Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Studio JG

Anime

Oceny

Ocena recenzenta

2/10
postaci: 2/10 grafika: 1/10
fabuła: 2/10 muzyka: 2/10

Ocena redakcji

4/10
Głosów: 3 Zobacz jak ocenili
Średnia: 4,33

Ocena czytelników

7/10
Głosów: 52
Średnia: 6,58
σ=2,34

Kadry

Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Zrzutka
Źródło kadrów: Własne (wa-totem)
Więcej kadrów

Wylosuj ponownieTop 10

Yoake Mae Yori Ruriiro Na ~Crescent Love~

Rodzaj produkcji: seria TV
Rok wydania: 2006
Czas trwania: 12×23 min
Tytuły alternatywne:
  • Brighter than Dawning Blue ~Crescent Love~
  • 夜明け前より瑠璃色な -Crescent Love-
zrzutka

Miłość wbrew wszelkim przeciwnościom. Wyjątkowo nieudana adaptacja wizualnie pięknej gry ze studia August.

Dodaj do: Wykop Wykop.pl

Recenzja / Opis

W odległej przyszłości między lunarnym królestwem Kuli a republiką Ziemi panuje „zimna wojna” po długotrwałej odbudowie ze zniszczeń, wywołanych przez apokaliptyczny konflikt między tymi państwami w przeszłości. W ramach próby ocieplenia wzajemnych stosunków księżniczka Feena Fam Earthlight, następczyni tronu królestwa Kuli, przybywa na międzyszkolną wymianę, w czasie której zamieszka w domu Tatsuyi Asagiri, którego starsza siostra jest asystentką prezydent Ziemi. Nikt jednak nie podejrzewa, że Tatsuya i Feena już się spotkali…

Nikt nie wymaga od gier eroge bardzo inteligentnej fabuły. W końcu one są głównie od oglądania… a w tej dziedzinie studio August może śmiało stawać do walki z gigantami na rynku. Zaś jego sztandarowy produkt, Yoake Mae Yori Ruriiro Na ~Crescent Love~, ma naprawdę przepiękną grafikę. Nawet jeżeli fabuła jest przesadnie sentymentalna i dosłownie klei się od lukru, w połączeniu z piękną kreską daje się to wytrzymać.

Niestety, przygotowanie adaptacji na anime powierzono niezbyt kompetentnemu studiu. Autorem oprawy muzycznej jest Hiroyuki Sawano, znany z muzyki do Soul Link, co nie jest najlepszą rekomendacją. Efekt jego pracy nie jest dużo lepszy, ale tym razem przynajmniej piosenki – choć zgodnie z oczekiwaniami przesadnie sentymentalne – są melodyjne i miłe dla ucha. Gorzej, że projekty postaci także oddano w ręce osoby, która pracowała przy Soul Link. Efekt jest katastrofalny! Projekty Yoshihiro Watanabe są potwornie uproszczone w porównaniu do grafik do gry, podobnie jak tła, a wstawki związane z dawną wojną i współczesnym stanem napięcia i nerwowego pogotowia wręcz rozczulają swoją naiwnością (statki kosmiczne z kominami; normalne odrzutowce startujące z pokładów(!) wiszących w kosmosie lotniskowców). Brak kompetencji raz za razem maskowany jest przejściem w tryb chibi, a z namalowaniem główki kapusty (która w wydaniu twórców tego anime wygląda jak gładka plastikowa kulka) lepiej poradziłby sobie przedszkolak. Do tego poziom animacji jest potwornie nierówny – od względnie przyzwoitego, do poniżej wszelkiej krytyki. Trafiają się scenki, gdzie idące obok siebie bohaterki odróżnia jedynie kolor włosów.

Pozbawiona swego potencjalnie największego atutu seria musi bronić się fabułą. Tyle, że jest to fabuła, którą obronić się nie sposób, ponieważ mamy tu do czynienia z całkiem standardową mieszanką haremową – szczypta imouto, przyjaciółka z dzieciństwa, przyjaciółka przyjaciółki, „ta jedna przeznaczona przez los”, to wszystko doprawione okazjonalnie meido oraz nekomimi goth­‑loli. Oczywiście harem gromadzi się wokół całkowicie przeciętnego chłopaka… No, może niezupełnie przeciętnego, ma bowiem dość nietypowy zwyczaj wodzenia swoich haremetek za nos – dosłownie! Pierwszy raz słyszałem o takim fetyszu. Zapewne zdając sobie w jakimś stopniu sprawę z wszelkich problemów, twórcy usiłują ratować sytuację, obficie okraszając całość dowcipami. Niestety, są to wyjątkowo niewybredne gagi – numer typu „Jin podpadł, to Natsuki mu da w zęby tak, że wyleci na ulicę” od samego początku nie jest zbyt zabawny, a na pewno nie tak, by go powtarzać co odcinek. O zbereźnym staruszku­‑fotografie nadwornym, wyskakującym z najdziwniejszych miejsc (na przykład spod sukni księżniczki) i dokumentującym wszystko z jej bielizną włącznie, nawet szkoda wspominać. Na dodatek zakończenie jest od samego początku boleśnie przewidywalne, i nawet istnienie obłąkanego złego „prawowitego narzeczonego” wybranki, czy wręcz śmierć głównego bohatera, nie są zdolne nic zmienić – poza wyniesieniem poziomu melodramatyzmu na nieznane dotąd wyżyny i wprowadzeniem piramidalnie głupiego deus ex machina w celu przywrócenia stanu wyjściowego.

Tylko najbardziej oddani fani zabójczo sentymentalnych romansów okraszonych obficie patosem zdołają docenić tę serię. Po raz pierwszy od czasów Fushigi Yuugi dane mi było oglądać wierną kopię sławnego "-Tamahome! -Miaka! -Tamahome! -Miaka!” w wykonaniu pary głównych bohaterów. Wszystkim pozostałym, szczególnie tym, którzy mieli do czynienia choćby tylko z grafiką z gry, szczerze odradzam sięganie po tę pozycję. Lepiej oszczędzić sobie rozczarowania.

wa-totem, 8 lutego 2007

Twórcy

RodzajNazwiska
Studio: Doumu
Autor: August
Projekt: Yoshihiro Watanabe
Reżyser: Masahiko Oota
Scenariusz: Hideaki Koyasu, Takashi Aoshima
Muzyka: Hiroyuki Sawano