Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Festiwal Fantastyki Twierdza - konwent

Ouran High School Host Club

Ouran High School Host Club vol. 2
Nośnik: DVD
Wydawca: Anime Virtual
Data wydania: 05.09.2008
Odcinki: 10-18
Ścieżka dźwiękowa: japoński, niemiecki
Napisy: polski, niemiecki
  • Wydanie dwupłytowe
  • Licencja na wypożyczanie: brak
  • Dodatki: bezpośredni dostęp do scen, broszurka
Okładka
Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Opis

Drugi wolumin Ouran High School Host Club obejmuje odcinki 10­‑18. Tak jak poprzednio, są to wyłącznie historie epizodyczne, których poziom bywa różny – zawsze jednak przynajmniej dobry w porywach do znakomitego. Znajdziemy tu przede wszystkim okazję do bliższego przyjrzenia się poszczególnym postaciom. Aż dwa odcinki poświęcone najmniej popularnemu wśród fanów Honeyowi mogą być dla części widzów nużące, ale „na osłodę” otrzymają (znakomitą) opowieść o „pierwszej randce” Hikaru i Haruhi, a także o nieplanowanej wizycie Kyôyi w domu towarowym, nie wspominając o spotkaniu członków klubu z ojcem bohaterki oraz o mrocznej tajemnicy mrocznego szefa Klubu Okultystycznego, Umehito Nekozawy… Warto zwrócić uwagę na często lekceważony przez fanów jako „zbyt dziwaczny” odcinek 13. Utrzymany w konwencji snu i stylizowany na Alicję w Krainie Czarów, dostarcza kilku interesujących informacji na temat Haruhi, a przy tym wizualnie jest jednym z najlepszych w całej serii. W sumie w drugim woluminie Ouran High School Host Club bez wątpienia trzyma poziom i udowadnia, że popularność, jaką się cieszy, nie jest ani trochę na wyrost.

Niestety tego samego „trzyma poziom” nie da się powtórzyć o polskim wydaniu. Dłuższą chwilę zastanawiałam się nad tym, co dobrego można napisać – przyznaję, że przy opisie pierwszego woluminu zastosowałam trochę taryfy ulgowej. Jednak tym razem kredyt się wyczerpał. Jedyną zaletą jest ładne pudełko, w przyjemnym, turkusowym odcieniu, z obrazkiem przedstawiającym któregoś z braci Hitachiin na okładce. Dwie płyty w środku oraz dołączona broszurka z omówieniem odcinków także prezentują się estetycznie – przynajmniej na pierwszy rzut oka, o ile nie zaczniemy zagłębiać się w tekst. Obraz pozostaje dobry zarówno podczas oglądania na ekranie telewizora, jak i komputera. Jednakże same napisy są po prostu trochę za małe – o ile w przypadku komputera nie sprawiało to problemów, o tyle na telewizorze przeczytanie dialogów wymagało trochę wysiłku – owszem, było możliwe, ale trochę większa czcionka byłaby bardzo pożądana. W kilku miejscach także napisy nie były odpowiednio zsynchronizowane z obrazem, co przy tej ilości dialogów poważnie zaburzało rytm narracji i utrudniało zrozumienie danej sceny. Nie oceniam w żaden sposób niemieckiego tłumaczenia ani dubbingu – nie sądzę, by wielu widzów korzystało z tej opcji, chociaż nie jest wykluczone, że miałoby to sens, jeśli jest ono lepsze od polskiego. A to nie byłoby trudne.

Napiszę bowiem wprost i wyraźnie: tłumaczenie leży, płacze i nie potrafi się podnieść. Nie chodzi mi tu o jakieś subtelne „rozbieżności z oryginałem”, widoczne tylko dla zagorzałych maniaków. To, co tłumaczka najwyraźniej uważa za mój język ojczysty, sprawia, że naprawdę będę się wstydziła pożyczać komukolwiek tę płytę. Straszą błędy ortograficzne (bombelki, ochydne) i gramatyczne (nieodmieniane Honey i Ranka, oboje o dwóch mężczyznach, uznać jako głowę rodziny – przykłady można by mnożyć), a zza rogu wygląda upiorne „zaglądnąć”. Do tego dochodzą, tak jak poprzednio, pominięte tłumaczenia części napisów – co w kilku przypadkach pozbawia jakąś scenę puenty. Przede wszystkim jednak widać całkowity brak wyczucia językowego, potrzebnego bardzo przy serii tak bardzo opierającej się na żartach słownych. Najbardziej ucierpiał na tym odcinek 10., opowiadający o wizycie w domu Haruhi – najlepszy w całej serii, stał się niemal niezrozumiałym koszmarkiem. Próbowałam dociec, na jakiej zasadzie tłumaczka „lokalizuje” niektóre nazwy i pojęcia – i niestety do niczego nie doszłam. Rozumiem, że niekoniecznie musimy wiedzieć, co to jest nabe, chociaż zastąpienie tego „prostą potrawą” (wymawianą, jakby to była nazwa dania) brzmi dziwacznie. Skoro jednak tak się bawimy, to czym wyjaśnić pozostawienie w następnym odcinku bez najmniejszego słowa wyjaśnienia określenia onî­‑chama (nie wspominając o wpychanych w losowych momentach „senpajach”)? Za to, zapewne „dla konsekwencji”, pozostały sobie w tekście nazwy w rodzaju Kyôtô oraz Tôkyo – przypominam, że jednak według słownika języka polskiego powinno to być odpowiednio Kioto i Tokio. Czy warto w ogóle wspominać o tym, że w Polsce szkoła średnia to liceum, a nie gimnazjum, a słowo niezamierzony nie jest synonimem nieplanowany? Jak widać, zasady języka polskiego są przereklamowane: można ich nie znać i z sukcesem wydawać anime!

Wracając jeszcze do odcinka 10. (bo trudno przejść nad tym do porządku dziennego), proszę zwrócić uwagę na pokazaną w retrospekcji scenę, w której ojciec Haruhi rozpacza, że córeczka „nie chce, żeby ją odwiedził”. Odwiedził, odwiedzić, odwiedziny, pozwalają się najwyżej domyślić, że chyba Haruhi nie chce, żeby wchodził do jej pokoju, bo do licha, mieszkają przecież razem. Czy naprawdę tylko widzowie znający japoński albo oglądający wcześniej tę serię z napisami angielskimi będą mieli szansę zrozumieć, że chodzi o wizytę w szkole, na czymś w rodzaju dnia otwartego dla rodziców? I zrozumieć, jaka jest puenta tej sceny (bo w polskiej wersji jest ona taka, że Haruhi chce, żeby tatuś siedział w domu zamiast ją odwiedzać – co, jak i dlaczego, pozostaje ukryte). Pozorny drobiazg, doskonale pokazujący, jak niewielkie przekłamanie w tłumaczeniu sprawia, że cała scena traci wydźwięk emocjonalny i staje się bez większego sensu (ot, tatuś tak zabawnie rozpacza, że córeczka czegoś nie chce). Poza tym nie trzeba być chyba głębokim znawcą kultury Dalekiego Wschodu, żeby domyślić się, że w Japonii – podobnie zresztą jak w Polsce – powiedzenie „Ojej, po raz pierwszy widzę prawdziwą ciotę!” to nie jest grzeczne zagajenie rozmowy ze starszą osobą i nawet bracia Hitachiin nie pozwoliliby sobie na taki wyskok. Jeśli polszczyzna jest pod tym względem zbyt uboga i nie pozostawia miejsca „między medycyną a wulgarnością”, to może tu właśnie warto byłoby zachować oryginalny termin okama?

W dołączonej do płyt książeczce – o dziwo – nie znalazłam błędów ortograficznych, zastąpiły je jednak usterki gramatyczne i nieporadnie składane proste zdania. Odniosłam także wrażenie, że tłumaczka tu także chwilami używała słów, których znaczenia nie była pewna – polecałabym chociażby zakres stosowania słowa dobroduszny. Jedynymi dodatkami multimedialnymi są zamieszczone na drugiej płycie zwiastuny anime wydawanych przez Anime­‑Virtual.

Pozostaje mieć nadzieję, że Anime­‑Virtual zmieni jeśli nie tłumacza, to przynajmniej redaktorów. Owszem, kupiłam drugi wolumin i na pewno kupię też ostatni, żeby skompletować serię. Ale zastanowię się kilka razy, zanim po raz kolejny wydam pieniądze na wydane przez Anime­‑Virtual anime, które mogę tylko postawić na półce – bo naprawdę krępowałabym się je komukolwiek pokazać.

Avellana, 23 października 2008
Recenzja anime

Wydane w Polsce

Nr Tytuł Wydawca Rok
1 Ouran High School Host Club vol. 1 Anime Virtual 2008
2 Ouran High School Host Club vol. 2 Anime Virtual 2008
3 Ouran High School Host Club vol. 3 Anime Virtual 2008