Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Otaku.pl

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

9/10
postaci: 7/10 grafika: 9/10
fabuła: 8/10 muzyka: 9/10

Ocena redakcji

9/10
Głosów: 21 Zobacz jak ocenili
Średnia: 9,00

Ocena czytelników

9/10
Głosów: 752
Średnia: 8,64
σ=1,24

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Avellana)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

NHK ni Youkoso!

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 24×24 min
Tytuły alternatywne:
  • NHKにようこそ!
  • Welcome to the NHK
Tytuły powiązane:
Widownia: Seinen; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Japonia; Czas: Współczesność; Inne: Realizm
zrzutka

Udająca komedię, ale w gruncie rzeczy bardzo poważna seria o problemach współczesnych ludzi. Nieco przerysowana, ale wystarczająco autentyczna, by dać widzom materiał do przemyśleń.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

NHK ni Youkoso!, przeładowana niezwykłymi zbiegami okoliczności historia roku z życia pewnego hikikomori, Tatsuhiro Satou, to niezwykła i z początku bardzo zwodnicza seria. W pierwszych odcinkach pełno jest elementów stricte komediowych i nie raz śmiałem się jak opętany. Jednak uprzedzony przez innych z góry oglądałem uważnie i bardzo szybko w głowie zaświtało mi: „Ano ne, naze waratteiruka, baka?” – Hola, właściwie dlaczego się śmiejesz, durniu?

NHK ni Youkoso! zawiera ogromny ładunek elementów współczesnej japońskiej popkultury, aż po plakaty innych serii anime z tego okresu włącznie. Nie odbieram jednak jej ani jako serii o Japonii, ani o popkulturze… Fakt, że elementy popkultury odgrywają dużą rolę, to z mojego punktu widzenia raczej dziedzictwo natury serii – „slice of life” (okruchy życia); naturalny dla tego gatunku kontekst. Bo jeśli „życie”, to i elementy „wspólnej codzienności” świata twórców… Nie trzeba w gruncie rzeczy śledzić Kyodo News, Japan Times czy MSN­‑Mainichi, by znać pokazane tu zjawiska, jeśli nie z własnego podwórka, to z tego, co o nich mówiono i pisano także w mediach w naszym kraju. Tym bardziej, że po oczach bije zbieżność tytułu z legendarnym filmem Henryka Dederki Witajcie w życiu, opowiadającym o dystrybutorach firmy Amway – firmy, która z sobie znanych powodów zrobiła wszystko, by film ten nigdy nie został zaprezentowany opinii publicznej. Moim zdaniem trudno obronić opinię, że wszystkie przedstawiane tutaj zjawiska są ściśle „japońską domeną”. Niech więc ta specyficzna otoczka was nie zmyli – to jest przede wszystkim seria o ludziach i ich problemach. O pozostawianiu przeszłości za sobą i szukaniu miejsca dla siebie; o koegzystencji z innymi w bliższym i dalszym otoczeniu, w szkole, w pracy; o szukaniu siły na codzienną rutynę, o perspektywie, z której patrzy się na życie, a wreszcie o miłości.

Trudno nie zgodzić się z opinią Avellany o „odbierającym prawdopodobieństwo natłoku wydarzeń”, czy jednego z naszych gości, Kelly'ego, o świecie w „krzywym zwierciadle”. Na pierwszy rzut oka bohaterowie wydają się za bardzo „pokręceni” i przydarza się im doprawdy zbyt wiele. Mimo to zwłaszcza w drugiej części serii, fabuła nieco „rwie”, to przyspieszając to zwalniając. Jednak uważam, że ostatecznie taki wybór twórców wypada dużo lepiej niż usunięcie niektórych wątków, przejście do całkowicie epizodycznej formuły, albo mnożenie postaci drugoplanowych. Przyjęta koncepcja tworzy całkiem zajmujący główny wątek i właśnie to połączenie wszystkiego we w miarę spójną historię, a przede wszystkim bohaterowie, aż do bólu prawdziwi i bardzo ludzcy (z wynikającymi z konwencji zastrzeżeniami), stanowi największą siłę tej serii.

Oczywiście pierwszą, bardzo naturalną reakcją, na przynajmniej niektóre postaci jest sprzeciw: „Co? Któż może być tak fanatycznym otaku albo graczem? Nierealne, urban legend!”, „Jak ktoś może aż tak samolubnie się zachowywać, być tak ślepy i zamknięty na innych?”, „Nikt nie jest aż tak skrajnie samodestruktywny!”, „Spisek? Taka agentka, »Scully«, jest na świecie jedna, i to wymyślona. Bzdura, takich ludzi nie ma”. Takiej kombinacji cech, jaką prezentują bohaterowie tej serii często w prawdziwym świecie się nie spotyka i stąd moja obniżona ocena. Ale jeśli szczerze i rzetelnie o tym pomyślimy, podobne jednorazowe zachowania, jeśli jeszcze nie cechy charakteru, z pewnością odnajdziemy u kogoś, kogo znamy lub kiedyś znaliśmy… Być może nawet u siebie. A teraz, w dobie kryzysu tradycyjnych wartości, komu z nas nie zdarza się choćby chwilowo zwątpić w siebie i świat? Oczywiście większość z nas zazwyczaj albo zaciśnie zęby i ruszy dalej, albo złapie oddech po jakimś pozytywnym wydarzeniu. Nie tak trudno jednak uwierzyć, że może trafić się ktoś, kto w „dołku” utknie na dłużej. Szczególnie, że powszechne schematy patrzenia na różne aspekty życia, z których istnienia nie zawsze w pełni zdajemy sobie sprawę, potrafią to życie niepotrzebnie komplikować.

Ogromnie podoba mi się też, że twórcy zdołali choć trochę powściągnąć zapędy moralizatorskie. Nie znaczy to, że w ogóle zrezygnowali z oceny tego, co przedstawiają, czy sugerowania rozwiązań, jednak nie czynią tego przesadnie natrętnie – i słusznie, życie nie jest wcale proste.

Od strony graficznej – jestem bardziej krytycznie nastawiony niż Avellana, co nie znaczy, że nie wystawię równie wysokiej oceny. Nie znajdziemy tu wielu przykładów najbardziej ordynarnych chwytów leniwej animacji – wręcz przeciwnie, na przykład tła są generalnie szczegółowe i przemyślane. Ale po ruchu w mniej istotnych scenach czy w przypadku scen w tłumie (stosowanie charakterystycznych uproszczeń i bardzo oszczędne animowanie obiektów w tle, nawet jeśli efekty dźwiękowe sugerują ruch i gwar) widać, że liczono się z każdą klatką. Nie zawsze dobrze wypada też wpasowywanie elementów komputerowej grafiki 3D. Tyle, że poczynione ustępstwa „oszczędnościowe” w genialny sposób uczyniono częścią konsekwentnej maniery artystycznej, za którą należą się brawa, a która kulminację znajduje w animacjach początkowych i końcowych. Do tego dochodzi rozważne, bardzo przemyślane operowanie światłem w dosłownie każdej scenie. To wszystko harmonijnie gra ze sobą i sprawia, że nawet wymagającemu recenzentowi bez wysiłku przychodzi wybaczyć wypatrzone tu czy tam niedociągnięcia. Zwłaszcza że całość ilustruje mistrzowsko skomponowana ścieżka dźwiękowa, naprawdę zdolna ożywiać w widzach emocje bohaterów. Dwa odrębne albumy, Dark Side ni Youkoso! i Sunny Side ni Youkoso! już na pierwszy rzut oka sprawiają dobre wrażenie udaną oprawą graficzną. Niestety, jak się okazuje, znakomita większość ich zawartości „nie broni się” w oderwaniu od obrazu – co wcale nie musi być wadą. W tym przypadku pokazuje tylko, jak daleko poszła fuzja środków wyrazu w tej serii. Jest też jednak na tych dwóch płytach kilka utworów naprawdę genialnych których będę z pewnością słuchał często. Obok wspomnianego przez Avellanę „Tajemniczego Pururina” śpiewanego przez Rumi Shishido, znajdziemy tu też remix singla openingowego Puzzle, wersję fortepianową piosenki Modokashii Sekai no Ue de śpiewanej od połowy serii przez Yui Makino (seiyuu Misaki Nakahary), smutną balladę Youkoso! Hitoribocchi czy Dark Side ni Tsuitekite, również w wykonaniu Yui Makino, oraz oczywiście sporo tematów instrumentalnych, takich jak przygnębiająca Hitori no Tame no Lullaby czy bardzo optymistyczna Kimi no Corona ni Tsutsumareta.

Wszystko to sprawia, że NHK ni Youkoso! jest wyjątkową, bardzo ciekawą propozycją dla dojrzalszych, wnikliwszych widzów, nie unikających trudnych tematów. Zwolennicy tradycyjnej rozrywki czy romansów raczej nie znajdą tu nic dla siebie, zwłaszcza w późniejszych odcinkach. I tylko dlatego nie mogę z czystym sumieniem wystawić najwyższej oceny.

wa-totem, 26 lutego 2007

Recenzje alternatywne

  • Avellana - 30 grudnia 2006
    Ocena: 9/10

    Japońska pop­‑kultura w krzywym zwierciadle. Doskonała seria, bardziej do refleksji niż do śmiechu. więcej >>>

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: GONZO
Autor: Tatsuhiko Takimoto
Projekt: Masashi Ishihama, Takahiko Yoshida
Reżyser: Yuusuke Yamamoto
Scenariusz: Satoru Nishizono
Muzyka: Pearl Kyoudai

Odnośniki

Tytuł strony Rodzaj Języki
NHK ni Youkoso! - artykuł na Wikipedii Nieoficjalny pl
Podyskutuj o NHK ni Youkoso! na forum Kotatsu Nieoficjalny ja