sensownie przedstawili zetknięcie 2 całkowicie innych kultur. Pamiętajmy o tym, że jest to komedia fantasy, która chyba nie ma zamiaru być czymś więcej, więc nie oczekujmy od niej zbyt wiele. To,że główny bohater skończony otaku próbuje zaszczepić u autochtonów zamiłowanie do anime, mangi i gier jest po prostu zabawne i tyle. Dobrze, że nie próbują przenieść wartości religijnych bo to mogłoby mieć o wiele gorsze skutki i na pewno skończyło by się to między wymiarową wojną, a także było by gorsze w odbiorze u widza. Jak komuś się nie podoba to niech nie ogląda i tyle.
  • Avatar
    A
    Tassadar 5.10.2013 11:17
    Całkiem sensownie zilustrowano zetknięcie dwóch całkowicie kultur, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę to, co Japończycy mają do zaoferowania drugiej stronie. Główny bohater, mimo swoich otakowych wybuchów jest dość bystry, to też się rzadko zdarza.

    Niestety, jak tylko przedstawili władczynię królestwa, moje oczekiwania związane z tym anime gwałtownie spadły. Mam wrażenie, że pociągnie to za sobą starsze niż świat schematy i nieśmieszne gagi. Będzie potrzeba naprawdę potężnej dawki kreatywności, by z zrobić z tego wątku coś znośnego, bez koncentrowania się na kolejnej jednowymiarowej podróbce tsundere.

    PS. Gość który stwierdził, że niemal zagłuszające dialogi „Dadadada” jest dobrą ścieżką dźwiękową powinien zostać solidnie obsobaczony.
    • Avatar
      Altramertes 5.10.2013 12:06
      Serio uważasz, że anime, manga gry i cała kultura moe to jest coś co powinno się eksportować do innego wymiaru, tym bardziej jeśli to czasy średniowiecza? Nie japońskie legendy, historia, opowieści o bohaterach, wynalazkach? Gdyby to było na poważnie, pomyślałbym że ma to na celu zidiocenie i omamienie ludzi z innego wymiaru i przygotowanie gruntu pod inwazję, zajęcie terenu i wybicie lokalnej populacji bądź wykorzystanie jej jako taniej siły roboczej. Ponieważ to komedia, jak na razie dość mierna, daje temu szansę, jednak obawiam się tragicznego rozczarowania. Zobaczymy co się z tego urodzi.
      • Avatar
        JJ 5.10.2013 12:35
        Serio uważasz, że anime, manga gry i cała kultura moe to jest coś co powinno się eksportować do innego wymiaru, tym bardziej jeśli to czasy średniowiecza? Nie japońskie legendy, historia, opowieści o bohaterach, wynalazkach?

        A po grzyba im japońskie legendy i historia? Mają swoje.
        • Avatar
          Altramertes 5.10.2013 12:56
          Bo mogą zobaczyć, że przybysze z innego świata to też ludzie, ze swoimi wierzeniami, ideami itd a nie jacyś półbogowie? Że można się z nimi dogadać? Że mogą na tym zyskać?
      • Avatar
        Tassadar 5.10.2013 13:19
        Chodzi mi o szeroko pojęte eksportowanie kultury zamiast wywołanie natychmiastowego konfliktu. Jak słusznie zauważyłeś, jest to komedia, więc anime, mangi i gry komputerowe pasują do koncepcji.

        Gdyby robili to na serio, wówczas mainem nie zostałby otaku, ale doświadczony dyplomata nawiązujący polityczne relacje, tudzież członek pomocy humanitarnej, naukowiec, pedagog. Biorąc pod uwagę jak moralizatorscy potrafią być pod tym względem niektórzy twórcy m&a, wcale nie jestem przekonany, czy bym wolał taką wersję. Może jednak zostawmy to autorom książek.
      • Avatar
        Zegarmistrz 5.10.2013 13:42
        Alt: na pierwszym miejscu należałoby eksportować towary konsumpcyjne. Oraz prawdopodobnie zainwestować sporo pieniędzy w ich gospodarkę, żeby mieli czym za nie płacić (bo złoto dość szybko im się skończy).

        To, co się dzieje ma jak najbardziej uzasadnienie w teorii politologii. Mortenau w „Polityka Między Narodami: Walka o Potęgę i Pokój” twierdzi kultura jest ważnym elementem stosunków międzynarodowych, gdyż stanowi nośnik wartości. Jeśli nasi przeciwnicy czy potencjalni partnerzy przyjmą te wartości za swoje istnieje większa szansa, że podporządkują się woli państwa, które je głosi.

        Podobnie uważa Nye i jego naśladowcy ze swoją teorią Soft Power. Czyli „siły miękkiej”, atrakcyjności polityki obcego państwa, która sprawia, że mieszkańcy i władze państw trzecich sami chcą jej ulegać.

        A tak na serio…

        Szklane paciorki. Europejczycy kupowali ziemie i bogactwa od dzikich za szklane paciorki. Japońce: za mangi i plastikowe laleczki.
        • Avatar
          blob 6.10.2013 11:28
          Łoo Matko! Zaczyna się… tradycyjne dzielenie zmoderowano na atomy, czyli szukanie poważnych zagadnień z zakresu polityki, ekonomi itp. w serii komediowej. A przecież widać, że seria jest zrobiona, przepraszam za englisz, „for fun”. Jak dla mnie rewelacja! Już pierwszy odcinek wystarczył mi żebym mógł sobie powiedzieć: tak, to jest seria dla mnie! Może nie jestem otaku, ale zawsze jako dziecko marzyłem, żeby przenieść się do takiego świata (które nomen omen jest spełnieniem marzeń otaku i taki jest też temat przewodni, co podkreśla bohater :P). Nie jest to co prawda mój ulubiony gatunek, dark fantasy, ale uwielbiam takie naiwne, lecz pogodne serie w klimatach fantasy (bez przesadnej komediowości). Taki Dog Days, tylko w innym stylu.

          Outbreak Company to kolejna seria, która udowadnia mi, że jesień zapowiada się sensacyjnie dla fana fantasy, lub anime z elementami fantasy (oczywiście nie mówię tu o jakiś wygórowanych żądaniach, bez przesady :P). Jeszcze tylko Gingitsune (prawdopodobny „personal best”) i mogę umrzeć szczęśliwy…
          • Avatar
            Zegarmistrz 6.10.2013 11:50
            Cytując Terrego Pratchetta: Humor to poważna sprawa
          • Avatar
            Sezonowy 6.10.2013 12:10
            blob napisał(a):
            Zaczyna się… tradycyjne dzielenie zmoderowano na atomy, czyli szukanie poważnych zagadnień z zakresu polityki, ekonomi itp. w serii komediowej.


            A mi się to za każdym niemal razem podoba. Lubię spoglądać na film czy serial z innej perspektywy. Lubię, kiedy ktoś nieoczekiwanie daje mi do myślenia. W ten sposób nawet w czymś, co uważam za miałkie i czego nie lubię, mogę doszukać się interesujących stron. Tak jak niedawno ktoś w wątku o SnK podsunął analogię tytanów do mechów, gdzie Eren byłby nie dziwakiem­‑mutantem nas skraju załamania nerwowego, a odpowiednikiem pilota poddanemu stresowi bojowemu (to już moja interpretacja). Fajnie było nad tym pomyśleć i uruchomić wyobraźnię, wysnuć własne wnioski.

            Słowa Zegarmistrza również dają do myślenia i to w ten najbardziej pozytywny sposób, bo oparte są na poważnych przesłankach. Czy nie jest fajnie dowiedzieć się, że to, co pokazuje nam się na ekranie, wcale nie jest takie głupie, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się się wydawać? Idę o zakład, że rozmowy z przyjaciółmi na temat Outbreak Company tylko zyskałyby na wartości, jeśli do tradycyjnych wątków w rodzaju „ulubiony pairing” czy „kto komu skopałby tyłek, gdyby zrobić crossover”, dodać następujący wątek:

            „A co by się stało, gdyby brama podprzestrzenna otworzyła się nie w Japonii, a Polsce? Co byśmy eksportowali do magicznego królestwa? Disco polo i oscypki, czy może coś zupełnie innego?”
            • Avatar
              Zegarmistrz 6.10.2013 12:36
              Sezonowy napisał(a):

              „A co by się stało, gdyby brama podprzestrzenna otworzyła się nie w Japonii, a Polsce? Co byśmy eksportowali do magicznego królestwa? Disco polo i oscypki, czy może coś zupełnie innego?”


              Po pierwsze: tkaniny. Łatwo przewieźć, nie są ciężkie, a trudno je wyprodukować. Do XIX wieku handel tkaninami był podstawą wszelkiego handlu.

              Po drugie: artykuły gospodarstwa domowego. W zasadzie większość podstawowych sprzętów domowych znana była już w średniowieczu. Jednak techniki produkcji były bardzo mało wydajne, w rezultacie więc były bardzo drogie. Zresztą, nawet w latach 20­‑tych i 30­‑tych XX wieku nadal drogie były bardzo.

              Po trzecie: środki ochrony roślin i nawozy sztuczne. Szybko znaleźliby dla nich zastosowanie.

              Po czwarte: technologię. Średniowiecze trzeba błyskawicznie zelektryfikować. Na pewno będą też chcieli telefony. Porządnych dróg, lotnisk, mostów czy linii kolejowych my im raczej nie zbudujemy, ale nawet takie jak w Polsce powinny im się spodobać.

              Sprowadzać warto:
              - żywność ekologiczną
              - złoto
              - i personel ludzki. Zwłaszcza magów­‑uzdrowicieli. Czarownik, który potrafi leczyć ludzi bez sprzętu za miliony złotych przydałby się wszędzie.
              • Avatar
                Altramertes 6.10.2013 13:15
                Ok Zeg, bierzemy się i piszemy light novelkę, wysyłamy do Japonii pod pseudonimem i zgarniamy miliony. To nie może się nie udać.
              • Avatar
                Sezonowy 6.10.2013 13:29
                Tak pół żartem, pół serio…

                Na końcu wymieniłeś chyba najbardziej niebezpieczny dla naszego świata element i zarazem taki, który najbardziej chciałbym zobaczyć w działaniu. Oj, działo by się, działo. I nie mam tu na myśli wstrząsu, jaki przeżyłby Narodowy Fundusz Zdrowia. Wyobrażam sobie, że szok kulturowy dla mieszkańców Ziemi byłby porównywalny do tego po drugiej stronie bramy.

                Weźmy taką religię. W kraju, gdzie 90% obywateli deklaruje wiarę w Boga, raptem pojawią się dziesiątki, a może setki ludzi, którzy bez problemu leczą nawet najciężej chorych, może nawet wskrzeszają zmarłych, zamieniają wodę w wino, coca­‑colę, piwo (do wyboru, do koloru), o cudownym rozmnożeniu frytek z rybą nie wspominając. I żaden nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. W jakim świetle postawiłoby to chrześcijaństwo i chrześcijan? Jak zareagowałby Kościół? Ile czasu byłoby trzeba, żeby politycy ulegli naciskom i opieczętowali Bramę, aby słudzy szatana nie przedostawali się do naszego świata i nie kusili do złego pod pozorem czynienia dobra? Żeby jakiś fanatyk porwał samolot i rozwalił go o portal? Albo podjął próbę przeniknięcia za bramę i zabicia Najwyższej Władczyni po to, by druga strona natychmiast zerwała wszelkie kontakty? Mało mamy podobnych przykładów z naszej historii?

                I kolejna sprawa. Medycyna magiczna jest spoko. Można by uleczyć takiego Stephena Hawkinga i przedłużyć mu życie o parę dekad, bo ostatnio wyraził wolę poddania się eutanazji. Można by przedłużyć życie Nelsona Mandeli, bo wiele wskazuje na to, że po jego śmierci czarni Afrykanie wezmą do rąk maczety i ruszą wyrównywać rachunki krzywd, a RPA stoczy się w otchłań. Tyle że z drugiej strony mam też pewność, że natychmiast znajdą się ludzie, w dodatku majętni i obdarzeni wpływami, którzy podejmą się wskrzeszenia Adolfa Hitlera. A po drugiej stronie będą tacy, którzy dla pieniędzy i wpływów chętnie się na to zgodzą, bo co im szkodzi? W końcu, nie ich świat, nie ich cyrk, nie ich małpy ze swastykami.

                Niewykluczone, że mielibyśmy z przybyszami z magicznej krainy podobny ból głowy, jak mieli Indianie po przybyciu Hiszpanów do Ameryki.
                • Avatar
                  Zegarmistrz 6.10.2013 17:41
                  Wiesz, to zależy jak ta magia by działała i jak by ją reklamowali. Jeśli wszyscy podawaliby się za Jezusa to faktycznie mielibyśmy problem. Jeśli nie, to istnieje możliwość, że zwyczajnie uznano by ją za kolejny przełom techniczny…

                  Inna rzecz, że narobiłoby to problemów, oj narobiło. Zwłaszcza, gdyby się po Polsce rozpowszechniło i gdybyśmy dorobili się własnych magów. Bo generalnie:
                  - pojawiają się problemy z bezpieczeństwem. Bo generalnie taki mag ma siłę ognia baterii artyleryjskiej, ale z drugiej strony: broni nie ma. Napaść na bank albo uprowadzić samolot takiemu będzie łatwiej.
                  - pojawiają się problemy z przekroczeniem obrony koniecznej. Bo niech takiemu dresiarz da po mordzie.
                  - pojawiają się problemy z wszelkiego typu oszustami, wyłudzeniami, wyłudzeniami ubezpieczeń etc. Bo mag może przewidzieć wynik losowania lotto i zawsze trafia szóstkę. Bo mag może wejść do banku, rzucić Mind Control i poprosić o przelanie mu na konto miliona złotych. Bo mag może kupić ubezpieczenie od Następst Nieprzewidzianych Wypadków, upozorować wypadek i trwałe kalectwo, a potem rzucić Healinga.
                  - Pojawiają się wreszcie problemy z dyskryminacją. Bo skoro maga należy traktować jak trwale uzbrojonego, to oczywiście do banku albo na lotnisko wejść nie może. A co to znaczy, że wejść nie może?
                  • Avatar
                    Sezonowy 6.10.2013 18:38
                    Od razu widać, kto ma za sobą erpegowe doświadczenie Mistrza Gry. :)

                    Ciekaw jestem, czy i ile z tego zobaczymy w Outbreak Company. Na pewno nie na taka skalę i tak drastycznie, bo to w końcu lekka komedia, ale było tam coś na temat tego, że nie wszyscy mieszkańcy Krainy Za Bramą są nastawieni przychylnie do przybyszy. Jeśli nie zamachy terrorystyczne, to może przynajmniej demonstracje przed pałacem królewskim pokażą i transparenty z napisami „Mugole do domu!” :)
                    • Avatar
                      Nemuru. 8.10.2013 23:46
                      ,,Seria początkowo jest komedią, jednak z czasem Shinichiemu przyjdzie się także zmierzyć z poważniejszymi problemami, takimi jak etniczna dyskryminacja, problemy społeczne, czy konflikt z sąsiednimi państwami. Czy będzie w stanie przezwyciężyć te trudności i sprowadzić kulturę “moe” do tego fantastycznego świata, jednocześnie pomagając trochę zamieszkującym go ludziom?”
                      Opis mówi że coś zobaczymy na pewno, chociaż nie spodziewałabym się poważniejszego podejścia do tematu. Bądź co bądź, komedia. ;)
                  • Avatar
                    Keeper 26.11.2013 01:38
                    'Polscy magowie' :D

                    Na wstępie odsyłam do 'Pomnik Cesarzowej Achai' Państwo Polskie jako jedyne posiada lotniskowce jest potęgą i jeszcze ma szczęście wkroczyć do drugiej połowy świata i już na wstępie uzyskać dostęp do czarodziejki [nie mam na myśli jej serca ;) ] Niestety polscy oficerowie nie chcą dać wiary w magię.

                    I tu przejdę do ciekawej wizji oraz wypowiedzi Sezonowego i Zegarmistrza.
                    Panowie zakładacie że magowie na wstępie nie zostaną uznani za zuo które musi zniknąć.
                    Tak jak wspomniano, każdy z nich ma poważną siłę ognia czyli generalnie można każdego z osobna uznać za bombę nuklearną. Czyli polityka i ogólna agresja aby tej broni nie było, lub w innych rękach. No ale to mimo wszystko ludzie, tylko zdolni i myślę że to by był dobry materiał na nową pozycję. O samych tylko losach 'obcych' czy i jak ich przyjęto i jak to jest być bronią polityczną, taktyczną, strategiczną, operacyjną, itd itd

                    Co do przerzucania przez bramę. Niewolnictwo bądź gorzej, imigranci. i to w obie strony, setki ludzi którzy ruszą do nowego świata by prawdopodobnie jeszcze bardziej spieprzyć ekonomię mimo że będą chcieli po prostu żyć lepiej.

                    W kwestii Chrześcijan i reakcji na demoniczną bramę :) Przyznam że ciężko mi odgadnąć prawdopodobną reakcję, ja osobiście machnąłbym na to ręką, w końcu póki magowie działali by w dobrej wierze to nie widziałbym sensu w polowaniu na nich. Ta religia ma tyle innych aspektów że łowy na nowoczesnych lekarzy popsuła by wizerunek. Ale wcale by mnie nie zdziwiła krucjata a'la DiabloTeam aby pokonać zuo.

                    Aaa i kolejny równie ważny aspekt. lekarze to jedno, wiadomo farmacja straciłaby sens istnienia. Ale co na to nauka? Fizyków to by chyba poskręcało. Wszystkie prawa można wywalić do kosza, bo można je obejść. Chemia, do poprawki ponieważ magowie na pewno mogą transmutować i robią to bez strat energii, promieniowania itd. To już chyba nawet nie szok kulturowy tylko destabilizacja norm i pewników. osobiście obstawiałbym wielką wojnę niż jakikolwiek handel.
                    • Avatar
                      Zegarmistrz 26.11.2013 19:01
                      Zacznę od końca: Fizyków by nie poskręcało, tylko umarliby z orgazmu. Nowe (jeszcze) nie wyjaśnione zjawisko, które niweczy wszystkie dotychczasowe teorie i paradygmaty to właśnie coś, na co wszyscy czekają. Na czymś takim można z pięćdziesiąt habilitacji zrobić.

                      Magowie raczej nie zostaną uznani za zło najwyższe. Powód jest prosty: średniowiecze na ziemiach polskich skończyło się 600 lat temu. Obecna konstytucja natomiast chroni życie i nikt nie mógłby nawet wydać polecenia ich mordowania.
                      • Avatar
                        Keeper 26.11.2013 23:54
                        obecna konstytucja nie chroni Cię nawet przez ZUS'em i specustawami, także nie brałbym jej za tarczę :) Zwłaszcza że masz mnóstwo ludzi mocno nietolerancyjnych.

                        Ok, jeśli patrzeć na to od strony likwidacji aktualnych praw to faktycznie. Ci od laserów to by dopiero poszaleli, zamiast generatora wielkości pokoju, jeden chłopak.
            • Avatar
              San-san 8.11.2013 20:53
              a co by się stało...
              W podobny sposób wymyślałam ostatnio co by się stało, gdyby np. statki elfów z Władcy Pierścieni (Mogli by wyglądać trochę inaczej niż na to wskazują książkowe standardy) zamiast do swych cudownych zaświatów wypłynęły na południowym Pacyfiku w naszej rzeczywistości. W dodatku każdy z obcych byłby w stanie korzystać z choćby najprostszej użytkowej magii. Pewnie wystąpiłoby wielkie spięcie narodowe, bo każde z mocarstw chciałoby zagarnąć przybyszów dla siebie jako łup. W rezultacie przydzielono by im kilka niezbyt zaludnionych wysepek jakiegoś wielojęzycznego archipelagu. Próba wsadzenia w rezerwaty nie powiodłaby się do końca, gdyż mimo kompletnej nieznajomości języka, Elfowie prezentowaliby rasę (! może nawet genetycznie odmienni, a więc może stanowiliby i odrębny gatunek) inteligentną i na swój sposób wykształconą. Nawiązałby się międzynarodowy fanklub elfi, w opozycji do kseno­‑ku­‑klux­‑klanu, elfy zaczęły by się mieszać z ludźmi…

              I takie tam, ale to jest wszystko zależne kto zareaguje najpierw. Jaka kultura i jak zachowają się sami obcy. Scenariuszy jest wiele i są tylko częściowo do przewidzenia. Teoretycznie więc próba nawiązania kontaktu poprzez elementy kultury rozrywkowej i popularnej jest zupełnie dobrym sposobem, zwłaszcza, że my jako obcy nie pokazaliśmy krainie Petrarki nic czego mogliby się prawdziwie obawiać. (Jak broń czy elektryczność). Chyba, że to wyczytała w mangach. Chociaż jak się nie wie na co patrzy i nie widzi się dowodów to trudno jest sobie wyobrazić „bezustanne źródło światła” z.B.
              • Avatar
                Amarette 19.12.2014 18:26
                Re: a co by się stało...
                Szalenie intrygujące rozważania, nawet od tej strony nigdy na to nie patrzyłam x3

                Co do anime, pomysł sam w sobie też mieli ciekawy, szkoda, że zrealizowali go idąc po najmniejszej linii oporu. Ostatecznie jest to taka seria kolorowa, lekka i nieszkodliwa, przy której szare komórki mogą sobie zażyć spokojnej chwili relaksu ;p