Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Forum Kotatsu

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

8/10
postaci: 8/10 grafika: 7/10
fabuła: 7/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

3/10
Głosów: 1
Średnia: 3
σ=0

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Piotrek)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Gundam Build Divers

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2018
Czas trwania: 25×24 min
Tytuły alternatywne:
  • ガンダムビルドダイバーズ
Gatunki: Przygodowe
Widownia: Shounen; Postaci: Uczniowie/studenci; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Mechy
zrzutka

Kolejna odsłona podcyklu popularyzującego gundamy i ich modele wśród młodszych widzów. Tym razem w formie marzenia o MMORPG idealnym.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: Avellana

Recenzja / Opis

Czternastoletni Riku Mikami marzy o tym, by spróbować swoich sił w niezwykle popularnej grze VMMO, Gunpla Battle Nexus Online, czyli w skrócie GBN. Teraz, gdy jest już w drugiej klasie gimnazjum, dostał w końcu zgodę rodziców na założenie konta, pod przytomnymi warunkami: dwie godziny gry dziennie i odrabianie lekcji ma priorytet! Skoro tak, pierwszym krokiem jest wizyta w sklepie z modelami i wybór nowego gundama, którego Riku zamierza pilotować w świecie wirtualnym (jego wybór pada na model Gundam 00, w trakcie trwania serii kilkakrotnie ulepszany). Nie będzie tam oczywiście sam – towarzyszy mu kolega, Yukio (Yukki), który także pasjonuje się modelarstwem (zaś jego model na początku serii to GM III).

Świat GBN jest gigantyczny i złożony, a chociaż jak wszędzie trafiają się czarne owce, społeczność graczy z otwartymi ramionami wita wszystkich nowych przybyszów. Riku i Yukki mają szczęście, ponieważ od pierwszej chwili bierze ich pod skrzydła Magee – osobnik ekscentryczny, ale znajdujący się w czołówce rankingów graczy. Mimo to bohaterowie nie decydują się przyłączyć do jego drużyny (nazywanej tutaj Force), tylko postanawiają założyć własną, tytułowe Build Divers. Może jednak powinnam zacząć od innej osoby, którą także poznają podczas pierwszej wizyty w wirtualnym świecie. Sarah jest troszeczkę dziwna, ponieważ w grze poświęconej gundamom obchodzi się bez własnej maszyny, ale na tyle sympatyczna, że obaj chłopcy szybko nawiązują z nią nić porozumienia. Nie zdradzę chyba zbyt wiele, jeśli dodam, że wśród członków­‑założycieli Build Divers znajdzie się jeszcze szkolna koleżanka bohaterów, Momoka (Momo), pilotująca przerobionego Kapoola, a także nieco starszy od nich utalentowany modelarz Koichi (KO­‑1) ze swoją wariacją na temat modelu Galbaldy β.

Fabuła serii jest w dużej mierze epizodyczna i poświęcona kolejnym wyzwaniom, przed jakimi stają zarówno Build Divers jako drużyna, jak poszczególni jej członkowie, a także kolejnym interesującym graczom, jakich napotykają na swojej drodze. Oczywiście nie zabrakło także wątków spajających całość. W pierwszej połowie serii są one powiązane z Break Decals – czyli sprzedawanymi przez tajemniczego osobnika kodami dającymi graczom nieuczciwą przewagę, a jednocześnie destabilizującymi serwery GBN. W drugiej połowie zagrożenie okazuje się podobne w charakterze, ale jednocześnie zupełnie inne i o wiele trudniejsze do jednoznacznego zakwalifikowania pod względem etycznym. Nie tylko bohaterowie, ale i administratorzy gry będą musieli podjąć niezwykle trudną decyzję…

Tak jak napisałam we wstępie, Gundam Build Divers to kolejna odsłona gundamów w wersji lekkiej, miłej i pogodnej. Zamiast świata targanego wojną znajdziemy tu mocno wyidealizowaną sieciową społeczność. Zamiast prawdziwych gundamów – ich modele, czyli gunpla, które – składane „w realu” – w grze przemieniają się w prawdziwe maszyny. Owszem, w połowie i w finale serii nie zabraknie wydarzeń dramatycznych, ale umówmy się, chyba nikt nawet przez moment nie przypuszcza, że mogłoby się tu stać coś bardzo złego… Od razu mówię, że nie krytykuję tej konwencji – po prostu uprzedzam tych, którzy akurat z takim obliczem gigantycznego cyklu nie mieli do czynienia. Nie da się jednak ukryć, że ocena tej serii może w dużej mierze zależeć od wieku widza, a także od jego doświadczenia z grami sieciowymi.

GBN jest fantazją na temat MMORPG idealnego. Nie chodzi tylko o to, że pozwala się zanurzać w wirtualnej rzeczywistości w stopniu aż absurdalnym (trochę mnie raziło, gdy bohaterowie z wyraźnym apetytem wcinali nieistniejące przecież przysmaki). Chodzi o to, że zawiera jednocześnie wszystko, czego gracze mogliby zapragnąć. Tryb pvp z licznymi zabezpieczeniami chroniącymi słabszych graczy; liczne misje zarówno indywidualne, jak i grupowe; szereg wyzwań tak dla pojedynczych graczy, jak i całych drużyn; miliony opcji personalizacji swojej maszyny oraz siedziby; możliwość eksplorowania gigantycznego świata gry; misje i zadania niewymagające używania gundamów ani walki; przedmioty kolekcjonerskie… A do tego – z drobnymi i naprawialnymi wyjątkami – wszyscy gracze są dobrze wychowani, szlachetni, życzliwi i ogólnie wspaniali pod każdym względem. Przyznam, że ja w większości byłam w stanie przełknąć to wszystko bez większego problemu, ale już mojemu redakcyjnemu koledze to wyidealizowanie przeszkadzało bardzo znacząco. Mnie nie opuszczała tylko myśl, że przy tak astronomicznej liczbie kombinacji – każdy gundam może być ulepszany częściami z innego modelu lub dostępnymi tylko w grze – nie ma mowy o jakimkolwiek balansie rozgrywki, jak potężne nie byłyby serwery… Ale może poprzestańmy na tym, że nie należy tutaj szukać realizmu nawet zanim jeszcze seria odleci w klimaty bardziej, powiedzmy, fiction niż science.

Już przy okazji Gundam Build Fighters zauważyłam, że zamiana pojedynków prawdziwych maszyn na pojedynki gunpla ma swoje zalety w postaci większej nieprzewidywalności walk. Tam jednak model mógł zostać w starciu uszkodzony naprawdę, tutaj zaś nawet to nie wchodzi w grę, ponieważ tym, co tak naprawdę walczy, jest odwzorowanie gunpla w wirtualnej rzeczywistości. W dodatku, co traktuję jako ogromną zaletę, nikt z bohaterów nie ma żadnej traumy ani motywacji, by koniecznie zostać najlepszym albo zginąć. Bohaterowie przede wszystkim chcą się dobrze bawić – jasne, przy okazji wygrywać, ale nie podchodzą do tego z chorobliwą ambicją. Tym bardziej szkoda, że pod tym względem potencjał zostaje wyraźnie niewykorzystany. Riku i spółka wygrywają prawie każde starcie, także w przypadku, kiedy ich przegrana byłaby w sumie lepszym fabularnym rozwiązaniem. W dodatku na sporą część walk trochę zabrakło pomysłu. Znowu – zniknęły tu ograniczenia z Gundam Build Fighters, gdzie maszyny walczyły na specjalnych stołach, a liczba uczestników walki oraz jej pole były w naturalny sposób limitowane. Czemu więc nie skorzystano z okazji? Prawdę mówiąc, muszę tu postawić pod znakiem zapytania pomysłowość scenarzysty, bo wydaje mi się, że to po prostu, ordynarnie, kwestia braku dostatecznie dobrej koncepcji i opękanie epizodycznych historii metodą „po linii najmniejszego oporu”.

Mści się także powszechna życzliwość graczy. Rozumiem, o co chodziło – o pokazanie, że fani gundamów i gunpla to wspaniali ludzie, wśród których nie ma trolli czy innych typów odgrywających się w sieci za swoje kompleksy, a składanie modeli to godna pochwały zabawa dla każdego. Problem polega na tym, że żałośnie kładzie to wszelkie próby zbudowania jakiegoś dramatycznego konfliktu. Za ten w połowie serii odpowiada w sumie jedna osoba; zaś jeśli chodzi o końcówkę, to trochę mi ręce opadły, tak była chaotyczna i niepozbierana. Nie do końca rozumiem, po co w ogóle starano się udramatyzować fabułę. Całkowicie wystarczyłoby pokazanie epizodycznych przygód bohaterów i zamknięcie serii jakimś efektownym turniejem drużynowym.

Bohaterowie pozostawiają podobny niedosyt, jak fabuła. Nie chodzi o to, że są nieudani, ale że po prostu nie udało się wykorzystać ich potencjału. W przypadku Riku scenarzysta wyraźnie nie mógł się zdecydować, czy chce pokazać zdolnego, ale zwyczajnego chłopca, czy też naturalny geniusz w swoim żywiole, więc przeskakuje od jednej do drugiej wersji zależnie od potrzeby. Riku ma wszystkie cechy wymagane od protagonisty – w tym optymizm i energię – nie jest za to nadmiernie hałaśliwy czy irytujący. Może tylko wydawać się odrobinę mdły, podobnie zresztą jak Yukki i Momoka. O wiele ciekawszą, ale bardzo marginalizowaną postacią jest uroczo introwertyczny KO­‑1. Tajemnicza Ayame dostaje własny wątek, chociaż też daje się zauważyć, że w jej charakterze trochę brakuje konsekwencji. Z ważniejszych postaci zostaje jeszcze Sarah, na którą mogłabym narzekać długo, ale prawdę mówiąc, nie przeszkadzała aż tak bardzo. Trudno mi było tylko zrozumieć, dlaczego właściwie Riku i Yukki tak się z nią zaprzyjaźniają – jest miła, ale nie mają z nią praktycznie żadnych wspólnych tematów ani zainteresowań.

Zdecydowanie błyszczą za to postaci drugoplanowe, szczególnie wielcy gracze, których obecność udało się zresztą całkiem naturalnie wplatać w scenariusz. Doskonale potrafię sobie wyobrazić dorosłych ludzi, którzy bawią się swoim wizerunkiem w grze i nie muszą się przejmować, czy wyglądają przy tym dostatecznie dostojnie i godnie. Jeśli jesteś w czołówce, to możesz grać antropomorficznym gronostajem, jak niejaki Rommel.

Otwierający serię odcinek zerowy, przedstawiający finał jednego z turniejów z GBN, rozbudził apetyt na niesamowite pokazy animacji. Niestety, pod tym względem seria nie do końca spełniła moje nadzieje. Po pierwsze, za dużo było przy walkach gadania i tłumaczenia, co za maszyna, jaki ma napęd i jak się co nazywa. Dla gundamofilów to dodatkowe smaczki, ale ja bym się bez tego obeszła. Po drugie, walki dość szybko zaczęły wyglądać raczej schematycznie. Nie wykluczam, że zemściło się to, o czym pisałam wcześniej – praktycznie nieskończona liczba kombinacji i opcji wcale nie musi ułatwiać życia, jeśli chodzi o zaplanowanie ładnej choreograficznie i pomysłowej taktycznie walki. W rezultacie maszyny często nie wykorzystują swoich możliwości, a to przekłada się na widowisko mniej efektowne, niż można się było spodziewać. Poza tym wizualnie jest ładnie, chwilami pomysłowo, z okresowymi spadkami formy tam, gdzie można było sobie na to pozwolić. Nie wszystkie odcinki są równie dopracowane, ale ogólnie powiedziałabym, że seria prezentuje pod tym względem solidną średnią. Co byłoby oceną pozytywną, gdyby nie to, że tego rodzaju anime powinno być wizualnie z wyższej półki. Muzyka za to pasuje do niego jak ulał – zazwyczaj pogodna, z podniosłymi kompozycjami w scenach walk, czyli zgodnie z duchem cyklu. Dobre wrażenie zrobiły na mnie także energiczne czołówki, w szczególności pierwsza – energiczne Diver’s High w wykonaniu Sky­‑Hi.

Ocena końcowa nie jest w tym przypadku do końca miarodajna. Tak się składa, że wady tej serii należą do kategorii decydujących o ogólnym wrażeniu – jeśli komuś będą naprawdę przeszkadzać, powinien wystawione przeze mnie 8 podzielić na połowę. Jeśli natomiast potrafi machnąć ręką na te niedociągnięcia, znajdzie – poza niezbyt fortunnymi dramatycznymi kulminacjami – całe mnóstwo pogodnych i kolorowych opowieści, w których twórcy z dziecinną radością mieszają gundamy z najprzeróżniejszych serii tego gigantycznego cyklu. A na deser furę nawiązań i mniej lub bardziej ukrytych smaczków, które doceniać można, ale nie trzeba koniecznie, ponieważ Gundam Build Divers nadaje się także dla osób, które z tym metawersum nie miały jeszcze do czynienia.

Avellana, 11 grudnia 2018

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Sunrise
Autor: Hajime Yatate, Yoshiyuki Tomino
Projekt: Ippei Gyoubu, Jun'ichi Akutsu, Jun'ya Ishigaki, Juri Toida, Kanetake Ebikawa, Kazuhiro Hara, Kenji Teraoka, Kunio Ookawara, Naohiro Washio, Shin'ya Terashima, Takayuki Yanase
Reżyser: Shin'ya Watada
Scenariusz: Noboru Kimura
Muzyka: Hideakira Kimura

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
Gundam Build Divers - wrażenia z pierwszych odcinków Nieoficjalny pl