Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Gakkon 4 - konwent

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

5/10
postaci: 5/10 grafika: 3/10
fabuła: 5/10 muzyka: 6/10

Ocena redakcji

7/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,50

Ocena czytelników

6/10
Głosów: 20
Średnia: 6,1
σ=1,73

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Starship Operators

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2005
Czas trwania: 13×23 min
Tytuły alternatywne:
  • スターシップ・オペレーターズ
zrzutka

Big Brother w kosmosie, czyli opowieść o tym, że ambitne pomysły nie gwarantują dobrego anime.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Okręt kosmiczny „Amaterasu”, wiozący na pokładzie kadetów Uniwersytetu Obronnego, powraca na rodzimą planetę Kibi. Niespodziewanie jednak przychodzi szokująca wiadomość: Kibi została zaanektowana przez Planetarny Sojusz Sektora Henrietty, zwany także Królestwem. Załoga „Amaterasu” dostaje rozkaz opuszczenia statku, który ma zostać przejęty przez siły najeźdźców. W pierwszym rzucie ewakuowani są oficerowie – i wtedy właśnie idealistycznie nastawieni młodzi ludzie decydują się na całkowite szaleństwo. Nie zamierzają oddawać „Amaterasu” i godzić się na narzucone przez Królestwo warunki – postanawiają walczyć z najeźdźcami. Skąd jednak znaleźć środki na utrzymanie okrętu wojennego i jak zdobyć zaopatrzenie? Jest tylko jedna siła równoważna Królestwu: media. Jeden z ogólnogalaktycznych kanałów informacyjnych zakupuje prawa do transmisji wydarzeń na „Amaterasu” i toczonych przez nią walk. Tak zaczyna się odyseja garstki kadetów i swoisty Big Brother, w którym stawką jest ludzkie życie.

Czyżby wreszcie ktoś wymyślił sposób na odświeżenie mocno sfatygowanej konwencji space opery? Powyższy akapit brzmi naprawdę bardzo obiecująco, niestety: seria miałaby wszelkie szanse na tytuł „zmarnowanego pomysłu roku”. Fabuła utrzymana jest w konwencji solidnej, realistycznej space opery, bez cudownych zrządzeń losu ratujących życie dzielnych bohaterów, za to z codzienną troską o uszkodzone w czasie bitwy elementy statku i zdobycie na czas zaopatrzenia. W ten sposób jednak widać bardzo wyraźnie jej mielizny, które zaczynają się w zasadzie już od początku: zryw kadetów z „Amaterasu” chyba nawet u znanych z zamiłowania do przegranych powstań Polaków nie znajdzie zrozumienia. Pozbawiony jest bowiem elementarnego cienia sensu: jeśli walczyć, to w jakimś celu… Tym bardziej, że z akcji dość jasno wynika, iż dominacja Królestwa na Kibi polega przede wszystkim na wymianie władz i w początkowym momencie serii naszym bohaterom nie groziło absolutnie nic. Po co więc zdecydowali się na taki krok? Żeby zorganizować partyzancki ruch oporu? A skądże, nawet o tym nie myślą. Szarpać Królestwo podjazdowymi atakami terrorystycznymi? A fe… Może więc zginąć w samobójczej misji, niszcząc okręt flagowy wroga? Gdzie tam – nie szukają okazji do walki z wrażą flotą, chyba że zostaną zaatakowani. Jedna albo dwie osoby mają powody osobiste, by walczyć z Królestwem, ale to trochę mało, żeby ryzykować życiem (a raczej skazywać na pewną śmierć) kilkadziesiąt innych osób. Jakakolwiek by zresztą ich motywacja nie była, problem polega przede wszystkim na tym, że jej nie poznajemy. Po prostu załoga niejednogłośnie decyduje się na taki obrót rzeczy i nikt nie zadaje później pytania, po co właściwie jedli tę żabę.

Kompletnie zmarnowany jest też wątek obecnej przez cały czas ekipy telewizyjnej. Załoga „Amaterasu” nie próbuje czynnie wykorzystać okazji do zaagitowania całej Galaktyki i przekonania o słuszności swojej walki. Zamiast tego dają się obserwować jak koszatniczki w sklepie zoologicznym, prawie w ogóle nie interesując się posunięciami producentów programu i oddźwiękiem, jaki wywołuje. Skoro zaś o producentach mowa: czy naprawdę nie można było wymyślić niczego bardziej oryginalnego od „reżysera” siedzącego w ciemnym pokoju montażowym, mającego przyklejony do warg papieros i wygłaszającego z cynicznym uśmiechem uwagi w rodzaju, że dobrze, jeśli ktoś wreszcie zginie, bo pogrzeby są efektowne?!

To prowadzi nas do następnego niewykorzystanego potencjału, czyli bohaterów. Nieprzypadkowo do tej pory nie wymieniłam żadnych imion. Formalnie centralną postacią jest Shinon Kouzuki, zdecydowanie przeciwna owemu zrywowi, ale lojalna wobec kolegów – a przy tym mająca wyraźne zadatki na geniusza taktycznego. Oprócz niej z imienia i nazwiska poznamy kilkanaście dalszych osób, których wspólnymi cechami jest to, że są kompletnie nijakie. Mogę o nich powiedzieć tyle, że sprawiają wrażenie dobrze wychowanych i miłych młodych ludzi, ale w zasadzie nie byłabym w stanie określić, jakie typy charakteru prezentują. Nie są nawet schematyczni – bo schematyczność zakładałaby jakieś wyraziste (może nawet przerysowane) cechy. W dodatku, jak na bardzo młode osoby znajdujące się w sytuacji piekielnego napięcia psychicznego, zachowują się… No, po prostu zachowują się spokojnie i grzecznie, a nieliczne „wybuchy emocjonalne” są krótkie i stonowane. Inna rzecz, że przy tej liczbie postaci choćby pobieżna próba realistycznego oddania ich emocji zamieniłaby anime w intensywną psychodramę – w ten sposób jednak w silącej się na realizm serii bohaterom brakuje elementarnego prawdopodobieństwa psychologicznego.

Nie będę tu w ogóle roztrząsać prawdopodobieństwa świata, bo to akurat byłoby już wyraźnym czepianiem się. Nie umiem powiedzieć, jaki sens mają taktyczne plany bitew – nie wykluczam, że ktoś lepiej z tematyką wojskową obeznany mógłby i tu zauważyć poważne błędy. Natomiast na pewno Starship Operators mają grafikę zdecydowanie poniżej oczekiwań – byłam przekonana, że oglądam serię o dobrych kilka lat starszą (a i wtedy narzekałabym, że można by więcej wyciągnąć nawet przy niskim budżecie). Nie chodzi mi nawet o trójwymiarowe animacje komputerowe, które akurat w przypadku statków kosmicznych nigdy mi nie przeszkadzały. Projekt postaci są kanciaste i nieciekawe (mimo fanserwisowych obcisłych mundurków z minispódniczkami), a tradycyjna animacja – praktycznie szczątkowa. Muzyka wypada stosunkowo lepiej, ale i tu odnosi się wrażenie, że Kenji Kawai pisał ją w przerwie między bardziej ambitnymi projektami.

Na pewno bardzo dobrze widać na przykładzie tej serii różnice kulturowe między Japonią a Zachodem. Wiele wydarzeń – np. jednostkowa decyzja kapitana o poświęceniu całego okrętu wraz z załogą „dla dobra” czegoś, walka w zasadzie tylko o honor – ma sens głównie w japońskiej filozofii pojmowania życia. Nawet jednak problematyczna „walka o honor” nie dotyczy załogi „Amaterasu”, której działania byłyby tak samo pozbawione sensu dla mieszkańców każdej długości geograficznej. Starship Operators to propozycja dla starszych amatorów space opery, a ponieważ japońska animacja nie ma im wiele do zaoferowania, mogą po nie sięgnąć… Bez wątpienia twórcy zamierzali nakręcić serię ambitną. Ja jednak widzę przede wszystkim ogromny zmarnowany potencjał.

Avellana, 18 lipca 2006

Recenzje alternatywne

  • wa-totem - 5 marca 2007
    Ocena: 7/10

    Space opera spotyka dramat polityczny i dokument wojenny, czyli całkiem udana, nawet jeśli nieco zbyt krótka, seria dokumentująca losy pewnego okrętu. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: J.C.STAFF
Autor: Ryou Mizuno
Projekt: Fumio Matsumoto, Kimitoshi Yamane
Reżyser: Takashi Watanabe
Scenariusz: Yoshihiko Tomisawa
Muzyka: Kenji Kawai