Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 8/10
fabuła: 4/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,33

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 83
Średnia: 5,92
σ=1,76

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Galilei Donna

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 11×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ガリレイドンナ
zrzutka

Trzy siostry, tajemnicze szkice autorstwa Galileusza i walka ze zlodowaceniem. Żywy dowód na to, że nadmiar pomysłów też bywa szkodliwy.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

U podstaw przygody nie zawsze leży ciekawość świata, chęć zmiany siebie, czy też pragnienie zdobycia sławy i bogactwa. Czasami los bywa wyjątkowo zawzięty na ludzi podróżowaniu niechętnych, zmuszając ich do przeżywania emocjonujących chwil w odległych stronach świata, czy się to im podoba, czy też nie. Gdy więc pewnego razu przeznaczenie puka do drzwi nastoletnich bohaterek Galilei Donna, nie czekając na odpowiedź wyważa rzeczone drzwi i burzy dotychczasową sielankę, trudno doszukiwać się u dziewcząt entuzjazmu. Nie mają specjalnej ochoty zostać obieżyświatami z przymusu, ale chciwe korporacje i bezwzględni piraci nie pozostawiają wielkiego wyboru.

Czasy i okoliczności, w jakich przyszło im „zwiedzać” świat, są zdecydowanie nieprzyjemne. Mimo rozwoju myśli technicznej do stopnia nieporównywalnie wyższego niż obecnie, ludzkość przegrywa walkę z nieugiętą przyrodą, która postanowiła zafundować mieszkańcom planety kolejne zlodowacenie. Siarczysty mróz nie tylko powoduje migracje ludności, ale też stanowi wyzwanie dla dotychczasowych metod pozyskiwania energii, które okazały się niewystarczające. Trwa desperacka walka o nowe technologie, mogące pomóc przetrwać ten trudny czas. Naukowcy pracują nieustannie w laboratoriach finansowanych przez potężne koncerny, ale niektórzy szukają łatwiejszych rozwiązań. Najbardziej zdesperowani obywatele formują pirackie bandy napadające na rządowe i korporacyjne transporty oraz zakłady.

W tak ponurej rzeczywistości codzienność sióstr Ferrari, dalekich potomkiń Galileusza, wydaje się niemal sielanką. Co prawda muszą zmagać się z chłodem i śniegiem w niegdyś słonecznej Italii, ale nie przymierają głodem i wiodą beztroski żywot, oddając się swoim pasjom – odpowiednio prawu, sportom walki i wynalazczości. Niecodzienne dziedzictwo daje o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie, gdy to rozmaite zbiry poszukujące skarbu pozostawionego ponoć przez wielkiego astronoma wpadają z bronią do ich domu. Dziewczyny, cudem uniknąwszy marnego losu, nie mają innego wyjścia, jak same udać się na poszukiwania szkiców, które zebrane razem, mają wedle przekazów stanowić coś w rodzaju mapy lub schematów.

Galilei Donna początkowo skutecznie wzbudziło mój entuzjazm, gdyż zapowiadało tematykę, którą od czasów Nadii Miyazakiego i Anno podejmowało niewielu twórców, a mianowicie klasyczną przygodę mającą w sobie odrobinę ducha znanego z powieści Juliusza Verne’a. Gdy siostry Ferrari po raz pierwszy wsiadały na pokład latającej złotej rybki (!), zbudowanej przez najmłodszą z nich, wspomnienia dawnych seansów i lektur odżyły z pełną mocą. Byłem skłonny uwierzyć, że po latach niewyobrażalnej posuchy dla kina przygodowego w anime rozpoczął się choć minimalnie lepszy okres. Były to jednak przedwczesne nadzieje, które szybko rozwiały absurdalne i przede wszystkim mało emocjonujące rozwiązania fabularne.

Grzechem głównym scenariusza jest podkreślanie na każdym kroku genealogii sióstr Ferrari i usprawiedliwianie tym każdej nielogiczności, choćby największej, i dowolnego przejawu twórczego lenistwa. Nieważne, czy któraś z bohaterek przechodzi chwilowy kryzys wywołany stresem, zachodzi potrzeba udowodnienia jej niewinności albo wpadnięcia na trop kolejnego szkicu – bycie potomkami Galileusza załatwia wszystko bezboleśnie i niemal automatycznie, a przy okazji sentencja ta powtarzana jest niczym mantra. Wydarzenia toczą się tak, by protagonistkom nie utrudniać życia ponad miarę, a nieprawdopodobne zbiegi okoliczności i deus ex machina w najgorszym możliwym wydaniu są na porządku dziennym. W finale zjawisko to przybiera wręcz karykaturalne rozmiary, jakby cały świat czekał z pomocą właśnie na tę jedną chwilę, planując każde posunięcie kilka odcinków naprzód. Czujny widz dostrzeże co prawda pewne wskazówki, ale i tak nie uwiarygodniają one należycie późniejszych wydarzeń. Scenarzyści wykazali się tylko raz, przygotowując podwaliny pod niniejszą historię i przedstawiając jej bohaterów. Reszcie wydarzeń, w tym walkom z piratami, podróżom (czasem o wiele dalszym niż by się to mogło wydawać i to nie tylko w klasycznym rozumieniu tego słowa), knowaniom czarnych charakterów zwyczajnie brakuje napięcia, które mogłoby zachęcać do śledzenia akcji.

Winę za ten stan rzeczy ponoszą w dużej mierze nieprzekonujące osobowości najważniejszych dla fabuły postaci. Owszem, da się użyć argumentu, że dla zwyczajnych nastolatek tak wiele często nieprzyjemnych wrażeń stanowi szok, i do bycia zahartowanymi podróżniczkami muszą dopiero dojrzeć , ale jest to obrona z góry skazana na niepowodzenie. Tej wizji zaprzecza wspomniane już notoryczne powtarzanie, że dziewczyny zwyczajne nie są i wszystko, w czym biorą udział, było im wręcz przeznaczone. Ten charakterystyczny kontrast dałoby się z pewnością wykorzystać lepiej, rozwijając ideę bohaterek mimo woli, ale twórcy dość szybko zrezygnowali z tej koncepcji. Wystarczyło kilka kłótni i ustalenie porządku dziobania na pokładzie latającej machiny, by o wcześniejszych wątpliwościach błyskawicznie zapomniały. Obsadę ratuje niemożliwy do podrobienia Cicinho, pirat o złotym sercu i dżentelmeńskich zasadach, który jak na prawdziwego Włocha przystało, dzieli czas między pracę a pasję do piłki nożnej i pięknych kobiet. Pełni w fabule rolę podobną do Grandis z Nadii, nawet pomagierów ma podobnych, oczywiście z zachowaniem skali. Niestety nawet on nie jest w stanie ustrzec się kolejnej przypadłości anime, a mianowicie problemów ze stonowanym ukazywaniem przemocy.

Nie mam oczywiście na myśli posoki i latających kończyn, gdyż mimo wszystko serial zachowuje swój lekki, przygodowy charakter. Mimo raczej bezkrwawej natury, Galilei Donna bywa momentami zaskakująco nieprzyjemne i odstręczające. Bohaterom regularnie brakuje samokontroli i empatii, by na przykład udzielić pomocy rannej dziewczynie albo dogadać się jak istoty rozumne. Niekiedy, jak w scenie ostrzału statku, na którym przeprowadzana jest ratująca życie operacja, sprawę pokpili sami twórcy, zamiast poczucia zagrożenia podkreślając nieogarnięcie napastników. Nie oczekuję dziecięcej naiwności w przedstawianiu wydarzeń, ale wystarczy obejrzeć choćby Allison to Lillia, czy wręcz Indianę Jonesa, by wiedzieć, jak umiejętnie budować poczucie zagrożenia. Chwilami miałem wrażenie, że oglądam serial akcji, w którym brakuje tylko supermocy i kilku wybuchów, ale wystarczy dostrzec, że za reżyserię odpowiada Yasuomi Umetsu (Kite, Mezzo), by powód tego stanu rzeczy stał się jasny.

Wielka szkoda, że wszystkie powyższe problemy przesłaniają ciekawą i pełną świeżych idei wizję świata. Już sam pomysł umiejscowienia akcji w erze zlodowacenia zasługuje na pochwałę za nietypowość, a to dopiero początek całkiem pokaźnej listy. Majestatyczne statki powietrzne machające w locie skrzydłami i inne zadziwiające maszyny zaprojektowano z głową i wyczuciem, dzięki czemu wpasowują się idealnie w ten futurystyczny świat. Część z nich służy potem co prawda za wygodne narzędzia fabularne upraszczające wiele spraw i pojawiające się w idealnej chwili (jak choćby przenośny robot medyczny), ale do tego stopnia można jeszcze pójść na kompromis.

Wizualizacja przeszłości jest równie pomysłowa, co efektowna. Galilei Donna odznacza się wysoką jakością techniczną wykonania, i to pod każdym względem. Nie sposób złego słowa rzec o sposobie, w jaki narysowani są bohaterowie, o płynności animacji, czy też szczegółowości detali na drugim planie. Nawet efekty komputerowe, niejednokrotnie będące piętą Achillesową japońskiej animacji, wykorzystane zostały w sposób bardzo naturalny, płynnie komponując się z klasycznym rysunkiem. Ucztą dla oczu są widoki miast pokrytych śnieżnym kobiercem, i to zarówno pełne życia metropolie, w których nie brakuje (jeszcze) niczego, jak i wymarłe miasta­‑widma, widoczne wśród mroźnych pustkowi jedynie dzięki wyższym budynkom.

Swoją rolę spełnia również ścieżka dźwiękowa, choć momentami wydawała mi się aż nadto ponura i pozbawiona wyróżniających się już po pierwszym przesłuchaniu utworów. Zarówno koncepcyjnie, jak i muzycznie mogą podobać się opening i ending, które mimo wykorzystania prostych popowych piosenek, są ciepłe i optymistycznie nastrajające, w stylu, jaki mógłby przejść odrobinę wyraźniej do reszty anime. Z uwagi na charakter obsady, seiyuu w większości stanowią kobiety i wywiązują się one ze swoich zadań solidnie, acz bez rewelacji, chociaż część winy leży po stronie drętwych lub przesadnie entuzjastycznych dialogów. Brzmią one zbyt sztucznie, by były przekonujące.

Na zakończenie tej recenzji wypada, abym wspomniał o jeszcze jednej bardzo istotnej kwestii. Jedenaście odcinków to niewiele, by zmieścić wszystkie wątki i przedstawić je w sposób kompletny, nawet jeśli mamy do czynienia ze scenariuszem oryginalnym, a nie adaptacją. Byłbym może w swym osądzie nieco łaskawszy, ale to, co zrobiono z główną osią fabuły, zasługuje na zdecydowaną i bezwzględną krytykę. W naukę, jako tako spójną logikę i opartą na solidnych faktach intrygę wepchnięte zostaje coś, co nazwać można tylko magią, względnie wygodnictwem scenarzysty. Wydarzeniom trudno odmówić pewnej konsekwencji i wzorowania się na baśniowej klasyce, ale elementy rodem z fantasy są tu nie na miejscu, wprowadzając jedynie niepotrzebne zamieszanie.

Galilei Donna to próba zmierzenia się z gatunkiem bardzo zaniedbanym na przestrzeni lat, niestety nieudana. Autorzy mieli jak najlepsze chęci, ale wpadli w prostą pułapkę, starając się pogodzić dawne schematy z nowszymi trendami, ale nie do końca chyba wiedząc, jak się do tego zabrać. Zabrakło zrozumienia, lekkości narracji i spójności, w efekcie czego anime jest mieszaniną całkowicie chybionych rozwiązań i niezłych idei, przy czym tych drugich staje się z czasem zauważalnie mniej. Trudno jest mi nawet wygłosić standardową formułkę o zmarnowanym potencjale, gdyż serial z odcinka na odcinek utwierdzał mnie w przekonaniu, że w tej formie od początku nie posiadał go zbyt wiele. Yasuomi Umetsu nie mógł się najwyraźniej pozbyć pewnych przyzwyczajeń z czasów, gdy tworzył głównie serie sensacyjne, co odbiło się na jakości jego nowszego tworu. Gdyby pozostał przy znanej sobie formie, dostosowując do niej scenariusz, anime miałoby szansę sporo zyskać na jakości. W gatunku przygodowym ten twórca nie czuje się dobrze, tak więc spragnionych tego typu rozrywki widzów zmuszony jestem odesłać do innych pozycji, seans Galilei Donna sugerując jedynie wyjątkowo wyposzczonym i zdesperowanym fanom, którym nie szkoda czasu na bardzo przeciętne widowisko.

Tassadar, 4 stycznia 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: TeamGD, Yasuomi Umetsu
Projekt: Nishii, Shingo Adachi
Reżyser: Yasuomi Umetsu
Scenariusz: Atsushi Oka, Hideyuki Kurata, Jun Kumagai, Touko Machida
Muzyka: Shirou Hamaguchi