Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 8/10 muzyka: 8/10

Ocena redakcji

8/10
Głosów: 9 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,67

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 128
Średnia: 7,12
σ=1,59

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Kakumeiki Valvrave 2

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2013
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Valvrave the Liberator 2
  • 革命機ヴァルヴレイヴ 2
Tytuły powiązane:
zrzutka

Ktoś ma ochotę na dolewkę Kawy z Cukrem? Jeśli tak, to zapraszam do kosmicznego stołu.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Po ataku Dorssii na stację 77 wszystko wydaje się stracone, ponieważ roboty zostały unieruchomione przez wroga, lecz niespodziewanie do walki przystępuje Valvrave VI, za którego sterami zasiadła jeszcze do niedawna ukryta w swojej pudełkowej twierdzy Akira. Promyczek nadziei w morzu chaosu? Niekoniecznie, gdyż teoretycznie niedziałająca jednostka II wpada w ręce samego Caina Dressela, który bez większych trudności pokonuje Haruto. Ostatecznie jednak wrogie wojska wycofują się i uczniowie szkoły Sakimori bezpiecznie docierają na Księżyc, by tam ustanowić rząd Jioru na uchodźstwie. Młodzi zyskują międzynarodowe poparcie i fundusze na dalszą walkę, ale świat polityki nie należy do szczególnie przyjaznych, więc przed nową i bardzo niedoświadczoną panią premier, Shouko Sashinami, wiele trudnych decyzji do podjęcia. Pierwszym krokiem nowej władzy ku wolności jest wysłanie na Ziemię grupy uczniów pod dowództwem L­‑Elfa i z Valvrave'ami na czele w celu przeprowadzenia śledztwa na zajętych przez Dorssię terenach. Nie wszystko idzie jednak zgodnie z planem…

Akcja w ostatnim odcinku poprzedniej serii urwała się w bardzo istotnym momencie, a widzowie musieli czekać całe trzy miesiące na ciąg dalszy. Kluczowe pytanie brzmi: czy było warto? Jak najbardziej, choć zapewne nie wszyscy się ze mną zgodzą. Tym razem kolejka górska wjechała na odcinek jeszcze ostrzejszych zakrętów, ale zapewniam, że nikomu nie grożą z tego powodu mdłości. Akcja może niekoniecznie przyspiesza (nie musi…) i całość traci nieco na absurdalności, za to znacznie zyskuje pod innymi względami – to, co pierwsze dwanaście odcinków zakręciło w świński ogon, druga połowa bardzo skutecznie odplątuje. Fabuła w żadnym momencie nie stoi w miejscu, każdy odcinek dostarcza kolejnych odpowiedzi i pod sam koniec większość ważniejszych kwestii zostaje wyjaśniona. Nie jestem pewna, czy wszystkim taki rozwój wydarzeń się spodoba, a co więcej – czy zaskoczy, ale jest spora szansa, że tak czy siak będziecie się dobrze bawić. Atmosfera zagęszcza się, kolejne sekrety wychodzą na jaw i zarówno bohaterowie, jak i widzowie w końcu mniej więcej są w stanie sobie wyobrazić, jak całość może się skończyć. Twórcy i tym razem nie zawiedli, zdecydowali się poprowadzić fabułę w kierunku, który nie wszyscy scenarzyści odważyliby się obrać – fakt, niektórzy stwierdzą, że co za dużo, to niezdrowo, ale w ostatecznym rozrachunku to właśnie ta iskra szaleństwa jest jedną z głównych zalet serii.

Mimo ogólnego bardzo dobrego wrażenia, jakie wywarła na mnie seria, jest jeden dość istotny szczegół, do którego najprawdopodobniej sporo osób się przyczepi i nie będzie mnie to szczególnie dziwiło. Mowa oczywiście o samym finale. Wspomniałam, że większość rzeczy zostaje wyjaśniona i nie dostajemy czegoś w stylu Neon Genesis Evangelion (to jeszcze nie ten poziom abstrakcji), ale wyraźnie widać, że serii bardzo przydałby się przynajmniej jeden dodatkowy odcinek. Bo nie na tym polega problem, że twórcy nie wiedzieli, jak zakończyć historię, ale na sposobie podania tego zakończenia. Na sam koniec dwunastego odcinka dostajemy ultrakrótki epilog z kolejnym urwanym wątkiem (nie, nie otwartym, urwanym). Fakt, że sporo można sobie dopowiedzieć, gdyż zostawiono widzom wystarczająco dużo wskazówek, ale całość aż prosi się o uzupełnienie kilku kwestii i to nie ze względu na dziury, bo tych właściwie nie ma, a przez samą ciekawość „ale jak właściwie do tego doszło”.

Rozwój fabularny trzeba policzyć na duży plus, a jak na tym tle wypadają bohaterowie? Oni również nic nie tracą, a za to sporo zyskują. Haruto, w przeciwieństwie do swojego „kolegi po fachu” z Guilty Crown (było nie było, sytuacja i okoliczności pod pewnymi względami podobne), wreszcie w najbardziej trudnych momentach pokazuje, że ma kręgosłup i jest konsekwentny w swoich postanowieniach – oczywiście na tyle, na ile pozwala mu nieprzewidywalny scenariusz. Zborsuczony jamnik L­‑Elf pokazuje nieco bardziej ludzką twarz, ale na szczęście nie ma miejsca nagła metamorfoza jego charakteru, a w miarę wiarygodny (jak na realia anime) rozwój. Saki ma kolejne okazje, żeby pokazać, że jest naprawdę twardą i silną kobietą – a tych w tego typu seriach jak na lekarstwo. Skoro już mowa o paniach, nie można nie wspomnieć o Shouko, która z kolei daje się poznać z nieco innej strony. Nie, nie każda z głównych postaci rozwija się pozytywnie, ale to miłe, bo twórcy nie zapominają, że ludzie się zmieniają lub po prostu popełniają czasem bardzo głupie błędy, co w przypadku tych bohaterów jest o tyle istotne, iż dobrze pokazuje ich młodość, naiwność i nieprzystosowanie do brutalnej rzeczywistości (nie mam tu na myśli zwyczajowej głupoty postaci z anime, a po prostu brak doświadczenia życiowego, które w przypadku uczniów Sakimori mogłoby naprawdę pomóc). Na scenie znalazło się również miejsce dla bohaterów drugoplanowych (pozostałych uczniów i dawnych kompanów L­‑Elfa) i choć nie wszyscy dostają więcej czasu ekranowego, udało się ich pokazać jako konkretne i co najważniejsze – wyraziste osobowości. Najlepszym przykładem jest tutaj chyba Liselotte, która w pierwszej części jest właściwie widmem, a w drugiej prezentuje się widzom w pełnej okazałości. Tylko jedno małe ostrzeżenie: nie przywiązujcie się do bohaterów, bo w tej serii trup ściele się gęsto (co nie znaczy, że bezsensownie)...

Oprawa techniczna to właściwie powtórka z rozrywki, choć trzeba wspomnieć o jednym z odcinków, gdzie bardzo wyraźnie widać zastosowanie grafiki komputerowej, której przeciwnicy niekoniecznie będą zachwyceni – na szczęście to tylko jeden przypadek. Zauważalnymi, a właściwie słyszalnymi zmianami, mogą być nowe piosenki towarzyszące tej serii. W czołówce po raz kolejny usłyszymy przebojowy duet Nany Mizuki i T.M. Revolution, a choć Kakumei Dualism może już nie jest tak świetnym utworem jak Preserved Roses, to nadal pozostaje dobrą i niesamowicie energiczną piosenką, której po prostu chce się słuchać. Jako pierwszego endingu ponownie użyto utworu Elisy – tym razem piosenki Realism, podobnie jak Soba ni Iru yo całkiem niezłej, ale bez rewelacji. Znalazło się również miejsce dla debiutującej Momoko Kanade z ładną, ale nieszczególnie porywającą piosenką Akai Memories o Anata ni. Nie sposób również nie wspomnieć o Yuuce Nanri (znanej chyba głównie z FictionJunction Yuuka), której utwór pojawił się co prawda już w pierwszej serii, ale w kontynuacji został znacznie bardziej wyeksponowany. Motherland to jedna z jej lepszych piosenek, jakie słyszałam i jeśli ktoś stęsknił się za nią, to zdecydowanie warto posłuchać.

Kakumeiki Valvrave 2 na pewno nie spełni wymagań wszystkich fanów, ale ma sporą szansę spodobać się tym, którzy oczekują kontynuacji szalonej i nietuzinkowej serii, która z czasem trochę dojrzewa i nie jedzie tylko na postrzelonych pomysłach, ale również na spójnej, ciekawej i momentami zaskakującej fabule. To nadal produkcja czysto rozrywkowa, więc jeśli ktoś nie oczekuje niewiadomo jakiej głębi i dobrze bawił się przez pierwsze dwanaście odcinków, bez wahania może sięgnąć po część drugą. Mimo kilku drobnych niedociągnięć nie obniża ona lotów, a wręcz przeciwnie – nabiera rumieńców i gwarantuje dobrą zabawę.

Enevi, 11 lutego 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Projekt: Kenji Teraoka, Kunio Ookawara, Makoto Ishiwata, Naohiro Washio, Takashi Miyamoto, Takayuki Yanase, Tatsuya Suzuki
Reżyser: Kou Matsuo
Scenariusz: Ichirou Ookouchi
Muzyka: Akira Senju