Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 2/10 grafika: 6/10
fabuła: 2/10 muzyka: 5/10

Ocena redakcji

2/10
Głosów: 4 Zobacz jak ocenili
Średnia: 1,75

Ocena czytelników

4/10
Głosów: 18
Średnia: 4,5
σ=2,77

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Binbou Shimai Monogatari

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 10×24 min
Tytuły alternatywne:
  • Poor Sisters Story
  • 貧乏姉妹物語
Postaci: Uczniowie/studenci; Pierwowzór: Manga; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Co jest bardziej wzruszające: los dwóch osieroconych dziewczynek czy los recenzenta, który musi tę chałę opisywać?

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

Właściwie Kyou i Asu Yamada powinny całymi dniami płakać nad swoim ciężkim życiem. Ich mama umarła niedługo po urodzeniu Asu, a tata jakiś czas później po prostu zniknął, ścigany hazardowymi długami. Dziewczynki muszą radzić sobie same: Piętnastoletnia Kyou pracuje dorywczo, natomiast dziewięcioletnia Asu zajmuje się prowadzeniem domu. Nie trzeba dodawać, że zdobywane przez Kyou pieniądze ledwie wystarczają na najbardziej podstawowe wydatki… Mimo to siostry nie tracą ducha i z optymizmem patrzą w przyszłość. Dopóki mają siebie nawzajem i swoją miłość, żadne przeciwności losu nie są im straszne!

Akcja pozornie rozgrywa się we współczesnej Japonii. Najwyraźniej jednak jest to jakiś świat równoległy, w którym nikt nigdy nie wymyślił takich instytucji jak „dom dziecka” czy „opieka społeczna”, a dwie samodzielnie utrzymujące się dziewczynki nie budzą niczyjego zdziwienia. Pokazani tu ludzie mają, zdaje się, serca z kamienia: owszem, Asu jest zaprzyjaźniona z połową sprzedawców z dzielnicy handlowej, którzy głośno litują się nad jej losem, ale nikomu nie wpadnie do głowy, żeby nasze bohaterki wesprzeć materialnie, chociażby zapewniając im darmowe wyżywienie przez oddawanie niesprzedanych produktów spożywczych. Doprawdy, jest to okrutny świat.

W tym miejscu muszę poprosić czytelników o wybaczenie mi ironii, kapiącej z poprzedniego akapitu. Problem jednak polega na tym, że pod względem naciąganej ckliwości anime to bije na głowę najlepsze osiągnięcia polskich telenoweli, które w porównaniu z nim sprawiają wrażenie solidnego i obiektywnego reportażu. Jasne jest, że tego typu opowieści nie muszą być wiernym odwzorowaniem życia, a samodzielnie mieszkających nastolatków widzimy niemalże w co drugim anime. Tu jednak nieprawdopodobieństwo początkowych założeń wychodzi z ekranu i bije widza po głowie.

Co gorsza, towarzyszy mu całkowita mizeria fabuły. Mam zdecydowaną słabość do serii, w których „nic się nie dzieje”, opowiadających po prostu o codziennym życiu. Binbou Shimai Monogatari jednak stworzono chyba po to, by mnie z tej słabości wyleczyć. Koncepty, na których oparto poszczególne odcinki, mogłyby od biedy posłużyć do skonstruowania historii o połowę krótszych – rozciągnięte na przepisowe 24 minuty wloką się niemiłosiernie. Podstawowym celem każdego odcinka jest wzruszenie widza, a zatem każdy środek, który mógłby je wywołać, jest użyty w ilościach hurtowych. Być może całość zyskałaby, gdyby trochę wzbogacić i urozmaicić fabułę, wprowadzić więcej postaci… Zrobić cokolwiek, co rozproszyłoby wiejącą od tego tytułu śmiertelną nudę.

Jak łatwo zgadnąć, także postaci nie wzbudziły mojego zachwytu. Autorka postanowiła trochę odwrócić schematy – Asu to twardo stojąca na ziemi realistka, natomiast Kyou jest nieco roztrzepana i naiwna… W efekcie udało jej się pozbyć ostatnich śladów wiarygodności psychologicznej, jakie mogłyby się w okolicy zawieruszyć. To samo zresztą tyczy się postaci drugoplanowych – jak wyżej opisałam, zupełnie zdumiewający jest ich stosunek do bohaterek, którym współczują przy każdej okazji, ale którym nigdy nie próbują w jakikolwiek sposób pomóc. Być może to jakaś specyfika japońskiej kultury, upiorne wynaturzenie koncepcji „nie wtrącania się w cudze życie” – ale podejrzewam raczej nieudolność scenarzystów. Wyłącznie ich zasługą są też drewniane dialogi, na tyle żenujące, że zdarzało mi się co bardziej łzawe fragmenty przewijać – przekroczyły nawet moją odporność.

Od strony technicznej jest to seria przyzwoita. Animacja nie olśniewa, ale też nikt tego by raczej nie oczekiwał. Projekty bohaterek są ładne, choć może trochę razić nadużywanie wypieków na policzkach i łezek błyszczących w wielkich oczach. Podobnie niebrzydkie, choć nie zapadające szczególnie w pamięć, są pozostałe postaci, natomiast tła wyglądają dobrze – nie nadzwyczajnie, ale też nie dostrzegłam żadnych rażących wad. Oprawa muzyczna jest dopasowana do charakteru serii – czyli składa się przede wszystkim z utworów ckliwych i łzawych, których najlepszym reprezentantem jest towarzysząca czołówce Shinkokyuu. Pewne pretensje do oryginalności mają rozdzielające odcinek plansze (między które w telewizji wstawiane są bloki reklamowe) – pojawiają się na nich za każdym razem inne zabawne rysuneczki oraz dobre rady i fakty z życia sióstr, podane w formie haiku.

Seans Binbou Shimai Monogatari przetrwałam wyłącznie dlatego, by móc przed nim ostrzec widzów, spodziewających się czegoś w klimatach chociażby Piano, czy innych serii „z życia wziętych”. Jeśli ktoś naprawdę ma ochotę na coś w tym stylu, polecam raczej Na dobre i na złe albo M jak miłość, które w porównaniu z tym anime mogą uchodzić za arcydzieła kinematografii.

Avellana, 9 października 2006

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Toei Animation
Autor: Izumi Kazuto
Projekt: Kazuhiro Takamura
Reżyser: Yukio Kaizawa
Scenariusz: Kinomi Sakurai, Ryouji Fujiwara
Muzyka: Akiko Kosaka