Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Yatta.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

3/10
postaci: 3/10 grafika: 5/10
fabuła: 3/10 muzyka: 4/10

Ocena redakcji

brak

Ocena czytelników

3/10
Głosów: 1
Średnia: 3
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Enevi)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

RS Keikaku: Rebirth Storage

Rodzaj produkcji: odcinek specjalny
Rok wydania: 2016
Czas trwania: 23 min
Tytuły alternatywne:
  • RS計画 -Rebirth Storage-
Postaci: Obcy; Miejsce: Japonia; Czas: Przyszłość; Inne: Mechy
zrzutka

Inwazja kosmitów, humanoidalne roboty oraz ich nastoletni piloci. Gdzie ja to już widziałam…

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Enevi

Recenzja / Opis

W 2025 roku Ziemię zaatakowała tajemnicza rasa humanoidalnych robotopodobnych kosmitów, którzy z niewiadomych przyczyn niemal spustoszyli Błękitną Planetę. Odkryte na terenach zrujnowanego Tokio szczątki Obcych stanowią dla ludzkości jedyną szansę na przetrwanie, tam powstał również specjalny ośrodek, mający na podstawie znaleziska stworzyć odpowiednią broń. Po latach eksperymentów stworzono potężnego robota, za którego sterami zasiadają siedemnastoletni Rin Sagami i Yuzuru Midou. Los mieszkańców Ziemi spoczywa w ich rękach, ale pilotowanie jedynej nadziei ludzkości może okazać się tragiczne w skutkach…

Humanoidalne roboty są bardzo, ale to bardzo popularnym motywem, od dawna pojawiającym się w anime. Po tylu latach można by pomyśleć, że wszystko na ich temat już zostało powiedziane i każda kolejna opowiadająca o nich historia to odgrzewany kotlet. Faktycznie, większość twórców nie sili się na oryginalność w przedstawieniu mechów, ale nieraz rekompensują to intrygującą fabułą czy nietuzinkowymi postaciami. Czasami wystarczy, że całość jako tako trzyma się kupy, a schematyczni do bólu bohaterowie nie irytują swoim zachowaniem, by dobrze bawić się podczas seansu. Nie każda rozrywka musi być ambitna, prawda? Prawda, aczkolwiek miło by było, gdyby potrafiła zainteresować chociaż w najmniejszym stopniu…

RS Keikaku: Rebirth Storage to ekranizacja zwycięskiego projektu w konkursie „Stwórzmy anime o mechach, jakie sami chcielibyśmy obejrzeć”. Teoretycznie powinno to dawać nadzieję na oryginalny pomysł, który czymś wyróżniał się spośród innych zgłoszeń. Nie mam pojęcia, jak to wyglądało na początkowym etapie, ale efekt końcowy daleki jest od udanego. Już same założenia fabularne powielają dobrze znane schematy, bo inwazje kosmitów widzieliśmy wiele razy. Podobnie jest z resztą pomysłów: robotami stworzonymi z pozostałości wrogów, bolesnymi skutkami ich pilotowania oraz wyśrubowanymi wymaganiami względem kandydatów mających zasiadać za ich sterami. Wisienką na torcie niech będzie fakt, iż głównymi bohaterami muszą być nastolatki…

Właściwie od samego początku widz wie, co się dzieje, jedynie dlatego, że to anime jest zbiorem wytartych klisz, w dodatku zebranych bez ładu i składu. Miałam nieodparte wrażenie, że ilość wątków była przygotowana na przynajmniej jednosezonową serię telewizyjną, a w ostatniej chwili okazało się, że produkt finalny ma się zamknąć w objętości odpowiadającej zaledwie jednemu odcinkowi. Wymusza to olbrzymią umowność świata przedstawionego i scenariusza, a jeśli w głowie oglądającego zrodzą się po drodze jakiekolwiek pytania dotyczące szczegółów, to może być niemal pewien, że pod koniec nie doczeka się prawie żadnych odpowiedzi. Schematy schematami, ale główny problem tkwi w tym, że produkcja nie potrafi w ogóle zaciekawić widza, a co dopiero zaangażować go emocjonalnie. Jest to tym bardziej strzał w stopę, gdy fabuła wyraźnie skupia się nie tyle na inwazji Obcych, ile na niejasnej więzi łączącej dwójkę pilotów. Z jakichś powodów kompletnie się ze sobą nie dogadują i teoretycznie można to przypisać w ogóle nierozwiniętym charakterom, ale końcówka funduje nam telegraficzny skrót „szokujących” wyjaśnień, które nie niosą żadnego ładunku emocjonalnego, a jedyną moją reakcją na nie było beznamiętne „aha”. Potem zaczęłam się zastanawiać, po kiego licha wszyscy odstawiali taką szopkę, bo logiki i praktyczności w takim postępowaniu nie stwierdziłam. Chyba miało być dramatycznie i tajemniczo, ale jak już wspomniałam, klimat jest w ogóle niewyczuwalny, subtelnych zapowiedzi brak i wszystko zostaje podane widzowi na tacy. Gorzej, że to same ogryzki informacji, a rozwinięcia wątków nie ma z braku czasu lub… pomysłu. Anime w ogóle nie ma też zakończenia, bo trudno jakąkolwiek konkluzją nazwać bełkot bohaterów o nowej fazie eksperymentu, która najprawdopodobniej nigdy nie nadejdzie.

Cała obsada, w dodatku nieliczna, to papierowe marionetki na sznurkach scenariusza z jedną, góra dwiema cechami. Niby Rin i Yuzuru przejawiają nieco większą gamę uczuć niż pozostali (chłopak za wszelką cenę chce się zacząć dogadywać z nową partnerką, jest opanowany i nawet niegłupi; jego zdolniejsza koleżanka to typowy przypadek zafiksowanej na jednym, początkowo niejasnym celu tsundere, która przeskakuje między dwiema skrajnymi postawami na zawołanie scenariusza), ale ostatecznie są sztampowymi postaciami, których osobowości nie udało się nakreślić w przeciągu tych dwudziestu minut. Reszta bohaterów to mniej lub bardziej anonimowi pracownicy ośrodka badawczego: dowódca, pani naukowiec, starszy kolega pilot­‑zboczeniec, urocza mechaniczka oraz tłum statystów. Niby ta pierwsza dwójka pokazuje coś, co mogło być charakterem, ale to „odkrycie”, jak większość wyjaśnień, przychodzi właściwie znikąd i nie wiadomo po co, bo zaraz potem następuje koniec.

Pomyślałby kto, że zgodnie z hasłem przewodnim konkursu zwycięzcy przedstawili ciekawe i wyróżniające się czymś (czymkolwiek!) szkielet fabuły i projekty mechów (w sumie kosmitów też). To pierwsze zostało omówione powyżej, a to drugie też niczym szczególnym nie zaskakuje – ani to ładne, ani oryginalne, ani porządnie wykonane. Oprawę techniczną można określić najwyżej jako poprawną, chociaż projekty postaci są miłe dla oka, a animacja nie taka zła. Podobne roboty już nieraz widzieliśmy (swoją drogą, są chyba niesamowicie lekkie, jeśli można je w ten sposób transportować…), Obcy wyglądają po prostu pokracznie, a tła są jakieś takie sterylne. Dołóżmy do tego jeszcze wątpliwej jakości efekty komputerowe i mamy typowe wcielenie przeciętności. Ścieżka dźwiękowa to zbiór przypadkowych, w przeważającej większości elektronicznych i zupełnie nijakich utworów. Jedynym zaskoczeniem (czy pozytywnym, czy nie, zależy od gustów muzycznych) jest, o dziwo w ogóle nieuwzględniony w napisach końcowych, utwór im towarzyszący – Crush australijskiej grupy Pendulum.

Właściwie można by zadać pytanie, po co właściwie stworzono RS Keikaku: Rebirth Storage, ponieważ jest to produkt całkowicie odtwórczy, pozbawiony choćby najmniejszych skrawków oryginalności, którego potencjał został pogrzebany na etapie realizacji pomysłu. Brak jakiejkolwiek puenty czyni to anime kompletnie… bezcelowym. Tak, to chyba dobre słowo. Dodajmy jeszcze do tego przeciętną oprawę techniczną i dostajemy tytuł, który chyba nikomu nie przypadnie do gustu – zbyt powtarzalny, by go polubić i zbyt nijaki, by wywołał jakiekolwiek (w tym negatywne) emocje. Nie polecam, naprawdę szkoda czasu, mimo że to tylko dwadzieścia minut z małym haczykiem.

Enevi, 19 lipca 2016

Twórcy

RodzajNazwiska
Autor: Roll
Projekt: Shuuichirou Satou, Tsubasa Masao
Reżyser: Osamu Kamei
Scenariusz: Miyuki Kishimoto