Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

7/10
postaci: 8/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 8 Zobacz jak ocenili
Średnia: 7,38

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 136
Średnia: 7,24
σ=1,16

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Saenai Heroine no Sodatekata

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Saekano: How to Raise a Boring Girlfriend
  • 冴えない彼女の育てかた
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Harem, Realizm
zrzutka

Jak zrobić z nudnej dziewczyny idealną bohaterkę gry randkowej? Inteligentna, ładna i odrobinę nietypowa komedia haremowa.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Jak stworzyć amatorską grę randkową? Potrzeba w wersji minimum rysownika, scenarzysty, kompozytora muzyki oraz kogoś, kto całość zakoduje i ogólnie będzie kierować całym przedsięwzięciem. Jak stworzyć typowe anime haremowe? Potrzeba w wersji minimum bohatera (może być nieudacznik) oraz ze trzech­‑czterech dziewcząt, najlepiej reprezentujących określone i oczekiwane przez widzów typy. Jeśli blondynka z kucykami, to tsundere, jeśli wyniosła piękność, to w czarnych rajtuzach. No dobrze. A jak zrobić z tego wszystkiego serię, która nie będzie wyglądać jak odgrzany kotlet? Odrobina samoświadomości i naruszenie czwartej ściany czynią prawdziwe cuda.

To, że Saenai Heroine no Sodatekata ma do siebie dystans, udowadnia już pierwszy odcinek. Zamiast „zaskakiwać” widza (któż by się spodziewał, że pokazane w czołówce panie będą się kręcić wokół głównego bohatera), pokazuje wydarzenia rozgrywające się w kilka miesięcy po rozpoczęciu fabuły, kiedy w miarę już zgrana ekipa jedzie… do gorących źródeł. Przecież odcinek z onsenem i fanserwisem jest obowiązkowy, prawda? Fanserwisu nie brakuje, ale nie brakuje też naprawdę dobrych dialogów – bohaterowie, rozmawiając o grze, rozmawiają jednocześnie o wytartych kalkach i schematach gier i serii, takich jak ta, którą oglądamy. Jest sztuką pokazać to tak, by wydawało się naturalne i nie straciło przy tym humoru, a ta sztuka udała się tu w stu procentach. Jeśli już, niektórych może rozczarować ciąg dalszy, czyli początek i rozwinięcie serii.

Tomoya Aki, zapalony otaku, pewnego dnia przeżywa chwilę jak z gry randkowej: wśród sypiących się płatków wiśni przylatuje do niego kapelusz, który wiatr zwiał z głowy stojącej na wzgórzu piękności. To wydarzenie okazuje się punktem zwrotnym jego nastoletniego życia: nasz bohater dochodzi bowiem do wniosku, że jego marzeniem jest stworzenie gry randkowej, której bohaterką byłaby… no, idealna bohaterka gry randkowej, taka jak właścicielka kapelusza, jeśli kiedykolwiek uda mu się ją odnaleźć. Jeśli życie jest złośliwe, marzenia się spełniają i ponowne spotkanie następuje szybciej, niż by się spodziewał – Megumi Katou jest jego koleżanką z klasy, dziewczyną miłą, ładną i tak kompletnie niepozorną, że dosłownie wtapia się w tło. Tomoya nie daje się łatwo zniechęcić: skoro ma swoją bohaterkę idealną (no, do lekkiego wyszlifowania), pozostaje mu znaleźć ekipę. Tak się składa, że dwie szkolne piękności, Utaha Kasumigaoka (pisząca pod pseudonimem popularne powieści) oraz Eriri Sawamura­‑Spencer (rysująca pod pseudonimem popularne erotyczne doujinshi), znają go znacznie lepiej, niż chciałyby to przyznać… Ale to nie znaczy, że tak po prostu i bez wahania zgodzą się uczestniczyć w tworzeniu gry.

Fabułę Saekano można podzielić na dwa wątki, albo też może dwie warstwy, z których każda miała zadatki na rzecz naprawdę udaną – i nie zdołała zrealizować tego potencjału. Pierwszą z tych warstw jest oczywiście samo tworzenie gry randkowej, a szerzej – pokazanie procesu twórczego. Nie wiem, czy doceni to osoba będąca laikiem w temacie, ale dla mnie ta seria zawiera sporo wyjątkowo trafnych (i często złośliwych) obserwacji. Warto podkreślić, że nie mówię tu o podejściu realistycznym, po prostu pewne aspekty życia i pracy twórcy zostały tu wyizolowane i wrzucone w komediowy kontekst. To nie jest ten przypadek, co Shirobako, z drobiazgową precyzją pokazujące tworzenie serii anime, czy nawet Bakuman, w nieco ubarwiony sposób prezentujący rysowanie mangi. Z tej serii nie dowiemy się zbyt wiele o samej mechanice tworzenia gry, za to całkiem sporo – o tym, jak się tworzy spójną i (przynajmniej w mniemaniu bohaterów) atrakcyjną dla odbiorcy wizję. Dlatego radziłabym się przyglądać uważnie tym scenom i epizodom, bo można tu znaleźć kilka perełek. Niestety – zmarnowany potencjał się kłania. Jedenaście odcinków dalece nie kończy tematu, a pokazanie procesu twórczego tylko po to, by urwać go w połowie (niechby i na końcu „rozdziału”), trochę mija się z celem. W efekcie cały ten wątek może (niesprawiedliwie) sprawiać wrażenie ozdobnika, dodanego po to, żeby zająć czymś bohaterów pomiędzy scenami z życia osobistego.

Jak się bowiem okazuje, mimo że odcinek „zerowy” rozwiewa wszelkie wątpliwości (których i tak żaden choćby umiarkowanie doświadczony widz mieć nie powinien), praktycznie całą serię wypełniają podchody Tomoyi, mające na celu pozyskanie pomocy kolejnych bohaterek i przy okazji przybliżenie widzowi rozmaitych dawniejszych zaszłości. Tutaj także Saekano różni się na korzyść od podobnych tytułów. Sam Tomoya, chociaż jako otaku ma przyczepioną niejako z automatu metkę „nieudacznika”, ma na koncie bardzo konkretne sukcesy – przede wszystkim niezwykle wpływowy blog, na którym recenzuje anime, mangi, gry i oczywiście light novel. Szkoda, że ten wątek jest niemal całkowicie pominięty (swoją drogą, kiedy on jeszcze na to czas znajduje) i zostaje przywołany tylko wtedy, gdy wydaje się to naprawdę potrzebne. Jako protagonista Tomoya ma jedną ogromną zaletę: będąc niezłomnym wyznawcą „dziewcząt 2D”, bohaterki i ich podchody traktuje względnie normalnie, a tworzenie gry naprawdę jest dla niego przynajmniej w tym momencie życiowym priorytetem.

Celowo zabawnym kontrastem jest otoczenie nieznoszącego „trójwymiarowych” dziewcząt bohatera haremem złożonym z klasycznych typów – czego on sam nie dostrzega. Ocena poszczególnych bohaterek (z jednym wyjątkiem) w dużej mierze zależy od tego, co widz sądzi o zabiegu polegającym na tym, by sztampowe haremetki wyposażyć w ciut więcej osobowości niż zazwyczaj, a przede wszystkim w samoświadomość swojej roli i znajomość stereotypów, w które popadają. Nie przesadzono z tym na szczęście – anime nie wykopuje z rozmachem czwartej ściany, ale szturcha ją dość często. Natomiast wyjątek, o którym mowa, to Megumi, która w tym towarzystwie pełniłaby rolę jedynej normalnej… Ale uwaga: nie zachowuje się jak „normalna dziewczyna z anime”, służąca do puentowania dowcipów ekscentrycznych kolegów. Megumi, jako jedyna, ma w sobie mnóstwo z prawdziwej nastolatki i dlatego właśnie kradnie absolutnie każdą scenę, w której występuje. Tu udała się niezwykła sztuka – Megumi w porównaniu z Eriri czy Utahą jest niesamowicie wręcz realna, a przez to sprawia, że inne bohaterki nieoczekiwanie stają się płaskie i papierowe. W dodatku nie musi w tym celu podejmować aktywnych działań – przeciwnie, wydaje się osobą niesamowicie wręcz pasywną, poddającą się bez oporu nurtowi wydarzeń, ale niepozwalającą też na siebie wpływać kolegom. Dlaczego więc to ona właśnie wygląda jak najpoważniejsza kandydatka do serca Tomoyi?

No właśnie: problemem każdej serii z haremem, która sili się choćby na pozory realizmu, jest to, że rywalizacja o serce jednej osoby to nie jest miła i przyjemna rozrywka koleżeńska. W tę samą starą pułapkę wpada także Saekano. Poszczególne epizody, zwykle rozpisane na więcej niż jeden odcinek, budują napięcie emocjonalne pomiędzy Tomoyą a którąś z dziewczyn… A jednocześnie tutaj nie można zdać się na realizm, ponieważ doprowadziłoby to do rozpadu pracującej nad grą ekipy i dezintegracji głównego wątku. W rezultacie bohaterki niestety zachowują się jak zawsze: jeśli to nie one są w danym momencie w świetle reflektorów, stoją sobie grzecznie z boku i czekają na swoją kolej, ewentualnie wyrażając lekkie niezadowolenie z tej sytuacji. W obrębie serii nie następuje oczywiście żadna konkluzja, ani nawet wyłonienie faworytki w tym wyścigu (żeby jeszcze nagroda była bardziej atrakcyjna), co sprawia, że te wątki i podchody ostatecznie okazują się tylko sposobem na zapełnienie czasu ekranowego, porzuconym bez żalu wraz z końcem sezonu.

Jedno można natomiast śmiało powiedzieć: Saenai Heroine no Sodatekata jest anime niezwykle przyjemnym dla oka. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie rzuciły mi się w oczy, były… łydki. Zgrabne damskie łydki w czołówce, będące zapowiedzią równie zgrabnych ujęć w samej serii. Projekty postaci są dość typowe i może mało wyraziste, ale za to fanserwis okazał się niezwykle estetyczny i w dobrym guście (chociaż nie jest to propozycja dla amatorów hurtowych ilości golizny). Zauważyłam także bardzo dobre kadrowanie, szczególnie scen z udziałem Megumi, którą kamera z powodzeniem „chowa” w tle, a także pojedynczych ujęć, w których – zapewne ze względów artystycznych – zastosowano kolorowy kontur. Poza tym oczywiście fajerwerków tu nie znajdziemy (zerowy odcinek wyraźnie nadwyrężył budżet), ale nie ma także poważnych wpadek. Stąd wysoka ocena: po prostu za to, że oprawa graficzna w stu procentach spełnia swoje zadanie. Muzyka, jak zazwyczaj w komediach, służy do puentowania scen zabawnych, a czasem podkreślania romantycznych. Piosenki w czołówce i przy napisach końcowych były ładne, ale ciut bez wyrazu, za to udało się jedno – „skomponowana” przez Michiru melodia, którą Tomoya chce wykorzystać w grze. Szczerze mówiąc, nie dziwię mu się, bo faktycznie brzmiało to jak coś idealnego na przewodni motyw muzyczny.

Trzeba uczciwie przyznać, że Yoshitsugu Matsuoka, najlepiej znany z roli Kirito w Sword Art Online, nie ma tu za wiele do zagrania. Tomoya, chociaż zdarza mu się zaperzać, jest raczej dość typowym, jeśli idzie o ekspresję, protagonistą, i przez większość czasu może być grany na jedną nutę. To samo w sumie można powiedzieć o Eriri, którą gra tutaj mało jeszcze doświadczona Saori Oonishi – ot, wystarczy trochę pokrzyczeć, postrzelać fochy, i tsundere jak malowana. Ciekawszą rolę ma Ai Kayano, kojarzona przeze mnie raczej z rolami niedojrzałych lub nieśmiałych dziewcząt, takich jak Menma z AnoHana, Mei z Sukitte Ii na yo czy nawet Lucy z Servant x Service. Tutaj ma okazję zagrać zmienną w nastrojach, uwodzicielską i cyniczną Utahę – brzmi znacznie dojrzalej, niż bym się spodziewała i doskonale radzi sobie z rolą. Nie wiem, jak ocenić rolę Megumi – z jednej strony można powiedzieć, że Kiyono Yasuno nie ma zbyt wiele do zagrania przy tak stonowanej i biernej dziewczynie, ale z drugiej właśnie dlatego przekazanie drobnych zmian w jej głosie i emocjach wymagało prawdziwego kunsztu. Tak czy inaczej, dla mnie to także rola trafiona w dziesiątkę.

Po pierwszych odcinkach byłam skłonna wystawić tej serii naprawdę wysokie noty. Bardzo istotną częścią składową oceny jest dla mnie jednak odpowiedź na pytanie, o czym stara się opowiedzieć dane anime. W tym przypadku – tak jak w wielu innych – seria pokazuje wycinek z życia bohaterów, a głównym celem jej istnienia jest przekonanie widzów, że materiał źródłowy jest fajny i należy po niego sięgnąć. Dlatego właśnie dostajemy ostatecznie produkt niekompletny i niesamodzielny, w którym istotna bohaterka zostaje wprowadzona dosłownie w przedostatnim odcinku, a żadne wątki nie zostają zamknięte. Mimo wszystko jest to kawałek dobrej i inteligentnej rozrywki, chociaż obawiam się, że to jeszcze jeden z tytułów, które miały wszystko, by stać się nieprzeciętne, ale ostatecznie zostaną zapomniane po dwóch­‑trzech sezonach.

Avellana, 12 kwietnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: A-1 Pictures
Autor: Fumiaki Maruto
Projekt: Kurehito Misaki, Toshiaki Takase
Reżyser: Kanta Kamei
Scenariusz: Fumiaki Maruto
Muzyka: Hajime Hyakkoku

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Saenai Heroine no Sodatekata - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl