Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

6/10
postaci: 5/10 grafika: 8/10
fabuła: 6/10 muzyka: 7/10

Ocena redakcji

6/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 6,00

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 33
Średnia: 7
σ=0,92

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (Ukloim)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Mary i kwiat czarownicy

Rodzaj produkcji: film
Rok wydania: 2017
Czas trwania: 102 min
Tytuły alternatywne:
  • Mary and the Witch's Flower
  • Mary to Majo no Hana
  • メアリと魔女の花
Widownia: Kodomo; Postaci: Dzieci, Magowie/czarownice; Pierwowzór: Powieść/opowiadanie; Miejsce: Europa, Świat alternatywny; Czas: Współczesność; Inne: Magia
zrzutka

Ghibli jest tylko jedno.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl
Ogryzek dodany przez: ukloim

Recenzja / Opis

Hiromasa Yonebayashi od 1996 roku pracował jako animator w studiu Ghibli, gdzie pod koniec swojej przygody wyreżyserował dwa całkiem udane filmy – Tajemniczy świat Arrietty i Marnie. Przyjaciółka ze snów. W 2014, po ukończeniu drugiego z nich, razem z Yoshiakim Nishimurą postanowił opuścić Ghibli i założyć własne studio, któremu nadali nazwę Ponoc, co tłumaczyć można jako „początek nowego dnia”.

W 2017 roku światło dzienne ujrzał Mary i kwiat czarownicy, debiutancka produkcja studia i pierwszy film Yonebayashiego po odejściu z Ghibli. Fabuła opowiada o tytułowej Mary, rudowłosej dziewczynce, która przeprowadza się do prowincjonalnego miasteczka, gdzie mieszka jej ciotka Charlotte. Znudzona brakiem jakichkolwiek zajęć, stara pomagać się mieszkańcom domu – pokojówce Banks i ogrodnikowi Zebedee'emu. Niestety, za każdym razem raczej coś psuje lub przeszkadza. Staje się również obiektem żartów miejscowego chłopaka, Petera, którego bawią nie tylko jej niezdarne wyczyny, ale także płomienny kolor włosów.

Któregoś razu, kontemplując na pagórku swój marny los, dziewczynka spotyka dwa koty. Zwierzęta prowadzą ja do lasu, a konkretnie do miejsca, gdzie rośnie dziwny, niebieski kwiat – jak twierdzi Zebedee, ponoć jest to kwiat, który niegdyś był pożądany przez czarownice. Następnego dnia podczas poszukiwań jednego z kotów, mimo ostrzeżeń, Mary postanawia ponownie udać się do lasu, tym razem spowitego mgłą. Pod jednym z drzew znajduje porośniętą roślinnością starą miotłę. Przypadkowo zgniata pąk niebieskiego kwiatu, który uwalnia w niej magiczne moce. Znaleziona miotła okazuje się zaczarowana i zabiera bohaterkę na przejażdżkę do szkoły magii.

Brzmi niezbyt oryginalnie, co? Bo takie faktycznie jest. Wszystko, co ten film ma do zaoferowania w kwestiach fabularnych, już po prostu gdzieś było, nie zaskakuje absolutnie niczym. Podobieństwo motywów da się zauważyć również w innych aspektach – jest tu masa elementów, przy których myślałem sobie: „kurczę, coś podobnego widziałem już u Ghibli”. Mamy więc na przykład scenę przejścia po wątpliwej jakości schodach czy odwiedziny w domku wiedźmy na odludziu, które automatycznie skojarzyły mi się z W krainie bogów, zaś dziewczynkę latającą na miotle z czarnym kotem już przecież widzieliśmy w Podniebnej poczcie Kiki. Nie wiem, ile w tym winy materiału źródłowego, a ile twórców wersji animowanej, ale widać, że scenariuszowi brakuje odrobiny własnego charakteru. To zlepek różnych motywów, które występowały już wcześniej w innych opowieściach o magii i czarownicach.

Jest tutaj jednak jeden element, który odrobinę wyróżnia Mary na tle innych tego typu historii – wątek ekologiczny. Yonebayashi drogą Miyazakiego w swoim filmie postanowił opowiedzieć o czymś, co go trapi, i tak oto w fabule pojawia się motyw eksperymentów na zwierzętach, tutaj oczywiście przedstawionych nie do końca dosłownie, bo badania te, jak nietrudno się domyślić, odbywają się za pomocą magii. Produkcja stara się więc nieść jakieś przesłanie i nie robi tego zbyt nachalnie, a to już plus.

Mam natomiast ogromny problem z antagonistami tego filmu. W produkcjach Ghibli, poza Laputą, czarne charaktery w zasadzie nigdy nie były do końca czarne. Każda z tych postaci napisana została w taki sposób, że trudno było ją scharakteryzować jako autentycznie złą, często za jej czynami stały cele i decyzje, które dało się uzasadnić, a z samymi bohaterami można było po prostu sympatyzować, nawet pomimo ich postępowania. Tutaj sprawa ma się inaczej – Madame Mumblechook i doktor Dee są źli, bo… są, po prostu. Jasne, film stara się to w jakiś sposób uzasadnić, ale kiedy w końcu to robi, wyjaśnienie nie jest ani trochę satysfakcjonujące i jak dla mnie właściwie w ogóle nie stanowi wytłumaczenia ich działań. Mam wrażenie, że zrobiono z nich czarne charaktery tylko po to, żeby w fabule znalazł się ktoś, kto mógłby napsuć trochę krwi Mary.

No właśnie, a co z samą Mary i resztą postaci? Protagonistka jest całkiem pocieszną dziewczynką i da się ją lubić; przechodzi nawet jakąś przemianę, ale jak dla mnie niezbyt wiarygodną, można było to poprowadzić lepiej. Peter służy właściwie jedynie za motor napędowy dla jej działań, poza tym nie ma za dużo do roboty. Pojawia się także opiekun latających mioteł, Flanagan, który jest zabawną postacią, ale nie wnosi za wiele do fabuły, jeśli nie liczyć tego, że raz czy dwa ratuje bohaterkę z tarapatów (dodam, że dokładnie w ten sam sposób). Duży potencjał mógł mieć wątek relacji Mary z ciotką i innymi mieszkańcami domu, ale potraktowano go zupełnie po macoszemu, nie rozwijając praktycznie w ogóle. Szkoda.

Największą zaletą produkcji jest zdecydowanie oprawa wizualna. Tła są prześliczne, projekty lokacji robią bardzo pozytywne wrażenie, a postaci, tam gdzie trzeba, poruszają się naprawdę płynnie, choć nie jest to poziom najlepszych filmów spod szyldu Ghibli. Jedyny element, który odrobinę mi zgrzytał, to mgła zrobiona przy pomocy komputerów – nie zgrywała się ona zbyt dobrze z resztą otoczenia. Muzycznie również jest całkiem nieźle, soundtrack spełnia swoje zadanie, znalazłby się przynajmniej jeden wpadający w ucho motyw; nie jest to jednak nic nadzwyczajnego.

Mary i kwiat czarownicy to film zawieszony pomiędzy byciem kolejną produkcją w stylu Ghibli a próbą stania się czymś nowym i autorskim. W efekcie nie wychodzi mu ani jedno, ani drugie. Jednocześnie jest to całkiem przyjemne kino familijne, w sam raz do obejrzenia z dziećmi czy młodszym rodzeństwem. Choć to film traktujący o magii, tej jej kinematograficznej odmiany jednak tutaj zabrakło. Tego Yonebayashi jeszcze musi się nauczyć. No ale cóż, Ghibli jest tylko jedno.

ukloim, 8 lutego 2020

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Studio Ponoc
Autor: Mary Stewart
Projekt: Akihiko Yamashita
Reżyser: Hiromasa Yonebayashi
Scenariusz: Hiromasa Yonebayashi, Riko Sakaguchi
Muzyka: Takatsugu Muramatsu