Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Tsuru Japan Festival 2017

Komentarze

Urara Meirochou

  • Avatar
    A
    Collision 29.03.2017 13:36
    Amarile...
    Urara to jedna w BARDZO WIELU słodkich komedyjek które są puste. Ni to serwis, ni to komedia, ni to yuri, a szkoda bo te trzy elementy znakomicie by je wypełniły podnosząc jakość, sprzedaż i mój poziom zadowolenia.
    A tak mam uczucie zmarnowanego czasu. To anime podało mi filiżankę dobrej herbaty i…cztery tony cukru. Wypiłem ją, cukru dosypałem, ale zostało go jeszcze 3999,9 kg…OMG.
    Tak jak w króliczkach – za dużo cukru w tym kakao.
    • Avatar
      rocklee 29.03.2017 14:15
      Re: Amarile...
      Ale Kroliczki to prosze szanowac! :< Szczegolnie wlasnie Kakao :(
  • Avatar
    A
    Kysz 24.03.2017 19:13
    Kolejne iyashikei na których się mocno zawiodłam w tym sezonie. Miało być słodko i uroczo, ale okropnie z tym przesadzili i wyszła z tego tona cukru, a urok gdzieś się w tym rozmył.

    Przede wszystkim same bohaterki są zwyczajnie nudne i nijakie. Każda jest przesłodzona do granic możliwości. O ile jednak Kon, Koume i Nono przynajmniej w jakimś stopniu starają się coś działać w kierunku wzmacniania swoich zdolności wróżbiarskich, tak Chiya jest kompletnie bezużyteczna. Nienawidzę postaci, które nic nie robią, a którym wszystko przychodzi z łatwością, każdy ich uwielbia z niewiadomego powodu, a na dodatek mają wsparcie „z zewnątrz”. I niestety Chiya jest uosobieniem takiej bohaterki – zamiast myśleć od raziu działa, ale nigdy nie ma z tego powodu żadnych problemów, bo zawsze ktoś jej pomoże. Żeby tak chociaż od czasu do czasu miała jakieś chwile refleksji, ale nie… bo po co? Lepiej zachowywać się jak energiczna, pustogłowa dziewuszka, która skoro jest urocza, to wszystko może. Odrzuciła mnie już na wstępie i potem niestety nie udało jej się uratować w moich oczach.

    Problem mam też niestety z tym, że podejmowana tu tematyka w ogóle nie zostaje rozwinięta. Wróżby to ciekawy motyw, który łatwo byłoby wykorzystać w jakiś ciekawy (i oczywiście uroczy) sposób. Choć jest tu niby jakiś cel, to trzeba by chyba z 50 odcinków, byśmy się do niego jakoś zbliżyli, więc tym bardziej to boli. Bohaterki ledwie od czasu do czasu poświęcają się wróżeniu i to w odsłonach bardzo naiwnych. No dobra, Chiya nie robi tego wcale.

    Ogólnie to mnie się tę serie bardzo źle oglądało i była to jedna z gorszych cgdct, z jakimi miałam styczność. Ma tyle szczęścia, że w tym samym sezonie wychodziło też Minami Kamakura, które było jeszcze słabsze, więc w porównaniu do tamtego, Urara jeszcze jakoś wyglądała. Mimo to nie mogę jej wystawić pozytywnej noty. Ogólnie to mamy do czynienia z klasycznym przeciętniakiem, ale ponieważ naprawdę często się przy tym irytowałam, bohaterki nie wzbudziły we mnie ani krzty sympatii, zaś o wróżbach niemal nic tu nie było, to daję temu tylko 4/10. Potencjał miało spory, ale w ogóle z niego nie skorzystało. Tyle chociaż, że graficznie było ładne i urocze.
  • Avatar
    A
    The Beatle 24.03.2017 18:41
    6/10
    Na wstępie napiszę, że to anime wyłącznie dla fanów gatunku (jeśli serie „dziewczynkowe” można zebrać jako wspólny gatunek). Trzeba wiedzieć mniej więcej, czego można od tego oczekiwać i zgodzić się na pewne rzeczy należące do wypracowanej konwencji takich anime, żeby być w stanie to obejrzeć. (Niech Haruhi ma w swojej opiece tych, którym się to spodobało jako pierwsza moe­‑seria, z którą mieli do czynienia.)

    Jeśli to ma się za sobą, pojawia się druga potencjalna przeszkoda – fanserwis, który jest tu zauważalnie bardziej intensywny niż w typowej dziewczynkowej komedyjce. Jak ktoś jest generalnie przeciwny, może mieć tu trudno; jak uważa moe za formę sacrum, niech lepiej daruje sobie seans.

    Ale jeśli już to się przeskoczy, wyłania się bardzo przyjemna seria, może nie jakoś świetnie napisana, ale lekka i wyjątkowo słodka. Takiemu GochiUsa ustępuje w zasadzie głównie postaciami, które są tu sympatyczne i zabawne, ale niespecjalnie ciekawe, no i może jeszcze soundtrackiem. Graficznie z kolei stoi toto na dobrym, a przede wszystkim bardzo równym poziomie.

    Najciekawszym elementem jest jednak postępująca fabuła – wolno, ale zauważalnie. Bohaterki mają postawiony cel i z biegiem czasu widać, że się do niego zbliżają, doskonaląc swoje umiejętności wróżbiarskie i mając perspektywę „awansu” na kolejne poziomy wtajemniczenia. Wielka szkoda, że dla osiągnięcia tego, co chciałbym zobaczyć, anime musiałoby być znacznie dłuższe, a o to będzie raczej trudno. Tak czy siak, główny wątek tego typu jest bardzo obiecującym motywem w moe okruchach życia i mam nadzieję, że to nie ostatni raz, kiedy go widzę.
  • Avatar
    A
    Koogie 14.01.2017 21:30
    Emocjonalna schizofrenia - odcinek 2
    Bożesz Ty mój czy dało się jeszcze bardziej zmiksować skrajne emocje? Mam krótką ckliwą historię, a potem gwałtowanie żart i super deformed. Mamy mistyczną sytuacje i dreszcze przechodzą i bam… żart i mnóstwo hałasu. Postaci nagle mówią o swoim życiu, a potem żart o nie noszeniu gaci.
    Ehhhhhhhh…. Ehhhhhhhhhhhhhhh…. Ehhhhhhhhhh

    A szkoda, bo nadal uważam, że sama koncepcja ma potencjał. Lubie show które mają jakiś cel i poszczególne sceny nie są złe. Ale te przejścia, tak bardzo zniszczyło to prawie każdą bardziej emocjonalną scene. Chyba póki co najlepiej wychodzi końcówka odcinka i żarty o pani kapitan i jej podkomendnych… przynajmniej jest konsekwentne.

    Zobaczymy kolejny odcinek, ale jeżeli taka schizofrenia emocjonalna utrzyma się do końca serii to ja pewnie podziękuje.
    • Avatar
      Otak 2.02.2017 22:35
      Re: Emocjonalna schizofrenia - odcinek 2
      Czego ty wymagasz od komedyjki moe ?
      • Avatar
        Koogie 2.02.2017 22:53
        Re: Emocjonalna schizofrenia - odcinek 2
        By pełniła jakąś funkcję.
        Aby pokazała mi przygody słodkich dziewczynek jak robi Little Witch Academia.
        Aby pokazała mi dobre żarty jak Dragon Maid czy Gabriel Dropout.
        Aby pokazała mi ciekawe postacie które chce się widzieć na ekranie jak Demi­‑Chan.

        Urara w tym sezonie nie robi nic, czego inne serie nie robią lepiej. Nawet nie miałem motywacji by sięgnąć po 3 odcinek. A skończyłem takie serie jak Shomin Sample czy Anne Happy.
        • Avatar
          Koogie 3.02.2017 14:00
          Re: Emocjonalna schizofrenia - odcinek 2
          Heh, dziś chyba jednak wrócę do tej serii zobaczyć co z niej tam wyszło. Jakby nie patrzeć pierwszy odcinek mi pasował i seria ma jakieś podstawy.
  • Avatar
    A
    kamil88 9.01.2017 11:31
    Odcinek 1
    Chiya to typowy, wychowany w dziczy dzieciak w stylu wczesnego Son Goku, reszta postaci też jest uroczo słodka, ciekawe połączenie CGDCT z mistycyzmem. Zaskoczyło mnie, ze w obsadzie jest Yurika Kubo, w ogóle nie rozpoznałem jej głosu.
  • Avatar
    A
    Koogie 8.01.2017 20:01
    1 ep
    Drogie anime, akceptuje Twoją ofiarę w postaci nagich brzuchów piętnastoletni dziewczynek. Jednocześnie doceniam Twoje starania by wprowadzić silny akcent lesbijski.Fakt, że przy okazji dorobiłem się kolejnej już 20 cukrzycy zaliczam na plus. No i nie mógłbym zapomnieć o openingu który jest wypełniony tyłkami. Sądzę, że Ty i ja doskonale się rozumiemy.

    No dobra, ale lekki fanservice na bok. Z czym to się je? Z cukrem. No kolejne słodkie dziewczynki robiące słodkie rzeczy, według mnie w tej odsłonie wyszło to naprawdę dobrze. Ciężko mi powiedzieć czy przebije GochiUse, ponieważ te anime jednak muszą pozwolić oddychać postaciom by zobaczyć jak wyjdą relacje. Także trzeba zobaczyć jak będzie anime operować postaciami drugoplanowymi i jak show będzie operowała strukturą. GochiUsa dobrze sobie radziło zmieniając miejsce akcji i motywy przewodnie. Tutaj show ma spore pole do popisu, ponieważ wróżbiarstwo nie dość, że daje naszym bohaterkom jakiś cel ostateczny to jest bardzo fajnym starterem do naprawdę wszelkiego rodzaju sytuacji i motywów.
    Pierwsza scena show jak i pierwsza scena wróżbiarstwa, pokazuje że anime będzie chciało traktować to wszystko z tą dozą mistycyzmu. I ciekawe jest to że ten mistycyzm w ogóle nie koliduje z niesamowitym tempem i komediowa otoczka serii, daje tez troche odetchnac widzowi od totalnego przejedzenia sie slodycza. To ma naprawdę duży potencjał.

    Sam aspekt wizualny, osobiście mi bardzo przypadł do gustu. Co prawda zgodzę się, że do GochiUsy to tu trochę sporo brakuje, lecz tła i paleta dają tutaj mocne wrażenie odrealnienia? Jakby wszystko się działo troszkę na obrazie? Albo w fanazji kogoś… Ciężko mi to przekazać, ale wydaje mi się, że pasuje on dosyć mocno do tego co to anime chce sobą reprezentować.

    Na ten moment… Kontynuuj anime co robisz, fanservice, słodkosć i mistycyzm. Jak jeszcze mi dasz progres fabularny to będę bardzo zadowlony.
  • Avatar
    A
    Kysz 7.01.2017 14:46
    Po 1 epku
    Hm… no nie wiem, nie wiem… jakieś to takie… nijakie było. Chyba jednak za bardzo przesadzili ze słodyczą – projekty postaci są blobowe (nie że brzydkie, ale aż nazbyt ugładzone), dominuje dużo pastelowych barw, tła często zastępują kolorowe plansze ze wszystkim, co słodkie (kwiatuszki, zwierzątka, słodycze itp.), zresztą nawet jeśli coś tam w tle akurat widać, to mamy do czynienia raczej z kolorowymi plamami, wybitnie spłaszczonymi, pozbawionymi choćby cienia mocniejszych konturów (czy też wręcz w ogóle konturów).

    Do tego bohaterki… Uh, każda obdarzona jest piskliwym głosikiem i właściwie ciężko mi jej odróżnić od siebie po samym głosie, bo brzmią bardzo podobnie. Co najgorsze natomiast, wydaje mi się, że wybrano tutaj wyjątkowo kiepski przegląd schematów. Każda jest oczywiście wcieleniem niewinności i próżno szukać wśród nich choć dozy „pikanterii”, czy chociaż swoistego rodzaju cierpkości, która równoważyła by wszechobecny cukier. Do tego na pierwszym planie mamy „dzikuskę”, pozbawioną jakiejkolwiek praktycznej wiedzy o cywilizowanym świecie. Nie przepadam za takimi postaciami. Obowiązkowo jest też „ta nieśmiała” w wydaniu zresztą mocno przesadzonym (choć i tak cud, że już rozmawia w miarę normalnie z pozostałą trójką). Kon to chyba będzie przykład typowej „yamato nadeshiko”, bo wygląda na taką pannę­‑idealną (dla urozmaicenia dodali, że jest łasa na pochwały, znaczy rumieni się wtedy okropnie… no ale tak – to teoretycznie jest strasznie słodkie). W postaci Koume w teorii powinniśmy znaleźć właśnie tę dozę „kwasku”, bo widać, że jest z tej grupy najbardziej narwana, ale jednak nie udało mi się wypatrzyć w niej niczego poza toną słodyczy.

    Póki co, z dwóch serii CGDCT, jakie do tej pory zaczęłam oglądać tej zimy, zdecydowanie lepiej zaprezentowało się Minami Kamakura. Tutaj jednak ten cukier za bardzo mi zgrzyta, bo nic go nie równoważy. Oczywiście będę oglądała do końca, bo przecież to CGDCT, lecz nie wiążę z tym żadnych nadziei. Tematyka wróżbiarstwa idzie na plus (tu muszę przyznać, że całkiem klimatycznie oddali te sceny wróżenia w 1 epku), ale jak na razie to jedyna zaleta, jaką w tym znajduję.