Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Japanicon 5

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 7/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 16 Zobacz jak ocenili
Średnia: 8,06

Ocena czytelników

8/10
Głosów: 326
Średnia: 7,97
σ=1,45

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, Tassadar)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Log Horizon

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ログ・ホライズン
Tytuły powiązane:
Gatunki: Fantasy
Widownia: Shounen; Postaci: Magowie/czarownice; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Rzeczywistość wirtualna; Inne: Magia
zrzutka

Lekcja ekonomii, polityki i socjologii pod przykrywką fantasy osadzonego w wirtualnej rzeczywistości.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Od kiedy internet i komputery stały się na stałe częścią życia prostych ludzi, rozpoczął się proces coraz śmielszego przedstawiania w popkulturze powiązanych z nimi motywów. Nawet gry komputerowe, niegdyś uznawane za niszową rozrywkę dla pryszczatych nastolatków, wyszły z cienia i zyskały na tyle poważną pozycję, by zaczęto do nich powszechnie nawiązywać.

Kino aktorskie na przyswojenie tematyki potrzebowało czasu, choćby dlatego, że gry kojarzyły się głównie z infantylnymi, nieudolnie reżyserowanymi adaptacjami. W animacji proces przebiegał sprawniej ze względu na profil potencjalnego odbiorcy. Szczególnie dobrze odebrał komputerową rozrywkę rynek japoński. Oprócz setek serii powstałych na bazie popularnych visual novel, już takie anime jak .hack// ukazywały losy bohaterów w cyberświecie, ale dopiero sukces Sword Art Online sprawił, że pomysł trafił do szerszej grupy odbiorców. Natychmiast otworzyło to drogę produkcjom o zbliżonych założeniach, co zaowocowało powstaniem telewizyjnej wersji light novel zatytułowanej Log Horizon. Nazwisko autora pierwowzoru, Touno Mamare, powinno być znane niektórym widzom z niedawnej opowieści o królowej demonów ratującej świat za pomocą kartofli, racjonalnej medycyny i walki z rasowymi uprzedzeniami. Log Horizon także nie stroni od ekonomii i problemów społecznych, ale czyni to w o wiele ciekawszy sposób, dzięki czemu nie odnosi się wrażenia obcowania z fabularyzowanym programem edukacyjnym.

Niebagatelne znaczenie ma przy tym miejsce akcji. Bohaterowie trafiają do świata do złudzenia przypominającego ten ze swojej ulubionej gry. Są w stanie nawet używać mocy postaci, przywoływać podręczne menu ekwipunku czy wreszcie zdobywać kolejne poziomy i podnosić swoje umiejętności w sposób mierzalny statystycznie. Niestety, rzeczywistość okazuje się trudniejsza niż w grze, ponieważ w starciu z materialnym wrogiem liczą się nie tyle suche liczby, co szybkie myślenie oraz pewna dłoń i odwaga, a na to stać niewielu. Spośród setek ludzi uwięzionych w tym tajemniczym świecie zaledwie kilkoro ma zadatki na to, by go zmienić, prowadząc przy tym innych. Przoduje wśród nich mag Shiroe i jego dzielna kompania, którzy stawiają sobie za cel uporządkowanie wszechobecnego chaosu.

W nowej rzeczywistości zamieszanie wśród graczy jest początkowo znaczne i wywołane głównie dezorientacją. Szybko dają o sobie znać także poważniejsze problemy. Najważniejszym z nich jest fakt, iż przeniesieni do świata gry ludzie nie mogą zginąć. Po „śmierci” odradzają się w najbliższej katedrze, bez złota i ekwipunku. Pozorny dar niebios okazuje się przekleństwem, gdyż pozbawia strachu i zahamowań. Nad potężnymi, nieśmiertelnymi przybyszami nie ma kto zapanować, a już z pewnością nie dotychczasowi, pozbawieni nadnaturalnych mocy mieszkańcy świata – dawniej postaci z gry. Jeśli dodać do tego, że jedzenie jest praktycznie bez smaku, sposobów na zabicie czasu brak, a niejasność sytuacji nie motywuje do działania, nikogo nie powinno dziwić to, że akty przemocy stają się coraz częstsze. Z ludzką godnością mało kto się liczy, ale wszystko przedstawiono w wersji „ugrzecznionej”, co tylko wychodzi twórcom na zdrowie, ponieważ unikają atmosfery taniej sensacji, o stworzenie której inny zespół mógłby się z łatwością pokusić. Dzięki temu zostało sporo miejsca na analizę kształtowania się odpowiedzialnego społeczeństwa – od zdezorganizowanej tłuszczy po potężny, sprawnie działający organizm.

Ów proces jest najmocniejszą stroną anime. Obserwowanie, jak bohaterom wspólnymi siłami udaje się kształtować nowy świat, ma w sobie coś magicznego, tym bardziej że procesy przebiegają w logiczny i wiarygodny sposób. Mogę się jedynie przyczepić do zbytniego nacisku na ten element kosztem pozostałych składowych serii. Ponieważ wydarzenia są tak autentyczne, trudno o jakiekolwiek zaskoczenie lub nagłe zwroty akcji (a opening skutecznie psuje te mniej oczywiste). Nawet najbardziej zawiłe intrygi pałacowe i knowania w celu obalenia czarnych charakterów są przez to na dłuższą metę nużące. Narracji nie pomaga też konieczność wyjaśniania każdego pojęcia związanego z grami MMORPG i obowiązujących w nich zasad. Rzecz to niezbędna, by mniej obyty z terminologią widz nie pogubił się w trakcie seansu, potrafi być jednak wyjątkowo usypiająca. Na uznanie zasługuje jednak fakt, że autorzy odrobili pracę domową i przedstawione zagadnienia są zgodne ze stanem faktycznym, nie zaś jak w Sword Art Online, gdzie stanowiły zbitek wymyślonych, często absurdalnych zasad.

Mocną stroną serii, powiązaną z elementami politycznymi fabuły, jest rozłożenie ciężaru akcji na barki większej ilości bohaterów. Choć drużyna Shiroe pełni rolę wiodącą, to bez wsparcia innych graczy nie byłaby w stanie nic osiągnąć. Co prawda część postaci pojawia się tylko po to, by brać udział w wyjątkowo marnych i powtarzających się scenkach komediowych, ale ponieważ zapowiedziana została kontynuacja, jest nadzieja, że i ninja Akatsuki czy też wojownik Naotsugu będą mieli okazję wykazać się czymś specjalnym.

Wrażenie, że mam do czynienia z prologiem dłuższej całości towarzyszyło mi cały czas, także dlatego, że przez ponad dwadzieścia odcinków nie natrafiłem na chwile bardziej intensywnej akcji czy też poczucia zagrożenia. Nawet próba pokazania, że nieśmiertelność ma swoją cenę, nie wypadła szczególnie przekonująco. Co więcej, gdy tylko sytuacja robiła się trudna, Shiroe zawsze i nieomylnie wynajdywał rozwiązanie, które nie powodowało żadnych negatywnych konsekwencji. Poczucie beztroski miałoby może większy sens, gdyby skupiono się bardziej na przygodzie, nie zaś polityce.

Początek jest pod tym względem obiecujący. Sceny takie jak wyprawa do podziemi do złudzenia przypominających Morię lub lot na gryfach budzą nostalgię za klasycznymi seriami fantasy pokroju Kroniki wojny na Lodoss, które dawno już wyszły z mody. W dalszej części autorzy nie zapominają o przygodach, ale spychają je na barki najmłodszych graczy. Ma to teoretycznie sens, gdyż zarówno wiekiem, jak i doświadczeniem, rozumianym bardzo dosłownie, ustępują oni starszym kolegom. Wydaje się to idealną okazją, by zapoznać widza ze światem równie obcym jemu, co i bohaterom. O ile jednak walor edukacyjny tak wykorzystane odcinki posiadają, to już sama akcja jest w nich raczej niskich lotów. Fani planowania i analizy sytuacji powinni poczuć się usatysfakcjonowani, ponieważ młodzież musi wykazać się idealną współpracą w ramach jednej drużyny (niestety, na czele z wyjątkowo praworządną, ale pozbawioną jakiejkolwiek głębi i charakteru bohaterką, której obecność drażniła mnie w chyba każdej scenie). Fani efektownych walk nie mają tu czego szukać. Potyczki dobija specyfika gier MMO i nie najlepsza reżyseria, przez którą ma się wrażenie, że wszystko rozgrywa się w systemie torowym. Nawet większe batalie z udziałem całych armii wyglądają mizernie.

Powyższy przykład ukazuje swoisty paradoks, który uniemożliwia mi lepszą ocenę tytułu. Z jednej strony jest to inteligentna, przemyślana w najdrobniejszych szczegółach seria, w której bohaterom bardziej przydaje się mózg niż supermoce. Jednocześnie kuleje prezentacja, przez co ogromny potencjał nie został w pełni wykorzystany. Najlepiej ilustrują to sceny o charakterze obyczajowym, ukazujące pląsających beztrosko bohaterów zajętych piknikami, randkowaniem (wątek romantyczny, oględnie mówiąc, do przekonujących nie należy) albo przebierankami. W tak dużej ilości są to rzeczy zupełnie zbędne, rozciągające jedynie akcję na kilka dodatkowych odcinków, dostosowujących emisję w sam raz do dwóch telewizyjnych sezonów, podczas gdy konkretów jest na może półtora.

Choć Log Horizon wypłynął na popularności Sword Art Online, twórcy obchodzili się z funduszami oszczędnie, jak gdyby niepewni byli sukcesu. Nie znaczy to, że anime jest brzydkie. Wprost przeciwnie, wiele scen potrafi zaskoczyć mnogością barw, ilością szczegółów, czy wreszcie pomysłowością rysowników. Tym niemniej nie ma co liczyć na fajerwerki graficzne, co najwyżej ładnie zaprezentowane, rzetelne rzemiosło. Na uwagę zasługuje, że w dużej mierze udało się uniknąć spadków jakości na drugim planie, co dobrze świadczy o zaangażowaniu ekipy w swoją pracę i sprawia, że wszystkie kadry są wyjątkowo schludne. Mieszane, choć głównie pozytywne odczucia mam w stosunku do ścieżki dźwiękowej. Odpowiedzialny za jej skomponowanie Yasuharu Takanashi postawił na sprawdzone rytmy rodem z Fairy Tail, ale pozbawione polotu tamtych utworów. Soundtrack jest przez to wtórny, zachowawczy, a po tak utalentowanym twórcy można się było spodziewać zdecydowanie więcej. Sytuację ratuje świetny opening oraz równie udany ending, oba niezmienne przez całą serię, co, jak na anime liczące ponad dwadzieścia odcinków, jest ostatnio rzeczą nietypową.

Log Horizon to anime godne odnotowania i polecenia, które nikogo nie powinno rozczarować. Oferuje bogaty świat i nietypowy scenariusz, ale wciąż czekam na prawdziwie wciągające wydarzenia, których, przy dobrych wiatrach, będzie można jeszcze doświadczyć. Końcówka zawiera kuszącą obietnicę zagęszczenia intrygi i naprawdę bardzo nie chciałbym się pod tym względem pomylić.

Tassadar, 8 kwietnia 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Satelight
Autor: Mamare Touno
Projekt: Kazuhiro Hara, Mariko Itou
Reżyser: Shinji Ishihira
Scenariusz: Toshizou Nemoto
Muzyka: Yasuharu Takanashi