Tanuki-Anime

Tanuki.pl

Wyszukiwarka recenzji

Kyaa! - magazyn o animacji, mandze i kulturze japońskiej

Komentarze

Blue Gender: The Warrior

  • Avatar
    A
    Highlander 1.05.2007 01:43
    Masakra
    Szczerze mówiąć srogo się rozczarowałem. 26 odcinkowa seria prezentowała się wyśmienicie w najwazniejszych kwestiach. Zrozumiałym jest dla mnie, że długość całej serii pozwala na zabawę w szczegóły i folgowanie sobie w treści. Mimo to cała seria sprawia wrażenie przemyślanej i dobrze rozplanowanej, czego w filmie juz do końca nie uświadczymy.
    W serii można było zauważyć dwie płaszczyzny na których rozwijała się akcja, pierwsza z nich to wątek głównych bohaterów, skądinąd bardzo dobrze zaplanowanych i rozsądnie poprowadzonych. Zarówno Youii jak i Marlene podlegają charakterologicznej transformacji, zmiany nie idą jak pięścią w oko, że ni z piernika ni z wiatraka wyskakuje nagle nowa osobowość, bo pojawia się zapotrzebowanie na zmianę akcji, nie, nie nie. Wszystko siedzi wpakowane w świat serii i dopiero wzajemne jak i szersze interakcje z bohaterami powoduja większe lub mniejsze falowaniei i pozwalają nabrać szlifów bohaterom. Film na tym polu wymięka, leci wszystko na łeb na szyję i proponowane rozwiązania wydają się nieco sztuczne. Takie bynajmniej odniosłem wrażenie. Druga płaszczyzna to metafizyka, uzasadnienie, czy tez próba interpretacji świata. Świat przedstawiony w serii w sposób interesujący i przemyslany spajał się w całość, dokładne wyjaśnienie choroby głównego bohatera, jak i koncepcja Seno pozwalają wepchnąć świat Blue Gender w pewien rodzaj determinizmu. Wyjaśnienie przyczyny sprowadza się do wnętrza przedstawionego świata i to moim zdaniejm jest duży plus. Film zaś zdaje sie postulowac przyczyne zewnętrzną, spoza modelu, co jest może i ostatecznym wyjaśnieniem na jakie stac umysł ludzki ale jest nagminnie wykorzystywane w byle badziewiach i z byle powodu. Taki sposób to pojście na łatwiznę. Uważam, że znacznie lepiej sprawa została przedstawiona w serii, która sprawia przez to wrażenie sprawnego organizmu a nie jakiegoś truchła na sznurkach. Poza tym wspomniane płaszczyzny w serii oddziaływuja na siebie i są przestawiane w rozsądnych proporcjach. Film zaś skupia się na linii relacji między dwójką głównych postacii i szlag trafia całą resztę.
    Pierwszym wrażeniem w trakcie oglądania filmu było nierówne przesunięcie akcentów z treści zaprezentowanej w serii. Wydaje mi sie jednak, że wynika to z obranego przez twórców rozwiązania, czyli nadania priorytetu wątkowi relacjii między głównymi bohaterami. Wielka szkoda, że w łeb wezięły wydazenia rozgrywane w kosmosie, szkoda postaci Toniego i Alicji, ale najbardziej Toniego :) Lepszym rozwiązaniem byłoby zrobic po prostu dłuższy film, bo jest dość krótki i odpowiednio przedstawić wspomniane wątki, bo zdecydowanie były ciekawsze z serii. Tylko wypada pobiadolić :( Mankamentem jest też zwyczajne pomieszanie pewnych motywów i wprowadzenie najzwyczajnych w świecie sprzeczności między serią a filmem. Nie chce tu wtrącać szczegółów ale znając dobrze serię odnosimy wrażenie bezlitosnego pozbawiania serii tego co trzymało ją na wysokim poziomie. Samo tłumaczenie virusa wydawało mi się mocno pozmieniane, przez co właśnie legła podpora trzymająca świat w kupie. Tutaj nie ma to za wiele wspólnego ze zjawiskiem Blue, przez co całość sprawia wrażenie czegoś bardziej przygodnego i mniej atrakcyjnego, moim zdaniem oczywiście. Owa przygodność sprawia, że oglądając cokolwiek można się wszystkiego spodziewac po następnych kadrach, a jak wszystkiego to niczego ciekawego. Wolę rozwiązania które mogą mnie wodzic za nos i cos sugerować i na końcu zaskakiwać, pod warunkiem, że wszystko jest solidnie uzasadnione. a tutaj to takie nijakie, bez wyrazu wyszło.
    Gtafika i animacja zasadniczo trzymają się na wysokim poziomie. Film jak można się domyslić ma małe wspomaganie CGI ale nie jest nagminnie wykorzystywane jak prostytutka na rogu i chwała za to. Animacja rzeczywiście częściowo została wyszarpana z serii ale nie barkuje też zupełnych nowości. Muzyka jest tym co wzbogacało serię, i tutaj szcerze przyznaję, że nie zawodzi. Defakto częśc kawałków jest żywcem powyjmowana z serialu ( i dobrze :)) ale zauważyłem też nowe kawałki i to też jest dobre. Ogólnie to mój ulubiony motyw na pianienie co najmniej dwa razy usłyszałem.
    Osobiście wydaje mi się sprawą wysoce skomplikowaną zabierać się za ekranizacje dziesięcioodcinkowych serii, nie jest to rozwiązanie, które daje łatwe wyniki. Trzeba bowiem ciąc, i to nie tylko animację ale i treść właśnie, drugi składnik ANIME ( czyli w sumie oba, bo pierwszym jest animacja ;)). A cięcia bolą, pal licho jak idą pod nóż 4­‑to planowe postaci (ale Toniego nie daruję), niestety trzeba też masakrować linię fabularną i tu boli najbardziej. Żyjemy niestety w takich czasach. Jednakowoż zmiany ingerujące w fabułę i zmienianie animacji to już inna liga, jawny postmodernizm. W rezultacie takich machlojek powstaje takie dziwadło, gdzie logika wysiada i prym wiedzie atomizacja, rozproszenie, rozczłonkowanie, obalenie wielkich narracji, jak kto woli. Nie chcę tutaj wartościować, ale widziałem przykłady anime, gdzie takie postępowanie dawało o wiele lepsze rezultaty (vide RahXephon, NGE, ale to wszystko inne nieco klimaty). Dlatego nie chce bronić BG:TW, produkcja zwyczajnie rozczarowuje. w trakcie oglądania byłem bardzo ciekaw jak się zakończy, jak oni to zrobią?? I kolejne rozczarowanie, beznadzieja, kicz. Widać, że zwyczajnie nie w pięc ni w dziesięć. Aż mnie świeżbi żeby pojechać ale odpuszczę, obejżyjcie sami…
    Pozdrawiam