Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Dango

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

4/10
postaci: 6/10 grafika: 4/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

5/10
Głosów: 2 Zobacz jak ocenili
Średnia: 5,00

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 123
Średnia: 5,54
σ=2,31

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek, tamakara)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

DRAMAtical Murder

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2014
Czas trwania: 12×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ドラマティカルマーダー
Pierwowzór: Gra (inna); Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość; Inne: Shounen-ai/yaoi
zrzutka

Chłopiec, jego pies i seria dziwnych zdarzeń, czyli jak zrobić kiepską ekranizację dobrej visual novel... wersja kolejna.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

W trudnej do określenia przyszłości, na jednej z malutkich japońskich wysp o sielskiej nazwie Midorijima, mieszka Seragaki Aoba, dość niefrasobliwie nastawiony do życia chłopak. Dnie spędza, pracując dorywczo w sklepie z elektronicznymi rupieciami. Okazjonalnie ogania się od okolicznych dzieci, które znajdują w nim doskonałą ofiarę dowcipów, oraz rozmaitych mężczyzn, którzy dzwonią do sklepu… trudno powiedzieć, w jakim celu, być może tylko po to, by posłuchać głosu naszego protagonisty. Nie jest to jednak wielki problem, skoro można opchnąć im jakieś części. Do obowiązków Aoby należy też dostarczanie do biura kurierskiego drobnych przesyłek. Otrzymawszy polecenie od szefa, chłopak pakuje do torby Rena, swego psiego allmate i rusza w drogę, chciałoby się powiedzieć, że prosto ku przygodzie. W kolejnych scenach spotyka Koujaku, trudniącego się fryzjerskim fachem przyjaciela z dzieciństwa i mimowolnie wywołuje zazdrość jego fanek; musi zjeść ciasto autorstwa przemiłej pani z poczty; staje się ofiarą próby napadu, a w sukurs przychodzi mu inny kumpel, Mizuki; jest świadkiem ulicznego spektaklu, jakim jest pojedynek w dziwnej, wirtualnej grze o nazwie Rhyme; na widok Usui, hologramu wielorękiej dziewczyny, która pełni we wspomnianej grze rolę arbitra, dostaje niespodziewanego bólu głowy; spotyka innych kolegów i ucieka przed policją; wpada na dziwnego, milczącego nieznajomego i udaje mu się wreszcie dotrzeć do domu, by tam zostać skrzyczanym przez babcię za zostawienie rano niezamkniętych drzwi. *miejsce na nabranie powietrza* Ale to nie wszystko, przecież do końca odcinka zostało kilka niewykorzystanych minut! Przed endingiem z lekka oszołomiony widz zobaczy jeszcze kilka wydarzeń. Dowie się, że Ren to nie taki zwyczajny piesek­‑robot z rozkosznie wystawionym językiem i pozna, lub chociażby obejrzy, kolejne postaci. W międzyczasie zostanie wspomniany tajemniczy gang porywający ludzi oraz, nie mniej tajemnicza, gra komputerowa, którą nie da się sterować. Czy wszyscy nadążają? Doskonale! Teraz zacznie się prawdziwa jazda! Trzymajcie kapelusze, przyjaciele…

Wieść o planowanej ekranizacji jednej z moich ulubionych gier Boys’ Love przyjęłam bez cienia ekscytacji, raczej z niepokojem. O dobre adaptacje visual novel nie jest łatwo, zaś po klęsce, jaką była ekranizacja Togainu no Chi, notabene gry tego samego studia, mój sceptycyzm wydawał się niebezpodstawny. Mimo wszystko postanowiłam chwycić tego byka za rogi i przekonać się, jaki będzie efekt prac. Ku własnemu zdziwieniu, obejrzawszy pierwszy odcinek, byłam pozytywnie zaskoczona. Co prawda wydarzyło się bardzo dużo, ale doskonale odnalazłam się w świecie przedstawionym, spotkałam starych znajomych, pośmiałam się z kilku hermetycznych dowcipów i wyłapałam szereg aluzji. Później jednak przyszła refleksja: jak na to wszystko mogą zareagować osoby, które z DRAMAtical Murder nie miały do czynienia? Najprawdopodobniej irytacją. Trudno dziwić się takiej reakcji, wiedząc, że autorzy radośnie upchnęli w te dwadzieścia minut 4­‑5 godzin fabuły gry, zapominając jednocześnie o podaniu podstawowych faktów. Dalsze odcinki utwierdziły mnie w przekonaniu, że seria powstała z myślą o fanach pierwowzoru i tylko do nich jest kierowana. Jednak nawet taka produkcja powinna być bytem samodzielnym i nie wymagać od widza ciągłego odwoływania się do gry, by zrozumieć wydarzenia na ekranie. Z biegiem czasu robi się to męczące, zwłaszcza że twórcy bardzo swobodnie mieszają wątki i kolejność wydarzeń, a nawet, co wzbudziło we mnie szczególną wesołość, raczą nas scenami pojawiającymi się dopiero w kontynuacji gry.

Seria dość wyraźnie dzieli się na dwie części. Pierwsze sześć odcinków ilustruje główną ścieżkę fabularną. Widz zostaje poinformowany o istnieniu Platinum Jail, ekstrawaganckiego parku rozrywki dla VIP­‑ów, którego biało­‑błękitna kopuła góruje nad wyspą. Bardzo szybko dowiadujemy się również, że główny sponsor tego przedsięwzięcia, Toue Tatsuo, ma jakieś mroczne plany, a do ich zrealizowania potrzebuje naszego głównego bohatera. Aoba zaś, jak na protagonistę przystało, nie czeka, aż wywleką go z domu, ale rusza stawić czoła złej organizacji. Przy okazji odkryje kilka ciekawych faktów na temat własnej osoby, swojego psa, swoich towarzyszy z przypadku, a nawet swojej babci. Widz natomiast kończy seans z „ale co to miało być?” na ustach. Anime nie dostarcza żadnych odpowiedzi, nie wyjaśnia praktycznie niczego ponad te absolutne minimum, które pozwala pchnąć akcję do przodu. Ot, kalejdoskop scen, do których sens trzeba dopowiedzieć sobie samemu. Uwidacznia się to ze zdwojoną siłą w drugiej części serii, kiedy twórcy postanowili jeszcze bardziej podkręcić tempo i zaczęli streszczać nie kilka, ale kilkanaście godzin gry na odcinek. Innymi słowy: jeśli coś na początku wydało się wam niejasne, to z biegiem czasu będziecie rozumieć coraz mniej.

Znając naturę pierwowzoru, nie powinno nikogo dziwić, że wokół Aoby gromadzą się panowie (a jeden spada na niego praktycznie z nieba). On zaś, niczym dobra wróżka, stara się rozwiązać problemy każdego z nich. Musi się przy tym zdrowo uwijać, bo na jednego amanta przypada dokładnie jeden odcinek, a trzeba jeszcze uratować świat! Przyznam szczerze, że ta część serii budziła we mnie największe obawy i największą ciekawość. Na którą ścieżkę fabularną zdecydują się twórcy? Może wymyślą coś własnego? Nie przyszło mi do głowy, że ci dzielni ludzie porwą się na połączenie wszystkich zakończeń gry! Zadanie absolutnie niemożliwe do przeprowadzenia w sposób zadowalający, nawet przy usunięciu scen nieprzyzwoitych, na które z pewnością niektórzy ostrzyli sobie ząbki. Jak można się domyślić, wypadło to bardzo słabo. Tempo wydarzeń w dramatyczny sposób odbiera im całą głębię, a przy skali problemów, ich rozwiązanie wydaje się banalne i nieco naiwne. Jedyne, co czułam, to irytacja i niedosyt. Tym większe, im większą sympatią darzyłam daną postać. Właśnie, wypadałoby powiedzieć coś o bohaterach. Co tu jednak mówić, kiedy ich również potraktowano po macoszemu? Pojawiają się na ekranie jak starzy znajomi, niestety szybko okazuje się, że to tylko blade cienie, żeby nie powiedzieć – parodie oryginałów. Płascy tak bardzo, że jakakolwiek próba opisu kogokolwiek będzie zahaczać o spojler. Patrząc na nich, zastanawiałam się, gdzie podziały się te emocje, jakie wzbudzali we mnie w grze.

Wracając jeszcze do braku scen o jednoznacznym zabarwieniu uczuciowo erotycznym. Ja, fujoshi pełną gębą, uważam to za zaletę, a pracę cenzury oceniam wysoko. Jestem przekonana, że wszystko, co wychodziłoby poza podteksty, uczyniłoby to anime już do końca niestrawnym dla każdego, kto nie jest zwolennikiem relacji nowomodnie określanych jako poliamoria.

Poznęcałam się nad fabułą, teraz czas na grafikę. Tutaj znowu pierwszy odcinek nie zapowiadał tragedii. Nic nie zakłuło mnie w oczy, wręcz przeciwnie, byłam mile zaskoczona projektami postaci, szczegółowością tła i rozmaitymi drobnostkami, na które w grze nie było miejsca, a które sprawiają, że całość nabiera autentyczności i pokazuje, że twórcom zależy. Na ulicach nie ma tłumów, ale jednak poruszają się po nich jacyś przechodnie, jeżdżą samochody. Dobrze wygląda walka w wirtualnym świecie Rhyme. Jednak już w następnym odcinku coś zaczęło się psuć. Zupełnie jakby twórcy uznali, że skoro udało im się zrobić dobre pierwsze wrażenie, to potem można już odpuścić. Sylwetki robią się uproszczone, twarze nawet na zbliżeniach wyglądają, jakby zmieniały stan skupienia ze stałego na ciekły. Bohaterowie ulegają tajemniczym mutacjom i co scena wyglądają inaczej. Giną proporcje, tła tracą na wyrazistości, a animacja woła o pomstę do nieba. I tak to trwa, w mniejszym lub większym stopniu, do ostatniego odcinka. Ludzie ze Studia NAZ pokazali już, na co ich stać przy produkcji pierwszej serii Hamatory, teraz postanowili pobić kolejny rekord. Na szczególne „wyróżnienie” w tej kwestii zasługuje odcinek trzeci, prawdziwy popis fuszerki i niedbalstwa wszelkiej maści. Tego nie da się opisać, to trzeba po prostu zobaczyć, gwarantuję niezapomniane przeżycie. Obawiam się, że ten, jak tłumaczyło studio, „wypadek przy pracy” nieodwracalnie zaważył na mojej ocenie grafiki. Przyznaję jednak, że w dalszych odcinkach nic tak strasznego nie miało już miejsca, a niektóre sceny wyróżniały się zdecydowanie na plus.

Przejdźmy do muzyki. Strona dźwiękowa to najlepsze, co oferuje nam ten tytuł. Mam na myśli przede wszystkim muzykę, którą możemy usłyszeć wewnątrz odcinków. Słuchałam jej z prawdziwą przyjemnością, a jeden utwór wywołał we mnie autentyczne wzruszenie. Do tych melodii z pewnością będę wracać, podobnie jak do endingów przypisanych poszczególnym postaciom. Gorzej przedstawia się opening, wyraźnie nawiązujący klimatem do gry, ale pozbawiony tego specyficznego pazura, oraz smętny ending, nazwijmy go, podstawowy. Obie piosenki zmęczyły mnie już przy pierwszym słuchaniu i były notorycznie przewijane. Szczególnie opening działał mi na nerwy, a obserwowanie towarzyszącej mu animacji wprawiało mnie w dziwne zażenowanie.

W kwestii doboru głosów nie można przyczepić się absolutnie do niczego. Większość seiyuu to te same osoby, które można usłyszeć w visual novel, i wszyscy spisują się wspaniale. Bogowie świadkami, nie przemawia przeze mnie wyłącznie bias. Słuchało się ich bardzo przyjemnie, chociaż nie mieli okazji pokazać, na co ich naprawdę stać. W obsadzie nie ma wielkich gwiazd, może poza Satoshim Hino, seiyuu Noiza, który ma w dorobku sporo ról w popularnych tytułach.

Komu polecić to anime? Czy polecać je komukolwiek? Z pewnością nie osobom, które (z różnych powodów) nie grały w pierwowzór, tej grupie wręcz odradzam. Osoby, które miały kontakt z visual novel, powinny dysponować dość silnymi nerwami, by przetrwać seans. Z pewnością trochę się pośmieją, być może przez łzy. Dla takich osób anime może okazać się interesującą ciekawostką, ale czas poświęcony na seans lepiej spożytkować na co innego, na przykład na ponowne przejście ulubionej ścieżki w grze. Potencjał tego tytułu został zwyczajnie niewykorzystany.

tamakara, 15 listopada 2014

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: NAZ
Autor: Nitro+CHiRAL
Projekt: Ken'ichi Morioka, Yoshinori Iwanaga, Yukiko Ban
Reżyser: Kazuya Miura
Scenariusz: Kabura Fuchii, Touko Machida
Muzyka: Yuuki Hayashi

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
DRAMAtical Murder - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl