Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 6/10 grafika: 7/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 3,67

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 124
Średnia: 6,56
σ=2,05

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Plastic Memories

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 13×24 min
Tytuły alternatywne:
  • プラスティック・メモリーズ
Postaci: Androidy/cyborgi; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość
zrzutka

Mogła być sensowna historia w klimatach science­‑fiction, a wyszła prosta opowieść dla fanów okruchów życia i romansu. Zmarnowany potencjał czy jednak sympatyczna seria?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Tsukasa Mizugaki rozpoczyna nowy etap w życiu. Dostał właśnie pierwszą pracę i to nie byle gdzie, bo w ogromnej i słynnej korporacji SAI. Firma ta zajmuje się produkcją istot zwanych Giftiami. Celowo nie użyłem tu określeń takich jak „robot” lub „android”, bowiem Giftie zachowują się, myślą i funkcjonują dokładnie tak samo jak ludzie (muszą na przykład jeść i zaspokajać potrzeby fizjologiczne). Innymi słowy, odróżnienie takiego osobnika od człowieka jest praktycznie niemożliwe. Jest tylko jedna, lecz bardzo znacząca różnica. Każda z Giftii ma ściśle określony czas funkcjonowania wynoszący około dziewięciu lat (dokładnie 81 920 godzin). Gdy zbliża się koniec żywotności, pracownicy korporacji SAI dokonują tak zwanego odzyskania. W jego efekcie wspomnienia i osobowość danej jednostki są usuwane, co w praktyce jest równoznaczne ze śmiercią. Sama procedura polega natomiast na uzyskaniu podpisu właściciela Giftii oraz bezpiecznym dostarczeniu androida do siedziby firmy. Każda z drużyn wykonujących tego typu zadania składa się z dwóch osób. Jedną z nich jest człowiek pełniący funkcję obserwatora, natomiast drugą Giftia będąca kimś na wzór negocjatora (tutaj nazywanego strzelcem). Dodajmy jeszcze, że takie działanie jest potrzebne, gdyż w innym przypadku osobnik mógłby wymknąć się spod kontroli w wyniku nagłej utraty wspomnień. Nie muszę chyba dodawać, że to właśnie do jednego z takich oddziałów zajmujących się odzyskiwaniem trafia Tsukasa. Tam poznaje swoją partnerkę – Giftię o imieniu Isla – i tak właśnie rozpoczyna się ta historia.

Początkowo nie wiadomo tak naprawdę, czego się po Plastic Memories spodziewać. Pierwszy odcinek skupia się na pracy bohaterów i może narobić widzom oczekującym sensownego dramatu sporo niepotrzebnych nadziei. Pomysł na historię i specyfika pracy, do której trafia protagonista, stanowią przecież niezły materiał do stworzenia wielu przejmujących opowieści podejmujących problem utraty bliskich osób. Twórcy mogli się też pokusić o pokazanie kilku bardziej skomplikowanych sytuacji zachodzących w takim społeczeństwie (np. przypadki, w których androidy są jedynymi opiekunami młodej osoby). Oczywiście na pierwszy rzut oka widać, że seria nie pretenduje do miana wyjątkowo poważnego, mrocznego science­‑fiction, ale materiał na porządnie zrobiony dramat z pewnością w tym pomyśle był. Jeśli jednak oczekujecie palety różnorodnych sytuacji i uczuć targających osobami, które muszą powiedzieć „do widzenia”, to niestety spotka was poważny zawód.

Już w tym samym odcinku widać jeden element, który może niepokoić, i jak się ostatecznie okazuje, faktycznie stanowi spory problem. Twórcy mają poważne trudności z zachowaniem równowagi w kwestii nastroju. Smutne i wymagające refleksji sceny są czasem zabijane jakimś głupim gagiem, który następuje chwilę później (końcówka pierwszego odcinka jest tego najlepszym przykładem). Dalej bywa z tym różnie, ale nie ma żadnych wątpliwości, że te przejścia nastroju powinny być wykonane lepiej. Tym bardziej że ta wada została przeniesiona w większej skali na całą fabułę. Kolejne odcinki potwierdzają, że twórcy lubują się w częstej zmianie nastrojów. Praca schodzi na nieco dalszy plan, a my obserwujemy na przykład nieudolne próby zbliżenia się do Isli w wykonaniu Tsukasy. Biorąc pod uwagę kierunek, w którym później skręca fabuła, skupienie się na rozwoju relacji między tą dwójką miałoby ogromny sens. Szkoda tylko, że zbyt dużo czasu poświęcono na raczej słabej jakości komedię. Oczywiście na bardziej stonowane i poważniejsze sceny również znajdzie się czas, ale tu znowu pojawia się wada wymieniona wcześniej. Przy łączeniu powagi z komedią nie zawsze wykazano się odpowiednim wyczuciem. Na szczęście im dalej w las, tym tej słabej komedii jest mniej, a nastrój budowany jest bardziej umiejętnie.

Po krótkim skupieniu na dwójce głównych bohaterów wkracza ponownie temat pracy, i to w wyjątkowo poważnym wydaniu. Przedstawiony wątek może się wydawać całkiem interesujący, ale jego osadzenie w fabule woła o pomstę do nieba. Motyw jest poważny i ma spory potencjał, jednakże został niemiłosiernie spłycony. Zaczyna się nagle, a potem kończy jakby nigdy nic. Temat, jaki podejmuje (czarny rynek związany z Giftiami), zapada się pod ziemię i nagle wszyscy o nim zapominają. Ponownie osoby, które liczyły na nieco poważniejszy dramat, będą mogły czuć się zawiedzione.

Od tego momentu seria obiera kierunek, którego trzyma się do samego końca – twórcy skupiają się na znajomości Tsukasy i Isli. Powstaje coś na wzór okruchów życia, obyczajówki i romansu. Praca bohaterów przewija się jedynie w tle, reszta ewentualnych wątków schodzi na dalszy plan. Nie chcę pisać za dużo, bo choć trudno mówić tu o wielkich zwrotach akcji i nieprzewidywalności, to jednak można by to już uznać za spoilerowanie. Mimo wszystko od połowy seria staje się czymś, czego nie każdy może się spodziewać. W tym momencie osoby liczące na poważniejszą serię science­‑fiction mogą Plastic Memories rzucić w diabły. Reszta, która lubi okruchy życia i niezbyt skomplikowane, acz sympatyczne romanse, może oglądać dalej. Przy odpowiednim nastawieniu i upodobaniach seans może się okazać naprawdę przyjemny, choć nie wszystko wypada dobrze. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, że ponownie razić mogą standardowe dla takich jednosezonowych serii uproszczenia. Podobnie jak w kwestii pracy bohaterów, tak i tutaj przydałoby się kilka odcinków więcej na lepsze ukazanie rozwoju relacji Tsukasy i Isli. Tym bardziej że, jak już wspominałem, zmarnowano sporo cennego czasu na słabą komedię. Przedstawiony rozwój relacji jest czasem zbyt pośpieszny, przez co całość wydaje się miejscami zbyt prosta. Pomijając tempo, za sporą zaletę należy jednak uznać dynamiczną ewolucję tej znajomości. Tutaj faktycznie sporo się dzieje i dochodzi do scen, o jakich twórcy innych, podobnych serii nawet nie pomyśleli (ale bez przesady, żadnych „momentów” nie będzie). Na koniec opisywania fabuły chciałbym jeszcze docenić samo zakończenie, które wypadło naturalnie i całkiem zgrabnie zamknęło wątek, na którym ostatecznie skupili się twórcy. Jak na obecne jednosezonowe standardy nie było złe.

W tym miejscu chciałbym jeszcze krótko wspomnieć o założeniach związanych z Giftiami będących tak naprawdę motorem napędowym całej serii. Gołym okiem widać, że twórcy nie mieli w planie stworzenia spójnego obrazu tej nowoczesnej technologii. Założenia wyglądają tak, jakby miały jedynie stanowić wygodny punkt wyjścia dla dramatów, które mają miejsce na przestrzeni całej serii. Bez większego trudu można podważyć sens pokazanych tu pomysłów. Nie wiadomo na przykład, z jakiego powodu czas życia Giftii jest tak mocno ograniczony. Skoro udało się stworzyć tak nowoczesną technologię, to dlaczego nie znaleziono sposobu na zachowanie wspomnień należących do Giftii? Pewnie dlatego, że w innym przypadku nie byłoby możliwości ukazania tego całego dramatu. Ogólnie cała warstwa technologiczna jest w tej serii bardzo umowna, co dosyć jednoznacznie wskazuje na widownię, w którą celowali twórcy.

Fabuła za nami, teraz czas na bohaterów. To dosyć standardowa grupa z typowym protagonistą na czele. Tsukasa to miły, uprzejmy i w gruncie rzeczy bardzo normalny gość. Stwierdzając zupełnie obiektywnie – trudno nie uznać go za kalkę innych głównych bohaterów występujących w podobnych seriach. Podobało mi się jednak, że jego decyzje i sposób myślenia są całkiem sensowne, a sposób zachowania (z wyjątkiem niektórych scen komediowych) tyleż zwyczajny, co naturalny. Nieco większy problem mam z oceną Isli, bo próżno w jej przypadku szukać obiektywnych argumentów. To dosyć nieporadna, nieco infantylna, ale w sumie sympatyczna dziewczyna (dla niektórych może być irytująca, a inni będą mówić, że jest urocza – kwestia gustu). Początkowo trochę zdystansowana, ale z czasem zachodzi w niej spora przemiana. Ten ostatni element, choć ukazany pewnie zbyt prosto, zasługuje jednak na sporą uwagę. Przyznam, że sam Islę polubiłem i ogólnie para protagonistów wydała mi się sympatyczna. Jest to jednak kwestia indywidualnych upodobań, bo trudno obiektywnie uznać bohaterów Plastic Memories za wyjątkowych.

To widać tym bardziej, gdy spojrzymy na bohaterów drugoplanowych. Jest tu kilka szablonowych postaci nieodgrywających dodatkowo dużej roli (zwłaszcza w drugiej połowie serii). Mamy więc przykład tsundere w postaci Michiru Kinushimy, która uwielbia narzekać na protagonistę, ale tak naprawdę mu pomaga i kto wie, czy czegoś do niego nie czuje. Warto jeszcze wymienić szefową Tsukasy – Kazuki Kuwanomi – która była niegdyś partnerką Isli, ale poza tym jej udział w historii jest raczej niewielki. Reszta postaci ma jeszcze skromniejsze role i spełnia zazwyczaj funkcje komediowe.

Pod względem technicznym anime nie ma się czego wstydzić. Projekty postaci nie stanowią szczytu oryginalności, ale ich wykonanie stoi na dobrym poziomie. Kolory są żywe i wyraziste, a tła, choć mało wymyślne, dobrze spełniały swoje zadanie i często tworzyły odpowiedni nastrój. Animacja nie jest może w takiej serii najważniejsza, ale w tym zakresie też trudno się do czegoś poważniej przyczepić. Natomiast muzycznie Plastic Memories nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Utwory przygrywające w tle niczym specjalnie nie rażą, ale i nie zwracają szczególnej uwagi. Opening wypada przyjemnie, pasuje nastrojem do ogólnego klimatu i jest całkiem porządnie zmontowany. Z endingiem jest podobnie, to bardzo sympatyczny utwór i zdarzało mi się go nie przewijać.

Seria nie jest łatwa do oceny. Osoby spodziewające się poważniejszej historii w klimatach science­‑fiction srogo się na tej produkcji zawiodą. Założenia związane z przedstawionym światem są zbyt słabo przemyślane, a pracy bohaterów nie poświęcono wystarczająco dużo czasu. Łagodniejszym okiem na Plastic Memories mogą natomiast spojrzeć osoby lubiące okruchy życia zmieszane z całkiem sympatycznym, choć prostym romansem. To tak naprawdę seria skierowana właśnie do takich widzów. Co prawda w tym przypadku też można ponarzekać, że na rozwój relacji między bohaterami przeznaczono zbyt mało odcinków, ale ten wątek wypada mimo wszystko lepiej. Podobnie zróżnicowana może być reakcja na ogólny nastrój opowieści. Łatwo mogę sobie wyobrazić, że część widzów będzie potrzebować chusteczek w trakcie seansu, a pozostali będą tylko zgrzytać zębami. Sam Plastic Memories polubiłem i oglądało mi się je przyjemnie, ale mnie się takie klimaty podobają. Trudno jednak nie zwrócić uwagi na wyraźne wady tego anime – jego potencjał był po prostu dużo większy, dlatego ocena jest taka, a nie inna.

Norbi, 22 sierpnia 2015

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Doga Kobo
Autor: Naotaka Hayashi
Projekt: Ai Kikuchi, Chiaki Nakajima, Okiura
Reżyser: Yoshiyuki Fujiwara
Scenariusz: Naotaka Hayashi
Muzyka: Masaru Yokoyama

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Plastic Memories - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl