Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Nejiro 9

Melancholia Haruhi Suzumiyi

Melancholia Haruhi Suzumiyi vol. 3
Nośnik: DVD
Wydawca: Anime Virtual
Data wydania: 23.10.2008
Odcinki: 9-11
Czas trwania: 75 min
Ścieżka dźwiękowa: japoński, niemiecki
Napisy: polski, niemiecki
Licencja na wypożyczanie: brak
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Opis

Nim rozpocznę recenzję, podzielę się z czytelnikami pewną historyjką. Otóż mało brakowało, a do napisania poniższego tekstu w ogóle by nie doszło… Powód? Polskie wydanie jest już w zasadzie nie do kupienia na naszym rynku (chociaż na pojedyncze egzemplarze można się jeszcze czasem natknąć na Allegro). Jeden z ostatnich woluminów (o ile nie ostatni) odnalazłem dzięki uprzejmości pewnego miłego pana z Ostatniego Przyjaznego Sklepu w Poznaniu, którego pragnę przy okazji pozdrowić. A wszystkich otaku ze stolicy Wielkopolski, którym zepsułem kolekcję, kupując ten ostatni egzemplarz, z góry przepraszam…

Okładka trzeciego woluminu nie odstaje wyglądem od poprzednich części. Na plus policzę, że tym razem można na nią patrzeć bez obaw o spojlery. We wnętrzu pudełka tradycyjnie nie znajdziemy nic, oprócz płyty z anime (trzy odcinki). Po raz kolejny przyjdzie nam walczyć z niezbalansowaną głośnością oraz nowym irytującym bugiem, jakim są niezsynchronizowane napisy w openingu.

W recenzji poprzedniego woluminu zmieszałem z błotem poziom i sposób polonizacji. Czy tym razem jest lepiej? Owszem, widać pewną poprawę, jednak do doskonałości jeszcze bardzo dużo brakuje. W paru zdaniach zostały zgubione kropki lub przecinki, sufiksy dodawane do imion i nazwisk pojawiają się niekonsekwentnie (to duży minus w porównaniu do poprzedniej części), zaś niektóre wypowiedzi brzmią dziwacznie. Dociekliwi badacze polskiego tekstu mogą nacieszyć (to ironia) oczy takimi kwiatkami, jak: „Ah, tak rozumiem. Więc to tak”, „Licznik nie ma nawet trzech cyfr”, „obiekt postrachu”( powinno być: „fobia”) oraz „Samotnie jest być samemu” (gra słów, po japońsku słowo „sabishii” oznacza zarówno „smutek” jak i „samotność”, czego oczywiście nie zauważył tłumacz, niemający o tym języku zielonego pojęcia – przekład jak zwykle powstał na bazie niemieckiej wersji…).

À propos osoby, która zajmowała się spolszczeniem. Miałem o niej bardzo złe zdanie, do czasu, gdy obejrzałem końcówkę pierwszego odcinka na tej płycie. Gwoli wyjaśnienia: w jednej z jego kluczowych scen Koizumi i Nagato toczą walkę z gigantycznym świerszczem. Wtedy dopiero zrozumiałem, jak bardzo niewdzięczną pracę ów tłumacz musiał wykonać. Gdzie tkwi haczyk? Otóż: olbrzymi świerszcz, o którym mowa, pochodzi z gatunku, który po japońsku nazywa się kamadouma (to nie błąd, tę nazwę pisze się bez przedłużenia!) i dość często jest plagą w azjatyckich domach. Właśnie w tym momencie pojawia się problem, którego w zadowalający sposób nie udało mi się rozgryźć do tej pory, a uwierzcie mi, że myślałem nad tym bardzo długo: jak, do diaska, przetłumaczyć nazwę kamadouma tak, żeby pasowała do języka polskiego i nie zajmowała za dużo miejsca? Odpowiedź: nie da się. Dlaczego? Bo to nazwa gatunku, a sam świerszcz to po japońsku kôrogi . Dla typowego Polaka ów owad jest po prostu świerszczem, Japończycy jednak rozróżniają gatunki, co słychać w wypowiedzi Koizumiego w rzeczonym odcinku. No więc jak można ten problem rozwiązać? Hmm… „Świerszcz kamadouma”? Taa… tak samo „cykada higurashi”, „ptak sekirei”, „ptak wróbel”, „kot lew” itp. Odpada. Pozostawić po prostu kamadouma? Ilu Polaków będzie wiedzieć, co to w ogóle jest? Przetłumaczyć na „świerszcz”? Ale to tak samo, jak np. nazwać kapibarę gryzoniem (albo czołg samochodem). I kombinuj tu biedny tłumaczu…

Tłumacz (przekładający tekst z niemieckiego) nie kombinował i wybrał równie niezachwycający wariant – „świerszcz z kamadoumy”. Miałem w tym miejscu napisać parę przykrych słów, ale akurat tu rozumiem jego problem bardzo dobrze, gdyż sam nie znalazłbym rozwiązania, które można by uznać za lepsze. Po prostu jest to niemożliwe, a jeżeli jest możliwe, to ja na to nie wpadłem… I podejrzewam, że nawet doktor japonistyki by nie wpadł.

Parę pomniejszych błędów pojawia się w drugim i trzecim odcinku. Z niewiadomych (albo raczej wiadomych – patrz: tekst w niemieckiej wersji) powodów „słynnego detektywa” (jap. meitantei) określa się jako „mistrza detektywów”, zagrywka Riichi w madżongu nazywana jest „Reach” (pewnie ze względu na podobieństwo fonetyczne), a lokaj na wyspie tytułuje swojego chlebodawcę „miłościwym panem”, chociaż jego (przepraszam za wyrażenie…) owłosione nogi, szorty, sandały oraz koszula sugerują, że raczej nie mamy tu do czynienia z rodowitym hrabią.

Czy warto wydać te cztery dychy, by uzupełnić kolekcję o kolejny wolumin? Owszem, jeżeli nie znacie japońskiego i nie jesteście purystami, jeśli chodzi o język polski. Z czystym sumieniem mógłbym polecić jedynie wersję z japońskim tekstem, byłbym bowiem pewien, że jest wolna od błędów. Jednak twórcy dali nam do wyboru tylko napisy polskie (z literówkami) oraz niemieckie, a znajomość języków germańskich nie jest mocną stroną naszego społeczeństwa. Wiem jednak, jacy są polscy otaku, i mam świadomość, że wersji japońskiej i tak nikt nie kupi (koszty transportu…), a wersję polską mało kto (bo przecież można mieć za darmo, a poza tym spolszczenie słabe…). Tak czy inaczej, decyzję o ewentualnym zakupie pozostawiam wam, drodzy czytelnicy. Oczywiście o ile uda się wam jeszcze znaleźć jakiś egzemplarz w otchłaniach sklepów internetowych…

Shinpuu, 3 listopada 2013
Recenzja anime

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Melancholia Haruhi Suzumiyi vol. 1 Anime Virtual 2008
2 Melancholia Haruhi Suzumiyi vol. 2 Anime Virtual 2008
3 Melancholia Haruhi Suzumiyi vol. 3 Anime Virtual 2008
4 Melancholia Haruhi Suzumiyi vol. 4 Anime Virtual 2008