Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyuu.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 6/10
fabuła: 4/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

brak

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Monster Strike

Rodzaj produkcji: seria ONA
Rok wydania: 2015
Czas trwania: 51×7 min
Tytuły alternatywne:
  • モンスターストライク
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Gra (inna); Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność
zrzutka

Jak uratować świat, grając potworami w zbijaka. Mimo paru dobrych pomysłów – tylko reklamówka gry mobilnej.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Nastoletni Ren Homura wraz z matką i młodszą siostrą przeprowadza się do Kaminohary, miasta, w którym spędził dzieciństwo aż do czwartej klasy podstawówki. Sęk w tym, że z rzeczonego dzieciństwa praktycznie nic nie pamięta – pozostały tylko oderwane obrazy i strzępy, z których wynika na przykład, że dawniej także przyjaźnił się z obecną koleżanką z klasy, Aoi Mizusawą. Mniejsza jednak o to – powrót na stare śmieci to okazja do zainteresowania się popularną grą mobilną Monster Strike. Instalowana na smartfonach, pozwala graczom znajdować potwory (lub przejmować potwory pokonanych przeciwników) i mierzyć się z innymi graczami na specjalnych holograficznych arenach. Sama walka, prowadzona pojedynczo lub w czteroosobowych drużynach, to osobliwe skrzyżowanie Pokémonów i Angry Birds, w którym gracz „wystrzeliwuje” swojego stwora i stara się nim zbić stwora przeciwnika. Pytanie tylko, czy na pewno jest to bezpieczna wirtualna rozrywka, niemająca nic wspólnego z rzeczywistością? Potwór pojawiający się przed Renem, zabawny smokopodobny Oragon, jest podejrzanie wygadany, samodzielny, no i funkcjonuje poza wszelkimi arenami i innymi strefami gry. Czyżby potwory nie były wcale cyfrowymi wytworami AI, tylko przybyszami z innego wymiaru? I dlaczego niektórzy gracze zaczynają się dziwnie zachowywać, zaś ich celem wyraźnie staje się Ren?

Cóż, bohater oczywiście stanie do walki, to jednak będzie wymagać od niego zgromadzenia własnej drużyny, w skład której poza Aoi wejdą jeszcze dziecinna i zakręcona Minami Wakaba oraz (dla odmiany) poważny i zasadniczy Akira Kagetsuki. Aoi, Minami i Akira tworzyli kiedyś drużynę z niejakim Harumą Kagutsuchim, który parę lat temu także wyjechał z Kaminohary. To imię z czymś się Renowi kojarzy… Co takiego skrywa się w brakujących wspomnieniach, których pozbawiony jest nie tylko bohater, ale także jego nowi (a może starzy?) znajomi? Gdzie teraz jest i co porabia Haruma? Wiele wskazuje na to, że może sporo wiedzieć o całej sprawie, pytanie jednak, czy będzie chciał się tą wiedzą podzielić. Bohaterowie zamierzają dotrzeć do prawdy, ale droga do niej okaże się o wiele bardziej niebezpieczna, niż mogliby przypuszczać.

Trzeba powiedzieć, że początkowo do anime Monster Strike byłam nastawiona raczej pozytywnie. Oczywiście koncept wyjściowy i zasady rządzące pokazywanymi tu walkami były raczej absurdalne, ale umówmy się: nie bardziej niż choćby w przeciętnym anime na podstawie karcianki. Byłam skłonna przejść nad odbijanymi jak kulki potworami do porządku dziennego, szczególnie że sama seria początkowo prezentowała zdrowy dystans do siebie. Ren często rozbijał czwartą ścianę, podkreślając, że takie czy inne zachowanie lub rozwój wydarzeń są nieuniknione w przypadku głównego bohatera, zaś reszta świata nie traktowała go jak chodzącego zbawcy. Pomysł gry, która zaczyna niebezpiecznie wpływać na świat rzeczywisty, nie jest nowy, ale fabularnie bardzo nośny. Co zatem zawiodło? Przyznam, że nie mam pojęcia, jednakże zdecydowanie za szybko jak na mój gust seria zaczęła się sypać. W miarę logiczny rozwój wydarzeń został zastąpiony chaotycznym ciągiem pojedynków z przeciwnikami wyskakującymi jak króliki z kapelusza – i niestety, kiedy to się zaczęło, tendencja utrzymała się już do samego końca. Rozumiem, że chodziło o częstotliwość i pokazywanie co najmniej jednej walki na odcinek, chociaż – o czym zaraz – nie wiem do końca, czy to rzeczywiście miało sens i czy nie należało się skupić na bardziej logicznym odkrywaniu kolejnych elementów zagadki z przeszłości.

Sam główny wątek ma jakiś sens, otwarcie i koniec – widać, że był planowany od samego początku. Niestety jednak sposób jego rozwijania jest, mówiąc najłagodniej, niedbały i niedopracowany. Jeśli by próbować prześledzić wydarzenia, okazuje się, że działania bohaterów w gruncie rzeczy nie mają ani znaczenia, ani sensu, fabuła przesuwa się do przodu dzięki zbiegom okoliczności oraz woli scenarzystów, decydujących o tym, że ktoś kompletnie bez powodu udziela akurat potrzebnych na tym etapie informacji. Jeśli dołączyć do tego ogólne przedramatyzowanie wydarzeń, ubocznym efektem staje się kompletne rozwalenie choćby pozorów wiarygodności świata przedstawionego. Okazuje się on zaludnioną przez kukiełki makietą, po której bohaterowie mogą poruszać się swobodnie i podejmować dowolne działania, nie przejmując się takimi detalami jak rodzice, siły porządkowe, czy choćby przypadkowi przechodnie. Do tego trudno oprzeć się wrażeniu, że we wspomnianym planowaniu popełniono pewien błąd i w sumie fabuły okazuje się za mało do wypchania odcinków i przybliżenia bohaterów, więc nadrabia się to wyciąganiem kolejnych potworów z pudełka.

Można by powiedzieć, że wszystko to niepotrzebne czepianie się detali, bo przecież chodzi o promocję gry, w której główną atrakcją są walki potworów, nic więc dziwnego, że na nich koncentrują się poszczególne odcinki. Tyle tylko, że również ten aspekt jakiś sens ma tylko na początku serii, gdzie rzeczywiście widzimy działania graczy przekładające się na wynik walki. Bardzo szybko jednak zaczyna się to kłócić z tym, że zgodnie z fabułą potwory mają jakieś własne charaktery albo wręcz są obdarzone inteligencją – ba, samo słowo „potwór” jest trochę na wyrost, ponieważ niemal wszystkie najpotężniejsze mają postać ludzką (lub przynajmniej wyraźnie humanoidalną). W rezultacie scenarzyści zapędzają się w sprzeczność (którą zresztą widziałam setki razy w podobnych seriach) – z jednej strony bohater (tak jak gracz) powinien w pełni kontrolować zachowanie swojego potwora, z drugiej potwór (ze względów fabularnych) musi być zdolny do samodzielnego działania. Rozpisuję się o tym, ponieważ z biegiem serii walki zaczynają polegać na tym, że bohaterowie wystawiają swoich czempionów, którzy naparzają się, czym tam moce wyższe dały, zaś sami bohaterowie biegają dołem, krzyczą i udają, że coś robią. Pomijając wszystko inne, sprawia to, że walki stają się kompletnie nieprzewidywalne pod względem wyciąganych supermocy, zaś przewidywalne pod tym względem, że bohaterowie muszą zwyciężyć. Jak na treść wypełniającą większą część późniejszych odcinków, robi się to szybko zdecydowanie monotonne.

Właśnie ta struktura fabuły, polegająca na wypchaniu odcinków walkami, sprawia, że bohaterowie po prostu nie dostają dość czasu, żeby się zaprezentować z ciekawszej strony. Chociaż w sumie poznajemy sporo postaci, praktycznie wszystkie drugoplanowe i epizodyczne zostały oparte na pojedynczym rysie charakteru, w dodatku zazwyczaj przerysowanym tak, że stają się chodzącymi karykaturami. Czwórka bohaterów na pierwszym planie nie wypada ciekawiej – mimo pewnych wysiłków i zmyłek scenarzystów Ren, Aoi, Akira i Minami pozostają od początku do końca tacy sami, z powtarzalnymi schematami zachowań odgrywanymi w powtarzalnych sytuacjach. Oragon, co akurat nie dziwi, pełni przez niemal cały czas rolę maskotki, umiarkowanie irytującej, ale jednak irytującej. Podobnie jak w przypadku fabuły, był w tym wszystkim jakiś przyzwoity potencjał, ale nie został w najmniejszym nawet stopniu wykorzystany.

Strona techniczna prezentuje się przeciętnie ze wskazaniem na dużą ilość wyraźnie odcinającej się od tradycyjnego rysunku grafiki komputerowej. Ponieważ jednak używa się jej do pokazywania walk i potworów, ten kontrast nie jest szczególnie uciążliwy, a wręcz pozwala podkreślić różnicę między „światem realnym” a „światem gry”. Projekty poznawanych z imienia postaci są charakterystyczne, chociaż wiele razy miałam podobny problem: powracał jakiś dawny przeciwnik czy sojusznik, a ja wprawdzie poznawałam go z wyglądu, za to nie miałam pojęcia, kim właściwie jest i co wcześniej robił. Ze ścieżki dźwiękowej bez wątpienia największą uwagę zwraca pierwszy ending, będący coverem słynnego We Will Rock You (oczywiście pozbawionym „kopa” oryginału, ale umówmy się – to nic dziwnego). Cała reszta jest przeciętna, podobnie jak występy seiyuu, których ogranicza głównie scenariusz, wymagający od niemal wszystkich odgrywania swojej roli na jedną nutę i z jedną manierą.

Kiedy zaczynałam oglądać Monster Strike, bawiłam się myślą, że oto – nie po raz pierwszy – udało mi się odkryć przyjemną i mało znaną serię, którą warto polecić jako niezłą rozrywkę, mającą do siebie odpowiedni dystans. Niestety, całość ostatecznie okazała się niewypałem, przynajmniej pod względem fabularnym, bo nie wykluczam, że udało się jej zrealizować cele marketingowe. Raczej nie polecam.

Avellana, 10 grudnia 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Hibari, Ultra Super Pictures
Autor: mixi
Projekt: Ken'ichi Oonuki, Masahiko Ookura, Tatsurou Iwamoto
Reżyser: Kazuya Ichikawa
Scenariusz: Youichi Katou
Muzyka: Hideki Sakamoto, Noisycroak